Ciężarówka w korku

Spread the love

Kolejki. Stanie w kolejkach to taki trochę narodowy zwyczaj Polaków. Kolejki do lekarzy, kolejki na poczcie, w aptece, w sklepie. Wszędzie kolejki. Trzeba wstać wcześniej, odstać swoje, by w końcu dotrzeć do upragnionego celu i załatwić to, co ma się do załatwienia. Mój sposób na kolejki to zazwyczaj książka, gazeta albo telefon komórkowy. Staję lub siadam za ostatnią osobą i cierpliwie czekam. Nigdy mi to nie przeszkadzało, tak już jest. Kiedy jednak teraz, w trzecim trymestrze ciąży, z dumnie wystającym przede mną zadziornym balonem staję, lub siadam, w takiej kolejce i widzę, że powoduję w ludziach reakcję „obrotową”, a mianowicie obracają oni głowy w każdy możliwy sposób, byle tylko nie zauważyć, że stoi za nimi kobieta w zaawansowanej ciąży, czuję się zażenowana. Nie zła, nie pokrzywdzona, nie zdziwiona – zażenowana.

Istnieje takie coś, jak kultura osobista. Takie dobre, niepisane obyczaje, do których zawsze starałam się stosować. Odruch ustąpienia komuś miejsca w kolejce, lub autobusie, budzą u mnie ludzie starsi (ale tak naprawdę starsi, nie mówię o paniach w średnim wieku, które mają siłę stać na plotach cały dzień z podobnymi sobie koleżankami, ale jak wsiądą do autobusu to już nogi odmawiają posłuszeństwa), niepełnosprawni oraz właśnie kobiety w ciąży. Jechałam kiedyś ciasnym, śmierdzącym busem. W powietrzu zaduch, w środku temperatura +50C, wchodzi dziewczyna, a właściwie dziewczynka, młodziutka, z wielkim brzuchem. Popatrzyła do środka, zawahała się czy wsiąść, w środku zero miejsca, gdzie można się posadzić, wszystko zajęte. Kupiła bilet i stoi. Stoję ja, a ona obok mnie. Stoi. Nadal stoi. Po 5 minutach szaleńczej jazdy, kiedy to kierowca kolejny raz zapomniał, że wiezie ludzi, a nie kartofle, ze zdziwieniem stwierdziłam, że nikt spośród pasażerów „nie zauważył”, kto nad nimi wisi, albo właściwie co, bo brzuch biedulinki, co chwilę zahaczał o głowę kolejnego siedzącego. Ani nastolatek słuchający muzyki, ani kobieta około czterdziestki, usilnie wypatrująca cudu za oknem, ani facet siedzący obok niej. Nikt. W końcu na którymś z kolei przystanku wysiadała kobieta, która siedziała blisko nas. No jest, ufff, bo już miałam dziewczynie zaproponować, że ja kucnę i będę jej robiła za krzesło…wolne miejsce jest, trzeba tylko się tam przedostać. Dziewczyna rozpoczęła te starania, przeprosiła jednego ze stojących przed nią pasażerów, żeby przepuścił ją do przodu, już prawie dotarła do upragnionego siedzenia, cała mokra i czerwona i…nie zdążyła. Miejsce zostało zajęte przez dziarską babeczkę, która bez brzuchowego obciążenia przepchała się do niego szybciej. Babeczkę, nie babulinkę, w pełni zdrową, jak widać szybką i przede wszystkim bardzo z siebie zadowoloną. Popatrzyła na dziewczynę triumfalnie, uśmiechnęła się i zapytała „Który to miesiąc? Już chyba końcówka?”…No tak, przecież młoda jest, to postoi. Brak słów, naprawdę, brak słów.

Czy wam ludzie nie jest głupio? Zadziwiające jest dla mnie zwłaszcza zachowanie kobiet w takich sytuacjach. Tak, kobiet, bo facet nie do końca zdaje sobie sprawę, jak czujesz się niosąc przy żebrach małego człowieka, który wierci się, kopie i uciska na wszelkie możliwe organy wewnętrzne. Mężczyźni powinni mieć w takich przypadkach odruch „ustępny”, ale z doświadczenia wiem, że przeważnie nie mają. To jednak kobiety powinny pamiętać, jak to jest w ciąży, albo zdawać sobie sprawę z tego, że kiedyś to one będą tak stały i sapały i nikt nie będzie łaskaw zwrócić na nie uwagi.

