Ja Ciebie chcę, synku

Spread the love

Jeżeli kiedykolwiek miałam preferencje odnośnie płci dziecka, to zostały one przeze mnie brutalnie porzucone w szpitalu po pierwszej ciąży. Trzasnęłam nimi o podłogę w sali zabiegowej, albo w toalecie, jakaś pani zamiotła je razem z innymi śmieciami, wyrzuciła do kosza, a może popłynęły do ścieków…nie wiem. Nawet dobrze nie pamiętam, czy w ogóle były.

Kiedy trzy miesiące później zaszłam w kolejną ciążę, płeć kompletnie się nie liczyła. Przez cały czas, od początku do końca, ważne było tylko to, żeby z dzieckiem wszystko było dobrze. Przed każdą wizytą cicha modlitwa, strach, nadzieja, ulga. Kiedy lekarz w 16 tygodniu stwierdził, że chyba będzie chłopiec, ucieszyłam się, ale pewnie tak samo ucieszyłabym się, gdyby powiedział, że dziewczynka. Na każdej kolejnej wizycie moje dziecko dumnie prezentowało to, co ma między nogami, prawdopodobnie po to, żeby uniknąć noszenia różowych ubrań po urodzeniu. Nie było wątpliwości, miał być chłopiec na 100% i urodził się chłopiec. Dawid.

Kiedy zaszłam w trzecią ciążę, D. stwierdził, że czuje, że tym razem będzie dziewczynka. „A chciałbyś córkę?” – zapytałam. „Nie, po prostu tak czuję”. Zastanawiałam się co ja czuję. Na pewno czułam mdłości, włosy przetłuszczały mi się niemiłosiernie, cera się zepsuła – „Dziewczynka jak nic” – mówili wszyscy. Przez chwilę myślałam, że może faktycznie, później stwierdziłam, że chyba chłopak, później że dziewczynka a później, że nie jestem wróżbitką i jak przyjdzie czas, to się przecież dowiem. „Nie no teraz pora na córkę”, „Córka byłaby idealna”, „To jeszcze córeczka, i będzie komplet” – słyszałam na każdym kroku. Przy tym całym zastanawianiu się, kto zagościł w moim brzuchu, pewna byłam jednego – DZIECKO. Przed każdą wizytą, szczególnie w pierwszym trymestrze, kiedy stres sięgał zenitu, utwierdzałam się w przekonaniu, że mnie nie obchodzi, co ten mały człowiek ma między nogami. Nie obchodzi mnie to, bo to naprawdę nieistotne. Liczyło się jedno – rośnie, serce bije, rozwija się prawidłowo – i tak na każdej wizycie.

W dwunastym tygodniu USG prenatalne – wszystko w normie. „Na razie między nogami nic nie ma” – usłyszeliśmy. W szesnastym tygodniu, podczas standardowego USG, wypatrzyłam jajka. Sama wypatrzyłam, bo były tak wielkie, że przysłoniły cały obraz na ekranie. Parę sekund później usłyszałam od lekarza, że wprawdzie nie lubi na tym etapie określać płci dziecka, ale wygląda mu to na chłopaka. „Synuś” – powiedziałam na głos i zaśmiałam się. „Jeszcze nie na 100%, potwierdzimy to na następnej wizycie…albo nie potwierdzimy” – powiedział mój ginekolog. Z gabinetu wyleciałam niesiona na skrzydłach, jak po każdej poprzedniej wizycie, kiedy to dowiadywałam się, że wszystko jest dobrze. Zadzwoniłam do D., zdałam relację, powiedziałam, że chyba synek, usłyszałam ucieszenie. Kiedy wróciłam do domu, zaczęłam się zastanawiać, czy ja przypadkiem podświadomie nie chciałam drugiego chłopca, skoro ucieszyłam się tak bardzo. Długo się nad tym nie zastanawiałam. Taką samą reakcję wywołałaby córka. Jestem tego pewna. Wiecie dlaczego? Bo dopiero w ciąży przypomniałam sobie, jak wielkim szczęściem jest mieć zdrowe dziecko. Płeć to sprawa drugorzędna.

