Ciążowy chill

Spread the love

Jestem poukładanym człowiekiem. Lubię mieć wszystko zaplanowane, ogarnięte. Nawet jeżeli  coś po drodze w planie się sypie, potrafię znaleźć wyjście z sytuacji. W życiu zawodowym moje zdolności organizacyjne pomogły mi w awansie. W życiu prywatnym planowanie wychodzi mi trochę gorzej, ale koniec końców też daję radę. Należę do osób, które muszą wiedzieć, co będą robić w najbliższym czasie, oraz na co i w jaki sposób  wydadzą pieniądze, które obowiązkowo muszą wpływać na konto regularnie, w określonej kwocie i terminie. Zdarzają mi się spontaniczne akcje, ale to chyba bardziej zasługa D., który w tym przypadku jest moim przeciwieństwem. Ale to naprawdę przeciwieństwem, przez duże „P”. Jak więc się ze sobą dogadać, gdy dwie tak różne osoby zaplanowały wspólnie coś tak wielkiego, jak założenie rodziny i posiadanie dziecka? Jak poprzestawiać sobie w głowie i przygotować się na to, że po pojawieniu się na świecie naszego syna planowanie przybierze zupełnie nową, abstrakcyjną postać? No, bywa ciekawie, naprawdę.

Od początku ciąży mamy z D. różne wyobrażenie na temat jej przebiegu. Dla niego dziewięć miesięcy to masa czasu (była). Z upływem kolejnych tygodni, kiedy to czas się kurczy i brzuch rośnie, do mojego ukochanego coraz bardziej dociera fakt, że za chwilę w naszym domu pojawi się mały człowiek, którym to trzeba będzie się zająć w stopniu umożliwiającym jego przeżycie. Co do tego, że D. będzie go kochał ponad wszystko, nie mam żadnych wątpliwości, ale jak ogarnie tę zmianę i da radę się przystosować do nowej sytuacji? Hmmm, powiedzmy, że na wszelki wypadek pochowam wszystkie ostre przedmioty, a na ścianach ponaklejam karteczki typu:

  •  uważaj na próg, nie potknij się, niesiesz dziecko
  •  blat w kuchni nie jest dobrym miejscem na zostawienie młodego
  •  przed kąpielą sprawdź temperaturę wody

No i obowiązkowo, naprzeciw wejścia, w przedpokoju:

  •  nie zapomniałeś dziecka z auta?

Dobrze, może trochę przesadzam. Wbrew temu, jak to przedstawiam, ja mam bardzo inteligentnego partnera. On po prostu czasem zmienia się w słonia w składzie porcelany, a wyższe cele zajmujące jego myślenie sprawiają, że nie ogarnia przestrzeni wokół siebie.

Tym oto sposobem, co jakiś czas w domu pojawiają się sprzeczki. Teraz na tapecie jest koniec remontu (który już naprawdę widać, prawie, ale ciągle dzieje się coś, co oddala go ode mnie i pozostawia smutek, histerię i łzy przyszłej matki). Koniec remontu spędza mi sen z powiek, bo 34 tydzień za pasem, a ja w czarnym lesie.

Zakup mebelków i wyprawki zostawiłam sobie na po remoncie, żeby do tego kurzu nie znosić jeszcze dodatkowych gratów. Jednak czas biegnie, a remont idzie, zostając trochę w tyle. Z racji, że naprawdę przez to przedłużające się remontowe piekło zrobiłam się niespokojna, zgodnie z tym jak postępowałam w pracy, postanowiłam ułożyć sobie plan postępowania w sytuacjach kryzysowych. Prosty sposób na poukładanie sobie w głowie tego, co sprawia, że źle się czujesz, panikujesz i roztacza się przed tobą czarna wizja, że oto bez przygotowana, bez wyprawki, boso i bez właściwej piżamy, lądujesz w szpitalu i sprowadzasz na świat potomka, od pierwszych dni pokazując mu, że będzie miał z tobą niezłą jazdę.

Najpierw przystąpiłam do analizy sytuacji. D. utrzymuje, że do końca 35 tygodnia będzie już wszystko zrobione. Dobrze, 35 tydzień to jeszcze nie tak najgorzej. Co jednak, jeżeli się przedłuży? Albo jeżeli syn uzna, że 34 tygodni w brzuchu matki to wystarczająco długo? Więc tak, załóżmy, że ląduję w szpitalu, dziecko wychodzi wcześniej, a ja wiem, że nic nie jest gotowe…bez sensu. Tak być nie będzie. Działam.

