Remont – marzenie każdej ciężarnej

Spread the love

W naszym domu nadszedł czas na remont. Nadszedł w bólach, bo a to nie było czasu, a to ekipy, a to środków brakowało do pełnego szczęścia. Tym oto sposobem, zaczynając 30 tydzień ciąży, weszłam jednocześnie w ten etap rozbiórki naszego mieszkania, kiedy oddychając mam wrażenie, że w nosie robi mi się błoto.

Tak, trzeci trymestr to chyba nie jest zbyt szczęśliwy czas na takie rzeczy, ale co zrobić? Przetrwać trzeba, wyremontować też. Przechodziłam już taką remontową masakrę, kiedy się tu wprowadzaliśmy. Było hardcorowo i wcale to nie wyglądało tak, że ja w kapelusiku z gazety, malująca w moich upaćkanych farbą ogrodniczkach, zalotnie podbiegam do D. malując go delikatnie farbą po nosie. Nie, absolutnie. Była to raczej walka z kurzem, czasem i obustronną irytacją. Czasami dziwię się, jak nasz związek to przetrwał…Robione wtedy były dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Dwa kolejne pokoje zostały…na później. Później (zwane również „kiedyś”) miało nadejść wcześniej, ale jakoś się nie złożyło, a naszej dwójce dwa pokoje wystarczały w zupełności. No i masz, w brzuchu pojawił się młody, więc zatroskani rodzice postanowili ruszyć tyłki i przygotować mu pokój, no i przy okazji ten drugi niewyremontowany też, żeby się już później z tym nie bawić. W pierwszym trymestrze nie chcieliśmy zaczynać, bo nie wiedzieliśmy co nas w tej ciąży czeka. Teraz też nie wiemy, ale dziecko coraz mocniejszym rozpychaniem przypomina, że zostało nam jakieś 9-10 tygodni. Tik tak, tik tak, tik tak i bum, nagle zdajesz sobie sprawę, że wszyscy znajomi ogarnęli się już wcześniej, a ty nadal jesteś w przysłowiowej dupie i głaszcząc się po rosnącym brzuchu modlisz się, by potomkowi nie przyszło na myśl opuszczać aktualnej miejscówki wcześniej.

Tak naprawdę najlepszym momentem na remont, o ile taki jest konieczny, jest piąty-szósty miesiąc. Brzuch już jest, ale jeszcze zgrabny i nie uniemożliwiający tylu czynności, kobieta czuje się w miarę dobrze, a ciąża jest już na tyle silna, że można sobie na więcej pozwolić. Oczywiście najbardziej szczęśliwi są ci, którzy remontu w ciąży nie muszą przeprowadzać, bo chyba żaden miesiąc nie jest na to wystarczająco dobry, ale ja tu nie o tym. Ściany i sufity się robią, oświetlenie się robi, podłogi się robią, a ja chodzę ze szmatką i sprzątam, bo przecież do żadnej innej czynności się nie nadaję. Syzyfowa praca, naprawdę. Z drugiej strony jak tu nie sprzątać? A w tym wszystkim mój pies, radośnie odciskający swoje utytłane pyłem łapki po wszystkich meblach i wszystkim, na co jest w stanie wejść lub wskoczyć. Może i wypadałoby się wyprowadzić na jakiś czas, uciec do siostry, albo na Marsa…no ale na ile mam uciec, jeżeli wizja remontu rozciąga się i jak to zwykle bywa, coraz nowsze pomysły odciągają w nieskończoność wizję zamknięcia placu budowy? Jeszcze inna kwestia, że boję się zostawiać tego wszystkiego bez nadzoru, bo D. różne pomysły przychodzą do głowy i zaraz by się okazało, że brakuje ściany między kuchnią a sypialnią, a pokój dziecka będzie jednak w garażu…

Po sobotniej wizycie w Leroi Merlin stwierdziłam, że wybieranie koloru ścian i podłóg wcale nie jest przyjemne, kiedy twoje dziecko kopie cię po wnętrznościach a ty zastanawiasz się, czy to dlatego, że po prostu tak mu się chce, czy daje ci delikatnie do zrozumienia, że ten odcień popielu to może jednak niekoniecznie. Wybór zasłon? Cudowna sprawa, gdyby nie robiło ci się co dwie minuty gorąco i duszno. Słuchasz z politowaniem rozmowy twojego partnera z panem z działu gładzi i masz ochotę krzyczeć, żeby wziąć już jakąkolwiek, nawet tą najdroższą, którą właśnie pan próbuje nam wcisnąć, byle tylko już stamtąd iść. Dlatego właśnie meble do pokoju małego mam wybrane już wcześniej, przez neta. Wpadniemy tylko do sklepu, weźmiemy co trzeba i wypadniemy. Bez chodzenia, szukania, myślenia, dotykania, sprawdzania i tych wszystkich innych czynności. W sumie to trochę marudzę, ale siedząc właśnie w salonie, który aktualnie jest po prostu magazynem, na fotelach leży zwinięty dywan, pod ścianą ułożona jest druga kanapa, stolik, wieszak, a po środku leży wielki wór, do którego boję się zajrzeć, żeby nie okazało się, że to kolejny zbiór rzeczy, który trzeba przejrzeć i posegregować, chce mi się płakać.

