Kiedy przekraczasz swój czarny punkt

Spread the love

Minął 12 tydzień. W Dzień Ojca, razem z D. pojechaliśmy na wizytę. Czy się denerwowałam? Bardzo, ale dopiero od 15:00, kiedy Dawid zasnął i miałam na to czas. Bardzo jestem mu wdzięczna za to, że jest takim żywiołowym dzieckiem, bardzo. Wie chłopak, co robi. Dzięki niemu nieprzyjemny ucisk w żołądku i to dziwne uczucie w klatce piersiowej trwały tylko parę godzin, nie ciągnęły się za mną od rana. Dziękuję Ci synku, jesteś najlepszy, wiadomo.

Rano daliśmy z Dawidem tacie laurkę. Piękne bazgroły narysowane flamastrem przez pierworodnego. Pierworodne bazgroły po prostu. To pierwszy prezent. Drugi miał dostać wieczorem – obraz skaczącego na usg dziecka miał być idealnym zakończeniem Dnia Ojca. Zastosowałam stary trik, żeby D. wyszedł o odpowiedniej godzinie z pracy, by nie denerwować się, że nie zdąży. Wizyta na 19:20, jednak facetowi mówi się, że na 18:00 i sprawa załatwiona. Trzeba uprzedzać tak niespotykane zjawiska jak zakorkowana autostrada na przykład, która dla mojego D. nigdy nie jest powodem, żeby wyjechać wcześniej, jak ma być gdzieś na czas, bo przecież nie można mieć takiego pecha. Really? No ale już nie ważne, dotarł.

Do przychodni pojechaliśmy wcześniej, z naładowanymi telefonami, bo korki w kolejce do ginekologa to też nie nowość przecież. Przy wjeździe na podwórko telefon, dzwoni przychodnia. „Jeżeli jest pani w pobliżu, to doktor już czeka, dwie pacjentki nie przyszły”. Wchodzimy z biegu. Kiedy się denerwuję, to dużo mówię, więc mówię i mówię lekarzowi, jak bardzo się denerwuję i jak już bym chciała być na fotelu  i żeby mi nie mierzył tętna teraz bo to nie byłoby miarodajne. W końcu badanie.

Na usg wchodzi D. Od razu pokazuje się główka, ale zaraz znika. Dziecko ucieka. Rusza się! Ulga, i taki spokój już jakiś, bo widzę je całe, jak macha czterema kończynami i denerwuje się, że jakiś pałąk je tam szturcha. Skacze i skacze. Serce też dziecku skacze. 180 razy na minutę. „Nie za szybko?”  – pytam. „Norma jest do 180, wszystko wygląda dobrze”.

Oglądamy. Oglądamy główkę, a w niej mózg, który na tym etapie wykształcony jest prawidłowo. Jest i serce, przepływy prawidłowe, żołądek, pęcherz, całkiem pełny. Są rączki, paluszki i dwie stópki, które dziecko właśnie ze sobą złączyło. Po rozłączeniu nóżek dziecko prezentuje całkiem udany szpagat. Na razie między nogami nic nie ma, ale to jeszcze wcześnie, może się jeszcze coś pojawić. Rzut oka na oczy, nos, usta, brodę. Dziecko en face wygląda jak kosmita, który marszczy brwi. W pewnym momencie nie chce się ruszyć. Leży, macha ręką od niechcenia, dotykając nosa. Chcemy, żeby ułożyło się dobrze do badania, a ono nic sobie z tego nie robi. „Trzeba przyznać, że cierpliwe dziecko, tak je tu ruszam, a ono nie reaguje” – mówi ginekolog. „Raczej uparte, a nie cierpliwe. Mam już w domu jedno takie”.

Badanie przezierności karkowej. Wychodzi 0,5, nisko, kość nosowa też ładna, nie ma wskazań do dodatkowych badań, jednak ginekolog informuje, że obecnie usg nie jest uważane już za badania prenatalne. Test Pappa daje większą pewność. Nie chcę go robić. Nie czuję potrzeby. Mój ginekolog nie rozumie. Wiem, że lepiej wiedzieć, że się będzie miało chore dziecko, ale ja jakoś wewnętrznie po prostu nie chcę robić tych badań.

Koniec wizyty. Mam nadal brać duphaston, ale w mniejszej dawce. Wizyta za cztery tygodnie. Znowu trzeba będzie czekać. Różnica jest taka, że przekroczyłam swój czarny punkt. Minęła wizyta, której bałam się najbardziej. Myślę, że kobiety po poronieniu czują ulgę po przekroczeniu czarnego punktu. Niektóre mają go na początku ciąży, niektóre na końcu. Lepiej mają te, które mają na początku. To nie konkurs, kto ma gorzej, ale naprawdę, ja musiałam czekać do 12 tygodnia, żeby trochę się uspokoić, to dość długo. Ale cieszę się, że tylko do 12 tygodnia. Oglądałam teraz małego człowieczka tak, jak półtora roku wcześniej oglądałam Dawida i tak, jak ponad 2 lata temu nie było mi na dane oglądać mojego pierwszego dziecka. Mam nadzieję, że teraz zakończenie będzie szczęśliwe. Wierzę w to. Czekam na Ciebie dziecinko, wszyscy czekamy. Dawid jeszcze nie wie, że czeka, ale nie martw się, on będzie dobrym starszym bratem. Rośnij sobie kochanie spokojnie, nie przejmuj się niczym. Widzimy się niedługo. Już nie mogę się doczekać. Cieszę się.

2 comments to “Kiedy przekraczasz swój czarny punkt”
  1. Gratuluję i trzymam kciuki. Chwile mnie tu nie było a tu takie zmiany. Ciężko jest w ciąży z malym dzieckiem ale dasz rade. Teraz będzie trochę łatwiej. Pod kinuec znowu trudniej ale dasz rade :-*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.