Kto mnie czeka?

Spread the love

36 tydzień ciąży. Końcówka. Coraz częściej człowieka dopada świadomość, że to już, że blisko, że za chwilę. Stojąc ostatnio pod prysznicem trzymałam się za brzuch. Syn poruszył się leniwie, przeciągając swoje małe kończyny i rozpychając tym samym matczyne wnętrze. Pod dłonią poczułam coś małego i twardego, stopa, albo dłoń, ciężko stwierdzić. Nagle, praktycznie w 36 tygodniu ciąży, przestraszyłam się. Tam jest człowiek, mały człowiek. Niby przez całą ciążę zdawałam sobie z tego sprawę, ale jakby się tak poważniej zastanowić, to chyba tak do końca, do kiedy go nie zobaczę, ciężko mi to ogarnąć moim małym, ciążowym umysłem.

Codzienne falowania brzucha to ostatnio jedna z moich ulubionych atrakcji. Mój syn urządza pokazy tańca i akrobacji. Zazwyczaj na pokazie jestem sama, przy większej publice śmiałość dziecka spada i ruchy są ledwo widoczne. Tak naprawdę wystarczy, że powiem do kogoś „Popatrz na to”, a brzuch nagle przestaje się ruszać. Łaskawy jest tylko dla swojego ojca, on ma okazję poczuć pod ręką to wiercenie. W sumie słusznie, jeszcze się nawystępuje w życiu. To właśnie podczas falowań najczęściej zastanawiam się, jakie jest moje dziecko. To właśnie kiedy widzę, że brzuch zmienia kształt w sposób umożliwiający wyobrażenie sobie, jaką czynność wykonał właśnie pierworodny, najbardziej dociera do mnie, że on tam naprawdę jest i mam nadzieję, że już niedługo będzie tu ze mną.

Jaki jest? Czy jest zdrowy? Czy wszystko z nim dobrze? Przecież na tym etapie ciąży wygląda już tak, jak będzie wyglądał po urodzeniu. Jak słodkie są te małe, kopiące stópki? Tu ma pupę? Od mojego dziecka dzieli mnie zaledwie parę centymetrów. Trochę skóry, trochę tkanki…jest tak blisko, jest wyczuwalne. Dlaczego więc to wszystko wydaje mi się takie nieprawdopodobne i odległe? Przecież czuję jego ruchy, widzę je. Parę centymetrów, kilka tygodni, już za moment będę mogła go dotknąć. Już za moment się zobaczymy.

Mój syn rośnie sobie we mnie. Ostatnio czuję spokój, jestem wyciszona. Myślałam, że pod koniec będę wariować, a tu niespodziewanie przyszło do mnie wyciszenie. Trzymam rękę na skaczącym brzuchu, „Ty mały koczkodanku” – myślę sobie przy kolejnym, mocniejszym kopnięciu – „Co ty tam kombinujesz?”. Czy dziecko czuje mój spokój? Czy kiedy się urodzi pozna mój głos? I bicie mojego serca? Wiem, że wszyscy mówią, że tak, ale chciałabym być pewna. Przeszliśmy razem przez te wszystkie tygodnie, w radości, lękach, szczęściu, zmęczeniu…to już prawie koniec. Myśl ta jest jednocześnie kojąca, jak i niepokojąca.

Kto mnie czeka? Jakie jest moje dziecko? Jaki człowiek chowa się pod paroma centymetrami tkanki? Czy niedługo te kopiące stopy będę leżeć obok mnie w łóżku? Czy naprawdę będę mogła przytulać do siebie tę główkę, która tak bardzo czasem wystaje, że mam wrażenie, że praktycznie trzymam ją w dłoni? Nadal nie chcę, żeby się spieszył, niech siedzi sobie w środku, póki nie będzie gotowy do wyjścia. Czekam, cierpliwie i z nadzieją. I naprawdę zdaję sobie sprawę, że tam jest dziecko. I naprawdę uwierzę i zrozumiem to dopiero, kiedy dostanę go w ramiona. Kocham cię syneczku. Cierpliwie niecierpliwie, świadoma, a jednocześnie przerażona swoim nieprzygotowaniem, czekam.