Najlepsze w tym wszystkim jest podejście mojego D. On chyba nawet zdaje sobie sprawę, że czas trochę goni, a ja już nie taka zdatna do pomocy jak kiedyś, ale tak w sumie to nie do końca. Coś mu tam dzwoni, ale w którym kościele, to już zagadka. Tym sposobem wczoraj otrzymałam propozycję nie do odrzucenia, żebym pomogła mu przenieść pudła pełne rzeczy dla syna – wiecie, przewijak, zebrane ubranka, zabawki, kocyki itd. Po pięciu sekundach przebłysk w oku, chwila zwątpienia i wreszcie złota myśl – a nie, jednak nie pomagaj. Nie to, żebym była jakąś księżniczką, wręcz przeciwnie, wychowana na wsi, jestem nauczona noszenia, dźwigania, zrzucania i wszelkich innych czynności krzepy wymagających. Ale tak patrząc na ten brzuch, który dumnie się przede mną toczy…no nie, jednak nie. Tak samo jest z rozciąganiem się remontu w czasie. Moje tłumaczenia, że w ostatnim miesiącu ciąży wolałabym już leżeć i pachnieć, w miarę możliwości, nie spotykają się ze zbyt wielkim zrozumieniem. Powiedziałam wczoraj, że przydałoby się wcześniej rozłożyć łóżeczko, żeby materac nabrał zapachu domu, no i ciuszki wyprać i wyprasować i powkładać do szafek. D. popatrzył na mnie i ze zdziwieniem stwierdził: „No to pierz, przecież możesz”. No pewnie, że mogę, geniuszu logistyki, tylko po co, jeżeli na wypranych ciuchach od razu osadza się cudowna warstwa remontowego pyłu. Inna sprawa, jeżeli chcemy, żeby nasz synek miał gipsowe wdzianka, wtedy jak najbardziej, można prać. 🙂

Tak zupełnie na poważnie, nie zawsze mamy wszystko pod kontrolą, ten remont nie jest zupełnie pod kontrolą. Mam zatem dwa wyjścia. Albo wściekać się, płakać, rzucać szpachelkami i tłumaczyć po raz dziewięćset osiemdziesiąty piąty, że to za długo i męczące i na widok szmatki robi mi się już słabo – i tym sposobem wejść w stan permanentnej wojny z D., stracić wszystkie nerwy i zasypiać co wieczór z fochem i szlochem na ustach, albo trochę wyluzować. Tak nie do końca, bo pewnych ram czasowych nie można przekroczyć, a kiedy młody zechce wyskoczyć z brzucha też nie wiemy, może właściwie w każdym momencie. W tym wyluzowaniu po prostu zmieniłam podejście. Ważne, że mam dla kogo, co i za co remontować, resztę trzeba koordynować, ale jeżeli pokój nie będzie gotowy tak w 100 % ze wszystkim, łącznie ze specjalnie zakupioną dziecięcą ramką na zdjęcie powieszoną wspólnie na ścianie przez dumnych rodziców, to czy coś się stanie?  Łóżeczko na początku będzie stało w sypialni, bo tak wygodniej, więc jakby co to spać gdzie będzie miał. Tu wszystko rozbija się o to, że musimy się uwinąć z tą najbardziej brudząco-pylącą robotą wcześniej, bo nie wyobrażam sobie do takiego pyłu i brudu przynieść noworodka. Wiadomo, że chciałabym mieć to już za sobą, ale niestety pewnych rzeczy nie przyspieszę, więc od wczoraj koniec z fochem, o ile nie jest już tak naprawdę konieczny. Remontujemy, sprzątamy, jak się źle czuję to się kładę, nie przesilam i przede wszystkim nie stawiam sobie za punkt honoru udowodniania całemu światu, jaka to ja jestem dzielna i fantastyczna i jak to noszę gruz w ciąży. Więc remoncie trwaj ile musisz, kończ się jak najszybciej i daj się już cieszyć tymi popielami, zasłonami i wszystkimi innymi dziecięcymi ozdobami, którymi chcemy uraczyć syna mimo tego, że przez pierwsze parę miesięcy on nawet nie zajarzy, jak pięknie ma urządzony pokój. Specjalnie przygotowany kącik, najwłaściwiej postawione łóżeczko ani największa szafa z najdroższymi ciuszkami nie będą miały szans w rywalizacji z cyckiem matki, przytuleniem ojca i świeżo zmienioną, suchutką pieluchą. Amen  😉

