Dziecko, prywatny weryfikator

Spread the love

Będąc w ciąży czytałam mądre książki. Przygotowywałam się do przyjścia mojego syna, edukowałam, słuchałam rad, chodziłam do szkoły rodzenia. Chciałam być mądra, gotowa. Istna matka kompetentna. Nabyta wiedza wielokrotnie się przydała, jest jednak parę rzeczy, które tłoczono mi do głowy, a które moim zdaniem z prawdą mają niewiele wspólnego. Dawid szybko zweryfikował wpajane zasady i sposoby na przeżycie pierwszych tygodni z noworodkiem. Jedno jest pewne. Mój syn, obiekt ćwiczeń niedoświadczonych rodziców, wykazuje się niebywałą cierpliwością w pokazywaniu nam, jak bardzo mało wiedzieliśmy, zanim wyskoczył na zewnątrz.

Bzdura numer jeden -smoczek to złoooooo. Ja, jako zła matka, w pewnym momencie zaczęłam się modlić, żeby mały skumał, do czego to złooooo służy i w końcu się ze smoczkiem zaprzyjaźnił. Szacun dla matek, które nie dają smoczka. Albo szacun dla dzieci, że takie anioły. Smoczek ratował mnie już nie raz. Głównie a aucie, albo w wózku, kiedy krzyk straszny, a do domu daleko. Dzięki wynalazco smoczka!  Jesteś moim idolem. Kropka.

Bzdura numer dwa – nie przyzwyczajaj dziecka do spania z wami w łóżku, bo później nie odzwyczaisz. Ja powiem tak, dopiero kiedy młody pojawił się na świecie zobaczyłam, jak bardzo taki noworodek nie kuma, że się urodził. I jak bardzo ja nie skumałam. Więc spałam z nim, bo mi było to potrzebne, bo byłam czasem zbyt śpiąca, by go odłożyć, a przy okazji wyciągnięcie cycka, kiedy leżał obok, było o wiele łatwiejsze. Przytulałam się do niego, wąchałam główkę, która tak noworodkowo pachniała,  a po miesiącu, kiedy byłam gotowa i zapragnęłam powrotu do dorosłego łóżka, kupiłam nianię elektroniczną i odłożyłam Dawida do jego łóżeczka, a ja wróciłam do sypialni. Pierwsza noc była straszna, ponieważ okazało się, że mój syn, który w moim mniemaniu tak bardzo mnie potrzebował, w ogóle zmianą się nie przejął. Spał spokojnie, może nawet bardziej niż ze mną. Od dwóch miesięcy śpimy osobno, ale czy to się jeszcze kiedyś nie zmieni? Zarzekać się nie będę. Przecież go z łóżka nie wygonię, jak przyjdzie. Fajny chłopak jest, co go będę wyganiać?

Bzdura numer trzy – „Nie bujaj!!!” Nie bujaj, nie srujaj. Sam sobie nie bujaj człowieku, jak dziecko ryczy, ty ryczysz z nim i nic innego nie pomaga. Mogłam być mądrzejsza i nie przyzwyczajać go do bujania jak był w brzuchu, może teraz nie uspokajałoby go to aż tak bardzo. Więc bujam, jak trzeba to bujam ile wlezie. Lepsze niż siłownia, duża oszczędność na karnetach. Kiedy leży w wózku też bujam, bo moje dziecko jest z tego gatunku nie śpiącego w dzień poza wózkiem. Kiedy bardzo nie chce spać, korzystam z patentu bardziej doświadczonych koleżanek i robię mu hardcorowy przejazd. Szarpanie wózkiem działa, syn spokojny, ja spokojna, bujanie rządzi.

Bzdura numer cztery – „Nie kupuj za dużo rzeczy. Przecież masz pralkę”. Słyszałam to notorycznie, jak to nie należy za dużo kupować, bo nawet się tego dziecku nie założy, a już wyrośnie. Możecie się nie zgodzić, ale ostatnie dwanaście tygodni udowodniło mi, że nie ma takiej ilości body i innych kaftaników, jakiej nie jest w stanie wybrudzić małe dziecko. A jeszcze nie szamiemy marcheweczek i innych brudogennych produktów. Ulane mleko to pikuś! Nie przebieram dziecka histerycznie za każdym razem, kiedy mu się uleje. Gdybym tak robiła, pralka już dawno by siadła. Ale  Dawid potrafi, za przeproszeniem, obsrać się aż po pachy, a jak chce, to puści czasem takiego hafta, że ubranko tonie w mleku. Więc przebieram. To samo tyczy się pieluch tetrowych i flanelowych. Nie ma czegoś takiego, jak za dużo tetry  i flaneli przy niemowlaku. Albo masz mało i w wolnym czasie tylko pierzesz i suszysz, albo masz to sławne „za dużo” i pierzesz, jak uzbiera się wystarczająca ilość, a dziecko przy tym nagie nie leży.

