A na imię damy Ci…

Spread the love

Wybór imienia dla dziecka. Niektórzy rodzice znają je już 100 lat przed doczekaniem się potomstwa, niektórzy czekają z wyborem do ostatniej chwili. Kiedyś nie mogłam zrozumieć, jak można być w ciąży i jeszcze nie wybrać imienia…no cóż. Po prostu okazało się, że to wcale nie taka łatwa sprawa. Nie dość, że wyobrażenia matki o imieniu, często mijają się z wyobrażeniami ojca (o jakieś 1598 kilometrów, a po drodze jeszcze góry i wertepy), to jeszcze ostatecznie przychodzi człowiekowi do głowy konkluzja, że to jest tak po prostu, najzwyczajniej w świecie, cholernie odpowiedzialne zadanie. Nie chciałabym, żeby mój syn cierpiał przeze mnie za każdym razem, kiedy przyjdzie mu się przedstawić…

Imię dla dziewczynki mieliśmy wybrane wcześniej. Ono samo przyszło, w poprzedniej ciąży, bez żadnego problemu. Zaświdrowowało mi ono w głowie i pewnego wieczora, między jedną a drugą stroną książki czytanej w łóżku, rzuciłam je D. Ten popatrzył,pomyślał trzy sekundy, przytaknął i wybór zapadł. Tak było w poprzedniej ciąży. Do tej pory wiem, że moje dziecko, mimo że nie poznałam jego płci, było dziewczynką.

Na początku mojej obecnej ciąży, wybór imienia jakoś nie zaprzątał mi zbytnio głowy. Martwiłam się o inne rzeczy, imię było mało istotne. Liczyło się tylko to, żeby tym razem było wszystko dobrze. Z każdą wizytą u ginekologa, wizja posiadania dziecka stawała się coraz bardziej realna. Tym razem od początku wiedziałam, że to chłopak. A imienia dla chłopca w mojej głowie ni widu, ni słychu. Ze mną to jeszcze nie było tak źle, mi się podoba dużo imion, ale D…no z nim to wygląda trochę inaczej. W końcu do każdego imienia można znaleźć jakiś głupi rym, przez który na bank dziecko będzie wyśmiewane. No i oczywiście dużo imion się z kimś nie fajnym kojarzy…no właśnie, jakim kryterium kierować się, kiedy pomysłu brak, a masz już dość zwracania się do swojego syna per „dziecko”?

Słyszałam o wielu sposobach. Można wziąć księgę imion i wertować, aż trafisz na jakąś perełkę, nad głową zapali ci się żarówka i krzykniesz: „TAK, mam!!! To jest to imię!”. Można próbować w całej stercie zbiorów imion w Internecie, jednak osobiście dla mnie to zbyt żmudna robota. Jest tego tyle, że trzy razy robiłam podejście i za każdym razem kończyłam na „A”. Dla mnie bez sensu. Można też nazwać dziecko po dziadkach…hmmmm, kochałam moim dziadków, ale nie, jednak nie, to też nie metoda dla nas. Czasem nadaje się imię po ojcu, lub mamie, powstają wtedy tzw. juniory. Mój D. nie przepada za swoim imieniem, ten pomysł również nie był dla nas. Co jeszcze…ulubiony bohater filmu, piosenkarz, aktor…nie mam kogoś takiego, D., tym bardziej. Matko, dlaczego nie urodziłam się z jednym cudownym imieniem chłopięcym w głowie…jakby cała ciąża nie była dość stresująca.

Trzeba również podkreślić, że ten świat imion jest też pełen pułapek. No bo przecież posiadamy jeszcze nazwisko. Wybaczcie, ale nie jestem w stanie zrozumieć rodziców, którzy nie zwracając uwagi na nazwisko, wymyślają kosmiczne imię, tak finezyjne i oryginalne, że w połączeniu z drugim członem nie budzi ono nic innego, tylko salwę śmiechu. I tak powstaje Brian Kiełbasa, Eulalia Szczypiorek, Dolores Bażant…wybaczcie. Wiem, że nazwisko rzecz nabyta i nie mamy na nie wpływu, ale…no po prostu wybaczcie.

Rodzice często patrzą na znaczenie imion, na patrona, na numerologię…no cała masa różnych przesądów, sposobów, pomysłów i oczywiście przeciwwskazań przestrasznych!!!! Same kłopoty z tym imieniem cholera.

