Nieświadomym w ciąży lepiej

Spread the love

W ciąży po poronieniu jest jedna rzecz, która spędza mi sen z powiek. Jedna rzecz, która burzy mi szczęście i spokój, potrafi wyprowadzić z równowagi i zburzyć długo wypracowywaną umiejętność pozytywnego myślenia. Męczy i dręczy, zasłaniając zdrowemu rozsądkowi napis „Wejście”, przez co ten gubi się i często nie może odnaleźć do mnie drogi. Ta rzecz to świadomość.

Czy w pierwszej ciąży byłam nieświadoma? Na pewno mniej niż teraz. Bo takie przeżycie na trwałe zostaje w pamięci, burzy ten cukierkowo beztroski obraz ciąży, gdzie jedną z większych bolączek jest ilość przybieranych kilogramów, czy też: „żeby tylko nie miało twojego nosa”. To świadomość nie pozwala się cieszyć do końca, bo przecież nigdy tak naprawdę nie możemy być pewni co się stanie. Nie chcąc popadać w paranoję, staram się odcinać od takich myśli i naśladować kobiety, które potrafią ciążę przejść bez większych histerii, nie serwując własnym dzieciom codziennej dawki adrenaliny.

Moje dziecko lubi się nade mną poznęcać. Poniedziałek, wypoczęte po weekendzie, daje popis akrobacji od wczesnych godzin porannych (które na upartego można by jeszcze zakwalifikować jako późne godziny nocne, ale to już kwestia nazewnictwa, nie będę się czepiać). Wtorek, budzę się, szybkie spojrzenie na zegarek – 08:30. Dziecko jeszcze śpi? Godzina 09:00 – ręka ląduje na brzuchu – tak całą noc spało? „Poruszaj się trochę, daj znak i śpij nadal”. Znak jest, łagodny, jak muśnięcie, ale jest. I tak cały dzień, leniwie, praktycznie bezruchowo. Nadchodzi wieczór, parę mocniejszych kopnięć po 23:00. Środa to samo, jakby go nie było. Zaczyna się moja paranoja, więc budzę syna. Co za matka…Trzęsę delikatnie brzuchem, kładę rękę po prawej stronie, bo na to zawsze reaguje. Dobra, kopie…znowu to zrobiłam. Znowu uległam lękom i pozwoliłam, by strach wziął górę. Przepraszam cię dziecko, już nie będę…przynajmniej się postaram.

Nie obrażając nikogo, znam kilka naprawdę nieświadomych matek. Takich, dla których zajście w ciążę było od początku równoznaczne z urodzeniem zdrowego, pampuśnego bobaska. Takich, które po zobaczeniu na usg pęcherzyka ciążowego stwierdziły, że „już wszystko jest”. Przeszły one ciążę bęzlękowo, praktycznie się na niej nie skupiając. Ja tak nie potrafiłam. W pierwszej ciąży było jeszcze w miarę, ale w drugiej…do 12 tygodnia to naprawdę paranoja, później już spokojniej, ale również nie do końca normalnie. Za dużo przeczytałam, za dużo się dowiedziałam i sama doświadczyłam…to właśnie ta świadomość, której wcześniej nie było. Bo doświadczenie uświadamia. Dlatego wolałabym być nieświadoma i radośnie twierdzić, że po 12 tygodniu to już w ogóle nic nie może się stać. Wcześniej myślałam, że strach minie po przekroczeniu granicy, kiedy straciłam poprzednią ciążę. Trochę minął, ale nie do końca i powiem szczerze, że mam do siebie o to czasem pretensje, bo ile można? Nie każdy dzień tak wygląda, ale wcześniejsze przeżycia połączone z burzą hormonów i wyżej opisanymi leniwymi momentami mojego syna…no wtedy to już naprawdę modlę się, żeby czas minął szybko, młody wyskoczył na zewnątrz cały i zdrowy i nie będę musiała potrząsać brzuchem żeby przekonać się, że nic mu nie jest.

Oczywiście nie trzeba poronić, by to wszystko wiedzieć. Tak naprawdę ciąża wydawała mi się beztroska, dopóki w nią nie zaszłam i nie zobaczyłam, jak bardzo może nam zależeć, by wszystko było dobrze i jak bardzo można się o to lękać. Tak było w pierwszej ciąży, kiedy nie przeżyłam jeszcze takiej straty. W tej jest to po prostu nasilone.