Bzdura numer pięć – „Nie podnoś dziecka kiedy płacze, dziecko musi się wypłakać”. Napiszę tutaj o noworodku. Co do starszych dzieci się nie wypowiadam, bo nie posiadam. Powiem tak, nie biegnę z pomocą gdy mały kwęknie, albo piśnie. Kiedy zaczyna intensywniej jęczeć, przyspieszam obroty i z tyłu głowy mam, że zaraz będę musiała przerwać to, co robię. Ale kiedy słyszę z łóżeczka płacz, taki prawdziwy, rozpaczliwy, taki ze łzami, to idę szybko i biorę moje dziecko na ręce. Bo o coś chodzi. Nie wierzę, że noworodek potrafi wymuszać taki rozpaczliwy płacz. Kwękaniem zwraca uwagę, jednak płacz to już wołanie. Parę minut ryku to nic strasznego, ale pozwalać małemu płakać, dopóki się nie zmęczy? Jak inaczej małe dziecko ma dać znać, że coś jest nie tak? Ma zawołać: „Mamo, mam kupę wielkości kopca kreta w pieluszce!”?, albo „Mamo, czy mógłbym prosić o podanie piersi?” No błagam, dajcie spokój. Płacz to jedyny sposób, by powiedzieć, że coś jest nie tak. Będzie starszy, zacznie komunikować inaczej.

Bzdura numer sześć – „Nie musisz pilnować godzin, takie małe dziecko nie zna się na zegarku, godzina w tą czy w tamtą różnicy mu nie robi”. No właśnie, takie małe dziecko nie zna się na zegarku. Rytuał jest dla niego jedynym możliwym sposobem rozpoznawania pory dnia. „Ooooo, mama robi z siebie głupa, tańczy i śpiewa przy łóżeczku, to znaczy, że próbuje mnie przetrzymać do karmienia i zaraz będzie spacer.” „Aaaaa, kąpiel, czyli później ubieranie i będzie cyc, a później spanie”. Wszystko o w miarę stałych porach. Mi się to sprawdza i w miarę możliwości rytuałów przestrzegam, a już na pewno staram się pilnować godziny kąpieli. Po paru tygodniach mały zaprogramował się tak, że codziennie po godzinie 20:00 jestem już wolnym człowiekiem.

Bzdura numer siedem – „Nie noś dziecka na rękach, bo przyzwyczaisz”. Umówmy się, łatwo się daje takie rady, ale czasem po prostu nie da się dziecka nie nosić. Może i istnieją takie egzemplarze, które tego nie wymagają, ale mój do takich nie należy. Czasem jest mi go po prostu łatwiej wziąć na ręce, żeby nie marudził, i nie widzę w tym nic złego. Tak łatwiej – łatwo, łatwy, łatwizna, jestem leniem śmierdzącym i nie chce mi się poświęcić czasu dziecku, więc je noszę ze sobą jak kangurzyca. My po godzinie 18:00, kiedy to zbliża się czas kąpieli, nosimy notorycznie. Bo marudzeniu nie ma końca i trzeba zabawiać, a najbardziej skutecznym o tej porze zabawianiem jest wzięcie na ręce i tańczenie. Wtedy jest spokój. Więc robię  tak, męczę się, bo mój syn to mały klocek, ale wiem, że całe życie go nosić nie będę, więc bez przesady. Przyjdzie drugie dziecko, nastąpi kolejna weryfikacja. Póki co, jak trzeba, to noszę.

