„Ja tylko lampkę wina”

Spread the love

„Czy można pić alkohol w ciąży?” – dla mnie abstrakcyjne pytanie, jednak kiedy zaczniesz wpisywać je w google, już na poziomie „pić” wyskakuje jako jedna z propozycji. To znaczy, że moja ukochana wyszukiwarka bardzo często jest tym pytaniem zamęczana. Czy można? Jaka ilość jest szkodliwa, a jaka nieznacząca? Czy zrobię krzywdę swojemu dziecku pijąc lampkę wina? Czy moje dziecko ma kaca? Cała masa pytań. Tylko po co je sobie zadawać? Dla mnie takie dyskusje powinny się sprowadzać do czego innego. W ciąży możesz wszystko, tylko czy powinnaś?

Nikt nie przystawia ciężarnym pistoletu do głowy, kiedy to łykną sobie piwa od męża. Nie zabarwiamy się też na zielono, kiedy tylko w krwi pojawią się jakieś procenty. Tak naprawdę pić możesz całą ciążę, a nikt o tym nie będzie wiedział. Nie mówię tu o przyjęciu całej butelki wina, czy o zgrozo wódki. Są kobiety, które regularnie w ciąży piją czerwone wino. Znam nawet osoby, które mówią, że mają takie zalecenie od lekarza, że to pomaga na ciśnienie. Siadając wieczorem w wygodnym fotelu, po całym dniu dźwigania coraz większego brzucha, nagradzają siebie, oraz oczywiście swoje ciśnienie, upragnionym napojem bogów. Nic się nie dzieje, dziecko spokojne, na badaniach później wszystko dobrze, to tylko lampka dziennie, albo nawet raz na parę dni. W sumie dlaczego by nie? Szczerze? Do mnie to nie trafia. Wkurza mnie taki obrazek. Autentycznie irytuje mnie widok kobiety, która w pełni świadoma swojego stanu nalewa sobie alkoholu, a z brzucha robi sobie stolik na kieliszek (wygodna sprawa, naprawdę, przenośny podkład na wszelkiego rodzaju zastawę zawsze z tobą, dosłownie pod ręką za każdym razem, gdy go potrzebujesz). Naprawdę nie można się powstrzymać? Przecież każdy ci powie, że nie wiadomo, jaka ilość alkoholu w ciąży jest bezpieczna, a jaka może powodować problemy u dziecka, jak nie teraz, to w przyszłości. Naprawdę te 9 miesięcy to taki szmat czasu? Gdyby to był stan permanentny, może bym i zrozumiała, że ktoś musi,  ale że permanentny nie jest, to sorry, ale nie…

Ja podlałam swoje dziecko nie lampką wina, a całą butelką, kiedy to w pełni zrezygnowana i przekonana, że idzie okres i że nie uda się za pierwszym razem, podczas tegorocznych sierpniowych upałów, razem z D. i jego najlepszym przyjacielem, zrobiliśmy sobie „włoski” wieczór. Siedząc na dworze, każdy ze swoją lampką, podlewaliśmy się w niesamowicie upalną, parną noc. Wina poszło wtedy naprawdę dużo. Kilka dni później na teście pojawiła się druga blada kreska, a wraz z nią moje przerażenie, że co ja zrobiłam i po co piłam, skoro wiedziałam, że jest taka możliwość, że jestem w ciąży? Cała sprawa polegała na tym, że ja sobie obiecałam żyć normalnie, nie od okresu do okresu, a w moim normalnym życiu, przedciążowym, alkohol w trakcie weekendu to była normalna sprawa. Nie w patologicznych ilościach, chociaż nie powiem, nie raz do domu trafiałam zygzakiem. Wino, gin z tonickiem, tequila…mniam, a wszystko razem to już w ogóle 😉 Tylko że po pojawianiu się na teście drugiej kreski, moje ukochane procentowe napoje przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Od sierpnia nie wypiłam nawet lampki i nie odczuwam, żeby mi tego jakoś szczególnie brakowało. Bo zmieniło się moje myślenie i przede wszystkim, priorytety. I nie uważam, żeby to był jakiś wielki powód do dumy, do chwalenia się, to jest po prostu normalne. Lekarz później tłumaczył mi to tak, że w tych pierwszych tygodniach dziecko jest chronione, bo nasz organizm skonstruowany jest tak, żeby matka nie zrobiła nieświadomie dziecku krzywdy, a przecież kiedyś o ciąży dowiadywano się o wiele później. Tylko że wraz z pojawieniem świadomości o ciąży, powinna się też pojawić odpowiedzialność za nią.

