Ostatnia prosta nie taka prosta

Spread the love

Ostatni miesiąc ciąży ogłaszam miesiącem napięć. Brzuch się napina, dziecko się napina, gospodarka hormonalna napięta do granic możliwości i ja razem z nią również napięta. Czas, który wyobrażałam sobie jako siedzenie i czekanie w spokoju gwarantowanym przez regularne ruchy dziecka, w praktyce wygląda u mnie trochę inaczej.

Ta ostatnia prosta ciąży faktycznie trochę ciąży. Mam koleżanki, które do końca czują się rewelacyjnie, ja niestety jestem…ociężała właśnie. Skurcze, które pojawiają się za każdym razem, gdy wstaję z pozycji leżącej, albo siedzącej, bez znaczenia. Brzuch stawia się niesamowicie, skurcze nie są bolesne, ale przyjemne też nie są. Ostatnio dopadło mnie spanie, takie jak we wcześniejszych miesiącach ciąży. Z poniedziałku na wtorek przespałam całą noc, we wtorek obudziłam się 0 10:45 – późno jak na mnie. pojechałam na KTG, wróciłam o 13:00, spałam do 16:00. Przegryzłam 2 kęsy kurczaka, bo oprócz senności pojawił się jeszcze brak apetytu, pojechałam na szkołę rodzenia. W drodze do domu poprosiłam D. o McDonalda. Czułam się jak na potężnym kacu, a McDonald na to najlepszy. Więc zjadłam tego tłustego cheesburgera, wypiłam colę ze wszystkimi możliwymi bakteriami z dozownika, wróciłam do domu, położyłam się do łóżka i spałam do 22:30. Wstałam, wzięłam prysznic, o 23:15 znowu leżałam w łóżku. Zasnęłam w 5 sekund. Sen przerywany jest aktualnie tylko bólem krocza i skurczami przy próbie przewrócenia się na drugi bok. W ten oto lekko przerywany sposób przespałam kolejną noc, do rana, do godziny 10:00. Środa wcale nie była lepsza. Brak apetytu, senność, dziwne uczucie w żołądku. Skurcze, jednak nieregularne, uderzenia gorąca, później dreszcze. Ściśnięta przepona ledwo dyszy, ja dyszę nawet jak myślę, żebra już chyba z tytanu, nabrały odporności na wyczyny mego potomka. Palce u stóp i dłoni jak serdelki, aż obolałe. Potliwość w nocy 190%, jakby chciała ze mnie wylecieć cała woda, którą wypiłam przez ostatnie miesiące. Drażliwość, męczące sny porodowe, obawy, czy on jest zdrowy, ciekawość, jaki on jest, mieszanka uczuć – wybuchowa. Brzuch w rozmiarach uniemożliwiających właściwie wszystko oprócz siedzenia i leżenia. Czasem miałoby się ochotę pobiec do lekarza z workiem pieniędzy i oczami kota ze Shreka z błaganiem: „Panie doktorze, proszę go już wyciągnąć!!” – tak, koniec ciąży wcale nie jest taki najprostszy.

Dziecko ma mało miejsca, ma więc mniejsze pole do prezentacji swoich umiejętności. Są dni, kiedy mam wrażenie, że czuję każde jego ziewnięcie. Są też takie, kiedy odczuwam go słabiej. Książki, Internet i lekarze, wszyscy zgodnie pytają: „Czy czujesz 10 ruchów dziecka na godzinę?”. Zapytałam raz położnej na szkole rodzenia, czy faktycznie co godzinę mam budzić mojego syna? Dla mnie to bez sensu, skoro ruszał się tak jak zwykle po śniadaniu, kopnął parę razy po wypiciu herbaty, to fakt jego nie ruszania się, kiedy ja się poruszam i jestem aktywna przez dwie godziny na przykład, wcale mnie nie martwi. Sama jestem śpiochem, rozumiem jego potrzeby przycięcia komara po posiłku, budzić nie zamierzam. Dla mnie te 10 ruchów na godzinę to jakaś paranoja, w którą można się wpędzić. Jak dla mnie każda z nas zna tryb swojego dziecka i potrafi ocenić, kiedy ją coś niepokoi. Mnie niepokoi pytanie: „Czy czuje pani 10 ruchów na godzinę?” Nie, ale jakby zebrać średnią z całego dnia to pewnie tak, więc jak mam to liczyć? Pozostaję przy swoim, mój syn rusza się z właściwą sobie regularnością, 3 godziny śpi, przez następną godzinę wykonuje tysiąc dziewięćset siedemdziesiąt przeróżnych ruchów, robiąc z wnętrzności matki papkę.