To chyba takie moje top siedem. Uwielbiam słuchać takich rad, albo patrzeć na zdziwione spojrzenia, co ja z tym dzieckiem wyprawiam, jakaś niedouczona jestem, przecież tak się nie robi. Na pewno po urodzeniu dziecka nauczyłam się nie oceniać innych rodziców (no, chyba że coś jest tak absurdalne, że sobie pozwolę i ocenię). Ale drodzy radzący, rodzice i nie rodzice, każde dziecko jest inne, nie znasz mojego, więc mnie nie oceniaj. Mój młody jest spokojnym dzieckiem, naprawdę, jednak przychodzą dni, kiedy szybko przypominam sobie, że sztywne reguły i zasady wpajane na szkole rodzenia, w życiu codziennym  nie zawsze się sprawdzają. Przez ostatnie dwanaście tygodni Dawid szybko zweryfikował moje poglądy. Nauczył mnie również tego, że krzywe spojrzenia nie mają znaczenia, bo takie dobre rady są dobre, ale zazwyczaj wtedy, kiedy stoisz z boku. Więc odkładam na bok te zasady, które się nie sprawdzały i lecę na czuja, bo instrukcji obsługi brak, a ja nie dam się zwariować, bo po co? Weryfikacja następuje codziennie, a ja uczę się, staram i kocham, a to z tego wszystkiego jest bezwzględnie najważniejsze.

,
14 comments on “Dziecko, prywatny weryfikator
  1. Ja jeśli chodzi o szczepienia wybrałam 5w1 plus pneumokoki, nie wyobrażam sobie inaczej. A z Twoich uwag – najbardzej denerwuje mnie, gdy ktoś mówi, że moje niemowlę coś wymusza. Taaaa, pięciomiesięczne niemowlę jest na tyle złośliwe, że wymusza.

  2. A ja tak trochę z innej beczki. Jak rozwiązałaś sprawę ze szczepieniami ? Chodzi mi o formę 5in1, 6 in1 i resztę płatnych. Mam jeszcze chwilkę na szczepienia płatne, ale potrzebuję porady z każdej możliwej strony.. 🙂

    • Ja zapłaciłam za 5w1 przy starszym jeszcze 6w1 nie było a przy młodszym doszłam do wniosku ze ilość dodatkowych wkluc nie jest aż tak straszna a cena się konkretnie różni. Na tę bezpłatne się nie zdecydowałam bo po pierwsze tam ilość wkluc jest sporo większa a po drugie są to szczepionki bardzo starej generacji i ilość powikłań i odczynow poszczepiennych jest sporo większa. I jakoś nie przypominam sobie żebyśmy mieli jakieś problemy po szczepieniach.

      • Ja Ci Asiu powiem, że nie wiem kto znosi gorzej te szczepienia, Dawid, czy ja. Za każdym razem były 2 zastrzyki, 6w1 i pneumokoki i ten wyraz twarzy małego przekonał mnie, że dobrze, że nie ma dodatkowego wklucia. Wiem, że to nie jest jakaś tragedia i nic by mu się nie stało, ale przy okazji szczepień okazało się, że miękka jestem strasznie.

    • Właśnie doczytałam że twoje pytanie dotyczy innych płatnych ☺ . Szybko decyzję trzeba podjąć co do rotawirusow i z doświadczenia Ci powiem że tzw gryp zoladkowych z przedszkola przynosi się sporo ale najczęściej to nie rota tylko jakiś inny szczep więc szczepienie na nie nie działa aczkolwiek prawdziwy rota ma zdecydowanie najdłuższy przebieg. Co do innych szczepień typu pneumokoki czy meningokoki to mi poradziła lekarka przy starszym synu że jeśli nie chodzi do żłobka to warto się wstrzymać do skończenia 2 lat bo wtedy jest o 1 dawkę mniej a dziecko które ma w miarę odporność i nie ma styczności z rówieśnikami raczej nie powinno wcześniej takiej ochrony potrzebować. Później już nie zaszczepilam swoich chłopaków bo uznałam że są dziećmi o bardzo wysokiej odporności (starszy ma 10 lat i miał w życiu 2 antybiotyki, młodszy aktualnie po pierwszym roku w przedszkolu bez choroby powazniejszej niz katar) wiec szkoda kasy. Ale gdyby byli chorowici to pewnie bym w te szczepienia zainwestowala.

    • My zdecydowaliśmy się na 6w1, pneumokoki i rotawirusy. Dawid miał już 2 dawki i po obu szczepieniach czuł się dobrze, za pierwszym razem był trochę senny. Co do rota, to też mieliśmy wątpliwości, ale rozmawiałam z mamami, które mówiły, że szczepione dzieci lżej przechodzą te wszystkie jelitówki.