Jest jedna rzecz niesamowicie irytująca w tym nie piciu. Że nie pijesz ty, a cały świat jakoś nie przestał, więc z góry jesteś skazana na słuchanie tych pijących, jeżeli się z nimi gdzieś wybierzesz. I tak oto nagle odkrywasz, że wcześniej rozumiałaś, o co im chodzi, jak razem wychodziliście, a teraz jakoś tak jakby im się zchińszczyźnił język. Nie rozumiesz, analizujesz ich sposób myślenia, rozszyfrowujesz ukryte znaczenia nowo poznanych słów, na co mając w sobie tyle procentów, co rozmówca, nawet byś nie zwróciła uwagi. No i tyle, to jest dla mnie jedyna rzecz, którą ciężko przeskoczyć nie pijąc. Ludzie po którymś z kolei shocie wyścigują się na decybele, a ty tak siedzisz, słuchasz i coraz bardziej głuchniesz. Z drugiej strony, od jakiegoś czasu nie wyobrażam sobie siebie wychodzącej na miasto, na właśnie taką zakrapianą imprezę. Ja, wieloryb z wielkim brzuchem przy barze, pośród masy pijanych ludzi. Gdzie z tym brzuchem na taką imprezę? Dla mnie zawiewa to patologią. Wychodzę na miasto, ale zwijam do domu o tej godzinie, kiedy to większość po obaleniu już pierwszej flaszki na rozgrzanie w domu, właśnie na nie uderza.

Do mnie trafia jeszcze inny argument. Wyobraź sobie sytuację, że całą ciążę nie wypiłaś nic, co miałoby w sobie alkohol. Nic, ani kropli. I nagle przychodzi ten dzień, kiedy wypijasz lampkę wina, albo pół piwa, albo kieliszek wiśniówki. Wiem, że niektóre kobiety w ciąży mają takie zachcianki i jak widzą alko to by z dachu za nim skoczyły, żeby się napić, nawet jak przed ciążą za nim nie przepadały. Tak się zdarza. Więc dostajesz takiej chcicy i pijesz. I akurat pechowo, jak na złość, coś się dzieje. Potykasz się na schodach i spadasz, uderzasz się w brzuch w jakiś inny sposób albo dostajesz jakiś dziwnych plamień, krwawienia, albo ataku kamicy nerkowej, a której wcześniej nie wiedziałaś. To wywrócenie, uderzenie, czy inne problemy nie są spowodowane tymi paroma łykami alkoholu. Te rzeczy zdarzyłyby się i tak, tylko ty nie musiałabyś na izbie przyjęć zeznawać, że dzisiaj coś wypiłaś i nie musiałabyś się przy tym palić ze wstydu. Historia z życia wzięta, więc jak widać może się zdarzyć.

Czytałam, że dziecko dostając w trakcie ciąży alkohol, zostaje wprowadzone w stan upojenia. Czytałam, że później może się źle czuć, autentycznie mieć kaca. Położna na szkole rodzenia opisywała przypadki, gdzie dzieci po urodzeniu nie mogły się uspokoić, dopóki matka przed karmieniem nie napiła się lampki wina. Dopiero później taka właśnie sfrustrowana matka przyznawała się, że w ciąży od czasu do czasu, tak parę razy w tygodniu, taką lampkę właśnie przyjmowała. I co? Czy to normalne, że biedne dziecko od początku jest uzależnione? A przecież nie piła dużo. Czy to normalne? A może chciała je wychować na sommeliera? Dobra fucha, nieźle płacą i pijesz za darmo. Błagam, litości. Do mnie naprawdę trafiają te wszystkie kampanie, które przypominają, bo cholera trzeba przypominać, kobietom o tym, żeby w ciąży nie piły. Sądzę, że gdybym uległa niektórym namowom, bo takie się zdarzały, to w nocy z wyrzutów sumienia utkałby mi się sen, jak to moje dziecko w macicy, z właściwym grymasem na swojej pulchnej buźce, podnosi kciuk do góry i mówi „Spokho matka, ja ci powiem szzzzczerze, ja ciebie szanhuje”. Tyle w temacie, dziękuję bardzo. Nie wiem jak Wasze dzieci, ale moje na picie jest jeszcze za młode, jeszcze się w życiu zdąży naseplenić po kilku drinkach, na pewno.