Oczywiście są dni, kiedy zastanawiam się, co on taki mało aktywny. Nawet raz opisałam jego kompletny brak aktywności rano, co było niezwykłe i niepokojące. Na szczęście teraz, dwa razy w tygodniu, chodzę na KTG i słucham sobie jak mu bije serce. Po wykonaniu zapisu idę do lekarza, który patrzy, ocenia, wyznacza kolejną datę badania i tak sobie sprawdzamy, co się z synem dzieje. Stres jest, oczywiście, bo to końcówka, bo tak blisko do celu, a tak wiele jeszcze może się przydarzyć. Miało być lekko i bezstresowo, a jednak nie jest. Czekamy z niecierpliwością. Z jednej strony niech sobie tak siedzi w ciepełku jak najdłużej, z drugiej strony niech już go mamy przy sobie.

Ostatnia prosta. Po zastanowieniu się nad przedziwnymi akrobacjami, które moje dziecko uskutecznia aktualnie w moim brzuchu, uzgodniłam z lekarzem prowadzącym, że na wszelki wypadek przyjdę do niego prywatnie, dzień przed planowanym przyjęciem na cesarskie cięcie, upewnić się, że akrobata nie ustawił się jednak głową do dołu. Przy takiej jego aktywności, tak bardzo mocno i czasem boleśnie przeze mnie odczuwalnej, nic mnie już nie zdziwi. Stawiając się ze skierowaniem na cesarkę, nawet przy prawidłowym ułożeniu dziecka, przy mojej skróconej szyjce i rozwarciu najprawdopodobniej zostawiono by mnie w szpitalu już do porodu. Nie chcę czekać w szpitalu, wolę w domu. A jak się jednak nie odwrócił, to w uzgodnionym dniu mój lekarz wyciągnie akrobatę i będę go miała już ze sobą. Tak czy inaczej, zostało nam do jego przybycia naprawdę niewiele czasu. Dwa tygodnie. Ostatnia prosta, nie prosta, nie aż tak przyjemna, z pojawiającymi się zakrętami. Ale to co czeka mnie na jej końcu…warto, nie mogę się już doczekać.

Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy pokonujące swoje ostatnie proste 🙂

8 comments to “Ostatnia prosta nie taka prosta”
  1. Hej,czyzby byl to ostatni wpis zanim zostaniesz Mamusią?:) zycze wszystkiego co dobre, trzymam kciuki i czekam z niecierpliwoscia na informacje;) ps zona,kuzyna meza ma termin na 15.04:) tez chlopiec:) 2 cudy w jednym miesiacu:)

    • Dużo śpię teraz, tak mi wróciła śpiącość, że nie mogę się zebrać, żeby usiąść do bloga 🙂 za tydzień już prawdopodobnie będziemy we trójkę, jeszcze chwila, odliczanie rozpoczęte 🙂

  2. Stawianie sie brzucha znam doskonale od kilku tygodni, pierwsze napiecie przy wstawaniu z łóżka, potem przy każdej zmianie pozycji, podzas spaceru z psem, podczas rozpychania sie malego w brzuchu… a jestem dopiero w 29tc! Lekarz sie zdziwił ale badania wyszły idealnie, szyja długa i twarda więc jest ok. I teraz mi wszyscy trąbią, że ciąża to nie czas leżenia na kanapie, ale jak ćwiczyć z napiętym brzuchem??? 🙂
    Życzę pozytywnej końcówki, to już ostatnie chwile kiedy masz go tylko dla siebie 🙂

  3. odnośnie ruchów, mi w szpitalu ustami położnych i lekarza prowadzącego (ordynatora) kazano liczyć ruchy 3 x dziennie – w wybranym przeze mnie czasie- i wystarczy w danej godzinie odczuwać 4 ruchy…jakbym w każdej godzinie miała naliczyć 10 ruchów to bym ciągle siedziała na ktg… Skończyłam 34 tydz. i odczucia mam podobne do Twoich, wytrzymać 5 tygodni…i komunię starszego dziecka po drodze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.