Wszystko w swoim czasie, poproszę…

Spread the love

Zima nie chce nas opuścić. Z nieba pada cudowny, biały, mokry puszek, który po zetknięciu z podłożem zmienia się w brązową breję. Nie jest fajnie. Nie chce się wychodzić na zewnątrz. Po co, skoro w środku tak ciepło i przyjemnie? Takie moje zdanie. Zdanie, którego najwyraźniej nie podziela mój syn, który daje pierwsze sygnały, że trzeba uważać, żeby nie wyskoczył przed nadejściem upragnionej wiosny.

Piątek. Wizyta w 34 tygodniu ciąży. „Dobrze się pani czuje? Nic się nie dzieje?” – pyta lekarz przed badaniem. „W sumie dobrze, tylko od paru dni mam taki dziwny ból, jakbym przejechała na rowerze 50 kilometrów po dłuuuugiej przerwie. Czuję się, jakbym miała obite krocze”…”Hmmm, obite?” No tak, właśnie, sama nie wiem, dlaczego tak mówię, przecież nikt mnie nigdy tam nie obił, więc skąd niby mam wiedzieć. Jednak podejrzewam, że jakby obił, to tak bym to odczuwała…nie ważne. „No i jeszcze od paru dni brzuch mi się napina, twardnieje, częściej niż wcześniej, ale nie jakoś wybitnie często. Mam jednak wrażenie, że mocniej.” Pora na badanie. Te chwile na ulubionym samolocie są coraz mniej komfortowe. Najpierw się na niego wdrap, później zarzuć w akrobatyczny sposób nogi nad brzuch, który wyraźnie lubi być na prowadzeniu i stara się nie dopuścić do sytuacji, że któraś część ciała go wyprzedzi, a później jeszcze badanie, które ze względu na coraz większe ukrwienie jest z tygodnia na tydzień coraz bardziej odczuwalne. Czasem czuję się jak dziewica, naprawdę. „Szyjka się skróciła, będziemy leżeć” – oświadcza lekarz.

Tak czułam. „Żeby tylko z szyjką nic się nie działo” – powiedziałam w porannej rozmowie z jedną z przyjaciółek w dzień wizyty. Coś w tym jest, że kobieta wie, mimo że nie wie, bo przecież nie widzi. Czyli jednak jeszcze potrafię odczytywać znaki, które wysyła mi moje ciało, mimo że jeszcze chwilowo jest ono tak nie do końca moje. Czyli jednak miałam czutkę kupując wszystkie mebelki i całą wyprawkę, pakując torbę i zastanawiając się, który ręcznik wziąć do szpitala. Słuchać intuicji, podstawa!

Później szybkie USG. Mały już nie taki mały, 2370 g ruchliwego chłopca. Nadal leży jak leżał, ale tym już się nie zajmuję. Niech leży, jak mu wygodnie, byle nie zechciał zbyt wcześnie pojawić się na tym świecie.

„Skierowania do szpitala nie daję, to jest 34 tydzień, dlatego nie będziemy panikować z tą szyjką, ale pani będzie leżeć pani Aniu, prawda? Tak jak w szpitalu, tyle że w domu”. Tak, będę leżeć. Tyle, że w domu jest to trudniejsze niż w szpitalu. „Jakby się coś działo, jakieś skurcze, gdyby brzuch się zaczął częściej stawiać, gdyby coś bolało, to od razu do szpitala. ” – kontynuuje lekarz – „Proszę brać teraz luteinę, no i zwiększamy dawkę magnezu, no i proszę leżeć, naprawdę”. Naprawdę będę, to znaczy naprawdę leżę. Już mnie trafia, bo leżenie z własnej woli jest w porządku, a z nie własnej już mniej. Moje dziecko, przyzwyczajone do bujania przez chodzącą matkę, wyraźnie się nudzi i od weekendu, kiedy to zastosowując się do zaleceń lekarza leżę, nadrabiając serialowe zaległości, kopie jak cholera, w każdy narząd, który ma w zasięgu…cóż, wyraźnie nie przypadł mu do gustu 12 sezon „Chirurgów” i się denerwuje, co zrobić?…

