Ochrona matki po urlopie macierzyńskim w Polsce – fakt, czy mit?

Spread the love

Kiedy świadomie podejmujesz decyzję o ciąży, często rozważasz najpierw parę dość istotnych kwestii. Przyszli rodzice zastanawiają się, czy są gotowi, czy podołają, czy będą wiedzieli, jak potomstwo obsłużyć, żeby nie uszkodzić, ale również, czy mają wystarczające zaplecze finansowe. Ostatnio usłyszałam, że teraz kobiety w Polsce mają komfortowe warunki, ponieważ przysługuje im rok urlopu macierzyńskiego. Rok urlopu macierzyńskiego (a ściślej macierzyńskiego i rodzicielskiego), a jeszcze jak się zdecydujesz na podwójną radość, to 500+ do ręki i żyć nie umierać. Podobno kobiety są również chronione po urlopie macierzyńskim. Słyszałam coś o zagwarantowaniu powrotu do pracy, na to samo stanowisko, albo podobne, które odpowiada twoim kwalifikacjom. Słyszałam, że przez jakiś czas pracodawca musi cię tolerować, mimo że wolałby nie i w sumie to możesz spać spokojnie, na mleko i pampersy zarobisz, przynajmniej przez jakiś czas. Czy to jest jednak prawda? Otóż kochani nie do końca. Ja wiem o tym doskonale, bo jestem jedną z tych matek, które powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim nie mają.

Może od początku. Idzie sobie młoda mama na rok urlopu macierzyńskiego i oczekuje, że po tym roku, po 12 miesiącach, pracodawca z otwartymi rękoma przywita ją i z radością będzie czekać, czy może jeszcze jej przyjdzie do głowy dalej się rozmnażać i znowu zniknie na rok. No przydatność pracownika rzeczywiście znikoma, ehhh, co za kobiety. Co więc zrobić, żeby się nie męczyć z taką babą wstrętną, kopulującą? Zwolnić za bardzo nie możesz, bo musiałbyś wskazać jakąś zmyśloną, rzeczywistą przyczynę, którą przecież nie może być długa nieobecność w pracy ze względu na urodzenie dziecka, bo to dyskryminacja, a dyskryminacji mówimy wszyscy zdecydowanie NIE. I przepisy zabraniają. Trudno wskazać komuś, to znaczy kobiecie konkretnie, inną przyczynę, skoro rok jej nie było w pracy. Zagwózdka. Otóż wcale to nie jest takie niewykonalne.

Ja może powiem, jak było w moim przypadku. Przed ciążą zajmowałam kierownicze stanowisko w instytucji rządowej. Po wyborach i po przeorganizowaniu przez nową dyrekcję porządku w urzędzie, moje stanowisko zostało zlikwidowane, działy, które były pode mną zostały podzielone, pokój posprzątany, rzeczy wrzucone gdzieś w pudło i już. Mam wrażenie, że w ferworze zmian, mój pracodawca zapomniał, że w ogóle istnieję. Coś mi się obiło o uszy, że sobie już przypomniał i teraz myśli, gdzie by mnie wrzucić, jednak bardzo wątpię, że otrzymałabym propozycję równoległego stanowiska, za podobną płacę.

Przepisy mówią, że wskazanie likwidacji stanowiska pracy jako przyczyny wypowiedzenia może okazać się niewystarczające, jeśli pracodawca zatrudni w to miejsce nowego pracownika. Jednak w moim przypadku stanowisko zostało zmienione, nie ma go i basta. „Pracodawca jest zobowiązany dopuścić kobietę powracającą do pracy po okresie macierzyństwa do tej samej pracy, a jeśli nie jest to możliwe ma obowiązek dopuszczenia jej do pracy na stanowisku równorzędnym z zajmowanym przed rozpoczęciem urlopu lub na innym odpowiadającym jej kwalifikacjom zawodowym, za wynagrodzeniem za pracę, jakie otrzymywałaby, gdyby nie korzystała z urlopu.” To niestety nie do mnie. Mnie dotyczy bardziej takie coś: „W przypadku, gdy nie jest możliwe zatrudnienie pracownika na innym stanowisku odpowiadającym jego kwalifikacjom oraz za wynagrodzeniem nie niższym niż dotychczasowe, pracodawca może wypowiedzieć stosunek pracy definitywnie, lub wręczyć pracownikowi wypowiedzenie zmieniające warunki pracy i płacy.” Więc jak rozumiem, można mi teraz zaproponować stanowisko jakiekolwiek, za o wiele niższą pensję i jest to zgodne z przepisami. Albo całkiem pomachać mi ręką na pożegnanie, oczywiście z zachowaniem okresu wypowiedzenia, mimo że decydując się na urodzenie dziecka, byłam kobietą pracującą na umowie o pracę na czas nieokreślony.