6 comments on “Remont – marzenie każdej ciężarnej
  1. Czesc Aniu;) no i znowu trafilas w bardzo powszechny problem . U nas byla.. identyczna sytuacja. Tyle,ze remont zaczal sie w 4tym miesiacu ciazy i odpowiedzialny za niego byl moj maz i tesc. Wprawdzie gruzu nie bylo,ale robilismy cale pietro-3 sypialnie,przedpokoik miedzy nimi i lazienke, no i prace trwaly z braku czasu wylacznie w weekendy. Okoli 5tego miesiaca zorientowalam sie, ze nie zdazymy:) zrywanie tapet w sypialniach,gladz na scianach i sufitach,malowanie,elektryka (bo nie bylo uziemienia). Potem w planach parkiet,szaf zadnych nie mamy,bo ” na koncu” kupimy zabudowy. Potem lazienka,trzeba zmienic prysznic,po co kupowac nowy plastikowy,tesc chce budowac wlasny,z wlasnymi sciankami,kafelkami i wstawmy jeszcze druga toalete,bo przecieza sie przyda,a jak juz robimy to pomalujmy sciany specjalna farba do kafelkow,ktora schnie rok.. Najpierw delikatnie sugerowalam,ze rozmiae prac jest zbyt wielki a plany za ambitne,to okazalo sie,ze „mamy czas,nie rodze przeciez”. Kolo 7mego miesiaca kiedy,dolozono do listy prac kanalizacje w lazience,trafil mnie szlag. W 8mym powoli zaczelam sie poddawac i nie denerwowac ze wzgledu na dziecko:) popralam ubranka,poprasowalam i wlozylam w odsysane worki,spakowalam torbe do szpitala,ktora od tego czasu jezdzila ze mna w samochodzie. Po kolejnej wizycie u ginekologa,wspomnialam ze dziecko moze urodzic sie juz w kazdym momencie,bo ciaza jest donoszona. W zamian uslyszalam od tescia,ze mam sie nie wyglupiac,bo do terminu jeszcze miesiac. Prace jednak staly sie odrobine bardziej nerwowe i zaczeto przebąkiwac,ze mozliwe,ze jednak nie skoncza na czas (a to niespodzianka!) Od tego momentu powinnam zamienic sie w slonia (fizycznie sie prawie udalo:p) i byc w ciazy przez dwa lata. Suma sumarum skonczylo sie na tym,ze Synek urodzil sie w 40tyg 5 dniu,a skurcze zaczely sie po tym jak przez cale popoludnie malowalam waleczkiem panele przy schodach. Teraz,5 tyg po porodzie,remont nadal trwa:) Lazienka prawie skonczona, elektryka tez,parkiet zostal polozony w zeszly weekend,a szafy bedziemy miex w blizej nieokreslonej przyszlosci:)))

    • o matko, z małym dzieckiem bez łazienki, Nellie, szacun za cierpliwość i opanowanie. Jak u mnie skończy się tak jak u Ciebie to do Ciebie napiszę, dobrze mieć kogoś, kto wie o czym mówisz 😉 pozdrowienia dla Ciebie i maluszka!!

  2. właśnie jestem po remoncie (no została jedna ściana do położenia kamienia, ale czekam na fachowca). Remont był spory, bo gładzie i malowanie w całym domu, trwał miesiąc i my w tym wszystkim…zgroza, ale ważne ze juz po i udało się zakończyć wraz z końcem 6 mies., tak wiec ostatni trymestr zaczęłam w „nowym” domku. I dobrze, bo z każdym tyg brzuch i waga leci do przodu ..

      • O! mycie podlog po gipsach, rarytas wśród tego całego bajzlu 🙂 U mnie to samo ( ja 20tc), z tym że od miesiąca a roboty na jeszcze ho ho ho i trochę :/ Obecnie przedpokój, czyli najgorsze bo bez możliwości wietrzenia (chyba że na klatkę schodowa, ale sąsiedzi od razu wkładają głowy w drzwi i zaglądają co robimy:-/ ) pokoje porobione i umeblowane, więc szlag mnie trafia jak wszędzie się nosi brud a najchętniej nosi go pies. Mogłabym tak bez końca, ale doskonale to znasz 🙂 Cierpliwości i nadludzkich sił Ci życzę :-*

        • No właśnie, kurz poremontowy na każdym centymetrze podłogi, mebla, książki, ramki, kwiatka – marzenie, naprawdę marzenie. Tobie również nadludzkich! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.