Są też okresy, kiedy dane imię jest modne. Tak to w pewnym momencie w Polsce była faza na Franki, Janki, Staszki, Leny, Niny…cała gama modnych imion. Czy się tym kierować? Według mnie, czemu nie? Jeżeli usłyszałabym jakieś imię i stwierdziłabym, że to właśnie jest imię dla mojego dziecka, to miałabym z niego zrezygnować tylko dlatego, że trzy na pięć innych kobiet też nada takie imię? Bez sensu. A to, że w danym roczniku w jednej klasie będzie siedem Antków…no i co z tego? Ja mam na imię Ania i uwierzcie mi, nie było takiej możliwości, żeby w najbliższym otoczeniu to imię się nie powtórzyło. W klasie miałam chyba z sześć Ań, do mnie wołali po nazwisku, co wcale nie było obraźliwe, tak też w sumie zostało do tej pory. Później w moim życiu pojawiła się moja najlepsza przyjaciółka. I zgadnijcie jak ma na imię? ANIA! Czy w czymś to przeszkadza? Nie. Do niej też znajomi mówią po nazwisku, a przynajmniej nie musimy się dwa razy przedstawiać nowym ludziom, łatwo zapamiętać.

Po dłuższym zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że żadna z super metod wyboru imienia dziecka podawanych w necie, w naszym przypadku nie zda egzaminu. Postanowiliśmy więc czekać. Postanowiliśmy, że imię samo przyjdzie. Spadnie na nas jak grom z jasnego nieba, nagle nas olśni, syn podpowie kopiąc w odpowiednim momencie, nie wiem, w końcu się coś wymyśli. W poszukiwania włączyła się moja mama, doprowadzając mnie przy tym do szału. Co wieczór dostawałam sms z nowym pomysłem: a bo to imię ładnie brzmi z nazwiskiem, a tak to by babcia chciała, żeby się nazywał, a to to już w ogóle super uniwersalne, itd. itp. Presja moi drodzy, presja to się nazywa. Zaczęłam więc myśleć intensywniej, co by męki babci skrócić. Chcieliśmy, żeby imię było jak najzwyklejsze, pasujące do małego dziecka, do nastolatka i do dorosłego. Chcieliśmy, żeby było w miarę uniwersalne, jeżeli mały zdecyduje się mieszkać za granicą (to akurat średnio nam wyszło, ale może po prostu w Polsce będzie na tyle dobrze, że jednak nie wyjedzie). Nie interesowało nas nic wymyślnego, nie chcieliśmy brać udziału w konkursie na najbardziej oryginalne imię, nie zależało nam, żeby było jakieś bardzo niezwykłe. Ono miało być szczególne tylko i wyłącznie z tego powodu, że będzie nosił je nasz syn.

Po wizycie w 10 tygodniu, kiedy to wiedziona do ginekologa histerią z powodu podwyższonego TSH zobaczyłam na monitorze USG nasze dziecko, poszliśmy na spacer. To właśnie na tym spacerze D. przyznał się, że dopiero teraz to, że będziemy mieli dziecko, wydaje mu się takie rzeczywiste. To właśnie po przejściu tej strasznej dla nas granicy z poprzedniej ciąży poczuliśmy, że może faktycznie za parę miesięcy to dziecko szczęśliwie będzie z nami. Szliśmy tak parkiem i w sumie nie rozmawialiśmy zbyt dużo. „A może Wojtek. Nasz syn chyba wygląda jak Wojtek” – rzuciłam. „Wojtek? Hmmm, ty, faktycznie, to chyba jest Wojtek. Wszystkie Wojtki jakie znam, są spoko ludźmi” – powiedział D. „No, w sumie dobre imię. Jak mały to Wojtuś, jak średni to Wojtas, a jak dorosły to Wojciech, dobre imię.”

I tak od 10 tygodnia, jeszcze przed zobaczeniem na USG tzw. „pci”, noszę w brzuchu Wojtka. „Nasz syn ma na imię Wojtek. Szczęśliwi rodzice serdecznie proszą o zaprzestanie poszukiwania imienia dla dziecka. Buziaki” – napisałam wieczorem do mojej mamy. W końcu, znalazłam. Czy mój syn to Wojtek? Czy on będzie lubił to imię? Czy jestem pewna? Nie wiem. Nie myślę o tym teraz. Jakby „Wojtek” nie wpadł mi do głowy, też by się nic nie stało. Sporo dzieci rodzi się bez imienia i żyją sobie zdrowo. Imię zawsze w końcu jakieś przyjdzie. Wiem też, że całkiem możliwe, że po zobaczeniu mojego syna stwierdzimy, że on wcale jak Wojtek nie wygląda. I też będzie dobrze.