Co teraz ma zrobić kobieta, która znajdzie się w takiej sytuacji? Ja na przykład dojeżdżałam do pracy ponad 50 km. Zaproponowanie mi o wiele gorszych warunków wiąże się z tym, że ledwo zarobię na dojazd, tak? Doliczając do tego czas dojazdu do pracy, więc licząc drogę w obie strony ponad trzy godziny dziennie, których nie poświęcę dziecku, bo będę siedziała w aucie, powrót do obecnej pracy jest mniej niż opłacalny. O ile ja jestem w takiej sytuacji finansowej, że nie muszę sobie obecnie rwać włosów z głowy i myśleć, za co się utrzymam, jak już przyjdzie kwiecień, minie rok od porodu i macierzyński się skończy, to przypuszczam, że wiele kobiet takiego komfortu nie ma. Jest to bardzo istotny problem, pozbawiający je resztki snu, jakie mają podczas wykorzystywanego właśnie urlopu na dziecko. Przyjmą więc gorsze warunki, byle tylko mieć jakiekolwiek zarobki. Okrutne, ale prawdziwe.

Trzeba też podkreślić, że ten roczny macierzyński, to też nie taka oczywista sprawa. Mimo że nam się teoretycznie należy, to w moim otoczeniu jest przynajmniej 5 osób, które na tak długi urlop się nie zdecydowały, bo sugestia ze strony pracodawcy, że po tak długiej nieobecności powrotu już nie będzie, była bardziej niż oczywista. Chcąc uczciwie spojrzeć na sprawę, trzeba przyznać, że rok nieobecności pracownika na stanowisku, to długo. W tym czasie ktoś inny wykonuje twoje obowiązki, może okazać się lepszy, może pracodawcy bardziej odpowiadać. Czasem na takie stanowisko nie zostaje zatrudniony nikt w zastępstwie, a jedynie obowiązki zostają podzielone między innych pracowników, co niejednokrotnie wiąże się z frustracją i pół roku frustracji jest jeszcze do zniesienia, ale rok to już nie, więc albo wracasz, albo inaczej to załatwimy.

Inna sprawa, że młoda mama często nie kojarzy się zbyt dobrze. Zwolnienia na dziecko i jeszcze jakieś dodatkowe przywileje. Bez sensu zupełnie. Nawet gdzieś przeczytałam kiedyś, że co te matki sobie myślą? Że urodziły dziecko, to już im się więcej należy? A co to kogo obchodzi, że urodziły? Ich sprawa! Taka Polska!

Pracodawcy złoszczą się, źli są, nie wiedzą, dlaczego niby mają rozumieć i iść na rękę komuś, kto swoim życiem osobistym dezorganizuje im pracę. Mój D. jest pracodawcą, tyle że z uwagi na specyfikę firmy, zatrudnia samych facetów. Zatrudniając mężczyznę nie zastanawia się, czy ten przypadkiem nie wpadnie na pomysł i nie zajdzie w ciążę, nie zechce zniknąć na przynajmniej pół roku, a później nie stwierdzi, że karmi piersią, więc musi wychodzić z pracy godzinę wcześniej, a na dodatek nie może jeździć w delegacje. Niestety, taka prawda, łatwiej zatrudniać mężczyzn.

