Z pamiętnika pierwszego trymestru

Spread the love

12 tydzień. Czekałam na niego, cierpliwie. Czas w tej ciąży leci szybko, przerażająco szybko. Pierwszy trymestr trwa, ja czekam na jego koniec, już niedługo, już za chwilę. Kiedy w piątek, w Dzień Ojca, zobaczę moje dziecko, uspokoję się. Do tego czasu lęk towarzyszyć mi będzie każdego wieczoru, nic nie poradzę.

Poranne mdłości przypominają o ciąży. Codziennie. Zapach boczku też o niej przypomina. I zapach kawy i jeszcze widok pieczarek i ketchupu. Hormony szaleją. Dawid też szaleje, nie zważając na ciążę matki. Nie rozumie? Dlaczego? Przecież ma już 14 miesięcy…

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jaką szczęściarą byłam w poprzedniej ciąży, na zwolnieniu, kiedy to nie musiałam robić absolutnie nic i żadne pyzate łapki nie ciągnęły mnie za nos o 6:30, zmuszając do wstawania. Ciąża przy małym dziecku to ciekawy temat. Czuję się źle, fatalnie. Chciałabym zwymiotować, ale nie mogę, chciałabym się położyć, spać 24/7, ale też jakoś nie ma warunków. Pomyśleć bym chciała w ciszy i spokoju…nie, też nie tym razem.

Nie chcę, żeby Dawid był stratny na tym, że źle się czuję, więc spinam pośladki i działam z nim cały dzień. Świadomie podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć drugie dziecko. Jesteśmy dorośli i zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może być ciężko. Wiedziałam, że mogę się źle czuć, że mogą się pojawić problemy. Już na początku obiecałam sobie, że w miarę możliwości Dawid nie odczuje tego, że coś jest nie tak. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, w styczniu jego świat przewróci się do góry nogami. Teraz jest czas, kiedy ma mnie tylko dla siebie i dam mu z tego 100%. On nie pozwala mi myśleć o ciąży. To dobrze, bo nie mam czasu się martwić, zastanawiać, doszukiwać problemów. Pierwszy trymestr dla mnie to koszmar. Psychicznie wykańczające tygodnie wyczekiwań na wizytę, na której okaże się, czy nie powtórzy się tragedia z pierwszej ciąży. To nie jest kwestia rozdrapywania ran i użalania się nad sobą. To już po prostu we mnie zostało i nic nie sprawi, że zapomnę, że nie będę się bała.

Zależy mi. Boję się tak samo, mimo, że już mam dziecko. To nic nie zmienia. Rośnie we mnie nowe życie. Dlaczego miałoby mi na nim mniej zależeć? Bo w razie czego mam Dawida? Na pewno w tej ciąży jest inaczej. Na pewno jest tak, że mam w kim ulokować moje macierzyńskie uczucia. Kiedy dostałam plamień, przestraszyłam się tak, jak w pierwszej ciąży. Bałam się. Jednak Dawid przez cały dzień zajmował mi głowę. Nie siedziałam w pustym mieszkaniu, czekając na wizytę. Dzień zleciał mi szybko, syn rozśmieszył mnie trylion razy – jest inaczej. Jednak lęk w sercu i nadzieja, że będzie dobrze nie są mniejsze, są dokładnie takie same.

