Czasem zarządzanie

Spread the love

Zrobić zakupy, pójść na spotkanie do zarządcy nieruchomości, nastawić pranie, zapłacić rachunek, umówić Dawida na wizytę kontrolną, kupić ziemię do kwiatków, wziąć psa do weterynarza, zanieść spodnie do szewca, ugotować obiad, wyprasować rzeczy, wymyć auto, w końcu nadrobić zaległości na blogu, odpisać na e-mail, oddać sąsiadce pożyczoną wcześniej miskę, poodkurzać, wymienić uszczelkę w łazience, kupić rolety, odwiedzić przyjaciółkę, zamówić książkę, pójść do banku…cholera, znowu zapomniałam zadzwonić do mamy, tym razem się obrazi.

Gdzie się podział nasz wspólny czas? Jak to się dzieje, że tak strasznie ucieka, że zaczął biec szybciej? Jakim sposobem każdą wolną chwilę spędzamy właściwie na tym, co TRZEBA zrobić. Why oh why? Dlaczego wydaje mi się, że doba się skróciła? Dlaczego tak mało mamy siebie dla siebie?

Ostatnio usiedliśmy z D. spokojnie, by porozmawiać o rzeczach koniecznych do zrobienia. Zaczęło się od naprawy drzwi u małego w pokoju, skończyło na kłótni. Nagle okazało się, że chcąc zrobić wszystko, co powinno być zrobione, już w ogóle nie mielibyśmy chwili dla własnej rodziny. Sprawy nabrały jeszcze ostrzejszego obrotu, kiedy to D. w niedzielę, jedyny nasz wspólny dzień, zaproponował, bym poszła z małym sama na spacer, a on skoczy na myjnię, coś jeszcze poogrania i do nas dojdzie. Łzy jak grochy polały się z mych zmęczonych oczu, głosem przepełnionym szlochem zawiadomiłam D. o fochu, który właśnie nadszedł i wyszłam na spacer z Dawidem. Normalnie spędziłabym ten dzień pokazowo, robiąc rzeczy przyjemne. Wróciłabym do domu jak najpóźniej w poczuciu, że oto ja spędziłam super dzień i koniecznie muszę znaleźć sposób, by to obwieścić ukochanemu, co jest trochę utrudnione, kiedy to czekając na przeprosiny się do niego nie odzywasz. Od kiedy nastała era Dawida, tak być nie może. Szkoda mi  czasu na kłótnie i fochy. Mam wrażenie, że kiedy tak się zachowujemy, okradamy własne dziecko, bo przez nasze zachowanie, nie ma możliwości pobycia razem z dwojgiem rodziców.

Tak szybko tydzień za tygodniem ucieka nam przez palce. Mały skończy zaraz pół roku. Kiedy to minęło? Zarządzanie czasem nam nie idzie. Ciągle jest coś pilnego, coś na już, tak mało jesteśmy tylko we trójkę. Czy możemy odłożyć te wszystkie nasze „ważne” sprawy i przez chwilę po prostu pobyć razem? Bo tu jest właśnie problem. Nie odróżniamy rzeczy „pilnych”, od rzeczy „ważnych”, a te drugie, te naprawdę ważne, są naprawdę nie do nadrobienia w przyszłości, kiedy zaniedbamy je teraz.

Jestem matką na macierzyńskim, ale taką z tych niepracujących na macierzyńskim. Właściwie to większość mojego dnia (i kawałek nocy) zajmuje dziecko, co obecnie za bardzo mi nie przeszkadza, co nie znaczy, że chodzę jak lump w dresie, na którym znajduje się paw Dawida sprzed tygodnia. Wszystko w granicach rozsądku. D. pracuje intensywnie, właściwie w ciągu dnia nie ma go w domu, jednak za punkt honoru stawia sobie powrót na kąpanie młodego, co przeważnie mu wychodzi. Ten czas między 19:00 a 19:15, kiedy to z łazienki dochodzą piski szczęścia mojego dziecka, kiedy widzę ich razem, jak D. kreatywnie go zabawia, jak stara się, by w końcu nie płakał przy smarowaniu twarzy kremem, to najfajniejsza pora dnia. Bo czas się wtedy zatrzymuje. Bo choćby skały srały, D. jest wtedy z synem a ja jestem tuż obok. Telefony mogą wtedy dzwonić, sąsiedzi pukać do drzwi, maile mogą przychodzić jak szalone – przez ten czas nic się nie liczy. I powinniśmy mieć takich czasów więcej.