Według mnie ciężko w Polsce zdecydować się na dziecko bez stresu, że po ochronie, jaką daje ci urlop macierzyński, będziesz nadal miała swoją pracę. Ja plany zawodowe jeszcze jakieś mam, ale czy łatwo mi będzie znaleźć pracę, będąc młodą mamą? A co by było, gdybym była w innej sytuacji i powrót do obecnej pracy byłby konieczny? Niby nie można mnie zwolnić, ale jednak można? Jeżeli ktoś bardzo chce, to sposób zawsze się znajdzie. Najwyżej młoda mama pójdzie do sądu, wygra, zostanie przywrócona i będzie musiała pracować w miejscu, w którym jest niechciana, a po czasie i tak się ją zwolni, bo przecież jak już pracujesz, to szansa na pomyłkę rośnie, a za pomyłkę już zwolnić można. Część kobiet w ogóle nie pójdzie do sądu, więc pracodawcy się upiecze i ot cała historia.

Ja naprawdę nie jestem leserem, który macierzyństwo traktuje jako sposób na nie pracownie i pobieranie od Państwa pieniędzy za „nic”. Uwierzcie mi, ja kocham pracować, poza domem, poza pieluchami i wycieraniem brudnej buzi Dawida. Jednak przyszedł w moim życiu taki czas, że stwierdziłam, że jeżeli przepisy dają mi możliwość poświęcenia pierwszego roku życia mojego dziecka właśnie jemu, to dlaczego mam siebie tego pozbawiać? Siebie i jego. To jest indywidualna sprawa każdej kobiety. Niektóre moje koleżanki cały macierzyński przepracowały, bo mają własną działalność i siedzenie w domu to była dla nich abstrakcja. Decydując się na rok nieobecności w pracy, z tyłu głowy musisz mieć to, że powrót może być ciężki, o ile nie niemożliwy. Ochrona matki po macierzyńskim w Polsce? Dla mnie MIT. Mi w naturalny sposób przychodzi zrozumienie dla tych mam, które chciały spędzić ze swoim dzieckiem w domu jak najwięcej czasu. Rozumiem też pracodawców, którzy nie do końca są z tego zadowoleni. Jednak błagam, bądźmy ludźmi! Pamiętajcie moi drodzy, wypisując komuś wypowiedzenie z pracy, że szefem się bywa, a człowiekiem się jest.

Podczas pisania artykułu wykorzystano informacje zawarte na stronie www.kadry.infor.pl

,
17 comments to “Ochrona matki po urlopie macierzyńskim w Polsce – fakt, czy mit?”
  1. Cześć Aniu 🙂 czytam Cię od sierpnia 2015 r. kiedy to sama poroniłam. Dziś również jestem mamą i podobnie jak Ty mam synka 🙂 Ostatnio usłyszałam, że moje miejsce pracy może być zlikwidowane, trochę mnie to zaskoczyło…dziś wchodzę do Ciebie i widzę, że nie jestem sama. Chyba taki urok instytucji państwowych. Zmienia się władza to i sytuacja się zmienia. Mimo pewnych obaw (bo moja sytuacja nie jest tak stabilna) mam nadzieję, że mimo wszystko ta zmiana wyjdzie mi na dobre.

    • Cześć 🙂 do re podejście. JA uważam, że w takich przypadkach czasem nie zdajemy sobie sprawy, że za rogiem czeka na nas praca o wiele lepsza, a warto zaryzykować utratę obecnej, by spędzić jak najwięcej czasu z dzieckiem. Jednak martwiące jest, że coś, co niby jest nam ustawowo zapewnione, nie funkcjonuje w rzeczywistości. Pozdrowienia dla Ciebie i synka 🙂

  2. Owszem, może i w Polsce nie jest kolorowo, ale jak się trochę poczyta o tym, jak to wygląda w Stanach Zjednoczonych, to aż włosy dęba stają. Tam po prostu nie ma macierzyńskiego… Polecam obejrzeć ten filmik (po angielsku): https://www.youtube.com/watch?v=zIhKAQX5izw . W świetny sposób komik pokazuje, jak absurdalne panuje tam prawo.