Nie piję w ciąży, nawet lampki. Bo ta lampka nic mi nie da, a może zaszkodzić. Bo nikt nie da mi gwarancji, że nie wpłynie to negatywnie na moje dziecko. Bo nie chcę, żeby moje dziecko musiało pić coś, co jest trucizną, a alkohol jest trucizną, jakkolwiek dziwnie to dla niektórych zabrzmi. Ja tam lubię się od czasu do czasu podtruć i nie uważam, żeby było to coś strasznego, ale w ciąży? NIE. Po prostu NIE. Tyle w temacie.

18 comments to “„Ja tylko lampkę wina””
  1. Pamiętam że jak czekałam na okres, który jednak nie nadszedł wypiłam browara bo miałam strasznego PMSa. Wtedy tak myślałam, a byłam już w ciąży. Zrobiłam następnego dnia test i okazało się że jestem w upragnionej ciąży i wtedy zadziałało coś co się nazywa: zdrowy rozsądek. Ponieważ poczułam się już mamą i że jestem odpowiedzialna już za tego małego ludzika to muszę zrobić wszytko dla niego co najlepsze. I odstawiłam alkohol i kawę. Od razu! I na sam widok alkoholu który mój mąż sobie popijał wieczorami w postaci piwka z pianką, mój organizm reagował totalnie beznamiętnie jak na widok żółtego płynu, które mnie absolutnie nie pociągał. Niesamowite jak mój organizm to wyparł. Głupotą jest dla mnie picie alkoholu i palenie papierosów. Truć się możemy same, ale kiedy jesteśmy w ciąży to już jesteśmy odpowiedzialne nie tylko za siebie.

  2. Pierwsza ciaze rozpoczelam grzanym winem i jak przyznalam sie do tego lekarzowi tez powiedzial ze we wczesnej ciazy dziecko jest chronione i nie ma sie czym martwic. Natomiast co do picia pozniej to zaszkodzic moze nawet ten jeden kieliszek wina jesli uda ci sie trafic w ten dzien czy chwile kiedy rozwijaja sie wazne organy. Chyba nikt odpowiedzialny nie grywa w taka ruletke.
    Przy drugim dopadla mnie chcica na piwo wiec zakupilam je mezowi i wypilam doslownie lyka.
    A potem jednego i drugiego karmilam dlugo (14 miesiecy i ponad 2 lata) wiec abstynencji ciag dalszy i dalo sie zrobic u siebie impreze sylwestrowa z trzymiesiecznym dzieckiem i jedyne co czlowiek zaczyna zauwazac to ze na trzezwo inaczej glos sie roznosi i kolo polnocy rzucane co jakis czas „cicho bo dziecko spi” z ust tych co chwile temu byli najglosniejsi bawi tym bardziej ze moje dzieci sypiaja w kazdych warunkach 😉

  3. Matko. Nie dajmy się zwariować. 😀 Nie piłam wina w ciąży, nie piłam piwa (poza legendarnym już łykiem od męża). Piłam Karmi i Lecha Free. I od momentu, kiedy dowiedziałam się o istnieniu mikroskopijnego Juniora do końca ciąży wypaliłam 8 fajek. Nie, nie jestem z siebie dumna, chociaż zważywszy na fakt, że do zajścia w ciążę szła paczka dziennie, to chyba nie było tak źle. Przede wszystkim dajmy każdemu o sobie decydować. Nie mówię rzecz jasna o sytuacji, kiedy babka w ciąży zalewa się browarem. Wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem, że każdy robi to rozsądnie. A kefir z procentami jest zdrowszy niż jego niepicie. 😉

    • a powiedz mi, wróciłaś do palenia po ciąży albo karmieniu? Bo mi się fajki śnią po nocach, śni mi się, że palę fajkę za fajką. W sumie ostatniego papierosa wypaliłam jeszcze przed ciążą, ale jak widać teraz zakazany owoc kusi 100 razy bardziej

