Leniwe dni wcale nie są fajne

Spread the love

Na początku ciąży do brzucha kobiety powinien być montowany taki mały aparacik. Niewielki nadajnik, który informowałby, kiedy dzieje się coś złego. Za każdym razem, kiedy przestraszona matka miałaby obawy co do swojego dziecka, zielone światełko na aparacie informowałoby ją, że nic się nie dzieje. Pomarańczowe światło mogłoby być ostrzeżeniem, że należy się udać do lekarza itd. Tak, byłoby to idealne rozwiązanie dla panikujących kobiet, takich jak ja. Dla kobiet, które całą ciążę co jakiś czas się martwią i mają lęki. Takie urządzenie dałoby mi przejść przez ciążę znacznie spokojniej, bez paniki, nerwów i zastanawiania się, czy moje złe przeczucie to dobry powód, by jechać do szpitala, czy to tylko pokłosie złych doświadczeń, które nawet na tym etapie ciąży dają o sobie znać. Chciałabym mieć taki sprzęt, naprawdę. Niestety, takie rzeczy to tylko w filmach science-fiction i w sennych marzeniach martwiącej się matki oczekującej.

Sobotni poranek zaczął się wcześnie, około 06:20. Obudziłam się wyspana, co przyjęłam z lekkim zdziwieniem, bo w nocy złe samopoczucie nie dawało mi zasnąć do 01:30. Robiło mi się co chwilę gorąco, bolały mnie biodra, męczyła zgaga. Pełen pakiet dolegliwości – loading complited – 100%. Dziecko ruszało się przy tym energicznie, ale nie na tyle, żeby miało mnie to zaniepokoić. To aktywny chłopiec. Jednym kopnięciem potrafi przypomnieć matce o istnieniu wszystkich możliwych narządów, które go otaczają. Po tak ciężkiej nocy nie otwieram nawet pół powieki przed 10:00, a tu niespodzianka. Jak co rano, odruchowo złapałam się za brzuch, by złapać kontakt z dzieckiem. Zazwyczaj wystarczy potrzymać dłoń przez 2 minuty, a młody już czuje i kopie, albo smyra, jak mu się tam chce. Po 15 minutach bezefektywnego głaskania, przerzuciłam się na drugi bok. Moje dziecko spadło na prawą połowę brzucha jak kamień, bezwładnie, jak nigdy, zero reakcji. Lekkie potrząsanie brzuchem, nic, mocniejsze, nadal nic. Po pół godziny postanowiłam przenieść się do salonu, by tym trzęsieniem nie obudzić śpiącego obok D. Parę łyków bardzo zimnej wody, obudź się dziecko, chociaż trochę, daj znać i śpij dalej. Woda przyjęta, a ruchów jak nie było, tak nie ma. Minęła godzina, w mojej głowie pełna panika. A jeżeli to, że mi było tak gorąco, to były jakieś kłopoty z ciśnieniem i ja to zlekceważyłam? „Wszystko jest dobrze, wszystko jest dobrze” – powtarzałam sobie, coraz mocniej prowokując moje dziecko do ruchów. Mandarynka – to zazwyczaj działa. Kawałki owocu dosłownie stawały mi w gardle. 07:40, po połknięciu ostatniego kawałka poczułam ruch, leniwy,  ospały, nie kopnięcie, raczej muśnięcie. Dziecko w brzuchu nadal opadało bez większej koordynacji na stronę, na którą się położyłam, ale po paru minutach pod ręką poczułam już konkretniejszą aktywność, Krótką, ale aktywność, na przysłowiowe „Odwal się matka”.

Do godziny 15:00 nadal byłam spięta. Moje dziecko, z wariackiego kickboksera, nagle zmieniło się w delikatnego masażystę, ledwie wyczuwalnie muskającego mnie co jakiś czas. Oczywiście, że zdarzały mu się już spokojniejsze dni, ale poranny spokój nadrabiał wieczorem, albo odwrotnie, kiedy rano szalał, to wieczorem odpoczywał.  A wczoraj? Wczoraj bez większego potrząsania ani nie drgnął.

W rozmowie telefonicznej, moja mama postanowiła mnie uspokoić. „Ania, on już tam ma coraz mniej miejsca, tak to już będzie w tym 9 miesiącu. Może jest zmęczony, każdy ma czasem słabszy dzień”. Ja wiem, ja to wszystko wiem, ale ponad godzinna poranna walka o ruchy tak siadła mi na głowę, że cały dzień nie byłam w stanie myśleć o niczym innym. Tłumaczę więc mamie : Słuchaj, to tak jakby ktoś co rano puszczał ci strzałkę na telefon, że już wstał. Pewnego dnia nie dostajesz sygnału, więc zaniepokojona dzwonisz, a ten ktoś przez ponad godzinę nie odbiera. W końcu, gdy ty zapłakana jesteś gotowa dzwonić już na policję, ten ktoś oddzwania i jeszcze ma focha, że go tak męczysz telefonami.” Argument dotarł. Kto jak kto, ale moja mama jest mistrzem w wymyślaniu czarnych scenariuszy, gdy tylko któraś z nas przez jakiś czas nie odbierze telefonu. Ja w głowie mojej rodzicielki leżałam już rozjechana przez samochód na ulicy, albo wypadnięta przez okno już tysiące razy. Zawsze mnie to irytowało, ale wiecie co? Od wczoraj w pełni rozumiem, o co jej chodzi.