Przykład z dzisiaj. Przychodnia lekarska, laboratorium. Musiałam wykonać badania na jutrzejszą wizytę. Chodzę tam co miesiąc, za każdym razem z większym brzuchem. Siedzą tam różni ludzie. Starsi, młodzi, mężczyźni, kobiety. Kiedy jeszcze brzuch był niewidoczny, sama ustępowałam miejsca, lub przepuszczałam w kolejce kobiety w bardziej zaawansowanej ciąży, lub takie z noworodkami do szczepienia. Najnormalniejszy, ludzki odruch. Ja jednak takowego w ludziach nie wzbudzam. Szkoda, bo dzisiaj w kolejce stała pani, która nerwowo drapiąc się po całym ciele, oświadczyła stojącej obok koleżance, że ma nadzieję, że to nic zakaźnego. Szkoda, bo moje dziecko po 30 minutach po przebudzeniu, zaczęło mi dawać „delikatnie” do zrozumienia, że powinnam coś zjeść, co objawiło się atakiem mdłości i odczuwalnie spadającym poziomem cukru. Szkoda, bo kolejka topniała w ślimaczym tempie, a ja z każdą minutą czułam, że zdezerteruję, bo albo zaraz zrobi mi się słabo, albo najzwyczajniej w świecie się tu od kogoś czymś zarażę, co jest w ciąży sto razy łatwiejsze, ze względu na zmniejszoną odporność organizmu.

Kolejny przykład, pewna drogeria. Miejsce przyjazne ciężarnym, o czym dowiadujemy się już na wejściu, gdzie dumnie wisi napis – Tutaj przyszłe mamy mają pierwszeństwo. Robię zakupy, podchodzę do kasy, jedynej otwartej, już prawie moja kolej, jednak małżeństwo przede mną nie może zdecydować się, który produkt z przykasowej promocji wybrać. Kasjerka, widząc mój brzuch, dzwoni dzwonkiem. Do kasy obok podchodzi druga kasjerka, z uśmiechem ją otwiera i zaprasza. Ja szczęśliwa, bo nie muszę stać trzymając koszyka uginającego się pod ciężarem kremów na rozstępy i wkładek higienicznych, już prawie zdążyłam ruszyć jedną nogą, a tu co? Figa z mojego szczęścia. Pani, która stała w kolejce za mną, sprytnie zrobiła unik, przeskoczyła obok mnie i hop, prawie sama przyłożyła swój pierwszy produkt do czytnika, byle tylko otworzyć swój rachunek i mieć pewność, że żadna wstrętna ciężarna jej nie wykoleguje z kolejki. Gratulacje proszę pani, naprawdę, godne podziwu. Panie kasjerki popatrzyły na siebie, później na mnie, następnie ja popatrzyłam na nie, uśmiechnęłyśmy się pod nosem, z zażenowaniem, i przeszłyśmy nad wydarzeniem do porządku dziennego, również z zażenowaniem, bo co zrobić…

Nie oczekuję noszenia na rękach, czerwonego dywanu rozścielanego przede mną przy każdym wyjściu z domu, bo oto ja zdecydowałam się urodzić dziecko, zmniejszyć niż demograficzny, przysłużyć się społeczeństwu. Nie mówię, że starszy, schorowany człowiek lub młody chłopak o kulach mają lecieć na złamanie karku, by ustąpić mi miejsca w kolejce u lekarza, bądź przy kasie w sklepie. Nie. Ale do cholery, czasami naprawdę ciężko tak stać. Są też miejsca, gdzie widnieje napis : Kasa dla uprzywilejowanych. Na jakiej podstawie większość ludzi stwierdza więc to swoje uprzywilejowanie? Nazwiska rodowego, lepszego roku urodzenia? Jak już tam stoisz, radośnie, nie w ciąży, nie niepełnosprawny, ani nie obciążony przez nic innego, jak tylko własny wózek z zakupami, to przynajmniej nie udawaj, że nie widzisz mojego brzucha. Bądź na tyle konsekwentny i popatrz w moją pyzatą buzię przyznając, że to, że nadal stoję za tobą, nie wynika z twojego niedopatrzenia, ale ze zwykłego chamstwa. Masz jaja, żeby nadal tam przede mną stać, to miej jaja i przynajmniej przyznaj, że robisz to celowo. Konsekwencja, to się nazywa konsekwencja.

