Wózkowe marzenie

Spread the love

Spaceruję z synem codziennie. Od poniedziałku do piątku, około 12:00, wyruszam w pięciogodzinną podróż krzywymi chodnikami i błotnistymi alejkami parkowymi.  Słońce czy deszcz, spaceruję. I marzę. Marzę o moim idealnym wózku, który przez te cztery miesiące spacerów zdołał się zarysować w mojej głowie. Marzę, bo wózek taki nie istnieje, a szkoda, bo moje spacerowe życie byłoby z nim o wiele łatwiejsze.

Mi nie chodzi o dużą gondolę, dobre koła i amortyzatory płynność i spokój dające. Nie. To wszystko mój wózek ma. Z takich przyziemnych rzeczy, po paru miesiącach mogę dodatkowo stwierdzić, że hamulec ręczny to byłby skarb, bo w sandałach albo jasnych butach spuścić nożny to jakiś koszmar. Oprócz tego jak największy kosz pod wózkiem to też ważna sprawa, no i przestałam uważać, że stojak na kubek albo butelkę to fanaberia. Ale ja tu nie o tym. Ja tu będę pisać o istnym statku kosmicznym.

Co miałby mój idealny wózek? Przede wszystkim sprężynę wbudowaną w rączkę. Taką sprężynę, która sprawiłaby, że wózek popchnięty do przodu, celem bujnięcia, płynne wracał do mnie, siedzącej na ławce. Tak, sprężyna do bujania, bo moje ręce już nie wyrabiają, a na ławce posiedzieć fajnie. Wibracje w środku gondoli też by dały radę. No i wbudowany głośniczek, z którego w zależności od potrzeby leciałoby albo „ciiiiiiiiii, ciiiiiiiii, ciiiiiii”, albo „aaaaa, kotki dwa”, czy też  inne uspokajacze.

Dodatkowo mechanizm w środku gondoli, który z prędkością światła reagowałby na wypadający smoczek. Tak, wypadającym smoczkom mówimy zdecydowane NIE. No i daszek, który automatycznie dostosowywałby swoją długość do warunków atmosferycznych, w razie gdyby zaganiana matka nie zauważyła, że niespodziewany promyk ostrego słońca za chwilę zbudzi dziecię strzałem między oczy.

A gondola obowiązkowo dźwiękoszczelna, żebym trzydzieści razy w tygodniu nie musiała kląć na gwiżdżące pociągi, które gwiżdżą chyba zawsze, jak przechodzę ja z wózkiem, na pewno specjalnie.  No i te piszczące paski klinowe…nie klęłabym, przecież mają prawo piszczeć. Tyle, że bez dźwiękoszczelnej gondoli jest to, że tak powiem, bardziej niż wkur@#$%jące.

Mój wózek miałby jeszcze czujniki w kołach, alarmujące, że oto zbliża się kamień, na który dobrze by było nie najechać, albo że krawężnik jest wyższy niż to oceniłam. Alarm, który by piszczał, ale z dźwiękoszczelną gondolą to przecież nie byłby problem.

No i koniecznie tabliczki, które wyskakiwałyby za każdym razem, kiedy w pobliżu pojawi się ciocia dobra rada:

  • NIE, NIE JEST GŁODNY
  • NIE, NIE JEST MU ZIMNO
  • TAK, SŁYSZĘ, ŻE PŁACZE

No i na koniec wisienka na torcie, marzenie największe, dopełnienie ideału. Mały ekranik, maleńki, naprawdę, z najprostszym wyświetlaczem. Na wyświetlaczu prosty kwadracik, zielony na przykład, a w kwadracie procentowe naładowanie baterii śpiącego w środku potomka. Battery loading 62%, więc generalnie połowa czasu za nami, ale dasz radę jeszcze do mięsnego i z powrotem, zanim z naszej dźwiękoszczelnej gondoli dobiegnie krzyk, którego żadne wyciszenie nie da rady zagłuszyć. Albo myślisz, że dziecię śpi dopiero 15 minut, więc teoretycznie jeszcze dużo czasu w ciszy i spokoju przed Tobą, a tu na ekranie się wyświetla, że generalnie to energia sięga 96%, więc to nie sen, a drzemka jedynie, więc grzej cycki i czekaj, przebudzenie za dwie minuty.

Hmmmmm, marzenie. Ostatnie dwadzieścia minut, zamiast na spaniu, spędziłam na bezsensownym wypisywaniu kosmicznych funkcji wymarzonego wózka…ale warto było, bo obraz jego w mojej głowie taki piękny, a funkcje takie przydatne. Co więcej, ktoś szukający przydatnych informacji o wyborze wózka wszedł, przeczytał i się zdziwił…sorry, naprawdę, nie chciałam, po prostu powstrzymać się nie mogłam. Pozdrawiam wszystkie mamy spacerujące 😉

5 comments to “Wózkowe marzenie”
    • 5 godzin poza domem, wiesz, 30 minut w wózku, później godzina zabawiania, obnażanie cycków w parku i te sprawy, ale 5 godzin poza domem, tacy jesteśmy 😉

      • Oo szacunek, dziecko się wietrzy, u nas tylko długa wózkowa drzemka rano przed upałem i wieczorem przed kąpielą, ale tu już jest darcie paszczy, póki co szybko mnie odwaga opuszcza wtedy i wracam do domu 😉 dwa razy karmiłam w plenerze bo się nie dało (nażarty po kurek przed wyjściem ale cóż) i nawet nie widziałam w tym oszołomieniu czy ktoś jest obok i zdegustowany patrzy na mój biust ;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.