Nikt tak nie nienawidzi, jak matka

Spread the love

Matki to ciekawa grupa społeczna. Kobiety pełne miłości, mądrości, cierpliwości. Miewają gorsze dni, ale te uśmiechy i małe stópki wynagradzają im wszystko. Już w ciąży zmienia im się cały świat po to, by po urodzeniu dziecka ponownie wywrócić się do góry nagami. Ale one nadal takie dobre i miłosne. Dla dzieci. Przeważnie. Inna sprawa, jeżeli chodzi o stosunki jednych matek, do innych. Przypuszczam, że nawet poglądy polityczne nie są w stanie wywołać takich zajadłych dyskusji, jakie obserwuję wśród młodych mam. Ojjjj, jest o czym pisać, naprawdę. Drogie Panie, jesteście mistrzyniami!

Nawet przeciwnicy i zwolennicy WOŚP nie skakali sobie w ubiegłą niedzielę tak zajadle do gardeł, jak młode mamy codziennie na forach internetowych. Nawet PiS i PO nie mogą się z tym równać! Nawet Katowice i Sosnowiec! Dzieją się na tych forach dyskusje o wszystkim, począwszy od koloru ścian do pokoju noworodka, po skomplikowane diagnozy, formułowane na podstawie zamieszczanego zdjęcia. Pytające mamy przypuszczalnie nie wiedzą, na jaką falę „życzliwych” porad i krytyki narażają się, kiedy decydują się zapytać o coś innych kobiet w sieci. Tak na logikę, to zadawanie pytań na takich forach powinno mieć sens, bo przecież udajesz się po pomoc do kobiet, które przypuszczalnie przechodzą przez to samo, co ty. Albo przechodziły, jeżeli chodzi o te ze starszymi dziećmi. Liczyłaś na dobre słowo i poklepanie po plecach? Jak będziesz miała fart, to je dostaniesz. Wiedz jednak, że tuż za rogiem już czai się matka rad na forach udzielająca, tych najlepszych rad oczywiście. To ona zaraz uświadomi ci, że wszystko co zrobiłaś do tej pory, było złe, masz mózg biedronki, a twojemu dziecku lepiej by było w rodzinie zastępczej.

Tak, przykładów są miliony. Oczywiście istnieją takie tematy, których poruszenie gwarantuje gówno burzę. Z tego właśnie powodu, mimo że naprawdę przebojowo kroczę przez życie, nie odważyłabym się na takim forum poruszyć tematu rozszerzania diety, karmienia piersią (a już nie daj Boże zaprzestania karmienia piersią na rzecz mleka modyfikowanego), szczepień, wyboru ginekologa, wyboru pediatry, szczepień, spania z dzieckiem, oddania dziecka do żłobka i jeszcze szczepień. Nie wiem, czy czegoś nie pominęłam…A teraz po kolei.

Rozszerzanie diety – „Jak możesz podawać dziecku marchewkę już w 4 miesiącu? Tylko pierś! Pierś i pierś! Nie krzywdź dziecka! Nie jest gotowe”, albo  „Nigdy nie podałabym dziecku dania ze słoiczka. Gotuję wszystko sama, oczywiście bio, eko i wszystko od gospodarza.” i moje ulubione „Nie ma innej metody na wprowadzanie nowych posiłków, tylko BLW! Jak to podajesz pokarm łyżeczką? Moja Jessica tylko BLW!”

Zaprzestanie karmienia piersią – Tutaj to nawet szkoda cytować, same wiecie jak jest…to znaczy te, co przestały, a się przyznały, to wiedzą. Dokarmianie dziecka butlą też nie przysporzy ci zbyt wielu przyjaciół w Internecie.

Wybór ginekologa – „Ten to konował, w życiu do niego nie idźcie, rzeźnik, zrobił mi z pochwy Frankesteina”, „Jak to konował? Odebrał 5 moich porodów, jest najlepszy, twój jest do dupy”, „Jak byłam w szpitalu, to tamten na mnie krzywo popatrzył”, „Do końca złośliwie wmawiał nam, że będzie dziewczynka. Wyskoczył chłopak, a w domu wszystko różowe 😯 „

Wybór pediatry – tu jestem w stanie zrozumieć emocje, bo sama czytałam godzinami opinie o lekarzach, do których szłam z Dawidem. Najgorsze jest jednak to, że w sieci najlepszymi pediatrami są właśnie matki. To one każą ci natychmiast biec do fizjoterapeuty, jeżeli dziecko nie przewraca się na brzuch po skończeniu 5 miesiąca, lub nie siedzi po skończeniu 6. To one wytłumaczą ci, jakie dawki antybiotyku (który swoją drogą mogą ci oddać, bo mają w domu nie wybrany do końca, a ich dziecku pomogło – true story) masz dać swojemu trzy miesięcznemu synkowi, kiedy dopadła go infekcja. To od internetowych doradców usłyszysz pełną diagnozę na podstawie zamieszczonego zdjęcia wysypki swojej córeczki. Dowiesz się co to jest, dlaczego się pojawiło i kiedy zniknie. Naprawdę! I po co biegać po lekarzach? Inna sprawa, że czasem strach czytać te zapytania. „Moje  półroczne dziecko od dwóch dni ma bąble na całym ciele. Oprócz tego gorączka 39,5 i wymioty. Lekarza mamy pojutrze. Co to może być?”, albo jeszcze gorsze „Kochane, moja kilkutygodniowa córeczka spadła mi z łóżka. Od tamtej pory nie przestaje płakać. To już 8 godzina. Co mam robić?” Kobiety, błagam! P O G O T O W I E, a nie forum, czy też grupa wsparcia.

