Obróć się już syneczku

Spread the love

W poprzedni czwartek otrzymałam wiadomość z aplikacji ciążowej – bip bip, ding, dong, gratulujemy, właśnie rozpoczynasz 32 tydzień ciąży. Czytam więc, co to się dzieje w tym 32 tygodniu, jak to potomek obrasta tłuszczykiem, a tobie może być już coraz ciężej i dolegliwości ciążowe mogą ci coraz bardziej dokuczać (a to niespodzianka, naprawdę? Dokuczać? Nie, ja swoje dolegliwości niezmiennie uwielbiam, ale o tym następnym razem). Ta sama aplikacja od pewnego czasu co tydzień przypomina mi też, że mój syn ma coraz mniej miejsca. W 32 tygodniu większość dzieci ułożona jest już głową do wyjścia. Z racji, że miejsca mniej, a dziecko większe, z każdym tygodniem obrócenie się z położenia miednicowego, w jakim to uwielbia rosnąć mój potomek, staje się coraz mniej prawdopodobne. Hmm, no i co my z tym zrobimy syneczku?

Chciałabym rodzić naturalnie. Nie upieram się, nie stawiam tego za punkt honoru, po prostu chciałabym. Wiem, że są kobiety, które nie biorą pod uwagę innej opcji niż cesarskie cięcie. Wiem, że teraz jest moda na nierozumienie takich kobiet. Ja uważam, że w tym przypadku każdy powinien zając się, jakby to delikatnie powiedzieć, swoją dupą. Dosłownie. Jeżeli ktoś nie chce rodzić naturalnie, to ma do tego pełne prawo i nie jest to powód, żeby mówić, że to złe matki są i nie patrzą na dobro dziecka, tylko na dobro swoje i swojej pochwy. Co za bzdura. Nie wiem, czy wiecie, ale kobietę po cesarce boli bardziej i przeważnie dochodzi do siebie dłużej, nie wiem więc, gdzie tu doszukiwać się egoizmu i wygodnictwa. Są różne przyczyny, dla których niektórzy decydują się na cesarkę, strach przed bólem, traumatyczne przeżycia, wskazania inne niż ginekologiczne, np. wskazania ortopedyczne, albo okulistyczne. Cała lista. U mnie powodów do cesarki brak, oczywiście z mojej strony, bo ze strony syna wygląda to nieco inaczej i tu już wszystko zależy od tego, czy ostatecznie zdecyduje się na zmianę pozycji…

Chciałabym móc zaraz po porodzie dostać go na ręce. Chciałabym go od razu zobaczyć i móc się nim zając. Razem z D., który w przypadku naturalnego porodu mógłby być na sali, a w przypadku cesarki już nie. Chciałabym, żeby młody przyszedł sobie na świat w dniu, w którym sam wybierze, a nie kiedy ja umówię się z lekarzem na cięcie. Z tymi umówionymi cesarkami cięciami, to ja się tak przed tym wzbraniam, bo mam taką wizję. Leży sobie ten mój syn spokojnie w brzuchu i słucha mojego mlaskania, bicia serca i wszelkich innych odgłosów, jakie codziennie do niego docierają. Jest mu ciepło, mama dotyka brzucha i głaszcze, a to po głowie, a to po kuprze. Wierci się takie dziecko, łyka sobie wodę, ssie kciuka. Jest mu ciepło, w miarę ciemno, cicho i przyjemnie. Jeszcze ma czas do wyjścia, jeszcze nigdzie się nie wybiera, właśnie ma zamiar kulturalnie oddać mocz i zasnąć, a tu nagle drzwi się otwierają i jakieś ręce na siłę wyciągają go z tej jego ukochanej miejscówki. Nagle robi się jasno, głośno i zimno. Serca mamy nie słychać, cały jego świat właśnie legł w gruzach i ogólnie jest do kitu. Szok, płacz i niedowierzanie. Ja tak to widzę. W przypadku naturalnego porodu też jest szok, też robi się jasno, zimno i inaczej niż wcześniej, ale przynajmniej dziecko wychodzi wtedy, kiedy chce, z własnej woli, no i nie tak nagle, tylko z przebyciem pewnej drogi. Oczywiście naturalny poród to też dla niego większy wysiłek, jednak i tak ta wizja przeraża mnie mniej. Mnie nie przeraża dochodzenie do siebie po cesarce, ból rany po operacji, czy pozszywany brzuch. Po naturalnym porodzie też pewnie będę szyta, tylko gdzie indziej.  Po wielu godzinach rozmyślania na ten temat, postanowiłam, że trochę jednak dziecku pomogę, by dało mi szansę urodzić go naturalnie.

Oglądając więc telewizję, siedzę z dupą wypiętą do góry. Biodra prężę tak bardzo, podnoszę ponad wszystkie inne części ciała, że jakby tak ktoś to zobaczył, to by pomyślał, że na coś czekam, albo raczej na kogoś. No i oczywiście jest też latarka, (dla niewtajemniczonych, świecisz latarką od miejsca gdzie jest główka dziecka i zjeżdżasz na dół brzucha, w dole przytrzymujesz przez chwilę, taka oto metoda obracania), jednak tego nie stosuję zbyt często. Po rozmowie z dziewczynami na szkole rodzenia, których dzieci też leżą nie tak, jakby sobie matki i lekarze życzyli, stwierdziłyśmy, że czekamy na następną wizytę. Jak się dzieci nie obrócą, to wtedy będziemy im robić UFO latarkami, może faktycznie ciekawość sprawi, że pójdą głową w stronę światła. Są podobno jeszcze jakieś specjalne ćwiczenia, ale na to jestem za leniwa, a poza tym młody zrobił mi takie cuda z kręgosłupem (kochane dziecko), że chyba nawet bym się bała. Istnieje również perswazja słowna – tak jak od początku ciąży jak mantrę powtarzam sobie, że wszystko jest dobrze, tak teraz sama do siebie mówię – obróci się.

