Gadżetowe pranie mózgu

Spread the love

Wyprawka dla noworodka. Czas ucieka, zegar tyka, dziecko w brzuchu rośnie i zajmuje coraz nowsze przestrzenie, dotkliwie przypominając, że za trzy miesiące będzie już wierzgać poza brzuchem. O ile aktualnie do wierzgania potrzebna mu jest jedynie siła, o tyle po narodzinach przydałoby się, by trochę go przyodziać, czymś go umyć, w czymś go położyć, czymś posmarować, czymś zająć. Zaczęłam więc kompletować wyprawkę. Ja, nieświadoma pierworódka, po przeszukaniu internetów dowiedziałam się w końcu, czego tak naprawdę potrzebuje moje dziecko zaraz po przyjściu na świat. Więc według internetów czego potrzebujemy? WSZYSTKIEGO!!!

Jeżeli ktoś liczy na to, że przeczyta tu szczegółową, złotą listę, na której znajduje się cały noworodkowy niezbędnik, plus kilka złotych rad, gdzie to kupić i jak tego używać, to sorry, ale strata czasu, niech ten ktoś od razu znajdzie jakąś mądrzejszą stronę WWW.  Tak naprawdę przekopałam sporo różnych miejsc w sieci, i chyba jedyną listę, którą uczciwie jestem w stanie przekazać dalej i wydaje mi się w miarę racjonalna, znalazałam tutaj: mamazone – wyprawka dla noworodka, ale czy faktycznie należy trzymać się tego co tu piszą? Cholera, no nie wiem. Po prostu zauważyłam, że nie piszą, że potrzebujesz tego wszystkiego, a na większości stron piszą. Hmmm, przynajmniej pojęłam różnicę między pajacykiem a śpiochami, co za laik ze mnie, wstyd ogarnia. Warto też zastanowić się, co do szpitala potrzebuje mama, ale o tym napiszę innym razem, tak naprawdę rzeczowo, a nie tak jak teraz tutaj. Ten wpis nie o tym.

Postanowiłam iść na żywioł i polegać na intuicji. Od paru dni, po przekazaniu przez moją przyjaciółkę, która dopiero co urodziła, informacji o tym, że tak naprawdę przy noworodku przebieranym przez mamę bez większego doświadczenia, nie ma czegoś takiego jak za duża ilość ubranek, przestałam się zastanawiać nad „właściwą” ilością ciuchów. Każda ilość ubranek da się wybrudzić w sposób uniemożliwiający jej dalsze noszenie przez potomka. Ucieszyło mnie to niezmiernie, ponieważ przyznam, że od kiedy minął już czas, że boję się kupować rzeczy dla młodego (bo za wcześnie, bo w razie gdyby to nie chce na nie patrzeć, bo nie mam weny, bo gotowa nie jestem), jak tylko zdarzała się okazja, to kupowałam. Na raty, co by nie obarczyć konta takimi wydatkami na jeden raz. Rozmiary większe, mniejsze, myślę że spokojnie chociaż raz zdąży je ubrudzić. Jestem też jedną z tych szczęśliwych osób, które całą masę rzeczy dostało od tzw. „cioć”. A to bo się nie zobaczymy na pewno przed porodem, a po drodze jeszcze były święta, a to inna okazja. Trochę się tego nazbierało. Największą ilość noworodkowo-niemowlęcej odzieży mój syn dostał oczywiście w spadku. Wybacz dziecko, nie każde śpiochy będą funkiel nówki nieśmigane. Przyznam, że nie potrafię zrozumieć rodziców, którzy uważają, że noszone rzeczy to już beeee i ujma na honorze. Jak dla mnie super, biorę ile dają.  Pozostało mi jeszcze wypytać przyjaciółkę o kosmetyki. Nie próbuję się nawet oszukać, że dzięki listom niezbędników i radom bardziej doświadczonych, kupię taką ilość wszystkiego, jaką powinnam. Zawsze czegoś będzie za mało, a czegoś za dużo. Nie ma co się gnębić. Moje podejście jest takie – to nie komuna, nie musisz miesiąc czekać na pieluchy. Ostatecznie D. w razie awarii przejedzie się dwa razy więcej do sklepu i po kryzysie. Przecież i tak wiadomo, że od razu wszystkiego nie pojmę i nie ogarnę.