Spanie z dzieckiem – o tym będzie oddzielny wpis, jednak naprawdę często da się zauważyć, że matki ten temat traktują ambicjonalnie. Bo spanie z dzieckiem podobno jest feeee, bo dziecko ma swoje łóżeczko i grzeczne dzieci śpią w tych łóżeczkach, a jeżeli twoje nie to go nie wychowałaś. Ja powiem tak, Dawid wczoraj całą noc spał u siebie. Spał tak długo i ciągiem, że o 5:20 przerażona pobiegłam do jego pokoju, sprawdzić, czy żyje. Dzisiaj dla odmiany nie dał się odłożyć. A ja uległam, zamiast dać mu wyć wniebogłosy. Właśnie śpią z D. w naszej sypialni i ja zaraz do nich dołączę. Bardzo niewychowawcze, bardzo…

Oddanie dziecka do żłobka – bo przecież każdy ma możliwość siedzenia z dzieckiem w domu kilka lat, prawda?

SZCZEPIENIA – to jest chyba najbardziej zapalny temat wszech czasów. Nie będę się rozpisywać, bo wiecie, Dawid z D. czekają na mnie w ciepłym łóżku, a tu w salonie trochę chłodno i smutno tak jakoś bez nich, ale ten, tego, szczepienia. Wpiszcie sobie ten temat w google z dopiskiem „Forum internetowe”. Życzę miłej lektury. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

Tak naprawdę tematów, które budzą skrajne emocje wśród matek jest o wiele więcej. Zastanawiam się tylko, skąd ta złość, ta zaciekłość? Skąd ta lekkość w ustawianiu komuś życia i pouczaniu go, co do jego własnego dziecka? Skąd chęć bycia znawcą w każdej dziedzinie? Odkąd mam Dawida, zdecydowanie spokorniałam, jeżeli chodzi o ocenianie i doradzanie innym matkom. Dobra rada dla przyjaciółki? Jak najbardziej. Rzucanie się do gardła innej kobiecie, bo ma inne poglądy w sprawie zajmowania się dzieckiem niż ja? NIGDY!

Czytam czasem te dyskusje i nadziwić się nie mogę. Nigdy nie oceniaj innej matki, jeżeli nie masz w domu jej dziecka. Patrzysz ze złością na kobietę w parku, która szarpie wózkiem od 15 minut, jakby ubijała śmietanę? Biedne dziecko, myślisz sobie? Tylko że to może być jedyny sposób, by jej dziecko zasnęło. Jeżeli ty nie musisz bujać, ciesz się, ale nie zabijaj jej wzrokiem. Szczególnie, że jak od tego wzroku padnie, to ty za karę będziesz musiała bujać, a bywa to bardzo męczące. Wiem, bo bujałam. Tak samo patrzysz na kobietę, która nie karmi piersią, albo karmi, i to publicznie, bezczelna? Żal ci dziecka, któremu matka wciska papkę o miesiąc, w twoim mniemaniu, za wcześnie? Nie martw się, temu dziecku jest dobrze, bo to jego matka, i dopóki nie mówimy o patologii, to naprawdę innej mu nie potrzeba. Nie bądźmy dla siebie takie krytyczne, takie…no złe po prostu. Matkami jesteśmy, podobne problemy mamy, o tych samych kupach możemy porozmawiać, o ząbkowaniu też przecież. Tylko spokojnie, nie krzyczcie, bo młode obudzicie.

MAMY KOCHANE, jesteście najlepsze dla swoich dzieci, pozwólcie innym być najlepszymi na ich własny sposób.

5 comments to “Nikt tak nie nienawidzi, jak matka”
  1. No niestety ocena matek w sieci jest straszna i to nie tylko na forach ale i pod artykułami że dziecku przytrafiło się nieszczęście. Nie dalej jak dziś rzuciłam okiem na kilka takich zjadliwych pod artykułem że roczny chłopczyk wylał na siebie gorąca kawę. Począwszy od tego ze roczne dzieci nie chodzą a skończywszy niemal że wyróżni rodzice prawie specjalnie tą kawę na dziecko wylali.

  2. Akurat napisałas to kilka dni po tym jak wylaczylam sie z grup tego typu na fejsie, co chwile klotnie o diete matki karmiacej, sloiczki, szczepienia. Tylko jedno ale, gdy czytam np. „a ja swojemu w 3 miesiacu podawalam danonka i zyje” to jednak zastanawiam sie, czy nie powinno byc jakiegos organu kontroli bo jednak mama nie zawsze dla dziecka najlepsza;)

  3. Przybijam piątkę – zgadzam się z tym co napisałaś. Zaraz po narodzinach Kacpra był światowy tydzień karmienia piersią- nigdy nie kłamałam, że młody jest tylko na moim pokarmie. Od pierwszych dni dostawał mm- trudno. Ale ile ja się przez to napłakałam, bo zła matka ze mnie, bo mi się nie chce a zrzucam na inne przyczyny. Raz, jeden jedyny wdałam się w dyskusję na jakimś forum, z kobietą która matki karmiące mm paliła by na stosie. Telepie mnie na samą myśl do dnia dzisiejszego. I przysięgłam sobie- nigdy więcej. Żadnych rad, żadnych porad. W razie czego- sama sobie będę pluć w brodę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.