Aktualnie w brzuchu wierci mi się Wojciech. Tak go nazywam. Mówię do niego tym imieniem za każdym razem, gdy się poruszy, kiedy mnie zaczepia. Podoba mi się to. Na zdjęciu USG naprawdę wygląda jak Wojciech. Witaj więc mały Wojciechu i jak zwykle Ci powtarzam, rośnij zdrowo. Może będziesz Wojtkiem, może jakimś innym Pawłem, jedno Ci mogę obiecać, mamusia Ci krzywdy nie zrobi 😉

,
10 comments on “A na imię damy Ci…
  1. Od dawna śledzę bloga, od dawna czuję się jakbym czytała siebie… zbieżność doświadczeń, zbieżność odczuć, zbieżność obaw, zbieżność terminów a teraz jeszcze imię to samo 🙂

  2. Nie znam nie fajnego Wojtka wiec jak dla mnie imie super. Mysmy nie dopuscili nikogo do wyboru imienia. Przy starszym ja mialam swoj typ a tatus swoj i tak do samego konca a w szpitalu maz podal oba z tym ze moj typ jako pierwszy. A drugiemu synkowi starszy brat wybral imie a ze bylo zgodne z naszym kluczem „nie krzywdzenia” dziecka wiec takie imie dostal. A tak na marginesie tez rozwazalam Wojtusia 😉

  3. Hej caly ten wpis moglabym skopiowac i podpisac sie pod nim 🙂 pierwsza ciaze poronilam ale wiem ze to byla dziewczynka. Teraz 12tc i wstepnie dr powiedzial ze chlopiec, nie musial bo od dawna to wiedzialam chociaz w pewnym momencie pomyslalam ze lepiej zeby byla dziewczynka bo dla chlopca w zyciu nie znajdziemy imienia 🙂 Dla mnie Wojtus to nr1 ale moj maz calkowicie to imie odrzuca. Wiec bedzie Gustaw (Gucio :-)) albo Julian albo jeszcze cos wymyslimy hehe. Jest wazniejsza kwestia: oby doszlo do rozwiazania i oby bylo zdrowe

  4. ja imię dla dziewczynki wybrałam bardzo dawno temu, w podstawówce, dla córci po przeczytaniu ulubionej książki i faktycznie urodziła sie Emilka. Mąż musiał sie pogodzić, ale też nie sprawiało mu to problemów. Problemem było (dla mnie) , ze nie mogę wybrać imienia dla chłopca (kolej męża na wybieranie) wszystkie jego pomysły były….hmmm nie akceptowalne dla mnie. Aż znaleźliśmy Mikołaja. I tak to imię czeka sobie już 10 lat na nowego lokatora, dziś mam wizytę, ciekawe czy imię znajdzie właściciela…:)

  5. Aniu!

    Gratuluje wyboru imienia. Ciekawie opisane rozważania, miło się czyta. Syn będzie Wam wdzięczny, za to że nie skrzywdziliście Go imieniem. Życzę udanych, spokojnych i rodzinnych świąt całej Waszej trójce.

    P.S. Sama mam Wojtka u boku, najlepszy Facet pod słońcem, księżycem i chmurami, więc mogę potwierdzić trafny wybór ;).

  6. Dobry wpis;) (jak zawsze z reszta:) No to teraz sobie wyobraz nasza sytuacje,jestem Polka,ktora mieszkala przez ladnych pare lat w Anglii po czym wyszla za Francuza i dziecko bedzie rodzic i wychowywac we Francji:) Przezylismy wszystkie dylematy o ktorych pisalas plus to,ze przez lata mialam juz wybrane angielskie imiona,ktore zupelnie nie brzmialy z francuska wymowa,imiona typowo francuskie mi sie nie podobaja,a polowy polskich moj maz wogole nie jest w stanie wymowic i zaden nauczyciel mojego syna nie nazywalby go poprawnie. Suma sumarum zdecydowalismy sie na imie.. wloskie :p We francji ono istnieje (z niewielka modyfikacja w pisowni),ale Polska czesc rodziny mysle,ze nie bedzie zachwycona. Niestety taka jest rzeczywistosc,chcemy by imie podobalo sie nam i by moj synek nie musial sie z nim meczyc. Jesli dziadkowie nie beda zachwyceni to obawiam sie,ze beda musieli nauczyc sie z tym zyc,bo oni juz mieli swoja kolej wybierajac imiona dla nas;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.