W tym całym zakupowym szaleństwie, najbardziej śmieszy mnie co innego. Wyścigi na gadżety. Wyścigują się producenci, sklepy, witryny WWW, ale również…rodzice między sobą. „Bo moje dziecko to będzie miało bujaczek za tysiąc pięćset sto osiemset złotych i dzięki temu to nigdy nie będzie płakać”. „A na stronie www.najbardziejobkupionedzieckonaświecie.pl to piszą, że bez tego wkładu wibrująco-śpiewającego dla noworodka, to nie ma opcji, nie zaśnie”. „Jak nie kupisz sobie najwyższej klasy laktatora elektrycznego, to cycki ci pękną…” Ludzie! Skąd te bzdury?! To logiczne, że jak się wejdzie na artykuł sponsorowany, to się dowiesz, że dziecko od pierwszego dnia potrzebuje najnowszego quada, bo bez tego to będziesz złym rodzicem, a latorośl wyprze się ciebie jak tylko nauczy się mówić. Podobnie tylko najdroższe chusteczki dadzą radę zmyć kupę z pupy. Każdy chce sprzedać swój towar, a ja uczciwie przyznaję, że jako przyszły rodzić jestem bardzo podatna na to, żeby dziecku zapewnić to, co najlepsze. Tylko czy naprawdę moje dziecko będzie mnie kochać mniej, jeżeli nie wydam sześciu stówek na jakiś „niezbędny” gadżet, bez którego w zadziwiająco prawidłowy sposób wychowało się już tyle pokoleń? Na szczęście moi znajomi raczej nie dali się porwać temu szaleństwu, ale jak się tak przyglądam i czytam, co to za nowe pomysły sprzedaje się rodzicom, to włos się na głowie jeży.

A zabawki dla dziecka? O matko! O ojcze! wszystko jest potrzebne. Wszystko co ma w nazwie interaktywne i edukacyjne. Bez tego twoje dziecko będzie po prostu głupie i będzie odstawało od grupy. A prawda jest taka, że koniec końców maluch zainteresuje się i tak największym badziewiem, jakie znajdzie w pobliżu…bo że noworodek przez pierwsze tygodnie nie potrzebuje edukacyjnych zabawek to wszyscy wiemy, tak? Oczywiście fajnie mieć karuzelę nad łóżeczkiem, może akurat przykuje uwagę. Nie jestem psychopatką, mój syn nie będzie leżał owinięty w pieluchę, w pustym łóżeczku, otoczony przez nicość, bo ma chorą na głowę matkę, która sprzeciwia się komercji. Idąc tym tropem myślenia, rodziłabym go w polu, a pieluchy i ubranka prała w rzece na tarce, bo pampersów i pralek też kiedyś nie było, a jakoś się dzieci chowało. Nie, ja po prostu staram się w całym tym zakupowym zamieszaniu, nie zgubić jeszcze głosu rozsądku.

Są rzeczy, które bardzo chcę mieć. Zależy mi na macie monitorującej oddech, na niani elektrycznej. To nie jest niezbędne, ale wiem, że mnie uspokoi. Nie stanę jednak koło ciężarnej koleżanki, udowadniając jej na siłę, że MUSI to mieć. Bo to bzdura, nic nie musi. Robienie zakupów dla mojego dziecka to sama przyjemność. Uwielbiam kupować te wszystkie śliczne rzeczy, te słodkie skarpetki, rozkoszne body i pajace z nadrukami. Chyba większość przyszłych rodziców to lubi. Jednak czasem, jak patrzę na ceny i listy tego, co jeszcze KONIECZNIE muszę mieć…

Dobrze całe to gadżetowe pranie mózgu podsumowała ostatnio jedna z moich ciężarnych współtowarzyszek. W całym tym zakupowym szaleństwie, gubimy czasem to, co w ciąży jest najważniejsze. A ja bardzo nie chcę tego zgubić. Lecę więc na czuja, jak ze wszystkim. Nie wezmę udziału w wyścigu na najdroższe łóżeczko, albo na najbardziej nowatorskie podgrzewacze do butelek. To nie zrobi ze mnie lepszego rodzica. Oczywiście, jeżeli ktoś mi mówi, że jakiś przedmiot potrafi ułatwić życie, to jeżeli mnie na ten przedmiot stać, to go kupię. Jednak chcę czuć radość z tego wszystkiego. Radość, a nie niepokój, że będę gorszą matką, jeżeli na wstępie nie zapewnię dziecku wszystkich pozycji „niezbędników noworodkowych”. Kocham cię dziecko moje, i ty też mnie kochaj proszę i błagam, tak jak inne noworodki, nie pamiętaj później tego, że matka przyżydziła ci na najnowszej generacji gadżet. Pozdrawiam wszystkich rodziców, nie mogących się połapać w tym wyprawkowym świecie.

13 comments to “Gadżetowe pranie mózgu”
  1. Zaczęłam 20 tydzień i na razie jestem na etapie „na wszelki wypadek jeszcze nic nie kupuję”- wiadomo 🙂 Ale powoli coś tam ogarniam, mam takie chwile, że zerknę na jakieś dzieciowe strony, po czym wyłaniam się z nich 2 godziny później w panice, Ogarniam na razie tylko to, że chcę dostawkę, zamiast łóżeczka luzem. Za to monitory oddechu mnie przerażają, w rodzinie mamy świeże niemowlę i jak jego rodzice opowiadali, jak czasem się alarm uruchamia, bo młody chrapnie- to ja dziękuję 😉

      • No jak zaczynam czytać i nagle jest cały ustęp na temat pielęgnacji kikuta pępowiny i sobie uświadamiasz, że dziecko ma z milion takich malutkich części do obsługi 😉 (plus siusiaka w naszym wypadku). Albo: pajacyki, rampersy, kaftaniki- nadal nie rozróżniam 🙂

        • No właśnie koleżanka ostatnio zapytała się mnie, czy wiem co to są rampersy, bo ona tak samo jak my miała problem z rozróżnieniem tego całego ustrojsta, no i oczywiście nie udało mi się zgadnąć…zła matka, zła 😉

  2. Czytam Twojego Aniu bloga od kilku tygodni, zaczynając od pierwszych postów. Bardzo się cieszę, że na niego natrafiłam:) Takie posty jak ten są bardzo ważne, ponieważ świadczą o tym, że po tak ciężkim doświadczeniu może być normalnie.
    Dziękuję, że piszesz i pozdrawiam:).

