Pociążowy bilans strat

Spread the love

Ciąża zmieniła moje ciało. Spodziewałam się tego, nie wiedziałam jednak, w jakim stopniu się to stanie. Teraz już wiem, widzę. Stając przed lustrem, muszę teraz nauczyć się akceptować nowe niedoskonałości, bo te sprzed ciąży już znam. Patrzę więc, oglądam, przodem, bokiem, tyłem. Szukam pozycji, w której wyglądam chociaż trochę dobrze, w swoim mniemaniu, a później idę wyjąć z łóżeczka moje dziecko – sprawcę zmian i zamieszania.

Zmienione ciało wygląda tak sobie. Robię sobie w głowie szybki bilans, i co mi wychodzi? Brzuch jeszcze trochę odstaje, na jego bokach skóra popękała i tydzień po porodzie pojawiły się rozstępy. Dołem brzucha biegnie blizna, dość szeroka. Na szczęście szybko się goi. Na tyłku cellulit, na udach też. Uda większe niż były, podobno tam są zapasy, z których organizm czerpie przy karmieniu. Jak tak patrzę na swoje ramiona, to mam nadzieję, że stamtąd również. Aktualnie do zrzucenia pozostały mi trzy, albo cztery kilogramy. Niby nie dużo, ale dlaczego wyglądam tak…hm, jakoś pokaźnie? Biodra jak u Beyonce, jest to jakiś plus, D. się cieszy na pewno. Piersi…no piersi kobiety karmiącej według mnie nie wyglądają dobrze. Wyciągnięte brodawki, ogólnie takie czasem dojki jak u krowy, ale spełniają ważną funkcję, więc niech wyglądają, jak chcą. Taka się jakaś czuję spuchnięta, jakaś niezdarna.

Tak, robię bilans i właśnie tak mi wychodzi. Myślałam, że ciężko będzie mi się pogodzić z tymi zmianami, ale aż tak ciężko nie jest. Trzymam na rękach syna i wyliczam: odstający brzuch – jego zdrowe narządy, rozstępy – jego zdrowa skóra, cellulit – dobrze rozwijające się zmysły, duże uda – dwie nogi, dwie ręce, razem dwadzieścia małych paluszków, szerokie biodra – jego zdrowe kości. Mogłabym tak wyliczać w nieskończoność. Nie ma takiego mankamentu, którego nie mogłabym przeżyć, jeżeli jest to efekt urodzenia dziecka. To naprawdę niska cena za taki dar.

Może brzmi to pompatycznie, może idiotycznie, ale tak myślę. Nie skaczę z radości patrząc na sfatygowaną skórę, nie marzyłam o bliźnie i wszystkich innych zmianach, jakie zaszły. Ale o młodym marzyłam i w tym kontekście to wszystko to nic.

Ciało kobiet zmienia się po ciąży. Jednych bardziej, drugich mniej. Noszenie w sobie małego człowieka, który czerpie z nas, przed i po urodzeniu, powoduje te zmiany. Mimo, że widok w lustrze mnie nie zadowala, nie jest to najważniejsze. Mam zdrowego syna i tylko to się liczy. Lubię dobrze czuć się we własnej skórze, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Mimo, że nie do końca zadowala mnie to, co widzę w lustrze, nie wstydzę się tego. Bo urodziłam dziecko – na tym kończę mój bilans – wyszedł na wielki plus.

,
5 comments to “Pociążowy bilans strat”
  1. Hej widze,ze twoje pociazowe endorfiny bija wszystko:) no i dobrze-gratuluje:) u mnie najgorsze bylo naciecie krocza przy porodzie. Nie bylam nacieta po to,zeby Maly mogl wyjsc,byl tak zablokowany z zadarta w gore glowka,ze lekarka po nacieciu wsadzila we mnie obie rece po lokcie,zeby go wyszarpac:/ skutki tego byly dla mnie dosc traumatyczne,bo potem szyla mnie „na zywca” przez pol godziny,a efekty tego wszystkiego czulam jeszcze przez wiele tygodni po porodzie. Na szczescie w koncu wszystko sie zagoilo i wrocilo do jako takiej „normy”. Teraz 5 miesiecy po wagowo jestem na minus:) W moim przypadku okazalo sie,ze karmienie piersia to najlepsza dieta:) i powoli godze sie z mysla,ze beda nastepne dzieci i ze przetrwam to wszystko jeszcze raz czy dwa razy;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.