Zostało mi 10 tygodni ciąży. Właściwie to 9,5. Proszę, nie zgniataj mnie, pchając się do drzwi autobusu, nie mam z tobą szans. W tłumie zawsze odruchowo łapię się za brzuch, by na przykład nie dostać w niego z łokcia, więc siłą rzeczy do środków komunikacji miejskiej wsiądę ostatnia. Proszę, pomyśl o tym, że czasem jest mi ciężko, ciężej niż tobie i kiedyś to twoja córka, siostra albo żona, mogą tak stać i paść ofiarą totalnej znieczulicy społeczeństwa. Proszę, miej na tyle kultury, by nie wpychać się przede mnie w kolejkę, kiedy to miejsce w niej ewidentnie mi się należy. To nie jest moje widzi mi się, to po prostu prośba, poparta ponad półrocznym doświadczeniem ciężarówki, notorycznie stojącej w korkach.

11 comments on “Ciężarówka w korku
  1. W Peru ten problem rozwiązali w taki sposób, że we wszystkich środkach komunikacji miejskiej są siedzenia w kolorze czerwonym i szarym: czerwone są przenaczone dla kobiet w ciąży, kobiet z dzieckiem małym, osób starszych i niepełnosprawnych; szare dla reszty pasażerów. To samo dotyczy sklepów i instytucji państwowych, dla tych osób jest utworzone osobne okienko pierwszeństwa, a pozostałe dla reszty obywateli. Musze nadmienić, że nikt z nie uprzywilejowanych nie korzysta z siedzeń czerwonych, a jak się zdąży to od razu robią wolne miejsce, co do osobnych okienek, korzystają z nich osoby uprzywilejowane. Są to regulacje zapisane w kodeksie prawnym

    • W Polsce regulamin komunikacji miejskiej też niby mówi, że są osoby, dla których te miejsca są zarezerwowane, ale jest po prostu problem ze stosowaniem się do regulaminu. Zależy, na jakiego człowieka trafisz.

      • Zgadza sie, problem w tramwajach czy autobusach jest taki, że te znaczki-naklejki są małe i często przylepione na gorze czy suficie i ich nie widać 🙁 poza tym ludzie je ignorują i trzeba zdać się na ich laske :/

  2. zastanawiam się czy my jesteśmy jakoś spokrewnione czy może w ciąży wszystkie przezywamy to samo…historię z busem przezyłam niemal identyczną w poprzedniej ciąży, na własnej skórze, z tą różnicą, że stałam tylko ja (machając brzuchem przed oczyma innych pasażerów) – zgięta w pół, bo bus był niski, no i było lato. Stałam tak niemal do końca, dopóki miejsce się nie zwolniło. A przykład z laboratorium przeszłam ostatnio w tej ciązy – stoję w wielkiej kolejce, na czczo, ze sporym już brzuchem. Do krzesełek daleko. Podpieram jedną ścianę, przestępuję z nogi na nogę – nikt nic nie widzi. Dopadam wreszcie krzesełek – jest ok. Siedzę jak najdłużej sie da, mimo, że przede mną do drzwi też kilka stojących jest. Kolejka się kurczy – ja siedzę. I jakiś dziarski staruszek za mną nie wytrzymał i myk stanął przede mną. zobaczył moje krwiożercze spojrzenie i mówi do mnie niech pani siedzi, ja tu tylko potrzymam kolejkę… nosz kurr… Od tej pory bez pardonu domagam się swoich praw w każdej kolejce (również w sławetnej drogerii wspomnianej przez Ciebie pokazuje ludziom znaczek), po prostu wchodzę i pytam bezczelnie patrząc w oczy czy ta osoba mnie przepuści. Z reguły nikt nie odmawia, bo jest osobowo wywołany do odpowiedzi. Polecam tą metodę.
    Życzę szybkiego konca remontu, mój fachowiec jeszcze nie dotarł…

    • Iza, a ja Cię w całości popieram! Trzeba korzystać z przywilejów jakie idą za byciem w ciąży, chociażby to głupie pierwszeństwo w kolejkach.
      Bo niby dlaczego nie? Na dobrą sprawę z tych przywilejów korzysta się i tak naprawdę dopiero od połowy ciąży, kiedy brzuszek zaczyna być widoczny, więc i tak nie przez całą ciąże. Skoro niektóre sklepy się tak reklamują, że są pro ciążowe to niech się z tego wywiązują.
      Pozdrawiam 🙂

      • Dokładnie, może trzeba zacząć się trochę upominać. Tylko czasem wzrok i prychanie ludzi…aż się robi zimno jak cię jakaś dziarska babeczka przeklnie w myślach, bo będzie musiała postać 2 minuty dłużej, choć nic nie wskazuje na to, że jest jej ciężko. Tacy ludzie, takie zwyczaje, niestety.

