Hejkum kejkum – ubrania mi się kurczą!

Spread the love

Przychodzi taki moment w życiu kobiety w ciąży, w którym „nie mam się w co ubrać” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Bo otóż, drogie panie i panowie, nagle okazuje się, że mimo szafy pełnej różnorodnych ubrań, NAPRAWDĘ nie ma nic, co można na siebie wcisnąć! Tak naprawdę naprawdę, bez ściemy i marudzenia, selekcja ciuchów na te, w które jeszcze wchodzę i te, które się dziwnie skurczyły, rozpoczęła się u mnie na dobre.

Brzuch wielkości piłki do siatkówki miałam w zasadzie od początku ciąży. Lekarz mówił, że taki brzuch to wzdęcia, albo hormony, ale ja i tak jak głupek z dumą głaskałam go ciążowo. Kiedy na jednym z wesel, na które poszłam we wrześniu, odwróciłam swój kieliszek do góry dnem, siedząca obok mnie dziewczyna krzyknęła z entuzjazmem: „Oooo, widzę, że koleżanka przy nadziei!” Wszystko super, tylko na tamtym etapie ciąży tego jeszcze nie miało być prawa widać. Kiedy powiedziałam, że to dopiero 9 tydzień, padło pytanie, czy będę miała bliźniaki 🙂 Do wystającego brzucha przyzwyczajona jestem więc od samego początku. Tyle, że tamten brzuch dało się wciągnąć, zebrać fałdki i wcisnąć w spodnie, sukienkę i inne odzieżowe wynalazki. Brzuch, który sterczy obecnie, do takich zabiegów się raczej nie nadaje. W końcu dorobiłam się prawdziwych, ciążowych wypukłości.

Najlepsze jest to, że mimo, że sterczał wcześniej, biodra nie wykazywały żadnych syndromów poszerzania. Aż tu nagle, pewnej niedzieli, po wstaniu z łóżka okazało się, że nie ma mowy o wciśnięciu spodni noszonych w piątek. Brzuch wystartował i zaliczył jednonocną przygodę. Rankiem zaprezentował się nam w zupełnie nowym kształcie i rozmiarze. Na dodatek właśnie wtedy dogadał się z biodrami, które zaczęły stanowić sporą przeszkodę dla wszelkiego rodzaju zamków błyskawicznych i innych pasków. Nie było wyjścia, szybkie śniadanie, wsiadamy w auto i kierunek H&M, bo tam zawsze są ciążowe jeansy.

Nie oszukujmy się, taki ciążowy brzuszek nie jest czymś, co chce się chować i ukrywać. Wręcz przeciwnie, nie mogłam się doczekać, kiedy pierwszy raz ktoś, kto nie wiedział o ciąży, bez podpowiadania ją zauważy. Era brzucha zauważalnego właśnie się rozpoczęła, co bardzo mnie cieszy. Era zaopatrzenia się w nowe ciuchy przyszła z nią równolegle, co w sumie też mi się podoba, mimo naprawdę sporego wstrętu do zakupów (Tak, jestem kobietą, która nie lubi zakupów odzieżowych, wręcz nienawidzi i kupuje wszystko hurtowo, bo wtedy mniej boli i nie trzeba 50 razy na te zakupy się wybierać). Teraz jeszcze przede mną zakup kurtki zimowej, co odciągam w czasie czekając na moment, aż całkiem nie dopnę się w poprzednią.

W poniedziałek dwa tygodnie temu, po niedzielnym zakupie pierwszych ciążowych spodni, wygrzebałam z worka ciuchy, które dostałam w poprzedniej ciąży od mamy. Były tam wszelkiego rodzaju tuniki, koszule, luźniejsze T-shirty. Wygrzebałam co mi się podobało i jestem już ciuchowo zaopatrzona na dalsze postępy rozrostu. Z tego jest radość. I że brzuch rośnie też radość. Pojawiło się jednak co innego. Problem z akceptacją, kiedy to nie jedząc wcale dużo więcej rośniesz cała, nie tylko w brzuchu, a widok w lustrze niekoniecznie jest taki, jak by się chciało. Moje ciało zbudowane jest tak, że każdy dodatkowy kilogram widać na buzi (taaaak, pełnia w pełni) i w ramionach. Ramiona na razie spoko, ale twarz…no naprawdę, pasuje do okrągłego brzucha. Najlepsze jest to, że dziś koniec 20 tygodnia, a na wadze w stosunku do pierwszego ważenia w ciąży + trzy kilo, czyli nic. Należy jednak wspomnieć, że miesiąc przed ciążą pozwoliłam sobie na przybranie również trzech, więc to trochę zmienia postać rzeczy.  Gryzę się z myślami już tak parę dni, bo w sumie nie jestem jakoś strasznie nieszczęśliwa przez te kilogramy, a z drugiej strony mózg wysyła sygnały, że to odbicie w lustrze to jakieś takie nie moje i wiecie co? Dzisiaj postanowiłam puknąć się w głowę i dać sobie spokój. Popatrzyłam w lustro i co widzę? Kobietę w ciąży! A przecież tego właśnie chciałam i to właśnie od paru miesięcy jest głównym źródłem mojego szczęścia. Walić okrągłą buzię, bez przesady. Dopóki wiem, że mój księżyc w pełni nie stał się księżycem z obżarstwa, naprawdę nie będę się tym przejmować. W chwili, gdybym zaczęła kilogramami jeść słodycze i tłuste żarcie, pewnie bardziej bym się zastanowiła, teraz daję sobie spokój. Wszystko jest tak, jak być powinno.