Podczas badań połówkowych moje dziecko cały czas zasłaniało buźkę. Nie chciało pokazać, jak wygląda, wstydziło się. Przyrodzenie zaprezentowało jednak wzorcowo. Zdjęcia buźki nie mam, zdjęcie jajek mam i to bardzo wyraźne. Kiedy zaczęłam informować rodzinę i otoczenie, że Dawid będzie miał brata, doznałam szoku. Wiecie jak rzadko zdarzało się, żeby ktoś się ucieszył i normalnie pogratulował? Najczęściej słyszałam co w rodzaju:” Nie no Ania, też fajnie, przynajmniej nie będziesz musiała kupować nowych ubranek”, albo „Słuchaj, nie ma tego złego, chłopak z chłopakiem będą się lepiej bawić, niż jakby to była dziewczynka” i moje ulubione „Spokojnie, trzecia będzie córeczka”. Czy wszyscy ludzie już do reszty powariowali? Nie wiem, może wyglądam w tej ciąży tak żałośnie i na twarzy mam wymalowane takie zmęczenie, że sprawiam wrażenie kogoś, kto potrzebuje pocieszenia? Czy tak trudno uwierzyć, że można nie marzyć o parce? Czy tak trudno uwierzyć, że dla kogoś może nie mieć to znaczenia? Czy naprawdę model rodziny mama, ojciec, syn, córka jest tak idealny, że każda rodzina, która go nie odzwierciedla, jest niepełna? Dokąd zmierzasz świecie? Dokąd do cholery?

Emocje związane z klejnotami mojego drugiego dziecka i z tym, że w ogóle ośmieliły się tam być, powoli opadły, wszyscy zdziwieni pocieszający zaczynali godzić się z faktem, że syn będzie synem i z tych jajek córki już nie będzie, kiedy to przyjechał do nas jeden z kolegów D. Kolega ów ma syna i córkę. Po usłyszeniu, że my będziemy mieli dwóch synów, jego twarz wykrzywiła się w tak nienaturalny sposób, że przez chwilę zastanawiałam się, czy nie posoliłam mu herbaty (co w tej ciąży zdarza mi się dość często, więc jakby ktoś chciał do mnie wpaść w odwiedziny, to radzę obsłużyć się samemu).”Wiesz, córeczka to zawsze by była dla tatusia, bo synek to bardziej do mamy” – powiedział. „Bo chyba nie wiesz, jak piękną relację może mieć ojciec z synem” – wypaliłam i ucięłam temat, bo nie mam zamiaru z nikim dyskutować o tym, że moje dziecko powinno być innej płci, żeby spełnić czyjeś wyobrażenie o spełnionym rodzicielstwie.

Zaciekawiona dziwnymi reakcjami niektórych ludzi, poczytałam w sieci trochę o tym, co piszą inni rodzice, zwłaszcza kobiety, bo to one zazwyczaj udzielają się na forach internetowych, na temat preferencji związanych z płcią. „Chciałam mieć synka”, lub „Marzyłam o córce, a wyszło trzech chłopców” wydawały mi się zupełnie normalne i pojawiały się często, nie budząc we mnie jakiegokolwiek zdziwienia, czy zniesmaczenia. Z dalszej lektury zrezygnowałam, kiedy doszłam do wypowiedzi jednej pani, która stwierdziła, że kiedy w pierwszej ciąży dowiedziała się, że będzie synek, załamała się, ale pomyślała, że nic straconego, to dopiero pierwsze dziecko przecież. Kiedy jednak w drugiej ciąży lekarz obwieścił chłopca, płakała przez dwa tygodnie. „Nie mogłam znieść drugi raz takiej porażki” – pisała. PORAŻKI?! Wstyd to czytać, a co dopiero wypisywać takie bzdury. „USG nie zawsze daje 100% pewności, czasem ma być chłopak, a jednak rodzi się dziewczynka” – pocieszały ją forumowiczki. „Czyli jest jeszcze dla mnie nadzieja” – odpowiadała zrozpaczona kobieta. Nie, nie ma, głupia babo, jeżeli osiągnęłaś już dojrzałość płciową, a mózg do tej pory nie wyrósł, to już raczej nie wyrośnie. Wcześniej inna pani opisywała z kolei stres, który przeżyła, kiedy informowała męża o drugiej córce. Bała się, że każe jej USUNĄĆ. I chyba pisała poważnie, bo z dyskusji pod tym wpisem wynikało, że mąż ma firmę o typowo męskim charakterze i potrzebuje dziedzica, a mąż córki nigdy nie wzbudzi takiego zaufania, a ona już nie zdecyduje się na trzecie dziecko, bo źle znosi ciążę, więc syn był niezbędny a tu bęc , brak jajek, tragedia.