    • Wiesz co, jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone, to tam ogólnie ochrona pracownika jak dla mnie jest żadna. Z dnia na dzień tracisz pracę i z tego co wiem, nie masz za dużo do powiedzenia, pakujesz pudło i cześć 🙁

  3. Pracowałam w hipermarkecie i muszę powiedzieć że potraktowano mnie bardzo ładnie. Po macierzyńskim (jeszcze 4 miesięcznym) poszłam na wychowawczy ale miałam umowę na czas określony tak że mogłam wziąć tylko 1,5 roku wychowawczego. Pod koniec tego okresu tak bez przekonania napisałam pismo o przedłużenie umowy i wychowawczego i dyrekcja się zgodziła. Po 3 latach nie dałam rady niestety wrócić do pracy na etat bo przy pracy męża to bym na nianię wydała więcej niż zarabialam tym bardziej że już wtedy dorabialam na umowę zlecenie więc bez żadnych problemów zwolniłam się za porozumieniem stron. Ale byłam tylko szeregowym pracownikiem jednym z wielu na kierowniczych stanowiskach tak różowo to nie wygląda.

    • Bo nowa dyrekcja raczej nie będzie chciała mieć na stanowisku kierowniczym kogoś, kto współpracował z poprzednią dyrekcją. Więc zrobią tak, żeby nie było równorzędnego stanowiska, cała filozofia. Tak niestety jest w samorządach i instytucjach rządowych, że przy zmianie władzy zmienia się również często kadrę kierowniczą. Trzeba się z tym liczyć. Jeżeli zmienili regulamin organizacyjny i mojego wydziału już nie ma, to nie ma możliwości zatrudnienia mnie na podobne stanowisko, bo ono po prostu nie istnieje. Tak jak wspomniałam, dla mnie to nie koniec świata na szczęście, ale wiem, ale wiem, że dla wielu osób taka sytuacja to naprawdę tragedia, bo nagle okazuje się, że muszą szukać na gwałt nowej pracy, żeby utrzymać świeżo powiększoną rodzinę. Przykre.

      • Ok ale zastanawia mnie co na ewentualnym wypowiedzeniu wpiszą jako podstawę rozwiązania stosunku pracy. Tak jak pisałaś, można powalczyć, ale gdyby sąd przywrócił to wraca się w niechętne człowiekowi otoczenie.

      • Zacznę od tego, że czym innym jest kobieta poszukująca pracy a co innego młoda matka. Po drugie każda z nas chciałaby mając małe dziecko mieć w miarę poukładane takie prozaiczne sprawy jak to z czego zapłacić rachunki czy kupić jedzenie.
        I tu moje przewrotne ale ☺ wygląda na to że dzięki temu ze urodził się Dawid masz jeszcze etat choć tylko do czasu kiedy zapragniesz na niego wrócić. Ciesz się macierzyństwem i jak tylko finanse pozwolą to wykorzystaj wychowawczy bo pracę możesz mieć jeszcze nie jedna a czasu ze swoim synem nie nadrobisz.

  4. U mnie na szczęście fakt 🙂 pracuję w banku, na zwolnienie poszłam, bo głowa po dwóch poronieniach nie wyrabiała i nie byłam w stanie myśleć o niczym innym niż ciąża. Wracam 1 marca. Na swoje stanowisko, w niedługim czasie po powrocie mam dostać podwyżkę. W pracy przez prawie 2 lata mojej nieobecności cały czas słyszałam, że mnie brakuje (mimo że jest pracownik na moje zastępstwo) i że na mnie czekają. I że wszystko zależy ode mnie (bo przez jakiś czas była opcja, że nie wracam, bo planuję drugą ciążę). Także nie wszędzie jest to mit, natomiast zdaję sobie sprawę, że niestety takie podejście jak mojego pracodawcy należy do rzadkości…