Wiecie, jaki jest też problem w jeszcze nie widocznej ciąży? Że jest ona niewidoczna i przez to ludzie, nawet z najbliższego otoczenia, nie do końca jeszcze rozumieją, skąd ta twoja mina srającego ptaka, kiedy biegniesz za dzieckiem na placu zabaw. D. na początku też nie do końca rozumiał, zapominał. Brzucha jeszcze nie ma, więc tak jakby przecież wszystko mogę robić, prawda? Na szczęście ogarnięcie się zajęło mu dosłownie chwilę. Od paru tygodni, w każdy weekend zabiera małego na całą sobotę, albo niedzielę, na wycieczki. Zakupił nosidło, łażą gdzieś po górach. W piętek cały dzień jeździli na rowerze. Dzisiaj nie ma ich od 11:00 – o powrocie jeszcze nie słyszałam, podejrzewam, że wrócą około 20:00. Taki ojciec to skarb, naprawdę. I taki facet. Bo on wie, że ja w tym czasie śpię, ewentualnie wstanę po wodę, albo po jedzenie, albo na siku. Nie przeszkadza mu to, że ząbkujące dziecko na wycieczce bywa upierdliwe. Jeżdżą. On i jeszcze jeden jego przyjaciel, z córką cztery dni starszą od Dawida, stworzyli wycieczkowy team, który kocham i modlę się o jego trwanie. To jest tak ogromne odciążenie, że już przez cały tydzień, do następnej wycieczki, nie marudzę do D. o tym moim fatalnym samopoczuciu ani trochę. Nie chcę, bo on robi co może i wychodzi mu to genialnie.

Kończę już. Wpis kończę, pierwszy trymestr kończę też niebawem. Czekam na piątek w nadziei, nie mogę się doczekać. Chciałabym już zobaczyć, chciałabym już usłyszeć – WSZYSTKO JEST DOBRZE! Bo przecież jest, prawda?

, ,
7 comments to “Z pamiętnika pierwszego trymestru”
  1. Niecierpliwie czekam jak tam wizyta u ginekologa na dzień ojca.
    Mając dziecko w domu jest zawsze inaczej bo nawet jak było ciezko to starszy brat zaslugiwal na pełnię uwagi więc myśli się odrywaly i ja w ciąży z mlodszym to zawsze na wieczór znajdowała czas na „rachunek sumienia” czyli czy czułam się normalnie a potem czy ruchy były takie jak zwykle. A teraz mam ich dwoch wspanialych facetow zakochanych w tym trzecim najwiekszym i jest mi fantastycznie! !!

    • Asiu kochana wszystko dobrze, codziennie sobie obiecuję, że usiądę do wpisu, ale senność wygrywa. Po całym dniu mdłości też już mam ochotę tylko na to, żeby się położyć. Dziecko nieźle mnie ćwiczy 🙂 jutro wieczorem wszystko opiszę!!

      • Aniu, bardzo się cieszę, że wszystko w porzadku. Bardzo trzymam za Was kciuki! Twój blog towarzyszy mi od prawie czterech miesięcy, kiedy tez przeszłam swoją smutną historię. Ja znalazłam prawdopodobna przyczynę- mutację mthfr, ale teraz już znam wroga także działamy z mężem i wierzę że tym razem wszystko będzie dobrze:)

  2. Hej! Trafiłam tu przypadkiem i zaczęłam czytać ten Twój wpis z wypiekami na twarzy i myślą: kurde w końcu ktoś czuje klimat mojej obecnej sytuacji! W domu mam 18 miesięcznego synka a obecnie jestem w 12 tc. Wizytę mam 26 wiec 3 dni po Tobie. Dzisiaj mąż przyniósł mi ze strychu detektor i pierwszy raz podsluchiwalismy bicia serca, razem z naszym synkiem. Coś wspaniałego. A co do samopoczucia… chwilami zastanawiam się czy to się kiedyś naprawdę skończy czy dopiero na porodówce. Przemyślenia, strach, narzekanie u mnie dokładnie takie same jak u Ciebie!

    • Hej! To Ty juz slyszalas bicie serca? Zazdroszcze. Ja czrkam do piątku, ale nie powiem, że cierpliwie 😉
      A samopoczucie…do bani, co zrobić. Dzisiaj mnie spobiewierało, coś strasznego. Ale niech sobie rośnie maluszek, jakoś przeżyje. Dobrze, że nie chodzimy w ciąży tak dlugo, jak słonice 😉

      • Aniu serduszko słyszeliśmy już na dwóch wizytach w 6 i 8 tc. A detektor to fantastyczny wynalazek dla takiej panikary jak ja. U nas dzisiaj zapalenie pęcherza z którym walczę 🙁

Odpowiedz na „~FankoAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.