Ja rozumiem marzenia rodziców o synu lub córce. To nie jest tak, że jak ktoś chce chłopca, czy dziewczynkę, to jest złym człowiekiem i na stos z nim, bo na dziecko nie zasłużył. Nie. Myślę, że większość ludzi ma takie preferencje, a z tej mniejszości, która nie ma, część tak mówi, bo myśli, że tak wypada. Ojcowie marzą o synach, żeby móc przekazać im swoje pasje, swój dorobek, żeby tak zwany ród nie wyginął, kobiety o córkach, żeby w przyszłości mieć przyjaciółkę, bo kobieta kobietę zawsze lepiej zrozumie. Mój pogląd na płeć wynika z moich przeżyć. To kubeł zimnej wody po straconej ciąży sprawił, że płeć zupełnie mnie nie obchodzi. Rozumiem, że można w tej kwestii mieć inne poglądy i podejście niż ja, nie rozumiem jednak tej rozpaczy, tego zawodu, który mógłby być zupełnie normalny, oczywiście, bo jest ludzki, jeżeli na coś się liczyło, a okazało się coś innego, ale kiedy nie przesłania on wszystkiego innego. Ludzie wpadają w jakieś dziwne emocje, jeżeli chodzi o płeć i trudno im uwierzyć,k że ktoś może myśleć inaczej. Mam dwóch synów i cieszę się, pozwólcie mi.

Myślę, że to moja ostatnia ciąża. Raczej nie zdecyduję się już na kolejne dziecko, chociaż się nie zarzekam. Może za parę lat coś nam odstrzeli i stwierdzimy, że chcemy jeszcze? Póki co muszę żyć ze świadomością, że w moim domu nie zagości róż, chyba że syn jeden, albo syn drugi, będzie w różu gustował. Ale to na pewno nie będzie róż, tylko łososiowy przecież. Muszę żyć ze świadomością, że będę tą gorszą teściową i że czyjeś córki kiedyś zabiorą moich synków (Boże, słabo mi) i najprawdopodobniej będą ich ciągnąć w stronę swojej rodziny, bo tak jest zazwyczaj. Nie zawsze, ale najczęściej. Muszę omijać w sklepach półki z sukienkami, wózkami dla lalek i samymi lalkami i wiecie co? Przeżyję. Nie jestem z tego powodu jakoś szczególnie nieszczęśliwa. Mam dwóch zdrowych chłopców, jeden na zewnątrz, drugi jeszcze w środku, ale już niedługo z nami będzie. Nie przejmuj się synku, my Ciebie chcemy, w całej twojej synkowości i ani przez chwilę żadne z nas nie było zawiedzione. Jesteś cudem, jesteś wspaniały a wszystkim tym, którzy myślą inaczej, pomachaj na przekór jajkami – niech wiedzą, jak bardzo nie wiedzą, o czym mówią.

, ,
19 comments to “Ja Ciebie chcę, synku”
  1. Czytam Twojego bloga od dluzszego czasu a szczegolnie odkąd zorientowalam sie ze jestesmy w tym samym etapie ciazy. Niestety 3 tygodnie temu okazalo sie ze ciaza jest obumarła, urodzilam synka. Wiedzielismy od 10 tygodnia ze bedzie chlopiec (robilismy badanie nifty), cieszylismy sie bardzo, ale szczerze nie mialam preferencji co do plci przed ciaza. Po 3 latach staran jest naprawde wszystko jedno…mysli sie tylko o tym aby dziecko bylo zdrowe. Paradoksalnie przy tym co sie stalo, dziecko bylo zdrowe, to pępowina i lozysko byly problemem.
    W kazdym razie, na temat: co mnie najbardziej zdziwilo to te 2 glowne pytania jakie ludzie zadaja orientujac sie lub dowiadujac ze jestem w ciazy. 1) kiedy termin? 2) chlopiec czy dziewczynka? W wiekszosc przypadkow to byly jedyne pytania. Po pytaniach oczywiscie nastepywaly komentarze co do płci. Nikt mnie nie zalowal, wlasciwie byly to ochy, achy i gratulacje ze jak to super ze to chlopak. Troche dziwnie sie z tym czulam, bo co, jakby byla dziewczynka to by mi wspolczuli? Ja cieszylabym sie tak samo.
    Pozdrawiam!