16 comments on “Kto mnie czeka?
  1. kochana jak to u Ciebie było z tą torbielą splotu naczyniowego? Jak duża była? I ile czasu potrzebowała na wchłonięcie? U mojego synka wykryto 7mm i nie dostalam niestety zapewnienia od lekarzy, że wszytsko będzie dobrze. Wylądowałam nawet w szpitalu na patologii ciazy a jeden z lekarzy nawet nastraszyl mnie, że takie torbiele często występują przy zespole edwordsa… Obecnie czekam jeszcze prawie 3 tyg na kontrolne usg

    • hej, mój synek miał dokładnie taką samą, 7mm, a dokładnie 7,26 po prawej stronie główki. Nie chcę tutaj podważać tego, co mówi Twój lekarz, bo ja się nie znam, ale mój, jak i wszystkie mamy których dzieci miały takie torbiele, byli pewni, że się wchłonie i faktycznie, na następnej wizycie nie było już śladu. Torbiel zniknęła w ciągu 4 tygodni. Dopytaj może dokładnie dlaczego zdecydowali się aż na takie kroki, jak pobyt na oddziale? Też byłam przerażona jak mi lekarz powiedział, że moje dziecko ma takie coś w główce, ale naprawdę wszyscy zapewniali, że do 26 tygodnia to jest fizjologiczne i bardzo często występuje. Niektóre mamy nawet mi pisały, że u ich dzieci te torbiele wchłaniały się dopiero po porodzie i dzieci były w pełni zdrowe. Pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby to cholerstwo szybko zniknęło, tak jak to było u nas. Wyślę Ci zaraz zdjęcie usg na tego maila, którego podałaś, to zobaczysz, jak to wyglądało u mojego młodego.

      • u mnie podobnie bo 7,1mm. Mnie moj gin prowadzący wysłał do poradni patologii na dokladniejsze usg i potwierdzenie czy to torbiel. Lekarz z poradni potwierdzil i nastraszyl właśnie tym edwardsem i wyslal na oddzial na jeszcze dokladniejsze usg. Na drugi dzien mnie w sumie wypuscili ze szpitala, stwierdzajac, że innych nieprawidlowosci nie ma i zapisali na kontrolne usg za 4 tyg – wiadomo, ze w kilka dni torbiel sie ani nie zwiekszy ani nie zmniejszy, wiec bez sensu lezenie. I czekam teraz z niecierpliwościa na to usg…W internecie czytam same pozytywne zakonczenia, wiec mam nadzieje, że u mnie tez tak będzie. Mowil Ci lekarz skad takie torbiele się biorą? Dodam, że moj dzidzius jest duzy bo w równo 20 tyg, obwod glowki wskazywal na 21tydz i 6dni a najkrotsza byla kosc udowa 21tydz i 2 dni ale to i tak prawie o tydzien wiecej niz od OM. Może to ma jakiś związek… nie wiem już sama. Bardzo sie cieszę, że nie znaleźli innych nieprawidłowości, wiec mam nadzieje,że ta torbiel nie ma związku z jakąs chorobą 🙁

        • Mój też od początku ciąży jest dosyć spory jak na swój wiek, może faktycznie ma to wpływ, nie wiem. Mi lekarz tłumaczył, że takie torbiele tworzą się po prostu przy rozwoju mózgu dziecka i naprawdę jest to fizjologiczne, znika. Tak jak pisałam po połówkowych, nie da się o to nie martwić, bo samo określenie „torbiel” w mózgu jest już straszne, ale zobaczysz, na następnym USG albo się zmniejszy, albo już nie będzie śladu 🙂 ja przejmowałam się tym mimo, że wszyscy mi tak powtarzali i w pełni rozumiem, że nawet 10000 pozytywnych przykładów Cię nie uspokoi w 100% ale naprawdę, dziecko mojej kuzynki miało 2 takie cholerstwa i zniknęły, u Twojego synka też zniknie!

