Ojcowe z synem początki

Spread the love

D. został ojcem. Nasz syn postanowił przyjść na świat dokładnie w jego urodziny. Postanowił też zostać jego klonem. Istne „kopiuj – wklej”, i właśnie to „wklej” wyskoczyło z mojego brzucha i postawiło ukochanego tatę przed nie lada wyzwaniem. I z tym małym wielkim wyzwaniem mój D. radzi sobie codziennie. Lepiej, lub gorzej, ale na pewno z wielkim zapałem.

Ojcostwo to niezwykła rzecz. Nagle mój osobisty Piotruś Pan wyprowadził się z Nibylandii. Zagląda tam już tylko podczas zabaw z synem, podczas których wyraźnie widać, ile w nim jeszcze dziecka. I dobrze.

Co obserwuję codziennie? Dumę. Taką prawdziwą, ojcowską dumę. Z każdego powodu. Bo Dawid coraz wyżej podnosi głowę, gdy leży na brzuchu, bo nauczył się wydawać nowy dźwięk, bo ulało mu się tak zjawiskowo, a zesrał się już tak wybitnie, że duma ojcową klatę rozpiera. Każdy powód do dumy jest dobry, chwilo trwaj.

Co jeszcze widzę? Miłość, gdy podchodzi do łóżeczka, w którym śpi mały klon. D. czasem tak stoi i patrzy ( i gada, ale o tym później). Piękny to widok. Miłość, z każdym dniem coraz większa, mam wrażenie. Kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy Dawida, czuliśmy się dziwnie, bo oto nasz syn, który jeszcze przed chwilą jawił się tylko jako obraz na usg i falujący brzuch, jest tutaj. Mały człowiek, który wycisnął z ojcowych oczu łzy, czego ten pierwszy raz w życiu się nie wypiera. Człowiek, który swoim pojawieniem się, zawładnął ojcowym sercem już na dobre.

Plany co do przyszłych ojcowsko-synowskich zajęć są wielkie. Chodzenie po górach będzie, no i jeżdżenie na rowerze oczywiście. Wszystko będzie!

Najpiękniejsze przypływy miłości są wieczorem, kiedy D. kąpie syna. Taki to jest ich cas, matka się nie wtrąca, ojciec kąpie i pielęgnuje. Kiedy raz zdarzyło się, że D. nie było w porze kąpania w domu, mój syn wyraził swoje niezadowolenie początkowo zdziwionym wyrazem twarzy, a później głośnym krzykiem, bo co ty matka za kąpiel się zabierasz, przecież to tatowa robota. Tak, wieczory są ich.

Ale dość już tej sielanki. Jakie były ojcowskie początki w oczach matki? Chęci były duże, choć chwyt na początku mało pewny i pytanie „Czy mogę go tak trzymać?” brzmiało w mych uszach codziennie. D. kochał syna najbardziej, kiedy ten spał wtulony w tatową klatę, niewzruszony hałasem, czy nagłym ruchem. Taka zwinięta w kłębek, śpiąca kulka, typowy noworodek. W innych sytuacjach też kochał, tyle że mniej odważnie, bo noworodkowe pojękiwania zdawały się niemożliwe do rozszyfrowania.  Każdy większy jęk skutkował natychmiastowym sprintem w moją stronę, celem jak najszybszego przekazania matce noworodka, płaczącego w nieznanym ojcu języku.

Zaobserwowałam parę zasad, którymi kierował się początkujący D., zanim zdobył prawo jazdy na opiekowanie się dzieckiem.

