Ciąża – nie marudź, doceń

Spread the love

Jesteś w ciąży. Cudownie, prawda? Cieszysz się? Tak? Ale bardzo źle się czujesz? Śpisz na okrągło, chodzisz nabuzowana, wszystko cię boli? No i te wymioty…a jak nie wymioty, to mdłości…przerąbane. Biedna kobieto, znosząca te wszystkie niedogodności, cierpiąca katusze i wypisująca na forach internetowych, jaka ta ciąża zła i okropna, jak już nie możesz wytrzymać i jaki to straszny koszmar cię spotkał – ogarnij się, bo nie wiesz, co mówisz.

Objawy w pierwszym trymestrze dawały mi się we znaki. Mdłości, bez względu na to, czy byłam głodna, czy się najadłam, senność, straszny ból pleców, właściwie od samego początku uniemożliwiający normalne wstawanie. Rozkojarzenie, rozchwianie emocjonalne, które chwilami robi ze mnie potwora. Krwawiące, spuchnięte dziąsła, podrażnione sutki, bomby hormonalne, które przez chwilę zdobiły moją twarz. Zadyszka jak u mojej babci, gdy wchodzę po schodach. Zaczęły mi przeszkadzać rzeczy, które wcześniej lubiłam. Od samego patrzenia na ukochaną jajecznicę, robiło mi się słabo. To już nie jest jajecznica, to obrzydliwa, śmierdząca papka z jajek. Później miało być lepiej, jednak wcale nie poczułam cudownego przypływu mocy w drugim trymestrze. Miłość do jajecznicy również nie wróciła. Kończę 18 tydzień ciąży i nie nazwałabym ostatnich tygodni miesiącem miodowym tego stanu. Senność jest nadal, plecy bolą jeszcze bardziej i bez plastrów odciążających naprawdę ciężko spać w nocy. Upławy są tak mocne, że zamiast wkładki, czasem lepiej założyć podpaskę, więc wygoda to żadna. Oprócz tego brzuch zaczyna rosnąć, skóra się rozciąga i niepokojąco, a przede wszystkim okrutnie wkurzająco swędzi, rodząc w głowie wizję wszechobecnych rozstępów. To wszystko nic, bo tak naprawdę brzuch jest jeszcze na tyle mały, że nie uniemożliwia normalnego funkcjonowania. Niedługo noc przespana w wygodnej pozycji, szybkie zawiązanie butów, czy tak trywialna czynność, jak depilacja, zaczną być problemem. I wiecie co? Nie ma problemu. Czekam na to, bo to  będzie znaczyć, że moje dziecko się rozwija i nadal jestem w ciąży. I za każdym razem, kiedy coś mi przeszkadza, męczy i jest mi źle, przypominam sobie, ile jest na świecie kobiet, które zamieniłyby się ze mną i wzięły te moje wszystkie męki z pocałowaniem w rękę. To jest mój sposób na uciążliwe, ciążowe dolegliwości. Wiem co mówię, bo jeszcze 5 miesięcy temu sama byłam jedną z tych kobiet.

Fakt, ktoś kto powiedział, że ciąża to najwspanialszy czas w życiu kobiety, raczej kobietą nie był. Albo był, tylko po prostu miał to szczęście, że ciążę przebył książkowo i czuł się cudownie. A takich kobiet jest bardzo mało. Wcale nie jest fajnie, a jak ci ktoś mówi, że jest, to albo kłamie, albo faktycznie jest jedną na tysiąc, albo na milion. Czasami jest naprawdę do bani, a będzie pewnie jeszcze gorzej. Kiedy patrzę na moje przyjaciółki kończące ciążę…powiedzmy że rozumiem, o co chodzi, że tak im się spieszy do porodu, a raczej do „po porodzie i po połogu”. Bo niestety dużo z tego, co trzeba znieść by mieć dziecko, to żadna przyjemność. Ale jak mantrę powtarzam, to wszystko da się znieść. Byle tylko z dzieckiem było wszystko dobrze. Dla mnie ciąża to czas nadziei, radości, ale też lęku. Lęku, który budzi w nocy, który przychodzi nagle i nawet kiedy wydaje się być irracjonalny, nie daje się racjonalnie przepędzić. Zwykły katar budzi niepokój, bo gdy pozwolę, by zmienił się w grypę z gorączką, mogę zaszkodzić dziecku. Wszystko co jem, co piję, co robię, na nie wpływa. Moje ciało nie jest już moim ciałem, ono się zmienia, zostaje przejęte i mózg nie zawsze jest w stanie radośnie to przyjąć i zaakceptować. Jednak noszę w sobie dziecko, które kocham całym sercem i najważniejsze dla mnie jest, by rozwijało się zdrowo, by wszystko było dobrze. Jestem za nie odpowiedzialna i na niczym ani na nikim nie zależy mi w tej chwili tak bardzo.

