Czego nauczyło mnie dziecko

Spread the love

Kiedy urodził się Dawid,  wiele się zmieniło. Nasz prywatny, mały świat wypełnił się tym małym człowiekiem. Zupełnie zmieniliśmy tryb życia, dni wyglądają inaczej, noce tym bardziej. Zmieniło się również podejście do pewnych spraw. Więcej rzeczy zaczęłam doceniać, na więcej zwracać uwagę. Dawid uczy mnie i mimo, że ma dopiero 4,5 miesiąca, już zdążył mnie zawstydzić, bo uzmysłowił mi, jak bardzo źle na niektóre sprawy patrzyłam i jakie sprawy są ważniejsze od tych, które do tej pory wydawały mi się ważne.

Przede wszystkim inaczej zaczęłam postrzegać czas. On nadal pędzi nieubłaganie, przy dziecku chyba jeszcze szybciej, ale już potrafię się zatrzymać, złapać chwilę, cieszyć się momentem. Wieczorem, kiedy Dawid śpi, staję nad jego łóżeczkiem i patrzę, patrzę, obserwuję. On rośnie tak szybko, to już nie wróci. Nie ważne, że w nocy wstanę do niego jeszcze 3 razy, nie ważne, że pranie nie zdjęte i nie złożone, a lakier na paznokciach zdaje się krzyczeć „Zmyj mnie”. Są ważniejsze rzeczy. Patrzenie jest ważniejsze, bo dzięki temu doceniam, jaki skarb przede mną leży.

Ostatnio, wyprowadzona z równowagi przez niezwykle istotną, jak mi się wydawało, sprawę, ożywiona opowiadałam przez telefon przyjaciółce straszną historię, która mi się przydarzyła. Wściekła byłam okrutnie, w rozmowie roztaczałam obraz krzywdy i z największym oburzeniem wypowiadałam się na temat ludzkiej głupoty. Mój podniesiony ton wyraźnie rozśmieszył Dawida. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, podniósł brwi i z właściwą sobie beztroską głośno zarechotał. W tej całej swojej złości i oburzeniu, mojemu dziecku wydałam się najzwyczajniej w świecie śmieszna. Bo chyba taka byłam. To właśnie dzięki temu mojemu kudłatemu szczęściu zdałam sobie sprawę, jak często tracimy nerwy na pierdoły, jak mało ważne sprawy zajmują nam czas, zabierają zdrowe. Po co? Przecież większość spraw, na jakie tracimy nerwy, nie są tego warte i za parę dni, tygodni, czy miesięcy, już nawet nie będziemy o nich pamiętać. Masz rację dziecko, dorośli są śmieszni.

Nagle rozumiesz, że są sprawy ważniejsze. Ważne jest to, że twoje dziecko jest zdrowe, że żyjesz w kraju, w którym nie ma wojny i że możesz zapewnić mu spokój i warunki do rozwoju. Nagle boisz się bardziej, by to nie minęło i nie chcesz nawet myśleć, co by się stało, gdyby ktoś nagle zburzył ci tą twoją strefę komfortu. Spokój i zdrowie twoje i twojej rodziny stają się najważniejsze, a za dziecko naprawdę jesteś w stanie oddać życie. Byle tylko wszystko było z nim dobrze.

Nagle zdałam sobie sprawę, jak bardzo zwiększyła się moja potrzeba bezpieczeństwa, jak bardzo obawiam się wojny, katastrof, ale też jak bardzo boję się, że D. nie zdejmie w odpowiedniej chwili nogi z gazu, kiedy będzie spieszył się do nas do domu i zostaniemy sami. Boję się o wiele bardziej, niż zanim Dawid pojawił się w naszym życiu. Przeżywam, gdy ktoś straszy mnie Rosją, lub roztacza wizję suszy na świecie, bo nie potrafię sobie wyobrazić Dawida w takiej sytuacji. Nie histeryzuję, po prostu patrząc na moje dziecko rozumiem, jak wielkie miało ono szczęście, że urodziło się właśnie tutaj, właśnie u nas. On nie zna głodu, nigdy nie poznał też zimna ani większego bólu. Kładę go co wieczór w miękkim, ciepłym łóżeczku, w jego własnym pokoju, którego jedynym mankamentem jest właściwie to, że nie ma listew przypodłogowych. I oby tak zostało. W sensie, że listwy pewnie kiedyś będą, ale niech to ciepło, miękkość i brak bólu również, proszę. Bo w obliczu tragedii, które dzieją się na Świecie, dzieci i ich rodzice są tak bezradni.

Jeszcze nie raz ktoś wyprowadzi mnie z równowagi. Nie raz będę lamentować z powodu złej pogody, gdy planowałam piknik, lub zaklnę z powodu złamanego paznokcia. Nie da się tak całkiem żyć w oderwaniu od pierdół. Kiedy jednak taka pierdoła cię spotka, lub kiedy wydaje ci się, że stała się tragedia, że twój dzień był straszny, i wszystko jest do dupy, weź głęboki oddech i pomyśl, że wcale tak nie jest. Bo mamy szczęście i trzeba naprawdę nauczyć się je doceniać. Ja już doceniam, a Ty?

5 comments on “Czego nauczyło mnie dziecko
  1. Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami 😉 Moja mała ma niecały miesiąc, a ja odkładam prace domowe na później lub mąż je robi za mnie bo ja wolę ten czas spędzić z nią 🙂 Dzieci tak szybko rosną że nie zdążymy się nimi nacieszyć jak są takie maleńkie 😉

  2. Właśnie tuż przed otwarciem Twojego bloga zerknelam na nagłówek w jednym z serwisów o tym jak dziecko w Aleppo szukalo swoich zabawek w gruzach. I uświadomiłam sobie jaką „tragedia” dla mojego dziecka było zawieruszenie się ulubionego misia. I łzy stanęły mi w oczach nie wiem czy bardziej z rozpaczy nad tamtym dzieckiem czy z radości że to są największe „tragedie” moich dzieci…

    • Asia ja sobie nie zdawałam sprawy, jak bardzo można się o kogoś bać. Od kiedy mam Dawida, przestałam oglądać wiadomości, bo codziennie schizowałam jak jakiś szajbuś jak słyszałam, co się na świecie dzieje. Chcę dla Dawida jak najlepiej, niech nasz spokój trwa, proszę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.