    • No właśnie, bo to zależy od pracodawcy, a tak nie powinno być. Jeżeli mówi się o ochronie kobiet po macierzyńskim, powinno to być niezależne od tego, czy obecny szef je lubi, czy nie. Ochrona to ochrona. Gdyby w Polsce na scenie politycznej nie odbyła się w tamtym roku tak duża zmiana, to mój szef też by na mnie czekał z otwartymi ramionami, tak podejrzewam. Stało się jednak jak się stało, powrotu nie ma. Szkoda tylko, że idea służby cywilnej, w której pracowałam, czyli praca dla państwa, a nie partii, bo ja bezpartyjna jestem do granic możliwości, w rzeczywistości nie ma żadnego odbicia. Kolejny mit.
      Cieszę się, że Ty masz dobrą sytuację, oby więcej takich przykładów 🙂

  5. Mit. Totalny. Według pracodawcy zachowałam się nielojalnie, bo z dnia na dzień nikogo wcześniej nie informując zostawiłam na biurku zwolnienie. Pracowałam 12h dziennie, pracuję/pracowałam w punkcie obsługi klienta. Praca łatwa, nie fizyczna. Jednak bywały dni, że trzeba było i troszkę dźwigać. Mdłości- jak powiedzieć klintowi któremu przedstawiam ofertę kredytową że za chwilę chyba na niego zwymiotuję? Ale zła jestem ja. Mam jeszcze z urlopami wypoczynkowymi 6 miesięcy, a już wiem że nie mam gdzie wracać. Kierownik ma nową obsadę mojego działu, zgraną wręcz idealną. Tak czy siak, pierwszego dnia pewnie dostanę wypowiedzenie. Więc zamiast się cieszyć z ostatnich tygodni, będę szukać pracy bo wyjścia innego brak. Nasze Państwo nakłania do powiększania rodzin- bardzo mi przykro, ale jak? Jak droga zawodowa jest zamykana z pierwszym dniem zwolnienia z powodu ciąży. Powodzenia wszystkim mamom w podobnej sytuacji i nie tylko 🙂

    • No właśnie, masz bardzo podobną sytuację do mojej. Bardzo przykre. Nie wiem, po co się mówi o jakiejkolwiek ochronie, jeżeli nie jest ona dla wszystkich, a jedynie zależy od pracodawcy.

      • Tak czytam i się zastanawiam nad swoją sytuacją. Pracuję w swojej firmie od maja 2016, czyli stosunkowo niedługo.Od kilku dni jestem już na zwolnieniu z racji ciąży bliźniaczej. Nie dałabym rady dłużej pracować (aktualnie 13 tc), również z racji głowy. Ciągle myślałam czy wszystko dobrze, czy siedzenie przy biurku nie zaszkodzi, czy pójść coś zjeść teraz czy jeszcze wystawić kilka zamówień aby roboty nadgonić. Poza tym ciągle się stresowałam i denerwowałam. Lekarka wysłała mnie na zwolnienie, z którego ja skorzystałam. Mam przecież takie prawo. Umowę mam do końca roku i jestem na 99% przekonana, że pracodawca mi jej nie przedłuży. Zatrudni kogoś, aby dziewczyny nie miały za dużo roboty na łbie, a mi podziękują. Taki lajf. Nie jestem nie zastąpiona, nikt nie jest. Aczkolwiek w grudniu napiszę podanie o przedłużenie umowy. Może się uda, ale raczej wątpię. A tak naprawdę to co w życiu jest ważne? Przecież pracę można znaleźć inną. A rola matki jest jedna, niepowtarzalna, czyż nie?

        • ja też się nawet chwili nie zastanawiałam. Jeżeli pracodawca będzie chciał mnie zwolnić, bo postanowiłam rok poświęcić mojemu dziecku, to jego strata, poszukam innej pracy, a rok z dzieckiem spędzę. Taka jestem 🙂

    • Paulla skoro podjerzewasz, że możesz być zwolniona to myślałaś może o takiej opcji jak obniżenie wymiaru etatu? Wystarczy na 21 dni przed końcem urlopu (wychowawczego, macierzyńskiego lub rodzicielskiego) złożyć wniosek o np. pracę w wymiarze 7/8 etatu i wówczas przez 12 miesięcy pracodawca nie może Cię zwolnić,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.