          • rzeczywiscie słowo „torbiel” brzmi strasznie i tak jak mowisz nie da się nie martwić. Tymbardziej, że zanim usłyszałam, że mój synek to ma to nigdy wczęśniej o tym nie słyszałam. Więc odebrałam to jak jakiś wyrok… Mam nadzieję, że jeśli jest tyle pozytywnych zakonczen, to u nas też tak będzie.

  2. Aniu, aż trudno uwierzyć, że to już prawie koniec i za chwilę synek będzie już z Wami.
    Mi wydaje się, że dopiero co czytałam Twój wpis o tym, że jesteś w kolejnej ciąży, a tutaj już 36 tydzień.
    Trzymam mocno kciuki za szczęśliwe rozwiązanie.

    Co prawda to już końcówka ciąży, ale jeśli masz bóle kręgosłupa, bioder etc może spróbuj kinesotapingu. Nie ma żadnych przeciwwskazań w ciąży, a potrafi zdziałać cuda!
    Polecam jako przyszły lekarz i pacjentka w jednym. 😉

      • No, naprawdę szybko to zleciało. To był zwariowany okre dla mnie, szczęśliwy, ale zwariowany 🙂 Kinesotaping używam, pisałam chyba nawet o tym, siostra fizjoterapeutka obkleja mnie raz w tygodniu, biodra, plecy i wcześniej też brzuch, ale w trzecim trymestrze podobno już się brzucha nie powinno.
        Powiem szczerze, że dzisiaj mam taki ciężki dzień, młody śpi, ledwo się ruszał aż do teraz i matkę stresował…w takich chwilach, kiedy nie wiem co się dzieje, wolałabym, żeby był już ze mną…już niedługo 🙂

        • Używasz? To super! Musiałam nie doczytać, bo rzadko teraz wpadam.
          Nie wiem jakie masz z nimi odczucia, ale ja uważam je za boski wynalazek. Gdyby nie one to po urazie kręgosłupa stałabym się pewnie lekomanką w oczekiwaniu na operacje, która miała usunąć ból.
          Szkoda, że z refundacją jest tak ciężko, bo jedna aplikacja to w zależności od miasta 20-50 złotych. Dużo osób KT kojarzą w urazami sportowymi nie wiedząc, że kobietę w ciąży też można obkleić, za mało się o tym mówić.
          Szczerze zazdroszczę siostry fizjoterapeutki, masz klejenie na zawołanie 😉

          • ja sobie bez nich nie wyobrażam ciąży, naprawdę. W pewnym momencie przyniosły mi taką ulgę, że dzięki nim byłam w stanie spać w nocy bez bólu, polecam wszystkim. A siostra fizjoterapeutka to skarb, to prawda 🙂

  3. Cześć Aniu,
    Na Twojego bloga natknęłam się dzięki forum Październik 2016. To miał być miesiąc, w którym urodzę moje dziecko, dziecko, o które staraliśmy się z mężem od dwóch lat. Zaczęłam czytać od pierwszych wpisów, współczując Ci bardzo straty Waszego maluszka i próbując jakoś wytłumaczyć sobie rosnący we mnie niepokój przed kolejnym USG. Niepokój bo nie ma mdłości, bo nie ma wymiotów, bo piersi już przestały boleć i nie są powiększone. Potem czytałam dalej aż doszłam do wpisów o kolejnej Waszej ciąży, które mnie bardzo ucieszyły. Niestety w poniedziałek musiałam cofnąć się do pierwszych Twoich wpisów. Mój niepokój nie był bezzasadny, serce dziecka przestało bić i maluch nie rozwijał się już od dwóch tygodni. To był koniec 11 tygodnia a zarodek był wielkości 8 tygodnia. Potem wszystko odbyło się dokładnie tak jak opisałaś i jak czytałam na Twoim blogu zaledwie tydzień wcześniej. Izba Przyjęć, mnóstwo dziewczyn z dużymi brzuchami, przychodzącymi na ktg lub dziewczyn już rodzących, które zaraz odwozili na porodówkę. I ja, siedząca w najdalszym kącie poczekalni, czekająca na swoją kolej i na pewno będąca na samym końcu priorytetów przyjmującej lekarki. Niestety z powodu braku miejsc na oddziale musiałam pojawić się w Izbie Przyjęć aż trzykrotnie zanim mnie przyjęli. Ze szpitala wyszłam wczoraj. Obyło się bez zabiegu, wszystko oczyściło się samo po podaniu lekarstw. Teraz jestem w domu i czytam kiedy będę mogła zacząć od nowa, kiedy znowu mam brać wszystkie wspomagacze, które pozwoliły mi zajść w ciążę. Mam też nadzieję, że już niedługo będę mogła powrócić do Twojego bloga i przeczytać pozostałą część Waszej historii. Bardzo Ci dziękuję za te pierwsze wpisy, które po części przygotowały mnie do wszystkiego, co wydarzyło się po poniedziałku, a po części dały nadzieję, że i moja historia zakończy się szczęśliwie.