  3. Sa dzieci wychowane bez smoczka ale moich to nie dotyczy. Obaj mieli silny odruch ssania i zgryzli by mnie doszczetnie wiec dostali smoczek jeszcze w szpitalu i dobrze bylo nam z tym. Z tym ze jak juz byli starsi to ograniczalam smoczek jedynie do zasypiania i sytuacji kiedy byl rzeczywiscie potrzebny bo dostaje szalu jak widze dziecko ktore mowi czy je nie wypuszczajac smoczka z buzi. Ja za to uwazam ze mozna wychowac dziecko bez butelki ze smoczkiem co moja matka zarzucala mi ze zabieram dzieciom dziecinstwo. Od pol roku preferowalam butelki i kubki z dziubkiem (nie niekapki bo dzieci „niebutelkowe” nie bardzo wiedza ze trzeba powalczyc o picie jak mu plastik do buzi wkladaja) a do posilkow lyzeczke.
    Co do spania w lozku to w zasadzie sypiali u siebie chyba ze mamie sie usnelo przy karmieniu a mlodszy jak sie nauczyl sam chodzic to zaczal sie do nas w nocy przeprowadzac i musialam wyciagnac szczebelki w lozeczku bo probowal gora przechodzic. I tak mu zostalo i czasem sie go odnosi a czasem pozwala z nami pospac bo to taki fajny pluszak 😉
    Z bujaniem i tuleniem to nigdy nie jest za duzo a ja mam jeszcze wzdeciowcow wiec tego kto wymyslil ze dziecko powinno sie wyplakac skazalabym na taki bol jaki przechodzi dziecko majace problemy z perystaltyka.
    Ulewanie i wszystko w mleczku i marchewce to byla codziennosc przy mlodszym. I o ile prakka pierze sama to juz zelazko takie fajne nie jest a ja wole potulic czy polaskotac sie z dzieckiem niz modlic sie zeby mi dalo poprasowac. Jak zaczyna sie przemieszczac to juz zostaje na prasowanie tylko czas snu dziecka. A co jak mamie sie tez przysnie – to nic w szafce jest jeszcze mnostwo bodziakow. Mialam szczegolnie przy mlodszym ciuszki ktorych nie ubralam ale to np z powodu ze byly po stsrszym a lato bylo upalne wiec bluza z dlugim rekawem nie byla potrzebna a z drugiej strony jak by sie ktoregos dnia nagle ochlodzilo to co lecialabym do sklepu, a tak lezala sobie gotowa jak by co.
    Zasada ze dziecko nie ma zegarka powinna byc stosowana do karmienia i przewijania co do reszty to mama ma zegarek po to zeby pilnowac por poszczegolnych czynnosci. Oczywiscie ze od kilkuminutowego opoznienia w kapieli jeszcze nikt nie umarl ale jak juz spoznisz sie z godzine to zamiast fajnej zabawy masz syrene. Pozniej obiadki i inne stale posilki tez warto dawac w miare o jednych porach oczywiscie nie popadajac w skrajnosci (sytuacja z zycia: nie da dziecku banana o ktorego prosi bo za pol godziny ma kaszke i ma zjesc cala porcje a pol roku pozniej ma juz w domu niejadka).
    A poza tym kazde dziecko jest inne i ma swoje potrzeby, przyzwyczajenia i inny moment w zyciu rodziny. Inaczej postapisz dzis, inaczej przy dwojce dzieci kiedy czasem trzeba polozyc na polke swoje zasady i ustapic zeby osiagnac jakis kompromis w czasie poswiecnym obojgu dzieciom. Ja np musialam przyuczyc mlodszego do drzemki dopiero kolo 14 bo najpierw musielismy odebrac starszego ze szkoly.

    • A wracajac jeszcze do smoczka to ma on niewątpliwie jedną zaletę w momencie kiedy zdecydujecie ze rezygnujecie z jego „usług” można go poprostu wyrzucic lub schować a róg kocyka bądź kciuk tej możliwości nie ma.
      A najlepiej to się kierować zdrowym rozsądkiem a rad wysłuchać i wybrać z nich to co Ci odpowiada!