D. również próbował mnie uspokoić. „Widzisz, jaki on jest już duży? Ma mało miejsca, naprawdę” – podszedł do mnie od tyłu, mocno oplótł ręce naokoło mojego ciała, ściskając ramiona i klatkę piersiową – „No proszę, ruszaj się teraz, machaj rękami, pokaż jak to się robi”. W sumie to racja…

Dzisiejszy poranek zaczął się jeszcze wcześniej. 05:40 – pobudka. Dzisiaj dziecko było łaskawsze. Ręka położona na brzuchu została uraczona ruchem już po chwili. Po godzinie syn przestał smyrać, zasnął, a ja razem z nim. Resztki wczorajszego niepokoju zostały jednak w głowie. Dlaczego tak nagle zmniejszył aktywność? Czy nie może kopać tak mocno już do końca? Czy wszystko z nim dobrze? „Jak masz złe przeczucia to lepiej to sprawdzić” – tak w sumie radzą wszyscy. W momencie, kiedy przyjaciółka w sms-ie potwierdziła moje podejście, że lepiej żeby ktoś pomyślał o tobie jak o wariatce na izbie przyjęć, niż później masz sobie pluć w brodę, że czegoś nie sprawdziłaś, syn zmienił podejście. Kiedy byłam już zdecydowana, że zadzwonię do mojego lekarza, dziecko uaktywniło się. Mocny kopniak pod cycka, jeden, drugi, obrót, spokój. Czyli co? Teraz się namyśliłeś mały złośliwcze? Od około 2 godzin jego aktywność wróciła do norm sprzed weekendu. Co jakiś czas przeciągnięcie, później trochę czkawki, machanie kończynami. Z każdym czuciem wraca mój spokój, a złe myśli odchodzą. „Wszystko jest dobrze” – powtarzam sobie patrząc na rozłożone, małe łóżeczko, czekające na nadejście mojego największego skarbu.

Tak, nadajnik informujący o zagrożeniu byłby idealny. Jednak nie istnieje. Od momentu, kiedy czuję ruchy dziecka, nie panikuję. Wczorajszy dzień jednak był jak dotąd najgorszy z całej ciąży. Przysięgam, nie byłam w stanie pojąć wcześniej, że można tak panicznie się o kogoś martwić. Znam uczucie troski, troszczę się, gdy coś dzieje się z D., z moją mamą, siostrami, przyjaciółmi, ale to, co czułam wczoraj…błagam, niech to będzie już ostatni raz, nie chcę poczuć tego już nigdy więcej. W środę wizyta u lekarza. Ostatni raz tak bardzo oczekiwałam badania w pierwszym trymestrze, około 12 tygodnia, kiedy chciałam mieć za sobą mój krytyczny moment. Teraz znowu się boję. Z jednej strony chcę, żeby dojrzewał sobie w środku jak najdłużej, z drugiej strony chcę, żeby był już ze mną, żebym wiedziała, że jest.

Kop mnie synu, ile masz ochotę. Kop ile wlezie, nie przejmuj się, jak jęknę. Bądź aktywny po tacie, nie leniwy po mamie. Kop mnie dziecko, ruszaj się, proszę, na leniwe dni w twoim wykonaniu będziemy mięli czas, kiedy leżąc razem będę wiedziała, że jesteś bezpieczny. Bo leniwe dni w twoim wykonaniu na tym etapie, wcale nie są fajne.

11 comments on “Leniwe dni wcale nie są fajne
  1. Ależ martwienie się to taki naturalny stan w twoim stanie.
    Myślę, że synek nie ma już miejsca na intensywne kopanie, a może zmienił preferencje i skupia się bardziej na ssaniu paluszka, przygotowując się do umiejętności ssania piersi?Głowa do góry!
    Trzymam kciuki. Spójrz, wiosna za oknem. Wkrótce wszystkie lęki zastąpi zachwyt.Zobaczysz. Przeżyłam to wiele lat temu, a jednak wraca i wciąż jest świeże.Trzymaj się cieplutko!