Mam wrażenie, że w całej tej lataninie, w całym natłoku obowiązków i codziennych zdarzeń, gubimy gdzieś to, co jest najważniejsze. Staram się doceniać szczęście, jakie mnie spotkało, staram się je chłonąć, bo Dawid rośnie i mam świadomość, że te chwile są niepowtarzalne. Poranny plask oślinioną rączką, kiedy D. przynosi młodego do łóżka, a zegarek bezlitośnie pokazuje 5:30 nie denerwuje, a rozczula. Bo to kolejna chwila razem, kiedy widzę, że moje dziecko cieszy się, że jesteśmy.

Przyznaliśmy sami przed sobą, robiąc rachunek sumienia, że da się to wszystko zrobić tak, by więcej czasu mieć dla rodziny. W dalszym ciągu dużo go marnujemy, jednak teraz przynajmniej jesteśmy już na etapie, kiedy mamy tego świadomość. W momencie, kiedy Dawid zasypia, zaczynamy drugą część dnia, która trwa do momentu, aż człowiek już pada na twarz i w uszach słyszy wołanie własnego łóżka. Tak robimy już od dawna, nic nadzwyczajnego. Teraz jednak, w ciągu dnia, kiedy ilość obowiązków zdaje się nas przerastać, wybieramy priorytety. Tym oto sposobem, naszym głównym priorytetem jest Dawid. Staramy się oczywiście nie doprowadzić do sytuacji, kiedy to utoniemy w górze śmieci i niewypranych ciuchów, starając się dostać do lodówki, na dodatek pustej. Po prostu są rzeczy, które da się odłożyć. Czy naprawdę nie przeżyję, jeżeli samochód umyjemy jutro? Nawet lepiej, istnieje spore prawdopodobieństwo, że jeszcze jeden dzień i brud po prostu odpadnie, cóż za oszczędność! Czy nie przeżyję, jeżeli w tym momencie nie kupię nowej zasłony? Czy niektórych telefonów nie da się wykonać później? Pewnie, że się da!  Po prostu w te dni, kiedy mamy możliwość spędzenia czasu razem, przestajemy biec, zwalniamy. Że tak pojadę głęboką metaforą, (uwaga!) czas to nie sterta naczyń do umycia, on na ciebie nie poczeka.

Marnujemy więc weekendy na zachwycaniu się stopami Dawida, na patrzeniu na jego małe rączki, na całowaniu jego boczków i wszystkie pozostałe noski eskimoski, które młody uwielbia. Czas, kiedy jest niemowlakiem, mimo że wymagający, jest piękny. Zatrzymujemy się więc, przynajmniej raz w tygodniu i podziwiamy, bo mamy w domu prawdziwy cud świata, on przebija wszystko, nie ma nic, co byłoby ważniejsze. Kropka.

,
4 comments to “Czasem zarządzanie”
  1. Oj coraz trudniej o ten wspolny czas szczegolnie jesli do opieki nad 2 dzieci jest tylko dwoje rodzicow. Nie mam niani, babcia mieszka 100 km od nas wiec pozostaje przedszkole/szkola a w sytuacjach wakacyjnych i chorobowych praca naprzemienna czyli mijanie sie w drzwiach. Ten system ma jeden bardzo istotny atut tata jest rownoprawnym rodzicem i wie jak lecje sprawdzic czy lekarstwo podac a wszystkie dzieciece problemy dzielone sa miedzy oboje rodzicow.
    Drugim powodem dla ktorego ciesze sie ze sporej odleglosci babci jest to ze moje chlopaki maja „jedna miotle” a nie co chwile stycznosc z innym „spojrzeniem” na wychowanie dzieci i same nie wiedza ktore zasady obowiazuja (roznimy sie z dziadkami w wielu sprawach a z drugiej strony wiem ze gdybym byla zdana na ich pomoc musialalabym tolerowac ich reguly a raczej nie mam lagodnego charakterku wiec lepiej ze jest jak jest).
    A co do wierzgania nozkami na widok taty to pamietam „obrazek” z przed okolo 2 lat jak moj mlodszy malo nog nie pogubil jak uslyszal ze tata drzwi otwiera i gora przez wersalke lecial i dla mnie to jeden z piekniejszych obrazkow z zycia.

    • Widzisz, ja jakoś nie mam nawet czasu do bloga usiąść, staram się tak raz w tygodniu coś naskrobać, bo ten blog to też taki trochę mój pamiętnik, a tyle się dzieje, że jest o czym pisać, tylko czasu brak 🙂

  2. Jak mnie przytłaczają na co dzień te wszystkie drobne sprawy do załatwienia. Najgorsze, że to się nigdy nie kończy. Załata się z jednej strony, to wychodzi z drugiej. Ale trzeba jakoś z tym żyć, organizować się jak najlepiej, a czasami po prostu odpuścić. Wspaniale, że potraficie tak przystanąć w tej zabieganej codzienności i docenić to, co rzeczywiście ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.