W niedzielę szybka decyzja. Pokój małego nie skończony, my na walizkach, bo szafy brak, a garderoba się robi, w domu kurz i warunków do przygotowania rzeczy dla potomka również niet. Beznadzieja. Trzeba poprawić sytuację. Jedziemy na zakupy. Swoją drogą, nie róbcie tego, jeżeli nie musicie. Wybranie się w niedzielę do centrum handlowego to samobójstwo, szczególnie jak po przejściu pięciu kroków dostajesz zadyszki, a tu dodatkowo musisz przepychać się przez tłum ludzi. U nas nie było wyjścia, jedynym terminem była właśnie ta niedziela. No to pojechali.

Szybka, w miarę możliwości, wycieczka po działach dziecięcych w dwóch wybranych sklepach. Chcemy to łóżeczko, ten materac, tę szafkę i ten przewijak. Dodatkowo pudełeczka, organizery, tu pieluszka, tam wanienka, tu ręczniczek, tam kaczuszka. Po paru godzinach, z autem zapakowanym po brzegi, wracamy do domu. W salonie kładziemy pudła z meblami i wyprawką. Salon jest teraz magazynem, mam tu 2 kanapy, wszystkie fotele z domu, nierozpakowane meble dziecka, zwinięte dywany – nowoczesny design. Następnie tworzenie dalszej listy niezbędników na już, których będę potrzebowała, kiedy dziecko się urodzi. Tych do szpitala i tych do domu. Poniedziałek, razem z siostrą uderzam na sklepy i apteki, by uzupełnić wyprawkę. Kolejne parę godzin i jest, właściwie wszystkie elementy z listy są już w domu, w torbach, poukładane. Do jednego pudełka włożyłam ciuszki w najmniejszym rozmiarze, które w razie nagłego wyskoczenia syna, moja siostra upierze w zakupionym wcześniej płynie, wyprasuje i włoży do szafki, którą w tej nagłej sytuacji D. złoży, podczas mojego pobytu w szpitalu.

Zmieniłam rozumowanie na prostsze i to mi pomogło, jestem spokojniejsza. Wcześniaki na tym etapie przebywają w szpitalu co najmniej tydzień. Kiedy mam już wszystko zakupione, rozłożenie tego, nawet w sypialni, która pozostaje w miarę bezkurzowa, nie jest aż takim problemem. Na początku chciałam ze wszystkim czekać na zakończenie remontu. Teraz widzę, że to było bez sensu. Niech te meble już sobie leżą, niech czekają. Podobnie wanienka, pieluchy, waciki i inne akcesoria. Dobrze zabezpieczone się nie zniszczą, a mi dają ten komfort, że nie muszę wyobrażać sobie spanikowanego D., który w pośpiechu sam wybiera łóżeczko i rożek dla syna, kiedy my leżymy na poporodowym.

Czego będzie potrzebowało moje dziecko, kiedy się urodzi? Ładnych zasłon we własnym pokoju? Nowoczesnej lampki w kształcie księżyca wiszącej nad łóżkiem? A może będzie mu przeszkadzało, że nie wszystkie ciuszki są równo poukładane w szafce? Oczywiście, że wolałabym na tym etapie ciąży zastanawiać się, na której ścianie powiesić przepiękną białą ramkę z napisem „Family”, do której włożę zdjęcie mojej latorośli z pierwszych dni życia, zamiast zastanawiać się, czy w ogóle będę miała jakąkolwiek ścianę, żeby cokolwiek powiesić. Oczywiście, że jest mi coraz ciężej się schylać, więc do sprzątania po tym placu budowy będę musiała zaangażować więcej osób, niż było by to parę tygodni temu. Oczywiście, że teraz chciałabym mieć czas na wyciszenie, czytanie, oglądanie filmów. Oczywiście. Jednak jest inaczej i muszę uczciwie przyznać, że nie jest jeszcze najgorzej. Dużo z Was pisze, że Wasze dzieci zastały dom w remoncie, albo rodziców w trakcie przeprowadzki. Lepiej, żeby tak nie było, ale jakby się już stało, to jestem gotowa. Mój spokój leży sobie w pudełkach w salonie i czeka, aż pomalują się ściany i położą podłogi. Mam D., mam rodzinę, ma mi kto pomóc. Więc chill, ciążowy chill Ania, nie ma co dziecka stresować. Tak jak pisałam wcześniej, miłość będzie, pierś matki będzie, zakochany w synu ojciec też, więc nie stresuj się dziecko, kiedy byś nie przyszedł, jesteśmy gotowi.