  2. Hej Aniu!
    Widze,ze doszlas do tego etapu ciazy o ktorym ci niedawno wspominalam:/
    Rozmawialam ostatnio z mezem o tym,ktory etap ciazy byl najgorszy. Jego zdaniem pierwszy,bo plamilam,w kolko usg,pogotowie itd Nie bylo to latwe,ale dla mnie ostatni 3 tyg ciazy byly jeszcze gorsze..Niestety przez poronienie poznalam tez historie osob,ktore utracily ciaze w ostatnim momencie i wizja takiego scenariusza mnie paralizowala. Na szczescie to bardzo nieliczne przypadki wiec trzeba sie koncentrowac na tym,ze bedzie dobrze,ale… nie tracic czujnosci. Ufaj swojej intuicji. Moja kolezanka dzieki przeczuciu uratowala swoje dziecko. Wody odeszly jej podczas kapieli o czym nie wiedziala,akcja porodowa nie miala zamiaru sie zaczac. Pojechala do szpitala bo czula sie „jakos dziwnie”. Zadnych boli,krwawien,skurczy,nic konkretnego. Po zrobieniu usg okazalo sie,ze potrzebna jest natychmiastowa cesarka,doktor powiedzial,ze gdyby przyjechala kilka godzin pozniej,dziecka nie udaloby sie uratowac. Na szczescie wszystko dobrze sie skonczylo. Druga kolezanka miala „skurcze przepowiadajace” na miesiac przed porodem,ale jakos niezbyt dobrze sie czula. Na pogotowiu okazalo sie,ze przy kazdym skurczu tetno dziecka spadalo nizej i nizej wiec rowniez przeprowadzono cesarke. Tak wiec jesli tylko bedziesz miala jakiekolwiek watpliwosci,nie zastanawiaj sie tylko jedz do szpitala by je rozwiac. A co do strachu o dziecko-zla wiadomosc-on juz nie minie. Zycze ci,zeby twoj Synek byl zdrowy,bo u nas do tego normalnego strachu doszedl jeszcze strach wywolany choroba i zagrozeniem zycia,a z tym bardzo ciezko sobie poradzic. Mam nadzieje,ze z czasem bedzie lepiej,ale chwilowo ta kompletna zaleznosc od nas,daje poczucie tak wielkiej odpowiedzialnosci,ze momentami jest to przytlaczajace. Zycze spokojnego oczekiwania na rozwiazanie;) ps czy doktor zdecydowal czy bedziesz miala cesarke?

    • Nawet miałam pisać pod poprzednim komentarzem, że właśnie się stało i wyciął taki numer. Na szczęście było to jednorazowe, nie straszył mnie już później. Dzisiaj to w ogóle ma taki dzień, że szaleje ile daje radę 🙂 wczoraj na badaniach wszystko było dobrze. Położenie pośladkowe zostało, cesarka wyznaczona na 14- opisałam to w nowym wpisie 🙂

  3. Jest taki przesad a moze fakt ze dzieci urodzone w 8 miesiacu maja czasem nawet mniejsze szanse na zycie i zdrowie niz te z 7 lub 9 ze wzgledu na to ze w 8 pojawia sie taka kilkudniowa „spiaczka” u dziecka i pewnie tego wlasnie doswiadczylas. Wszystko bedzie dobrze jeszcze pare tygodni i bedziesz nasluchiwac miarowego oddechu w nocy 😉

    • My już jesteśmy w 9-tym miesiącu, waga dziecka ładna, więc jakby się urodził, to już powinien być silny. Już niedługo będzie ze mną mój mały koczkodanek 😉

  4. Wiem co czujesz. W zeszłym tygodniu Młoda też miała leniwy dzień, a ja od zmysłów odchodziłam. Za moje martwienie się dostałam od niej porzadnego kopniaka 🙂

    • Mi ta sobota też została zrekompensowana w bardzo wyczuwalny sposób 😉 W 37 tygodniu jest już siła w nogach, naprawdę, godna podziwu siła 😀

  5. Aniu, czytam Twojego bloga od kiedy dowiedziałam się, ze jestem w ciąży, u nas teraz 28 tc. To moja pierwsza ciąża, upragniona i wyczekiwana, po drodze doszły problemy z tarczycą i od początku duża obawa, czy z Kropką będzie wszystko w porządku. Ten strach towarzyszy mi cały czas tym bardziej , ze Synek w cale nie jest taki łaskawy, jeśli chodzi o kopanie, rusza się i owszem, ale w tedy kiedy sam ma na to ochotę czasem mocniej, czasem słabiej. Tłumacze sobie, że ma swój charakterek 😉 bardzo bym chciała, żeby już był po drugiej stronie brzucha, co bym mogła go dotknąć i już wiedzieć, ze wszystko ok, a z drugiej strony niech rośnie bezpiecznie w środku jak najdłużej 😀 pozdrawiam i życzę Wam dużo zdrowia 😀

  6. Przerażające jest to, że siedzisz w mojej głowie (nawet imię to samo). Z biegiem czasu lek nie mija po złych doświadczeniach, może kluczowe jest jak angażujesz się „na tym etapie”. Odkąd czuję ruchy weszłam na tryb czuwania, budząc się w nocy i od razu sprawdzając, co się dzieje w brzuchu. Aż tu nagle nasz syn zmienia zwyczaje, w nocy śpi, budzi się koło piątej-szóstej, godzinę rozrabia, a potem śpi bite 3-4 godziny, a ja obawiam się, że mu coś zrobię, trzęsąc tym brzuchem. Albo jednego wieczoru robi się tak aktywny, że czujesz wszędzie majtające małe kończyny i od razu panika- co się dzieje? przekręcił się inaczej czy coś go niepokoi? Za mało ruchów- źle, za dużo źle. Poproszę też taki czujnik z lampką dla siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.