Badania połówkowe i mała rysa na szkle

Spread the love

Badania połówkowe. Nadszedł czas, by szczegółowo przebadać synowe narządy. Powiem szczerze, było to najbardziej stresujące jak dotąd badanie w trakcie ciąży. Wszystko w tym dniu było nie tak, głowa bolała od rana jak oszalała, telefon D. postanowił samoistnie się wyciszyć, przez co od samego rana nie miałam z nim kontaktu (co sprawiło, że mniej więcej o 14:00 stałam w kuchni zalana łzami, roztaczając w głowie wizję samotnego macierzyństwa), wszystkie przedmioty w domu sprzysięgły się przeciwko mnie, chowając się w najróżniejszych miejscach i ogólnie, wszystko do dupy. Godzinę przed wizytą D. zadzwonił z radosną nowiną, że żyje, ale nie dojedzie na czas, bo stoi w gigantycznym korku. No i masz, jak tu się nie denerwować.

Siedząc w poczekalni przed gabinetem ginekologa byłam spokojna. Zadzwoniłam do utkniętego w korku taty upewniając się, w którym momencie drogi teraz się znajduje i po krótkiej konsultacji uzgodniłam z nim, że jest na tyle blisko, że będę przepuszczać kolejne pacjentki, byle tylko zdążył na badanie. Kiedy w końcu dojechał, głowa pękała mi już na 1467 możliwych sposobów, co poskutkowało  tym, że obecność D. w poczekalni i wszystko co robił i mówił doprowadzało mnie do szału. No bo przecież to on utknął w korku, przez co ja tkwiłam w niepewności ponad godzinę dłużej, niż bym tkwiła, gdyby on nie utknął. Nareszcie przychodzi czas naszej wizyty, wchodzę.

Ocena wyników, coś nie tak z moczem, jakieś bakterie, trzeba zrobić inny wynik, ale to nic groźnego, krótkie badanie, wygląda ok, ważenie ( o matko, ile to dziecko waży ??!!)  Błagam, niech już będzie USG i niech wszystko będzie dobrze, musi być dobrze. Jest, zaczynamy. Wchodzi spóźnialski D., tudududum, czas się dłuży, lekarz brzuch smaruje, widzimy go!

Na samym początku mały jak zwykle wypiął się do nas tak, żeby można było podziwiać jego klejnoty. No naprawdę fantastyczne, już nikt nie może wątpić, że to chłopak, z jajami! Dziecko jest ułożone poprzecznie, coś kombinuje ręką koło buzi, wkłada kciuk do ust, później mlaska, jakiś taki wyjątkowo spokojny dzisiaj, w przeciwieństwie do matki.

Lekarz przechodzi do główki, mierzy, patrzy, ogląda, jeszcze raz mierzy, a co najgorsze – milczy. To zaskakujące, jak długo mogą trwać dwie minuty. Dwie minuty sprawdzania. Myślałam, że badania prenatalne są stresujące, ale nie, połówkowe są gorsze. W końcu lekarz nabiera powietrza i zaczyna mówić. W główce jest wszystko, co powinno być, móżdżek jest, odpowiedniej wielkości. Wygląda ok. Jedyne co, to w prawej części główki widać torbiel splotu naczyniowego…Ale że co proszę? Jedyne co? Torbiel w głowie mojego dziecka?

„Proszę się absolutnie tym nie przejmować. Taka torbiel występuje często u dzieci i powinna zniknąć do 24 tygodnia. Naprawdę, do tego czasu jest to uznawane za coś fizjologicznego, normalnego. Dzieje się tak przy rozwoju, naturalnie, naprawdę się nie przejmujcie”. Nie ma takiej możliwości, naprawdę, żadnej, żeby się takim czymś nie przejąć. „Naprawdę, nie myślcie o tym, na pewno się wchłonie”. No, jak mój lekarz mówi „na pewno”, to chyba naprawdę „na pewno”, bo raczej jest oszczędny w takich zapewnieniach. Jednak nie przejmować się tak całkiem, to na pewno nie ja. Nie przejmowałabym się, gdyby tam tego nie było. „Mówię o tym tylko dlatego, że mam obowiązek poinformować, że tam jest. Wchłonie się, zwrócimy na to większą uwagę na następnym badaniu”.

Przechodzimy niżej, lekarz jest skupiony, ale ma dobry humor. To dobry znak, jak on się cieszy, to ja też. Serce prawidłowe, pęcherz prawidłowy, na żołądek trzeba było troszkę poczekać, ale ostatecznie się pojawił, również prawidłowy. Za każdym razem, kiedy lekarz odhaczał kolejny narząd, z serca spadał mi kolejny kamień. Trwało to długo, jednak wszystko w porządku. Prawie, bo torbiel nadal jest torbielą i póki nie zniknie, jest rysą na moim spokoju.