    • może być, i mam nadzieję, że będzie już do końca 🙂 Niestety takiego przeżycia nigdy się nie zapomni, mnie ono bardzo zmieniło, ale naprawdę trzeba wierzyć, że mimo tego może jeszcze być dobrze. Ja uwierzyłam i wierzę każdego dnia. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego 🙂

  3. też jestem na etapie wyprawki, ale nie szaleje jak z pierwszym dzieckiem. Mam pewne doświadczenie, choć wszystkiego sie nie przewidzi. np tego, że moje dziecko urodziło sie wcześniakiem i tak małych ubranek nie miałam. a było to 10 lat temu i mąż musiał sie najeździć, żeby kupić dla wcześniaka. skutek był taki, że przywoził mi je prosto ze sklepu, a te przygotowane, wyprane w płynie dla niemowląt i wysterylizowane czekały w domu… Pamietam wstawanie co 1,5 godz do karmienia…brrr po miesiącu miałam ochotę wyrzucić dziecko przez okno, dlatego kupiłam już łóżeczko dostawne do mojego łóżka, żeby nie wstawać, a móc położyć rękę na piersi dziecka, ale używane w dobrej cenie, żeby móc sprzedać. No i laktator obowiązkowo – nic mi tak nie rozkręciło laktacji jak to ustrojstwo. I jeszcze parę rzeczy muszę kupić, bo albo rozdałam (bo płeć inna tym razem), albo nie wróciły rzeczy pożyczone. Szkoda tylko, ze to tyle kosztuje, bo przyjemność mam nieziemską 😀

    • no właśnie mi doświadczenia brak, więc polegam na intuicji i podpowiedziach znajomych, którym wierzę, że wiedzą co mówią 🙂 my jesteśmy dodatkowo w fazie remontu, który się ślimaczy niemożliwie, to trochę utrudnia sprawę…Też chcę mieć dziecko przy naszym łóżku na początku, mimo że szykujemy dla niego pokoik. Nie wyobrażam sobie zostawić go w innym pomieszczeniu na noc jak przywieziemy go do domu. Sporo rzeczy dostanę od szwagra, więc o wanienki itp. się nie martwię. Ale wyprawka i torba do szpitala coraz częściej spędza mi sen z powiek, bo niby zostały jeszcze 3 miesiące, ale to wcale nie jest tak długo, jakby się mogło wydawać. Pozdrawiam i życzę dalszych przyjemności zakupowych i dużo zdrowia!!! 🙂

    • Masz doświadczenie z wczesniakiem a ja z dwukrotnie z donoszonymi glodomorami i uwierz że taki mały żywy laktator jest o wiele efektywniejszy 🙂

  4. Moje wlasne doswiedczenia to bodziaki i pajacyki sa super za to kaftaniki w ktorych kochala sie moja mama malo praktyczne bo sie zwijaja itd.
    Rzecz ktora uwazam za niezbedna to aspirator do noska bo jeszcze nie znam dziecka ktore by predzej czy pozniej kataru nie dostalo i wtedy aspirator musi byc pod reka.
    Co do lozeczka to moja rada jest taka zeby mialo trojstopniowa regulacje wysokosci dla twojej wygody i bezpieczenstwa mlodego i wyjmowane szczebelki dla twojej wygody i bezpieczenstwa mlodego tyle ze ciut pozniej. Przy starszym ta druga opcja byla w zasadzie przede wszystkim wygodna bo sobie wchodzil i wychodzil bez obciazania mojego kregoslupa ale przy mlodszym okazalo sie ze istotniejsze jest bezpieczenstwo bo jak miel szczebelki zalozone to „wychodzil” gora np w srodku nocy. Wiec szczebelki zostaly wyjete raz na zawsze i sluzylo mlodemu do 3 lat. A teraz czeka na jakiegos nowego lokatora a jak na zlosc nikogo „w potrzebie” wsrod znajomych nie mam 😉

    • no ja do kaftaników też nie jestem przekonana. Za to usłyszałam, że lepiej kupić 2 rożki, bo jeden to zostanie szybko osikany 😉 łóżeczko mamy bybrane właśnie takie jak piszesz, tylko teraz nie ma co go tu przywozić, bo mieszkanie nie gotowe, D. walczy z remontem, nierówna walka, trochę opornie nam idzie. On z remontem, ja z remontowym kurzem, marzenie każdej kobiety w ciąży 😉

      • A ja rozka prawie wcale nie używałam bo uznawalam ze mlody ma pelne prawo pomachac raczkami i nozkami a nie byc zwiazany na sztywno a ze obaj byli ruchliwi to wolność im zdecydowanie bardziej pasowała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.