Póki co, każdego wieczora nasz syn wkłada mi stopę (chyba to stopa, tak obstawiam), między żebra po lewej stronie, na dole. Smyra tak, że mam wrażenie, że poznał już każdy milimetr przestrzeni międzyżebrowej i wszystko, co jest poza nią. Ciężko mi stwierdzić, gdzie ma głowę, czasem mam wrażenie, że wszędzie. Może czuje, że ma jeszcze dużo miejsca i sam oceni, kiedy się obrócić. Natura wie lepiej, a instynkt towarzyszy nam już od samego początku. Niektóre dzieci czekają z tym do końca, niektóre potrafią z główkowego położenia pod sam koniec wypiąć się czym innym, na to już naprawdę rodzice wpływu nie mają. Wiem, że to pierdoła jest, że tak naprawdę mało ważne i naprawdę życzę sobie, żebym tylko takie problemy miała do końca ciąży, ale mimo wszystko, proszę cię, obróć się już syneczku.

6 comments on “Obróć się już syneczku
  1. Pewnie twoj Wojtus zdazy sie odwrocic a nawet jesli nie to powiem szczerze ze cesarka to nic strasznego. U mnie obaj byli ulozeni glowkowo a i tak mam dwa cesarzatka 😉 . Dochodzenie do siebie po cesarce bylo zupelnie ok i przed drugim porodem dochodzilam do wniosku ze jak juz maja mnie szyc to wole na brzuchu przynajmniej wszelkie czynnosci fizjologiczne nie powoduja obaw ze sie rana zabrudzi. Akurat mialam to szczescie ze obaj termin cesarki wybierali sobie sami a przy drugim wlasciwie to w ten sposob ustalilismy z ordynatorem wiec nie bylo naglego wyrwania z bezpiecznego brzucha mamy. A i dla organizmu mamy jak juz ma byc cesarka to taki termin jest najlepszy jesli tylko zdrowie na to pozwala.

  2. „Kto nie idzie do przodu, ten się cofa”. Ta myśl nasuwa mi się zawsze, kiedy czytam, albo słyszę, że ojciec nie może być przy cesarce. Nosz k…! dlaczego??? Dlaczego ojciec nie może być przy cesarce??? Dlaczego ja już dwadzieścia lat temu w Polsce mogłem być, a inni nie? Czy w Polsce naprawdę nic się nie zmienia na lepsze? Nie robi się żadnych postępów? Nie kopiuje się dobrych pomysłów? Dlaczego za granicą można a w Polsce nie? Czy obecność ojca przy cesarce wymaga dodatkowych nakładów finansowych?
    To już nie jest „kilkuletni zastuj”, to kilkudziesięcioletnie zacofanie!

    Ps. To nie musi być prawda, że dochodzenie do siebie po cesarce jest bardziej bolesne niż po naturalnym. Kwestia odpowiedniego doboru środków przeciwbólowych. Nie dlatego tak mówię, że się naczytałem, ja to wiem.

    Pozdrowienia dla Was i dla Synka, żeby się obrócił.

    • Pytałyśmy o to ostatnio położnej na szkole rodzenia i ona powiedziała, że ojciec nie może być przy porodzie, bo tam wszystko musi być sterylne i oni się specjalnie myją i ubierają, żeby wejść na salę…jakby nie mogli się ojcowie tak samo zdezynfekować i ubrać. Wiem, że Polska jako jeden z nielicznych państw w Europie ma z tym problem.
      Z tym dochodzeniem do siebie, to chyba wszystko zależy od organizmu. Wiem, że pierwsza noc po cesarce jest ciężka, bo rana ciągnie i utrudnia wstawanie do dziecka i zajmowanie się nim. Zobaczymy, może akurat młody zrobi mi prezent i się obróci. Również Cię pozdrawiam! 🙂

      • Dobija mnie to właśnie, że cesarkę przechodzisz sama, bo do początku ciąży mi „obiecano” cesarkę- łożysko zachodzi na szyjkę krucafuks, a miałam już zabieg na macicy! Znajoma mnie zapytała „a po co ci facet przy cesarce” no serio,a przy porodzie naturalnym? za ręce cię trzyma i mówi jak oddychać…Mam nadzieję, że chociaż kangurować mu się uda tuż po. Jest mi trochę smutno, że nie będę wiedzieć, jak to jest, ale z 2 strony, gdyby mi ktoś teraz powiedział, że jednak będzie naturalnie, to nie wiedziałabym co myśleć- trochę się nastawiasz na inny scenariusz. Trzymam kciuki za obrót 🙂

        • jakbym miała mieć cesarkę, to właśnie bym chciała, żeby D. tam był, przecież to nie jest tak, że jesteś pod narkozą, jesteś świadoma, wszystko słyszysz, byłoby mi lepiej, że mam na sali kogoś bliskiego. A z tym nastawieniem to prawda, ja mam na szkole rodzenia dziewczynę w ciąży bliźniaczej i u niej też wchodzi w grę tylko cesarka. Ona mówi, że już nawet się nie zastanawia, co by wolała, bo po prostu wie, że lepiej mieć cięcie i na to się nastawia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.