  4. Hej ja mieszkam we francji, a francuzi najbardziej lubuja sie w… szampanie. Kazdy toast,kazde swieto i spotkanie oblewane jest chociazby symboliczna lampka szampana. No i do tego w ciazy mnie namawiano czesto (szczegolnie tesc,bo tesciowa bedac w ciazy i oczekujac mojego meza,miala wieczna zachcianke na szampana,a ze 30 lat temu alkohol w ciazy nie szkodzil to pozwalala sobie czesto na taka lampke). Na szczescie nie dalam sie ugiac choc nie powiem,ze nie mialam ochoty. Zimne piwo z sokiem czy tez schlodzone rose podczas fali upalow,albo grzane wino przed swietami snily mi sie po nocach,ale coz rodzicielstwo to przede wszystkim odpowiedzialnosc,ktora zaczyna sie juz 9 miesiecy przed pojawieniem sie dziecka na swiecie.

  5. Przypomniało mi się, jak zrobiłam tak samo jak Ty na początku ciąży, to też były sierpniowe upały. W sobotę wypiliśmy z mężem i tatą butelkę wina, nic nadzwyczajnego. Poszłam się położyć i niespodziewanie wszystko zwymiotowałam. Ta dziwna reakcja na dwa kieliszki wina okazała się pierwszym objawem ciąży. 🙂

    Ja nie mam radykalnego stosunku do picia niewielkich ilości w ciąży. Lepiej nie, ale jak się zdarzy to nie tragedia. Czy ktoś może mi pokazać badania udawadniające, że FAS może być od paru lampek wina? Tzn. takie, w których ciężarne były pod stałym nadzorem kamer lub osoby pilnującej i wiadomo, że mało piły, a nie że powiedziały w szpitalu, że jak to możliwe, bo one tylko…
    Nie wierzę w ciężkie uszkodzenia po jednym piwie.

    • No właśnie nie ma takich badań. Ani takich, które wskazują, że może być po paru lampkach, ani takich, że nie może, dlatego ja sobie daję spokój. Zresztą na początku ciąży nawet jak D. pił to mnie odrzucało od samego zapachu alkoholu, ale to możliwe, że po prostu przypominał mi się kac po wspomnianym winie, który był…powiedzmy że od tamtego dnia musiałam zmienić kostki zapachowe w toalecie, bo na sam widok tych, które były założone tamtego dnia mnie cofa. Podejrzewam, że taka reakcja organizmu na % spowodowana była właśnie ciążą, ale przez to jeden z producentów kostek do WC stracił klienta 😉

  6. mimo tego, że nigdy nie piłam dużo (wódki nigdy w życiu), to teraz gdy jestem w ciąży taaaak mnie ciągnie do alkoholu. Ale nie mam zamiaru ulec tej zachciance. Za wiele się w pracy naooglądałam dzieci z FAS, których matki piły przecież tylko troszeczkę. Ale czekam z utęsknieniem na lato i na czas kiedy napiję się warki radler 0%, która ma naprawdę 0% alkoholu 🙂

