Niech trwa

Spread the love

Dziękuję za moje dziecko. Dziękuję za to, że mogę cieszyć się macierzyństwem i patrzeć, jak z dnia na dzień mój syn rozwija się i zdobywa nowe umiejętności. Dziękuję za pierwszy Dzień Matki, który mogliśmy razem przeżyć. Dziękuję, bo jeszcze rok temu to wszystko wydawało się tak odległe i nierzeczywiste, a teraz się stało i jest. I niech trwa.

Rok temu w Dzień Matki powstała Rozmowa. Rok później Dawid leży w swoim łóżku, w wyremontowanym pokoju, który przestał już być graciarnią. Ciuszki, schowane wtedy do pudełka, w końcu mogły zostać założone. Bieganie porzuciłam równie szybko, jak się na nie zdecydowałam, na początku zwalałam to na brak czasu, później na ciążę. Przyjaciele doczekali się i naszego synka, i swoich pociech. Pies już zdążył złapać dezorient, bo w domu pojawił się ktoś, z kim teraz trzeba konkurować o uwagę…a to dopiero początek. Obawiam się, że nasz czworonog przeżyje prawdziwe zdziwienie, kiedy nasze dziecko zakuma, że można się nim bawić, nie wspominając już o zagrożeniu miski z karmą. No ale to jeszcze chwila. Teraz Dawid śpi, rośnie, regeneruje siły na kolejną nocną pobudkę. I niech to trwa.

W nasz pierwszy Dzień Matki razem, syn postanowił sprawić mi prezent zaraz po północy. Pierwsze nocne karmienie trwało 15 minut, po czym młody zapadł w trzygodzinny sen. A kiedy po 03:00 obudzona głośnym płaczem wyjęłam go z łóżeczka, zostałam obdarowana najpiękniejszym uśmiechem na świecie. I nagle niewyspanie przestaje mieć znaczenie. Później było już bardziej przyziemnie – kolejny rekord zużytych pieluch, dwa obfite pawie na świeżo wypraną bluzkę, zaprezentowanie nowych możliwości strun głosowych (imponujące), sama słodycz. I chociaż faktycznie początek macierzyństwa w dużej mierze składa się z tych wszystkich kupek, rzygowin i ataków niemowlęcego terroryzmu, to naprawdę jest to rekompensowane, kiedy tylko dziecko popatrzy na ciebie z taką ufnością, albo uspokoi się po przystawieniu do piersi. Piękny to czas. Niech trwa.

Dziękuję za to, że moje dziecko jest zdrowe. Dziękuję, że mogę codziennie patrzeć, jak rozwija nowe umiejętności, jak się zmienia, bez bólu i cierpienia. Ostatnio, przy okazji pierwszego szczepienia, ponownie miałam okazję przypomnieć sobie, jakie to szczęście mieć zdrowe dziecko. Kiedy młody został ukłuty po raz pierwszy, zapłakał, ale szybko przestał. Kiedy jednak igła wbiła się w drugie udo, na twarzy dziecka pojawił się wyraz, który złamał moje serce. Ból, strach, żal, niezrozumienie…to wszystko na tej sześciotygodniowej buźce.  A to tylko szczepionka. Po wyjściu z przychodni poszliśmy na spacer. „Jak to dobrze, że on jest zdrowy i nie musi przechodzić badań, rehabilitacji…a my nie musimy na to patrzeć.” – powiedział D. „Tak” – odpowiedziałam, bo więcej mówić nie trzeba. Dawid jest zdrowy. I niech to trwa.

Niech trwa to szczęście, które nas spotkało. Szczęście przepełnione obecnością niemowlaka, który w każdym dniu daje nam całe wiadra miłości, mimo, że nie wie, że to robi. Moja siostra stwierdziła wczoraj, że takie małe dziecko jest jak tamagotchi, ciągle coś z nim trzeba robić. Dużo w tym prawdy.  To całe nocne wstawanie, przebieranie, karmienie, ulewanie, noszenie, znajdowanie coraz to nowych sposobów zabawiania, rezygnacja gdy płacze, a nie wiadomo o co chodzi…w pewnym momencie orientujesz się, że twoje życie składa się głównie z obsługi tego małego człowieczka. Ale ten człowieczek to część mnie i to, że zmienił wszystko jest piękne. Jest piękne i…niech trwa.

2 comments to “Niech trwa”
  1. Masz niezwykły dar pisania pięknych, przejmujących wpisów. Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny. Wszystkiego dobrego dla Was 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.