  • „On jest głodny” – czyli trudny do zrozumienia fakt, że dziecko może płakać również z innego powodu
  • „Na pewno mu gorąco” – to następna faza po „On jest głodny” i pominiętym przeze mnie, choć równie istotnym „Może ma mokro”, bo mój D. po pewnym czasie szczęśliwie znalazł drugą prawdopodobną przyczynę płaczu, całkiem słusznie zresztą, i gdy tylko upewnił się co do stopnia napełnienia żołądka Dawida, natychmiast biegł z nim na przewijak. Co czasem nawet pomagało, a czasem nie. Gdy płacz kontynuowano, w męskiej głowie pojawiała się przyczyna w postaci dyskomfortu termicznego naszego potomka. Kolejne fazy to „Może mu nie wygodnie”, a z biegiem czasu, kiedy dziecko robiło się coraz bardziej kumate, udało mi się wytłumaczyć, że po prostu się nudzi, więc trzeba się z nim bawić. I teraz gra gitara, jedzenie odhaczone, pielucha odhaczona, ubranie odhaczone, no to się bawimy.
  • Kolejna zasada głosi, że najlepiej wyznawać dziecku miłość, gdy to śpi sobie słodko w łóżeczku, po godzinie usypiania przez styraną matkę. Ulubiony trik to jeszcze buziak kłującym, krótkim, aczkolwiek bardzo męskim zarostem, co jak się łatwo domyślić, dalszemu spaniu nie sprzyja. Ale cóż się dziwić, ojciec pracuje, cały dzień dziecka nie widział, kiedyś miłość wyznać musi. Po co czekać do wieczora?
  • Przenoszenie do łóżeczka, gdy maluch zaśnie ojcu na rękach, nigdy nie odbywa się w ciszy, bo to jest następny najlepszy moment, na ponowne wyznawanie miłości. Wszystko dlatego, że początkujący ojciec nie znał jeszcze wtedy zasady: „Nie sztuka uśpić, sztuka odłożyć”. Teraz już zna.
  • Torba na spacer pakuje się sama. Dziecko samo się ubiera. W drodze po bodziaki mały kąsnie coś smacznego i jesteśmy gotowi. Matka tegoż dziecka ma wtedy czas, żeby się wyszykować i o niczym nie zapomnieć. Tyle w temacie, kto ma tak samo, ten wie o chodzi.
  • Ostatnia, moja ulubiona zasada: „Nie mogłem nic zrobić, bo byłem z dzieckiem”. Tak, dziecko upośledza ruchowo. Nie można będąc z nim samym w domu wykonać żadnej innej czynności, poza byciem z nim, albo kontrolowaniem listy z punktu drugiego.  Ja nie wiem, co te matki…

Tak, pierwsze tygodnie D. z synem były ciekawe. Dalej jest ciekawie. Co by nie mówić, ojciec mimo chęci cycków sobie nie wyhoduje. Nie pachnie też tak jak mama, serce inaczej mu bije, głos inaczej wibruje, na początku i jeden i drugi musieli poświęcić sporo czasu, by siebie poznać. Teraz jest już dobrze, jest pewnie, jest miłosnie. Bo D. to dobry tato, troskliwy taki i kochający. Mimo wszystkim wpadek i momentów kryzysowych wiem, że kocha syna nad życie. Jutro jego pierwszy dzień ojca. Mały klonik znowu o 5 rano zakomunikuje, że przyszedł czas na zabawę, na gadanie i piszczenie. Mój D. wstanie i przyniesie go do naszego łóżka. Najpierw go pocałuje i uśmiechnie się do niego. I wiecie co? Jeżeli jest na świecie człowiek, który ma prawo urządzić mojemu ukochanemu pobudkę o tak wczesnej godzinie, bez ryzyka wyrzucenia go przez okno, to jest nim właśnie mój syn. A to już miłość oznacza prawdziwą, nieopisaną i dożywotnią. Wszystkiego najlepszego dla wszystkich ojców w dniu ich jutrzejszego święta 😀

, ,
2 comments to “Ojcowe z synem początki”
  1. Piekna jest ta milosc duzego faceta i malego dziecka. Naleze do tych szczesliwych mam ktore moga bez obaw zostawic dzieci pod opieka taty. I wiesz co pierwszym slowem mojego mlodszego syna bylo Andrzej czyli tata. I jak tata wracal z pracy to dziecko malo nog nie pogubilo zeby sie z tata przywitac. I nawet dzis chcial czytac ksiazke nie „z mamom” tylko „z tatom”. I wiesz co ja wcale nie jestem o ta milosc zazdrosna a wrecz przeciwnie jak widze ta mala raczke wyciagnieta do taty to jestem dumna ze maja taki wspanialy kontakt. I jak teraz uczyl sie piosenek do przedszkola to calym soba spiewal taka pt „Tata jest potrzebny”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.