Do matki jednego dziecka

Spread the love

Jedno dziecko to pikuś. Ogarnięcie jednego to w porównaniu z ogarnięciem każdej ilości większej niż jedno naprawdę prosta sprawa. No bo co to jest jedno dziecko, jeżeli jeszcze ma dwójkę rodziców? To są dwie osoby do pilnowania JEDNEGO dziecka. Dwie pary rąk, dwie pary nóg, dwie pary oczu i jeden nieletni. No dobra, przypuśćmy że matka tym jednym zajmuje się przez większość czasu, a ojciec okazyjnie. To nadal daje jedną matkę na jedno dziecko. Co w tym ciężkiego jest?

Już się w tobie zagotowało? Chcesz rzucić bluzgiem? Ile razy słyszysz takie wywody? Ostatnio dyskusje na temat, czy matki jednego dziecka mogą się w ogóle wypowiadać na temat wychowania, zmęczenia, braku czasu itd., są bardzo modne. Ja jestem wielką fanką Instagrama i tam obserwuję różne panie blogerki. W ostatnim czasie praktycznie wszystkie z moich ulubionych mam, które czytam i obserwuję, a które mają TYLKO jedno dziecko, poruszały ten temat. Czasem w żarcie, czasem na serio, ale gdzieś to krąży. Generalnie urasta to już powoli do rangi dyskusji na temat tego, czy matka po cesarce może mówić, że urodziła, także wiecie, poważna sprawa.

Dziwi mnie to, że ludzie, którzy uważają się za inteligentnych, dają się wciągać w takie gówniane afery i generują przy tym tyle negatywnych emocji. Jako że ja lubię mieć wokół siebie czystą atmosferę i nie lubię niejasności, postanowiłam tym, którzy na ten wpis trafią, łopatologicznie wytłumaczyć, jak to jest z tym zmęczeniem i byciem rodzicem przy jednym, a jak przy dwójce dzieci. Temat znam z perspektywy najpierw rodzica pojedynczego, a teraz podwójnego, także pozwalam sobie się wypowiedzieć. Uwaga – będzie matematyka dla opornych.

Jeden to jest mniej niż dwa.

Koniec wypowiedzi.

Idąc tym tropem, jedno to jest mniej niż dwoje. Łapiecie? Mniej dzieci, mniej prania, prasowania, gotowania, sprzątania, usypiania, karmienia, odwożenia, wywożenia, ubierania, tłumaczenia itd. Ktoś kto się kłóci z tym, że mając dwoje dzieci nie masz więcej pracy i nie musisz ogarniać bardziej, niż jak masz jedno, po prostu kłóci się z prawami matematyki. Kiedy rodzice jednego dziecka kończą obcinać swojemu dziecku paznokcie i w podskokach udają się na zasłużony odpoczynek na kanapę ( i słowo zasłużony jest w tym zdaniu absolutnie kluczowe, serio), ja do obcięcia mam kolejne dwadzieścia sztuk. No ludzie! Czy można bardziej obrazowo? Zawsze przy dwójce ( i kolejno trójce, czwórce) jest więcej pracy, logistyki i tych innych rodzicielskich przyjemności, no nie ma innej możliwości. Jedno dziecko to jest jazda, totalnie, drugie to jazda bez trzymanki a podejrzewam, że trzecie to jazda bez trzymanki z oderwanym kołem. Z czym tu dyskutować?

Według mnie ten śmieszny, gumowy problem i ten cały żal jednych matek do drugich bierze się stąd, że one na to po prostu niewłaściwie patrzą. Wyobraź sobie, że idziesz z koleżanką pod górkę z ciężkimi plecakami. Ktoś dał wam po dziesięć kilo złota, zakładacie go na plecy i ciśniecie do przodu. Idziesz, łatwo nie jest, zadyszka, pot, no ciężko cholera, dziesięć kilo to nie prosta sprawa, no ale taki skarb, dajesz radę. No i nagle w twoim plecaku ląduje kolejne dziesięć kilo. No euforia, dwadzieścia kilo złota, kto ogarnie twoje szczęście? Idziesz i z każdym krokiem jest ci ciężej. Mięśnie drżą, są zmęczone, oczy wychodzą z orbit, kolana się uginają, płuca już wcześniej składały podanie o urlop, a teraz zwyczajnie chcą opuścić miejsce pracy, bo prawie je wypluwasz. Idziesz, sapiesz, ledwo dyszysz i patrzysz wtedy na swoją koleżankę, która w plecaku ma nadal dziesięć kilo. Co wtedy myślisz? Kto ma lżej? Ze swojego złota nie oddałabyś ani grama, ale z twojej perspektywy teraz jej dziesięć kilo wydaje ci się po prostu lekkie. Z twojej perspektywy. Jej wcale nie jest lekko. Nie jest jej lżej, niż było tobie, kiedy sapałaś niosąc swoje dziesięć kilo. Ona ma prawo być zmęczona dokładnie tak samo, jak ty wtedy byłaś i nie ma co gadać, że dziesięć kilo złota to pikuś, nic i to tak, jakby powietrze niosła, bo to nie jest prawda. Jest ci ciężej, no musi być, bo niesiesz więcej. Z drugiej strony, masz już większe doświadczenie w tym niesieniu, wiesz jak oddychać, by było łatwiej, jak stawiać kroki. Ona też wie, dlatego idzie szybciej, ty zostajesz trochę w tyle, ale to nie ma znaczenia. Obu wam jest ciężko, bo dźwigacie swój skarb, obie macie momenty zwątpienia i momenty takiej motywacji, że lecicie z tymi plecakami jak na skrzydłach.  Obie dojdziecie do celu. Może po drodze twojej koleżance też dojdzie drugie dziesięć kilo i wtedy ona zwolni, a dla ciebie to już będzie normalka i mijając ją poklepiesz ją po plecach, otrzesz z jej czoła pot i powiesz – „Kochana nie martw się, też byłam kiedyś w tym miejscu co ty, za parę kilometrów będzie ci już łatwiej”. A może koleżanka uzna, że te dziesięć kilo złota do szczęścia w zupełności jej wystarczy. I to też jest super, takie jej prawo i nic ci do tego, a jeżeli się martwisz, tak po kobiecemu i po polsku przy okazji, że  plecy na pewno bolą ją mniej niż ciebie, to się nie martw, swoje przeszła, swoje udźwignęła, a jak ci ma to pomóc, to może miała mniej wygodny plecach i te dziesięć kilo było jej nieść gorzej niż innym.

Tak, myślę, że takie porównanie wyczerpuje dyskusję. A jeżeli jest Wam źle, bo ktoś mówi  że ma ciężej, a to Wy chcecie mieć ciężej i gorzej, to pamiętajcie dziewczyny, nie ma czegoś takiego, jak TYLKO jedno dziecko. Dziecko to zawsze jest AŻ. Tyle w temacie.

One comment to “Do matki jednego dziecka”
  1. Świetnie to napisałaś. Wiele dyskusji dotyczących dzieci, wychowania i tego kto z czym i w czym jest lepszy czy gorszy jest zbędnych.
    Dokładnie tak dziecko zawsze jest AŻ. 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.