Nasze łóżko, jak jaskinia

Spread the love

Czy to dobry pomysł, żeby spać w łóżku z dzieckiem? Czy warto uczyć go tego po to, żeby później męczyć się i oduczać? Czy wieczór nie powinien być czasem tylko dla rodziców? Czy z dzieckiem w łóżku w ogóle można się wyspać?

Pisałam już kiedyś o moich nocnych wędrówkach do pokoju budzącego się parę razy w nocy Dawida. Sporo z Was pisało mi wtedy, że Waszym sposobem na to, żeby tak nie krążyć po domu w ciemnościach, jest wzięcie małego do mojego łóżka. Ja nigdy nie widziałam problemu w tym, żeby spać z dzieckiem. Po wyjściu ze szpitala spałam z nim przez miesiąc. Później kupiliśmy nianię elektroniczną i wraz z nią nadeszła era mojego powrotu do sypialni, do D. Dawid się budził, a ja dreptałam do niego do pokoju i bardzo często zasypiałam tam, razem z nim wtulonym we mnie, na kanapie. Tak było w tygodniu. Spał u siebie, spokojnie, co jakiś czas budził się na jedzenie, znowu zasypiał i tak w kółko. W weekendy, kiedy D. nie musiał wstawać do pracy, czasami braliśmy małego do siebie, ale w sumie nikt się nie wysypiał. Ani Dawid, ani ja, ani D.

Wtedy nadszedł miesiąc ósmy. Zęby, lęk separacyjny i czas, kiedy Dawid spał spokojnie tylko wtedy, kiedy trzymał mnie za nos. Albo za dolną wargę (lepsza opcja, łatwiej oddychać). Mały budził się co 40 minut, kiedy spał u siebie, a tylko dwa razy w ciągu nocy, kiedy spał z nami. I teraz powiedzcie mi…jak tu męczyć dziecko, i siebie, w imię jakiejś wymyślonej zasady, że nie można niemowlaka przyzwyczajać do spania z rodzicami, bo się już nie odzwyczai?

Mój D. ma ta no własną teorię. Ludzie obecnie żyją w sprzeczności z własną naturą. Totalnie! Jakbyśmy na siłę chcieli zapomnieć o swoich korzeniach, tak bardzo zwierzęcych. Otóż dzieci spały ze swoimi rodzicami, a na pewno matkami, od niepamiętnych czasów. Powiedzcie mi, w której jaskini, albo w którym szałasie, matka miała dla dziecka osobny pokój, żeby nie przyzwyczajać go do spania ze sobą? Na jak? No gdzie? W której bajce tak napisali? Dzieci spały przy dorosłych, bo to było bezpieczne, a zostawienie takiego bezbronnego maleństwa samego byłoby głupotą i równie dobrze można by zaprosić od razu drapieżnika do środka na obiad. Nie od zawsze ludzie mieszkali w zamykanych na klucz, bezpiecznych mieszkaniach. Myślę, że w takich jaskiniach, szałasach, lepiankach i innych chatkach, z ogrzewaniem również było nie tak, jak dzisiaj. To kolejny dobry powód, by wziąć potomstwo do siebie. Takie nocne płacze i lęki według mnie wynikają ze zwykłego instynktu. Tyle. Dla kogoś może to być stek bzdur, do mnie ta teoria trafia.

Uwielbiam, kiedy Dawid śpi z nami. Te małe rączki, które oplatają moją twarz, by upewnić się, że jestem. Ta słodka buzia, na której co jakiś czas w trakcie snu pojawia się najpiękniejszy na świecie uśmiech. Magiczne to. Nawet szloch w trakcie snu, który mogę ukoić jednym dotknięciem ręki, mnie rozczula. Jego stopy wpychane wytrwale pod każde żebro, jakby chciał w jakiś sposób znaleźć się z powrotem w środku…ehhh, długo by wymieniać te plusy wspólnego spania. Dawid śpi w środku, między nami. D. też to lubi. Przed snem często łapie Dawida za nogę i mówi cicho „synuś”. I jak tu ich nie kochać?

Nie każde dziecko chce spać z rodzicami, nie każde ma taką potrzebę, nie każde to lubi. Moje dziecko lubi to bardzo. Nie raz i nie dwa ja siedzę w salonie, a on wtulony w D. śpi spokojnie. Wczoraj natomiast, spał u siebie przez pół nocy, po czym fala nagłego szlochu poinformowała nas, że czas do rodziców. Zdarzają się też noce, że śpi sam do rana, ale zazwyczaj kończy się to moją eskapadą do jego łóżeczka – wiecie, sprawdzanie czy oddycha jeszcze mi nie przeszło. Mamy więc takie wspólne spanie mieszane, co jest układem idealnym, bo mimo, że kocham mieć synka przy sobie, lubię też czasem przytulić się do D., tak po prostu.

Czy widzę w spaniu z dzieckiem jakieś minusy? Oprócz tego notorycznie zatykanego nosa i obolałych żeber, raczej nie. Czy to przeszkadza w seksie? Dla chcącego nic trudnego. Na szczęście nie ma jeszcze przepisów zabraniających seksu poza sypialnią. Czy to niekorzystnie wpływa na wyspanie? Też nie. Mały śpi spokojniej, to i ja śpię spokojniej. D. śpi trochę mniej spokojnie niż wtedy, kiedy biegałam w nocy po mieszkaniu z misją utulenia płaczącego niemowlaka, ale D. to przecież duży chłopiec, poradzi sobie przecież, a w sumie to wcale nie marudzi.

Jeżeli moje dziecko płacze, kiedy odkładam go do łóżeczka, a w momencie, kiedy biorę go do nas uspokaja się i zasypia w pięć sekund, dla mnie sprawa jest jasna. Myślę sobie o tych jaskiniach z małymi jaskiniowcami wtulonymi w swoje jaskiniowe mamy i wszystko się zgadza. Gdzieś tam w środku wiem, że daję mu w ten sposób poczucie bezpieczeństwa. Czy powinnam się martwić, że trudno go tego będzie oduczyć? Ja się martwię o coś zupełnie innego. Przyjdzie taki dzień, a raczej taka noc, że moje dziecko będzie na tyle duże, że uzna spanie z rodzicami za obciach. Jak ja to przeżyję? Korzystam więc z tego, póki chwila trwa i dziecko wtula się we mnie, póki potrzebuje mnie tak bardzo. A jeżeli pojawi się drugie dziecko, które również będzie chciało spać z nami? No cóż, pozostanie nam wtedy tylko zmienić jaskinię na większą.

PS. Dla jasności – nie, nie mamy teraz zamiaru polować na mamuty i przykrywać się mchem. Pewne rozwiązania nowoczesności jednak przyjmujemy 😉

One comment on “Nasze łóżko, jak jaskinia
  1. BRAWO! To wam ma być z waszą decyzją dobrze a nie całemu światu. Młodszy zasypiał w swoim łóżeczku a koło północy przeprowadzał się do nas i tak to trwało aż C czasem przeprowadzki stały się rzadsze i dziś ich już nie ma. Starszy do dziś jak Tata jedzie na delegację czy na męski wieczór to czasami lubi spać u mamy. A ja mimo wszystko uwielbiam te kolana powbijane w żebra a najbardziej to że mlodszy umie sie przez sen w glos smiac i to jest piekne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.