Kończę 18 tydzień ciąży. Na ostatniej wizycie dowiedziałam się, że fikający na ekranie USG człowieczek jest chłopcem, mam syna. W poprzedniej ciąży nie miałam tego szczęścia. Kiedy w 12 tygodniu dowiedziałam się, że u dziecka nie widać tętna, moje serce rozpadło się na tysiące kawałków. I ciężko było je pozbierać. Wielu elementów nadal brakuje. Jednak spotkał mnie drugi cud. Po trzech miesiącach udało mi się ponownie zajść w ciążę, w pierwszym cyklu starań. Drugą ciążę przeżywam inaczej, niż przeżywałam pierwszą. Dojrzalej, świadomiej, ostrożniej. Bo wiem, jak kruche jest to małe życie i jak bolesną pustkę po sobie zostawia.

Dwa miesiące po zabiegu łyżeczkowania spotkałam się ze znajomą, która termin porodu miała wyznaczony dwa tygodnie przede mną. Przyczłapała do restauracji z mężem i swoim wielkim brzuchem. Bałam się tego spotkania. I słusznie. „Ta ciąża to przereklamowany stan, mówię ci, nie ma się do czego spieszyć. To jak się czuję, o matko, nie da się opisać, nawet nie mogę już siedzieć wygodnie. No i człowiek totalnie wypadł z obiegu. Nie dość, że czuję się fatalnie, no po prostu fatalnie, to jeszcze po co mam wychodzić, jak nie można się nawet kieliszka wina napić a wszyscy wokół już pod humorem. A jak kopnie czasem…o matko, coś niemożliwego, mówię ci, korzystaj póki możesz.” No tak, a może się zamienimy co? Ja ci dam mój kieliszek wina, który nagle mi przestał smakować, a ty będziesz tu siedzieć na moim miejscu, bez dziecka, bez tych strasznych niedogodności, pusta i pełna obaw, czy jeszcze kiedyś uda ci się zajść w ciążę i czy będziesz miała szansę te niedogodności znosić…Tak, tak myślę o wszystkich jęczących kobietach, które nadmiernie użalają się nad swoim ciężarnym losem, nad niewygodami i tymi wszystkimi wyrzeczeniami, które je spotkały. Za ostro? Nie. Bo uwierzcie mi, naprawdę, kiedy tracisz dziecko, oddałabyś wszystko za to, żeby to się nie stało i wszystkie te dotychczasowe bolączki wydają się być niczym. Bo są niczym.

Umówmy się, ciąża to nie stan permanentny, na który zostałyśmy skazane dożywotnio. Kobiety nie słonice, nie chodzimy w ciąży 2 lata. To tylko 9 miesięcy, które o dziwo mijają tak szybko, że to aż przeraża. Ja nie twierdzę, że marudząca i płacząca nad ciążowymi dolegliwościami kobieta jest złą matką. Nie. Ja wiem, że prawie wszystkie te kobiety bardzo chcą i kochają swoje dzieci. I będą je kochać po urodzeniu, dziękując za to, że już wyszły na zewnątrz. Jednak proszę was, żebyście pamiętały, że tak naprawdę to co przechodzicie da się znieść. Szczerze, też by już chciała, żeby te 9 miesięcy minęło. Nie jestem ciążową nimfą. Chcę urodzić i być pewna, że moje dziecko jest zdrowe, że jest już ze mną i że wszystko jest w porządku. Bo teraz nie jestem w stanie tego stwierdzić. A hormony i ciągłe zmiany nastroju nie pomagają w pozytywnym nastawieniu. Ciąża to jednak nie są tortury, katusze, śmiertelna choroba. To mój organizm dostosowuje się i przechodzi nową sytuację. Czasem znosi to lepiej, czasem gorzej, tak bywa. Nie każdy jest w ciąży śpiewającą, uduchowioną nimfą, która może sobie siedzieć ze swoją piękną skórą, cudownymi włosami i brakiem dolegliwości, głaszcząc się po zgrabnym brzuchu. Ja nie jestem. Większość z nas znosi to znacznie gorzej. Jednak czy jest to naprawdę tak straszne, żeby przeklinać ten stan i wypisywać jak jest nam źle i jakie to nie do zniesienia? Przykro mi, ale nigdy tego nie zrozumiem.