Poczytałam trochę o tej szyjce, porozmawiałam z kuzynką, która ze skróconą chodziła od połowy ciąży, po czym ciążę przenosiła, zebrałam informacje. Trzeba uważać, żeby nie skracała się bardziej, trzeba się oszczędzać, brać luteinę. Koniec szaleństw, chodzenia na zakupy, ścierania co drugi dzień remontowego kurzu no i seksu. Leżymy, uważamy, czekamy. Zostało jeszcze 1,5 miesiąca, po 37 tygodniu mogę przestać uważać, tak twierdzi lekarz, teraz daję sobie na wstrzymanie. Nie ma tragedii, jutro kończę 34 tydzień, dobrze, że do tej pory nic się nie skracało, teraz jest już bezpieczniej. Są kobiety, które leżą od połowy ciąży. Są też takie, które muszą leżeć od początku. Ja w moim 34 tygodniu nawet nie mam prawa jęczeć, bo to przecież nie tragedia. Leżę w ciepłym łóżku w nocy i w lekko zabałaganionym kończącym się remontem salonie w ciągu dnia. Piję wodę, jem owoce, oglądam wszystko, na co nie miałam czasu do tej pory. Nigdzie nie muszę iść, nikt mnie o nic nie prosi, do niczego nie zmusza (oprócz leżenia), podstawowe czynności wykonywać mogę…sądzę, że jeszcze za tym zatęsknię.

Nie śpiesz się tak bardzo synku. Jeszcze nie przyszły ciepłe dni, jeszcze jest nieprzyjemnie. Słońce już coraz bliżej i coraz dłużej świeci, ale jeszcze nie wystarczająco. Ty masz być kwietniowy. Ja i moja szyjka postaramy się, żebyś jak najdłużej został w środku, bo gdzie ci będzie lepiej, jak nie u mamy w brzuchu? Chciałabym cię przytulić, ale w swoim czasie, kiedy już będziesz gotowy, by oddychać swobodnie, samodzielnie, bym mogła mieć pewność, że miałeś wystarczająco dużo czasu, bym mogła przytulić cię od razu, jak tylko się pojawisz. Nie śpiesz się tak bardzo synku. Teraz mamy czas na odpoczynek. Rozmawiamy sobie, czytamy, śpiewamy, jesteśmy sobie razem, jest fajnie, prawda? Jeszcze chociaż te 3 tygodnie skarbie. Tatuś też tak uważa, posłuchaj go, siedź tam sobie jak najdłużej. Jeszcze będziemy mięli dużo czasu, by się sobą nacieszyć tu, na zewnątrz, wszyscy razem. Tylko jeszcze nie teraz synku, teraz jeszcze sobie we mnie rośnij, tu jesteś bezpieczny.

7 comments on “Wszystko w swoim czasie, poproszę…
  1. Kobiety – przyszłe mamusie cieszcie sie kazdym dniem Waszego stanu. to jest cudowne być w ciąży i czekac na swojego malucha bez względu na to jakie są z tym związane problemy. Wszystko minie , przetwacie i jak zobaczycie pierwszy raz waszego malucha na Waszej piersi – o wszystkim zapomniecie.
    Ja w czasie ciązy byłam zmuszona leżeć w łóżku całe 5 miesiecy , by corki 9 ktoras teraz ma 33 lat) nie stacić. Było mineło , ale czego matka nie robi dla swojego potomstwa. Pozrawiam cieplutko z Korfu