        • Będąc w ciąży czułam się zasadniczo dobrze więc nie domagałam się specjalnego traktowania mimo że brzuch wyprzedzał mnie konkretnie. Pewnego dnia wybrałam się na pocztę a tam kolejka gigant więc podeszłam do okienka po druczek żeby bo w oczekiwaniu w kolejce wypełnić. Jak mnie dziarskie staruszki napadły że jest kolejka i ogóle a ja wcale nie miałam zamiaru się bez kolejki pchać. Ktoś normalny w końcu stwierdził że komu jak komu ale mnie pierwszeństwo się należy ale ja wyjasnilam że tylko druczek sobie bralam. Stalam potem jako wyrzut sumienia tych wszystkich matron do czasu az nastala moja kolej dumnie wypinajac brzuch przed siebie i nie dałam się przepuścić ani o jedną osobę!

  3. Ja kiedyś usłyszałam w tramwaju jak do pewnej dziewczyny w zaawansowanej ciąży kobieta powiedziała, że ciąża to nie choroba, więc dlaczego ktoś ma jej ustępować. Jednak końcówka ciąży bywa naprawdę uciążliwa nawet jeśli nie ma się żadnych ” skutków ubocznych” to samo dźwiganie tego słodkiego balastu potrafi dać nieźle w kość, więc warto by się nad tym zastanowić dłużej niż 2 sekundy zanim oleje się ciężarną.
    Ja nie zdążyłam doświadczyć tej zaawansowanej ciąży, więc i z ustępowaniem nie było potrzeby, ale pamiętam, jak się połamałam i przyszło mi chodzić z nogą w gipsie i o kulach. Niby zwolnienie jest, ale wiadomo czasami trzeba coś załatwić i nie ma zmiłuj. Z nogą do połowy w gipsie ciężko prowadzić samochód, więc przyszło mi kilka razu jechać komunikacją miejską. W autobusach jeszcze pół biedy, ale w tramwajach, gdy buja się on na tych szynach jak szalony ( motorniczy chyba zapominają, że przewożą ludzi, a nie worki z kartoflami) będąc całkowicie sprawnym ciężko zachować równowagę, a jak dodamy do tego gips na nodze i kule = mission impossible.
    Nie znalazł się żaden chętny aby mi ustąpić, pomimo, że widzieli, że ledwo tam się utrzymuje i gdyby nie miła dziewczyna, która pomogła mi zachować równowagę, przynajmniej kilka razy bym się rozpłaszczyła na „podłodze”. Cóż gentlemanów niestety już nie ma 😉
    O ile rozumiem, że ciąża dotyczy tej żeńskiej części ludzkości to połamać i być na moim miejscu może być każdy, ale na temat ustępowania miejsca w komunikacji miejskiej można by napisać trylogię 😉
    Pozdrawiam i trzymam kciuki żeby Wojtuś siedział w brzuszku dopóki nie skończycie remontu i żebyś jeszcze zdążyła chociaż chwilkę po nim odsapnąć. 😉

    • No właśnie Miśka, to samo tyczy się ludzi, którzy z takich czy innych względów są niedysponowani, jest im ciężej i naprawdę dla kogoś zdrowego nie powinno stanowić problemu zaproponowanie miejsca, czy też przepuszczenia w kolejce. Stać ze złamaną nogą w trzęsącym tramwaju, przecież to jakaś masakra jest.

      • A wsiąść do autobusu z dzieckiem za rączkę i znaleźć miejsce siedzące to też nieraz wyczyn bo dziarskie babcie zdeptaja Ci dziecko bo zobaczyly miejsce siedzące a mały kilkulatek ma jeszcze mniejsze szanse przy hamowaniu niż dorosły z nogą w gildie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.