    • Bardzo mi przykro, ja przechodziłam przez to samo w sierpniu zeszłego roku, poroniłam w 9 tc, dziecko przestało się rozwijać…
      Mnie również bardzo pomogło czytanie bloga Ani, w takich trudnych chwilach te wpisy naprawdę uratowały mnie w ostatnim momencie przed depresją. To dobrze, że znalazłaś się na tym blogu, bólu nic nie ukoi ale dobrze jest poczytać historię innej osoby, która przeżywała to samo, dzięki temu nie będziesz się czuła osamotniona w swoich odczuciach. Życzę Ci dużo zdrowia! Pozdrawiam:)

    • Ja też znalazłam tego bloga po sierpniowej stracie. Też 11 tydzień, też ciąża zatrzymana w 8 tygodniu, bez niepokojących objawów. Konieczne było łyżeczkowanie, potem przymusowe 3 miesiące przerwy. W drugim cyklu starań udało się ponownie zajść w ciążę, ale strach, jaki zawładnął mną przez czas do 11 tygodnia był prawie paraliżujący…
      Dopiero prawidłowy wynik usg genetycznego pozwolił mi naprawdę cieszyć się ciążą. Jutro zaczynam 16 tydzień, z radością patrzę na ekspresowo powiększający się brzuch i coraz bardziej wierzę, że się uda 🙂

      Trzymam kciuki, pozytywny scenariusz jest jak najbardziej możliwy! 🙂

    • Przykro mi 🙁 mam nadzieję, że przetrwasz ten najgorszy czas i Twoja historia będzie podobna do mojej. Naprawdę w większośći przypadków kolejna ciąża rozwija się prawidłowo. Mój lekarz powiedział mi na pierwszej wizycie w drugiej ciąży, że najczęściej te kolejne są książkowe – i moja faktycznie jest, synek rozwija się książkowo, ja dolegliwości mam książkowe no i książkowo panikuję i mam lęki, ale cieszę się, że strach przed kolejną stratą nie powstrzymał mnie prze kolejną próbą, bo wtedy nie miałabym teraz w brzuchu mojego synka. Naprawdę z całego serca życzę Ci, żebyś niedługo mogła tu napisać, że utożsamiasz się również z tymi wpisami o ciąży! Trzymaj się i mam nadzieję, że szybko poczujesz się lepiej.

  4. Mnie też to przeraża, u mnie dopiero 10 tydzień ale zaczyna do mnie dochodzić co się stało:)))
    Podobnie jak Ty Aniu, uwierzę jak dostanę dziecko do rąk własnych. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia! A dziecko na pewno będzie początkiem wielkiej przygody z macierzyństwem, nie raz da popalić ale nie raz udowodni nam że decyzja o macierzyństwie była najlepszą jaką udało nam się podjąć w życiu.

    • Też Was pozdrawiam 🙂 a im moje dziecko większe, im bardziej reaguje na to, co robię i wchodzi ze mną w interakje jeszcze będąc w brzuchu, coraz bardziej nie mogę się doczekać, aż go poznam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.