  2. 10 dni temu urodziłam drugiego synka.
    Reakcje w ciąży na wiadomość o płci były dokładnie takie jakie opisałaś. Ludzi mi współczuli. Ewentualnie pocieszali, że „nie ma tego złego bo nie trzeba kupować nowych ubranek…”.
    Ja sama marzyłam o córeczce. Tak, owszem, czułam zawód jak lekarz mi pokazał jajeczka. Musiałam się z tym oswoić. A teraz ? A teraz kocham mojego syneczka i bardzo cieszę się, że go mam 🙂

    • Mnie do tej pory pocieszają, a ja się cieszę. Z córki też bym się cieszyła 🙂 a zawód o którym piszesz jest na pewno bardzo częsty i normalny, tylko po prostu dziwi mnie, że niektórzy aż tak bardzo przeżywają, że płeć nie zgadza się z ich oczekiwaniami. Przecież to dziecko, człowieczek mały, jak tu się nie cieszyć, że się pojawiło, bo ma nie to co trzeba między nóżkami? Gratuluję dwóch synusiów, my na naszego drugiego czekamy jeszcze ok. 10 tygodni 🙂

  3. Kiedy byłam w pierwszej ciąży jakoś podświadomie czułam, że będę miała syna. Z moim mężem sprzeczaliśmy się w żartach co do płci ponieważ on czuł, że to będzie córka. Jakoś mimo wszystko nastawiłam się na chłopca, choć ciągle powtarzałam, że „ważne aby było zdrowe” i owszem to było najistotniejsze, jednak i tak już miałam pewne wyobrażenia. Przyszedł 12 tydzień, USG i ta straszna wiadomość -poronienie zatrzymane…
    Załamałam się. Tak bardzo pragnęliśmy tego dziecka.

    Z badań genetycznych wyszło na to, że byłaby jednak córka. Ciężko opisać jak się wtedy czułam, byłam zawiedziona i zła, ale na siebie, za to, że przecież od początku powinno mnie obchodzić tylko zdrowie a nie jeszcze płeć. Za to, że w tak krótkim czasie w jakim było ze mną dziecko, wyobrażałam sobie syna a nie córkę, nie poświęciłam tego czasu nienarodzonemu dziecku jak powinnam.

    Teraz jestem w drugiej ciąży w 15 tygodniu i jedyne na co czekamy przy każdym USG to „z dzidziusiem wszystko w porządku”, nie obchodzi nas kompletnie płeć i nawet o nią nie pytamy. Niezależnie od tego co będzie, będziemy przeszczęśliwi jeśli tylko dziecko będzie zdrowe.

  4. Witaj 🙂
    Jestem w 8 tygodniu ciąży. Niestety w ciągu 7 miesięcy poroniłam dwa razy. Tydzień temu byłam na wizycie. Lekarz powiedział, że ciąża rozwija się prawidłowo. Moje szczęście było nie do opisania. Niestety ciągle się martwię i smucę. Nie potrafię cieszyć się z ciąży bo ciągle się boje, że coś może być nie tak 🙁 Zaledwie parę dni temu byłam na kontroli, a już się boję czy może moja ciąża nie obumarła albo czy dobrze się rozwija. Obsesyjnie się boje. Cały czas analizuję swoje ciało i objawy. Jednego dnia bardziej boli mnie podbrzusze co według lekarza świadczy o powiększającej się macicy, drugiego już mniej i znowu boje się, że może Maluszek przestał się rozwijać. Trafiłam na Twojego bloga i gdy czytałam płakałam. Chcę walczyć z tą obsesją i funkcjonować jak każda Mamuśka 🙁