Nasze dziecko jak zwykle chętne do występów. Nabyło nowe umiejętności, mlaska teraz o wiele wyraźniej niż wcześniej, pociera stopą o stopę (piękne, pięciopalczaste stopy) no i ziewa. Wyraźnie znudziło go to badanie, nie podzielił naszej ekscytacji z widzenia. To było pierwsze ziewnięcie naszego syna, które zobaczyłam, i nie zapomnę tego widoku nigdy, bo był piękny. Na koniec jeszcze mały uciekł spod atakującego go aparatu USG i zmienił położenie na miednicowe. To taka delikatna sugestia „Kończ już pan to badanie, bo rodzice na pewno się spieszą, nie żebym nie chciał dalej występować ale wiesz…spadaj gościu”. Ostatni rzut oka na buźkę (śliczną) i po wszystkim.

Czy wyszłam zadowolona z tej wizyty? Powinnam, bo przecież lekarz zadowolony, i narządy w porządku, i serce prawidłowe i podobno nie ma się czym martwić. Jednak nigdy nie wiedziałam D. tak przestraszonego, jak w momencie, kiedy „torbiel” zadźwięczała nam w uszach. Rośnij zdrowo synku, a ty wstrętny wytworze naczyniowy malej i zniknij, bo nikt cię tu nie chce. Położyliśmy się z D. do łóżka, szczęśliwi, jednak z rysą, która do następnego badania ma zniknąć. „Mamy syna” – powiedział D. „Tak, mamy syna, i jest naprawdę zajebisty” – potwierdziłam ja i zasnęłam. Bez najmniejszego problemu. Bo mam synka, który dla mnie jest najlepszy i wszystko będzie dobrze. Musi być.

11 comments to “Badania połówkowe i mała rysa na szkle”
  1. Wszystko będzię dobrze. Trzymam kciuki!!!!!!!!!!!! Genialny wpis, jak zawsze zresztą 🙂 Uwielbiam czytać tego bloga, jest mega zajebisty!

  2. Trzeba wierzyc,ze bedzie dobrze. W rozwoju prenatalnym takie rzcxy sie zdarzaja, to martwi,wiadomo,ale jest duza szansa, ze zniknie:-) u nas w 32 tc wykryto niedomykalnosc zastawki trojdzielnej. Na szczescie po narodzinach jak robilismy echo serca to zniknelo.

    Ale co sie do konca ciazy martwilam, to moje!

    Zycze Ci wszystkiego dobrego! Mysl pozytywnie!

    • No to sobie wyobrażam, jak się denerwowałaś. Całe szczęście wszystko się dobrze skończyło. Wierzymy, że będzie dobrze, myślę, że mamy dobre nastawienie, staram się nie nakręcać, jednak nie da się o czymś takim zapomnieć, do następnej wizyty niestety będę o tym myśleć – postaram się jak najbardziej pozytywnie! 🙂
      również pozdrawiam 🙂

  3. Witaj! I będzie dobrze, a ten torbiel się wchłonie. To mówię ja- mama dziewczynki, u której też lekarz wypatrzył tą paskudę na połówkowym badaniu. I choć lekarz fantastyczny, choć mówił dokładnie to samo co Wasz, to i tak miałam dwa tygodnie z głowy, które prawie w całości przepłakałam. Niepotrzebnie. Na kolejnym usg nie było już śladu. Trzymajcie się!

    • Mamo dwóch córek – dziękuję Ci, mam nadzieję, że u mojego synka również na następnej wizycie po tym czymś nie będzie już śladu. Kontrolę mam 23 grudnia, przed Wigilią, mam nadzieję, że w ramach prezentu na święta otrzymamy dobre wiadomości – niczego innego mi nie potrzeba 🙂

  4. U mojej corki tez na polowkowym badaniu wyszla torbiel w glowce i rzeczywiscie sama sie wchlonela tak jak mowi twoj lekarz takze glowa do gory do porodu po torbieli nie bedzie sladu pozdrawiam

  5. Mysle ze skoro lekarz byl pewien to takie krwiaczki sa w miare powszechne i potem sie wchlaniaja wiec nie ma czym sie przejmowac. Fantastycznie ze reszta parametrow jest w porzadku. A jaki duzy jest juz mlody czlowiek?

    • Asiu, całe 300 gram i tak długi, że już nie dało się zmierzyć 🙂 wszystko odpowiednio do wieku ciąży.
      Też w sumie staram się tak myśleć, że jakby było jakieś zagrożenie, to by mi lekarz o tym powiedział, bo on nie z tych słodzących, więc jesteśmy dobrej myśli 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.