    • Hej,czyli jednak potwierdza sie,ze sa dwa typy kobiet przy koncowce ciazy-te,ktore robia wszystko,zeby niu urodzic i.. te,ktore robia wszystko,zeby urodzic:p
      Ja nalezalam do tego drugiego,przez 3 tyg wyprobowalam kazdy jeden (mniej lub bardziej niedorzeczny) sposob o jakim gdziekolwiek uslyszalam:p Byla super ostra pizza,do ktorej przelkniecia trzeba bylo 3 litrow wody:) Byl super niewygodny seks dwa razy dziennie:) Chodzenie po schodach,chodzenie na steperze przed telewizorem,mycie schodow i podlogi mala gabka,herbata z lisci malin w wielkich ilosciach,jedzenie cynamonu a nawet dmuchanie wkolko balonika i.. nic :p Teraz jak sobie pomysle,to zaluje,ze zamiast tego wszystkiego nikt nie kazal mi lezec:) Odkad Synek pojawil sie na swiecie,wszystko wywrocilo sie do gory nogami. Wiesz,ze wszyscy ci to powtarzaja,niby wiesz czego oczekiwac,ale prawda jest taka,ze przynajmniej dla mnie to nadal jest szok. Dlatego,ze to stan permanentny. Fakt,niemowle sie zmienia z kazdym tygodniem,ale sytuacja jest caly czas taka sama. Mnie najbardziej zaskoczyl brak czasu na podstawowe czynnosci. Trafilo mi sie dzieciatko,ktore nie spi w dzien,wiec mam szczescie jesli uda mi sie wykrzesac 10min na cokolwiek. Wszystko w biegu,wszystko w mniejszym lub wiekszym stresie,nie mam minuty odpoczynku a i tak na koniec dnia wrazenie,ze nic nie osiagnelam:) Tak wiec w oczekiwaniu na Twoje Malenstwo lez spokojnie,bo drugiej takiej szansy juz nie doznasz przez dlugi,dlugi czas:)

  2. No to witaj w klubie. 😉 Ja poprzedni weekend spędziłam w szpitalu, bo pojawiło się plamienie i bóle w podbrzuszu, a poza tym miałam straszne, ale to straszne obrzęki. Po kroplówkach i odpoczynku sytuacja trochę się uspokoiła i wypuścili mnie do domu, ale u nas też szyjka żyje swoim życiem i też leżymy… Taka chciałam być aktywna do samego końca, ćwiczyłam i spacerowałam codziennie, no i najprawdopodobniej się przeciążyłam. To już nie czas na takie szaleństwa.

    I też usilnie przekonuję syna, że przynajmniej do Wielkanocy nigdzie się nie wybieramy, ale czy posłucha? Mam to samo z odczuwaniem ruchów – odkąd jestem uziemiona, on szaleje w brzuchu jak nigdy dotąd, aż sobie czasem syknę z bólu jak mi zasadzi kopa w żebra… 😉

    Pozostaje nam tylko trzymać za siebie nawzajem kciuki. I zaciskać nogi! Zaciskać! ;p 😉

    Pozdrowienia!

    • no to zaciskamy 😉 widzisz, złośliwe szyjki, albo dzieci niecierpliwe ;)u mnie na szczęście obyło się bez szpitala, i oby tak do rozwiązania… też trzymam kciuki za Was, żeby jak najdłużej synek wysiedział w środku!
      PS: nie piszesz już „Narzeczonych”, a masz jakiegoś innego bloga? czy zrobiłaś sobie przerwę w pisaniu?
      Pozdrowienia również 🙂

    • Ada! gratuluję Maluszka! Teraz to już na pewno cieszy się razem z Wami ziemskim życiem :). Znalazłam Cię po blogu Narzeczeni z Bożej łaski, nadal uwielbiam czytać Twoje wpisy! Jeśli masz czas i chęci rozwijania swojego małżeńśtwa, to wpadaj na grupe faceebokową „Małżeństwo-mamy się dobrze”. Znajdziesz tam dużo dobra, inspiracji i Boga 🙂 Ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.