Świadomość. Świadomość, że tak naprawdę nie mam na wiele rzeczy wpływu, co jest najgorsze, bo bezsilność jest najgorsza. Świadomość uspokajana łagodnymi kopniakami dziecka w leniwy dzień i zagłuszana całkiem w dzień jego aktywności. Świadomość, która na początku ciąży sprawiła, że funkcjonowałam od wizyty do wizyty i uzależniłam się od oglądania dziecka na usg. Moja zmora, i zmora synowa również, bo to ona kierując moją ręką budzi go z fazy REM, w którą podobno od jakiegoś czasu już zapada. Coś czuję, że jeżeli syn jest tak pamiętliwy, jak jego ojciec, odbije sobie to na mnie, kiedy już szczęśliwie pojawi się na świecie (potwierdzone przed chwilą radosnym, wyraźnie nie leniwym kopniakiem 😉 )

,
11 comments on “Nieświadomym w ciąży lepiej
  1. Zgadzam się w 100% ciąża po poronieniu to już nie ta sama ciąża. Nie tak bardzo beztroska i radosna, ale budząca więcej obaw i niepokoju. Każda mama martwi się o swoje dziecko. Ale jeśli wcześniej doświadczysz straty, to potem nurtuje Cię wszystko, a to że za dużo się rusza, a to że się nie rusza. Robisz tysiące wyników badań i wciąż myślisz czy będzie dobrze, czy na pewno urodzisz w końcu Skarb na który czekasz i o którym marzysz.

  2. My z mężem staraliśmy się o potomka 6 lat. W końcu zdecydowaliśmy się na leczenie i in vitro. Od samego początku miałam stresa. Każda wizyta w toalecie kończyła się zaglądaniem w ‚gacie’, każdy najmniejszy ból w podbrzuszu to atak paniki.
    Zgadzam się z Tobą, że nieświadomi mają lepiej.
    Jeżeli znajdziesz czas to daję link do mojego bloga http://crazy-cat-lady.blog.pl/
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

    • No właśnie, to wiesz co to za stres, kiedy boisz się tak bardzo, że aż ściska w środku. Dobrze, że Wam się udało i teraz dziecię sobie rośnie 🙂
      Pewnie, że będę zaglądać 😀 widziałam, że pisałaś o przeziębieniu? Też to przechodziłam. Wywar z imbiru z miodem i cytryną działa cuda 😀

  3. Ja gdy zaszłam w ciążę byłam dokładnie taką nieświadomą mamą. Nie pomyślałam o niczym innym jak o tym, że za 9 miesięcy maluch będzie z nami.
    Co śmieszniejsze to to, że studiuje medycynę i doskonale wiedziałam jak wyglądają statystyki jakie powikłania mogą wystąpić, ale jakoś tak absolutnie nie odnosiłam tego do siebie no zdarzają się, ale ja za 9 miesięcy będę miała dziecko. Dodatkowo po zajściu w ciążę oczywiście obłożyłam się wielkimi tomami książek z położnictwa, ginekologii i perinatologii. ( takie skrzywienie medyka).
    No i dostałam bolesną lekcje, bo dziecko straciłam.
    Teraz bardzo boje się kolejnej ciąży. Myślę, że strach przysłoniłby mi zdrowy rozsądek i zdominował życia, a jednak wolałabym, żeby pomimo moich doświadczeń ten czas przeżyć jak najlepiej bez strachu w każdej sekundzie.
    Aniu, trzymam mocno kciuki żeby Wasza ciąża skończyła się szczęśliwie.