      • Dziękuję Kochana na chwilę obecną jest wszystko dobrze. Dwa tygodnie temu byłam na wizycie i mówił, że wszystko przebiega prawidlowo. Uspokoiłm się i myślalam, że już nie będę się denerwowac i martwić. We wtorek kolejna wizyta. Usg genetyczne. Już się nie mogę doczekać bo dzisiaj znowu panikuję. Ale to przez koszmary. Śniło mi się, że jechałam do szpitala z krwawieniem 🙁 wiem, to tylko sen ale strach jest. Po wizycie pewnie znowu się uspokoje 🙂

  5. Ja miałam pierwszego synka, gdy w drugiej ciąży okazało się, że będzie córeczka wszyscy mówili ze super, ze idealnie, ze będzie parka. Córka urodziła się ciężko chora, rokowania nie są dobre. Uważam, ze ludzie często nie doceniają tego co mają, nie rozumiem jak porażką może byc spodziewanie się zdrowego dziecka? To jest naprawdę bardzo przykre, uważam, ze takie mamy powinny iść na jeden dzień do szpitala dziecięcego, zobaczyć jak tam wygląda życie, myślę, ze po jednym dniu całkowicie zmieniłyby zdanie ehh.
    Pozdrawiam
    A.

    • To prawda, nie doceniają, bo tak naprawdę dopóki nie dotknie nas coś strasznego, to w naszych głowach nas to nie dotyczy i nigdy dotyczyć nie będzie. Warto sobie czasem uświadomić, że nie każdy ma to szczęście, że „niewłaściwa płeć” jest jego jedynym problemem

  6. Jeszcze większe zdziwienie postronnych osób obserwowałam, będąc w 3 ciąży: no bo jak to „mieliście juz parkę a zdecydowaliscie się na trzecie?” SZOK !!!

  7. Dawno Was tu nie było, cieszę się że wszystko w porządku. U Nas zmiany od ok. 12 tygodni. To wtedy dowiedziałam się, że Kacper będzie starszym bratem. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie wolno się cieszyć. Pierwsze usg, serduszko, następne usg i już widać jajeczka. Ucieszyłam się, bardzo. I nagle bum. Krwiak, krwawienie. Szybko przyszło, szybko poszło. Uspokoiłam się, na 3 tygodnie. Z silnym krwawieniem trafiłam do szpitala w 15tc. Byłam pewna, że to koniec. I jak miałam powiedzieć sobie, że tracę swoje dziecko ? To co wtedy przeżyłam… synek żyje, rośnie a ja nadal plamię. Raz mniej, raz bardziej. I moje życie toczy się od wizyty u lekarza do wizyty. I co będzie dalej? Nie wiem. Ta niewiedza jest najgorsza. Przepraszam, że tak tu wszystko wywaliłam. Ale ten blog, to taka bezpieczna przystań. Rośnijcie zdrowo.

    • Paulla będzie dobrze! Najważniejsze, że jesteś pod opieką lekarza. Mam nadzieję, że masz pomoc przy Kacprze? Bardzo mocno trzymam za Was kciuki i wierzę, że i tym razem czeka Was szczęsliwe zakończenie. Musi być dobrze!

      • Babcie spisują się na medal, tato Kacpra też radzi sobie wspaniale. Tylko najgorsze są momenty, gdy Kacper wyciąga rączki a ja muszę powiedzieć : nie mogę Cię wziąć na ręce kochanie. I tak może być przez najbliższe 23 tygodnie. No i znowu się nie umiem cieszyć, że jestem w ciąży.

        • Widzisz, ja nie plamię, wszystko przebiega prawidłowo, a i tak już nie mogę tak często brać Dawida na ręce, coraz częściej muszę mu powiedzieć „nie” i też mi serce pęka. Taka już jest ciąża, jak się ma małe dziecko i czasem przychodzą do mnie wyrzuty sumienia, że to się dzieje owszem Dawida, ale o tym napiszę w osobnym poście, bo to długi temat. Słuchaj, te plamienia ustaną, za chwilę połowa ciąży, im dłużej mały jest w brzuchu, tym będziesz mogła być spokojniejsza. Ciężko cieszyć się ciążą, jak przeżywa taki stres. Trzymaj się, trzeba myśleć pozytywnie, dziecko rośnie i z każdym dniem jest silniejsze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.