  7. Mnie osobiście skręca od środka jak słucham mitów na temat picia alkoholu przez ciężarne.
    Wierzyć mi się nie chce, że istnieją lekarze, którzy zalecają wypicie ciężarnym kieliszek czerwonego wina.
    Prawda jest taka, że NIE ISTNIEJE bezpieczna ilość alkoholu dla kobiety w ciąży. Nawet ten przysłowiowy kieliszek to już za dużo. Z resztą co to za różnica, wódka, piwo, wino, whisky, każdy z tych napojów zawiera alkohol tylko jest inaczej barwione, więc nie wiem dlaczego wino miałby być mniej szkodliwe niż whisky np.
    Tak naprawdę każda ilość alkoholu może spowodować rozwinięcie się zespołu FAS u dziecka.
    Poza tym podobnie jak Ty nie jestem w stanie zrozumieć kobiet, które przez te kilka miesięcy nie mogą zrezygnować z alkoholu. Przecież to nie na całe życie i ok rozumiem, jak się karmi piersią to ten okres się wydłuża, ale na Boga przecież to nie tlen, że bez niego przeżyć nie można.
    Może moja reakcja wynika z tego, że nie przepadam zbytnio za alkoholem, jak już pije to przeważnie wino właśnie i to w zasadzie rzadko się zdarza. ( Jak tak teraz się zastanowiłam to stwierdziłam, ze ostatni raz piłam w grudniu 2014 przed ciążą. )
    Ciąża była dla mnie wybawieniem, bo nie musiałam się tłumaczyć dlaczego nie pije, było oczywiste, że nie i już. Bo jak się okazuje trzeba mieć powód żeby nie pić: choroba/ciąża/leki/mam pod opieką dzieci/ prowadzę ( chociaż tutaj czasami zdarzają się próby namówienia). Nie pije, bo nie chce/nie lubię jest traktowane jako dziwactwo ( na własnej skórze się przekonałam).
    Poza tym myślę, że poniekąd wynika to też z naszej państwowej polityki zdrowotnej.
    Za mało mówi się o konsekwencjach picia przez ciężarna. Oczywiście są kampanie, naklejki na opakowaniach od alkoholu, ale myślę, że biorąc pod uwagę mentalność naszego kraju to zdecydowanie za mało. Wydaje mi się, że gdyby zrobić ankietę wśród Polek w wieku rozrodczym to większość nie wiedziałaby co to jest FAS i, że spożywanie alkoholu może spowodować ciężkie upośledzenie albo nawet śmierć dziecka.
    W tym miejscu przypomina mi się historia mojego znajomego. Jego partnerka będąc w ciąży spożywała alkohol. Dzieciątko urodziło się na miesiąc! przed terminem, z niską masą urodzeniową + problemy z napięciem mięśni i oczywiście pytanie dlaczego? Żadne z nich nie wiązało tego z tym, że ona piła w ciąży. – Poziom takiej bezmyślności jest przerażający..
    A jeszcze bardziej przeraża mnie to, że Ciebie kobietę w ciąży ktoś świadomie namawiał do picia, serio?
    Czy coś źle zrozumiałam ( nie wyspałam się, wcześnie wstałam, więc to w sumie możliwe).
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrówka!
    Ps. Mam nadzieje, że remont już na ukończeniu. 😉

    • Wiesz, dostałam od znajomych butelkę wina jak przyszli do nas na imprezę, bo powiedzieli, że to mogę pić. Stwierdziłam, że wypiję razem z D. jak młody się urodzi i już nie będę karmiła, ale zapomniałam powiedzieć o tym D. i wino tego momentu nie doczekało 🙂
      A remont jest na takim samym ukończeniu jak tydzień temu, takie mam wrażenie, chociaż D. twierdzi, że jest inaczej. Tak czy inaczej usłyszałam, że w następnym tygodniu wchodzą panowie od gładzi. Na moje oko jak już są gładzie, to najgorsze będzie za nami, więc oby weszli. Wtedy się pomaluje, szybko położy panele i jesteśmy w domu

  8. Też mnie to rozwala jak ktoś uważa, że takie Karmi czy Radlerek to jest opcja dla ciężarnych. Ja rozumiem, że można mieć dylematy, gdy chodzi o różne sery czy ryby w ciąży ale Alkohol? papierosy? Uch…

    • Karmi ma dokładnie tyle procent alkoholu, co i parodniowy kefir. Zanim zrobi się z siebie wzorcową woźną wytrzeźwiałki, warto zapoznać się z faktami. Alkohol bywa obecny w niespodziewanie wielu produktach. Grunt to rozgraniczyć patologiczne chlanie i normalne, czasem mimowolne dostarczanie organizmowi tzw.”procentów”.

      • Ja co do tego karmi też nie byłabym taka radykalna. Rozmawiałyśmy o tym ostatnio z położną na szkole rodzenia i ona powiedziała dokładnie to samo, że tak naprawdę takie stężenie alko jest w wielu produktach i nie ma co popadać w skrajności. Kwestia podejścia.

        • No podobno na laktację się zaleca to Karmi, użyłam go przykładowo, wydawało mi się, że nie jest bezalkoholowe;) Ale jak w takim innym babskim piwie masz jakieś 5-10gr alkoholu na dziecko które przypuśćmy ma 400gram to tak jakby się je zalało butelką wina. Dzięki za info o tym ukrytym alkoholu, bo nie miałam pojęcia, banany mają 0,6% a ja bez bananów nie zaczynam dnia, super 🙂

          • Banany? 😀 no to dziewczyny faktycznie, zostaje nam chleb i woda 🙂 aaaaa, ja ostatnio zjadłam te moje ukochane owoce morza, nawiązując do wpisu o jedzeniu w ciąży. I były pyszne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.