Ciążowe ubrania na jakiś czas wyparły te dla szczuplejszej wersji mnie. Z dumą prezentuję ciążowy brzuch, nie mam potrzeby go chować. Cieszę się, jak wystaje i podoba mi się, jak się prezentuje. Podobam się sobie w ciążowej sukience. Bez sukienki też się sobie podobam. Ten brzuch to takie pierwsze M4 mojego syna, zapewniam mu więc całkiem niezłą miejscówkę. Niech sobie pływa i się rozpycha, a razem z nim niech rozpychają się moje ubrania. Na zdrowie 🙂

8 comments to “Hejkum kejkum – ubrania mi się kurczą!”
  1. W pierwszej ciazy udalo mi sie dociagnac w swoich ciuchach do konca pierwszego trymestru potem juz nie bylo tak fajnie i na koniec drugiego miesiaca trzeba bylo garderobe wymieniac bo zrobil sie mis kuleczka i mimo ze wagowo nie przybralam ponad miare to nawet ordynator na ginekologii jak poszlam na ponad miesiac przed terminem ustalic sposob porodu okreslil moj brzuch jako spory. 😉

  2. Hej Aniu;) widze,ze wkroczylas w Ten etap;) u mnie ubrania ciazowe zaczely sie bardzo szybko,nawet nie ze wzgledu na rozmiar,a na fakt,ze brzuszek (dla mnie zauwazalny bardzo wczesnie,dla innych wcale),bolal uciskany czymkolwiek. Przyrost wagi zaczal sie potem,bo mniej wiecej od polowy ciazy,bylo to przepisowe 2kg na miesiac. I o ile pierwsze 2 czy 4kg byly ok to potem nagle sie przerazilam,ze co by nie robic i jak zdrowo nie jesc to ta waga nadal bedzie szla w gore w takim tempie:) Teraz zaczelam 37tydzien i na plusie 11kg. Wiec tragedii jako takiej nie ma chociaz obiecalam sobie przez pierwszy miesiac po porodzie pozostac w wygodnych,rozciagliwych ubraniach,zeby nie wpasc w depresje:p

    • no piekny wynik. Ja myślę, że tak do 12 na plusie dojdę bez niczego, zobaczymy.
      Niellie, trzymam mocno kciuki i czekam na wieści o szczęśliwym rozwiązaniu 🙂 mam nadzieję, że się odezwiesz, jak znajdziesz chwilę i się podzielisz radosną nowiną 🙂

  3. Masz bardzo zdrowe podejście do ciąży i zmian postępujących w organizmie w związku z nią. 🙂
    Czytając Twoje wpisy myślę też, że będziesz wspaniałą i wyluzowaną mamą i bardzo dobrze, bo tego luzu często brakuje młodym matką. 😉

    Jedyne czego ja się obawiałam będąc w ciąży to właśnie utrata na zawsze mojej sylwetki. A jestem raczej bardzo aktywną osobą ( biegam, ćwiczę, pływam), a tutaj nagle mój brzuch miał przypominać wielkością sporą piłkę lekarską 😉
    A warto wspomnieć, że tak samo jak u Ciebie od pierwszych tygodni ciąży mój brzuch był wzdęty i wystający do czego raczej nie byłam przyzwyczajona.
    Gratuluje i cieszę się razem z Tobą, że ciąża rozwija się prawidłowo i wszystko jest w porządku. Trzymam kciuki żeby nadal tak było. 🙂

    • Dziękuję 🙂 mam nadzieję, że się nie zepnę i w miarę racjonalnie do tego wszystkie mi się uda podejść, tak już w praktyce. A co do dodatkowych kilogramów, chyba naprawdę większość kobiet obawia się przytycia, to naturalne. Myślę, że nie będzie tak źle i zmieszczę się do samochodu, jak już przyjdzie czas porodu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.