,
10 comments on “Ciążowy chill
  1. Hej widze,ze „wicie gniazda” ( nawet jesli to gniazdo we flat packu 🙂 juz za toba:) A spakowalas torbe do szpitala? Bo z tym nie ma co zwlekac. Mi siostra meza po 3 porodach polecila spakowac dwie torby- jedba duza na pobyt w szpitalu dla nas obojga,a druga mala z niezbednymi rzeczami dla nas zaraz po porodzie. Czyli kapcie,jedna koszula nocna,dwa zestawy ubranek dla malego w dwoch rozmiarach,bo nasz np nigdy tego mniejszego rozmiaru nie ubral i cokolwiek tam jeszcze nie wymagaja w szpitalu gdzie bedziesz rodzic. Ta mniejsza torba zostaje w aucie i jezdzi z wami gdziekolwiek byscie sie nie wybierali,tak masz spokoj i nie musisz sie martwic,ze cie cokolwiek zaskoczy:)

    • Tak, nie dające w nocy spać wicie gniazda. Skąd się nagle bierze ta nagła potrzeba prania i prasowania? Niesamowite, jak człowiek jest skonstruowany. W sobotę jadę do siostry po walizkę, bo ona ma akurat taką, jak potrzebuję, a u mnie w domu to same takie jak na 3 tygodnie, więc skombinowałam sobie małą 🙂 Jak tam się czujecie? jak synkowe serduszko?

      • Synek wraz ze swoim serduszkiem koncza dzisiaj dwa miesiace:) Jak na razie wszystko dobrze i oby tak dalej:) Poza tym jest cudowny,usmiecha sie juz i zasypia wieczorem w swoim lozeczku:)ps Czekam z niecierpliowscia na Twojego Wojtusia:)

  2. Ty nam tu z zadnym wczesniakiem nie wyskakuj. Synalek ma grzecznie siedziec w brzuchu przynajmniej do 38 tygodnia.
    A zakupy masz racje ze warto miec zrobione bo facet jest w stanie pomylic wszystko. A ze skrecaniem mebelkow powinien sobie tatus dac rade. Moj skrecal lozeczko opijajac pierworodnego z kolegami i nawet im helikopter nie wyszedl 😉
    Ja wlasnie za pare dni wpadne w remontowy raj bo mi kolega bedzie lazienke remontowal. Wszystko mozliwe ze lany poniedzialek bedzie pierwszym dniem po wielu ze bede mogla prysznic wziac jak przed blok wyjde 😉

    • Wiesz, ja nie wyskakuję, ale czy On nie wyskoczy? Gwarancji nie daję 😉 a co do łazienki, to szczerze współczuję, bo to chyba najgorszy element mieszkania/domu do remontowania, jakaś taka najbrudniejsza ta robota, a w dodatku jak remont kapitalny, to po całym dniu w kurzu jeszcze myć się w kurzu, z dwójką dzieci…Asia, jestem z Tobą!! 🙂

      • Mycie to pikus ale kazde siusiu to przerywanie pracy o ile aktualnie jest do czego to siusiu zrobic 🙁
        Ale czas wreszcie zakonczyc wieloletnia prowizorke a zblizajaca sie komunia starszego jest dobrym pretekstem. No i stwierdzilam ze wole remont na tydzien przed swietami niz na tydzien przed komunia bo jak znam zycie to cos sie przeciagnie. Oby tylko chlopaki byli zdrowi bo remont z bardzo chetnym do pomocy 3,5 latkiem to spore wyzwanie a tak to pol dnia w przedszkolu spedzi.

        • No i zaczelo sie. Caly dzien w huku i pyle i sama z dzieciakami no bo sobota. Na szczescie lobuzy okazaly sie w dniu dzisiejszym aniolkami a ja chwale pod niebiosa ze w kuchni mam drugi pion wodny wiec moge w miare normalnie egzystowac w tej nienormalnej sytuacji 😉

          • U nas jutro się kończy, w sensie, że składają meble. Teraz trzymam kciuki za Was i Waszą łazienkę, niech remont trwa tyle, ile planowałaś a dzieci pozostaną aniołkami do końca. I naprawdę, dzięki niebiosom za drugi pion!!!!! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.