    • No bo przecież nigdy nie myślimy, że to nas może dotyczyć, dopóki to się nie stanie i już nie mamy wyjścia, musimy ten fakt zaakceptować. Nikt nie zakłada na początku ciąży, że będzie źle. Ja też wiedzę miałam, miałam też jakieś lęki w pierwszej ciąży, ale koniec końców głaskałam brzuch i uważałam, że na pewno wszystko będzie dobrze. Niestety rzeczywistość okazała się inna.
      Też bałam się drugiej ciąży. Na początku się bałam, że jak już się na nią zdecydujemy to nie uda mi się łatwo w nią zajść i sobie z tym nie poradzę, po zajściu panicznie bałam się, że skończy się tak jak poprzednia, a wiedziałam już jakie to bolesne.
      Myślę, że jak już ciąża się pojawia, to mimo lęków i strachu jesteśmy tak skonstruowane, że dla tego dziecka, które się w nas rozwija, jest w nas też wielka nadzieja, że jednak będzie dobrze, i to właśnie ona pozwala nam przez tą ciążę przejść…z większymi lub mniejszymi lękami. Mam nadzieję, że kiedy już będziesz gotowa, to Wam się uda i wszystko będzie dobrze.
      Dziękujemy za kciuki i pozdrawiamy 🙂

  4. znam ten strach, pierwsza ciąża super, przebiegłam ja właściwie i nawet diagnoza hipotrofii nie spedziła mi snu z powiek..Słodka nieswiadomośc. potem długa przerwa, długie leczenie, setki przeczytanych for, lamenty , małe załamania i wreszcie jest . Najpierw od usg do usg, paranoje przy lekki brudzeniu, plamieniu implantacyjnym, zwykłym bólu brzucha, infekcji itp. Czekanie do ukończenia 3 miesięcy, później usg genetyczne, czekanie na ruchy i dopiero teraz po połowie ciąży spuściła parę, lekko, bo jeszcze tyle może się wydarzyć.. Przeklęta świadomość. Jak widzisz nie jesteś sama w tych paranojach i wcale nie trzeba stracić ciąży, żeby je mieć. Właściwie nie wiem jak wyglądałaby ta ciąża, gdyby coś się stało z poprzednią, pewnie na własne życzenie leżałabym w szpitalu. I tak się nieźle trzymasz. Ile zostało? Mi , nam15 tyg..

    • No właśnie, lepiej naprawdę nie wiedzieć, więc ja, tak jak sobie przysięgłam, od początku tej ciąży nie weszłam ani razu na forum…i jest mi z tym naprawdę dobrze. To złota rada, którą trzeba przekazywać dalej 🙂
      Nam zostało jeszcze 11 tygodni, czas leci tak szybko teraz, że nie ogarniam

  5. Zazdroszczę tym nieświadomym.
    Straciłam ciąże w 9 tygodniu, teraz staramy sie z mężem o następną. Za mna chwile zwątpienia, przepłakane dni, załamanie. Kolejna ciaza jakby nie chce sie pojawić, teraz muszę przyjmować tabletki stymulujące owulacje bo ona zanikła. Koleżanki mnie nie rozumieją, wszystkie urodziły zdrowe dzieci bez specjalnych przeżyć i starań. Poprostu pstyk i juz- zdrowa donoszona ciaza. Często sie zastanawiam czemu niektóre z nas musza przechodzić to wszystko a inne nie. Czy te matki które przez to przeszły beda lepszymi matkami? Nie sądzę. Uważam jednak ze wiele kobiet poprostu nie docenia faktu ze przez ciąże przechodzą bez problemu. Jedynym problemem są nadprogramowe kilogramy albo spuchnięte nogi. Chętnie bym sie zamieniła aby tylko byc w ciazy, mogę nawet ja cała przeleżeć ale zeby donosić zdrowe dziecko. Nieświadome matki to szczęśliwe matki. A matki po przejściach no cóż, świadome wartości macierzyństwa

    • Fakt, że ciąży czasem się nie docenia, mnie takie lekkie podchodzenie do tematu i takie lamentowanie – bo boli, coś strzyka a w nocy niewygodnie…no sorry, też mi w nocy nie wygodnie, czasem sobie zaklnę, bo bardzo coś zaboli, ale naprawdę to jest nic, da się znieść. Mam nadzieję, że już wkrótce Wam się uda i będziesz mogła cieszyć się zdrowo rozwijającą się ciążą i wszystkimi jej zaletami i dolegliwościami.

    • Nie będziemy może lepszymi matkami ale na pewno bardziej świadomymi że to mały cud. Może dzięki temu mniej narzekajacymi na codzienne niedogodności macierzyństwa i bardziej doceniajacymi tą „normalność”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.