    • No właśnie, Dawid naprawdę w mig nauczył mnie, że zasady są dobre, ale jeżeli akurat w tym momencie mu pasują 😉 brzmi to strasznie, jakbym dała się terroryzować dziecku, ale taka prawda, gram jak przeciwnik pozwala. Nie wiem czy przy niemowlaku da się inaczej…no chyba tylko stosując zasadę – niech płacze, musi się wypłakać (brrrrrrr)We wszystkim trzeba zachować umiar, to normalne. Co do ciuszków to muszę powiedzieć, że ja niektórych mu nie ubrałam, bo ktoś kto je projektował z pewnością nigdy nie ubierał małego dziecka 😉

      • A to ja jeszcze z tych nie ubieranych ciuszki to miałam takie z prezentów spioszki i kaftaniki bo za naszych czasów się tak dzieci uzbierało i długo babci zajęło ze ja preferuje body i pajacyki.

  4. Nasz panicz jest dwa tygodnie młodszy od Dawida i mam wiele podobnych przemyśleń. Jeśli mogę – mały komentarz do poszczególnych bzdur. 🙂
    1. Też mnie straszono smoczkiem, do szóstego tygodnia absolutnie nie podawać! A przez pierwszych kilka dni po powrocie ze szpitala, nasz młody miał taki odruch ssania, że smoczek naprawdę u pomagał się uspokoić. Possał parę minut, zasypiał i wypluwał. Ot, takie złoooo. Ale to nic, teraz jest „gorzej” – nie akceptuje smoczka praktycznie w ogóle, wypluwa od razu… I z jednej strony się cieszę, bo nie lubię widoku dziecka z buzią zatkaną plastikiem, a z drugiej – czasem przydałoby się mieć go czym „zatkać”… ;p
    2. U nas było bardzo podobnie ze wspólnym spaniem. Od początku nie wyobrażałam sobie odkładać małego do łóżeczka. Trwało to kilka tygodni, aż byłam gotowa spróbować. I też bałam się jak dziecię zareaguje, bo przecież potrzeba bliskości i te sprawy… Od szóstego tygodnia bez problemu panicz śpi prawie całą noc w łóżeczku, a po karmieniu nad ranem sama go już zostawiam u nas w łóżku, bo to zwyczajnie przyjemne, gdy budzi mnie dotyk małych, tłuściutkich rączek albo słodkie kopniaki w brzuch. 😉
    3. Dokładnie to samo odpowiadam – JUŻ PRZYZWYCZAIŁAM przez 9 miesięcy ciąży! Polecam chustę do noszenia – dzieciak ma kołysanko pierwsza klasa, a mama wolne ręce i spokojną głowę, czując blisko zadowolonego malucha (moje z tych „niewózkowych” niestety… :)).
    4. Święta prawda – przy niemowlęciu nie ma czegoś takiego jak „za dużo” czegokolwiek… 🙂
    5. Jak słyszę o tym wypłakaniu i „wymuszaniu” czegokolwiek przez kilkutygodniowe dziecko płaczem, to mnie skręca. Proponuję sobie posiedzieć z pół godziny przy takim płaczącym dziecku i nic nie robić, bo się musi „wypłakać”. Po paru takich akcjach obłęd gwarantowany.
    6. RAZ nie wykąpaliśmy młodego wieczorem. Nie mógł zasnąć, nie wiedział, co się dzieje. A jak już zasnął, to wybudzał się co chwilę, bo nie czaił, że jest noc, skoro nie było kąpieli…
    7. Patrz punkt 3. Chusta to prawdziwe wybawienie!

    Trzymajcie się ciepło! 🙂

    • Po pierwsze to gratulacje!!! Jak się czujecie? To jednak synek okazał się być w miarę punktualny, chyba dużo się nie spóźnił, co? Pozdrowienia dla Panicza 🙂

      • Urodził się 9 dni po terminie i to poród był indukowany, bo paniczowi się właśnie nieziemsko nie spieszyło… ;p Teraz już dobrze się czujemy, początki mieliśmy trudne, bo bardzo chciałam karmić naturalnie, a okazało się to niemożliwe. Teraz już, gdy z każdym dniem młody jest coraz bardziej kontaktowy i uczy się nowych rzeczy, wspólne spędzanie czasu przynosi nam dużo frajdy. 🙂

        • no z tym karmieniem piersią to naprawdę ciężki temat. My też mamy tak, że z dnia na dzień kontakt lepszy i przy tym radość większa. Wspaniała sprawa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.