Gdy źle się czuję, jest mi źle i siada mi psychika, przytulam się do D., dzwonię do przyjaciółki, albo po prostu patrzę na ostatnie zdjęcie USG, na którym mój syn cudownie podnosi swoje małe nogi do góry. Przypominam sobie, jaką radość sprawiło mi, gdy podczas badania zaczął połykać płyn owodniowy, co wyglądało po prostu cudownie. Wtedy robi mi się lepiej, bo wiem, dla kogo i po co to wszystko się dzieje. Jeżeli nie przechodzisz więc ciąży śpiewająco, źle się czujesz i wydaje ci się, że nie dasz już rady tak dłużej, to powiem ci jedno – masz rację, wydaje ci się. Bo tak naprawdę dolegliwości i emocje, które targają nami w ciąży są straszne, ale są niczym w porównaniu do tego, co muszą przejść kobiety, które notorycznie ronią, lub które latami starają się o dziecko, lecz ono do nich nie przechodzi. To, co czeka nas po przejściu 9 miesięcy, jest tego wszystkiego warte. I nie, nie chodzi mi o brudne pieluchy, nieprzespane noce i wymiociny dziecka na nowej bluzce.  Masz prawo się źle czuć, masz prawo o tym powiedzieć, pożalić się, jednak miejmy w tym umiar. Bo właśnie o pewną granicę tu chodzi. Kiedy słyszę albo czytam niektóre wywody na temat straszności ciąży, to przepraszam, ale nie rozumiem. Więc naprawdę, ciąża – nie marudź, doceń!

, ,
35 comments on “Ciąża – nie marudź, doceń
  1. Ja wlasnie umieralam z przerazenia jak maluch slabo sie ruszal a moje dolegliwości…no cóż taka domena ciąży, zgaga ok zajadalam sie natka pietruszki i przechodzilo, mdlosci no z tym poleglam nic nie pomagalo, zaparcia spoko stosowalam specjalne czopki, sennosc no z tym bylo gorzej no bo praca ale gdy tylko mogłam to poprostu spalam, uwielbiam spac i akurat to mi nie przeszkadzalo 😉

  2. Bardzo fajny artykul- zwlaszcza te z nas ktore stracily ciaze beda sie z nim bardzo zgadzac. Ja moja pierwsza ciaze poronilam w pazdzierniku, brardzo wczesnie, prawdopodobnie bylo to puste jajo plodowe- nigdy sie nie dowiem bo mieszkam w Holandii i nie mialam mozliwosci dobrej diagnostyki- to dopiero po 2 poronieniach tutaj.. Zaraz po poronieniu znow zaszlam w ciaze, jest wielka radosc serce bije- ale ja i tak sie boje 🙁 Nie narzekam, ciesze sie kazdym objawem a gdy ich mniej prawie placze..Zazdrosze ogromnie wszystkim szczesciarom ktore tak sie nie stresuja..A Tobie Aniu zycze jak najwiecej zdrowia i sily dla Ciebie i Wojtusia- Twoj blog bardzo mi pomaga.

    • Dziękuję. Ten strach jest normalny, też się boję, nawet teraz. Życzę Ci dużo zdrowia i spokoju, dla Ciebie i małego bijącego serca 🙂 będzie dobrze!!

  3. Mysle ze szczytem braku empatii jest powiedzenie kobiecie ktora stracila ciaze ze tobie to dobrze bo nie masz takich dolegliwosci ciazowych jak ja. Uwierzcie mi ze chetnie wzielabym najbardziej uciazliwe dolegliwosci i to nie od jednej ale od kilku ciezarnych gdyby w pakiecie bylo dziecko zamiast martwej ciazy! Nie mowie ze bym sobie czasem nie ponarzekala bo nikt nie lubi jak mu cos dokucza ale ciaza trwa tylko 9 miesiecy i z reguly nie wszystkie sa takie trudne.
    A wracajac do tekstu Ani i moich odczuc to najbardziej wkurzaja nas takie narzekajace mamusie ktorym za przeproszeniem gowno jest tylko odczuwaja dyskomfort bycia inkubatorem i trzeba calemu swiatu oznajmic jak im to ciezko.
    Oswiadczam ze w ciazy bylo mi bardzo ciezko bo swirowalam czy moje dziecko urodzi sie zywe i zdrowe a takie pierdoly jak wieczna zgaga, spuchniete nogi czy ociezalosc byly wliczone w ten stan i choc czasem uciazliwe to warte przezycia dla tego malego skarbu.

    • Mam to samo 🙂 a mnie najbardziej śmieszą narzekania typu: Jak ja wyglądam, przytyłam! No zaszła w ciążę i się dziwi, że przytyła, niespotykane 🙂

    • Pamiętam jak przybita siedziałam ze znajomymi na spotkaniu, już będąc na zwolnieniu od psychiatry z racji załamania po poronieniu, i jedna z dziewczyn, świeżo upieczona matka, tak określiła swój stan w pierwszym trzech miesiącach: ” (…) no wyglądałam jak brudna szmata”.
      W głowie mi się nie mieściło jak można być tak…głupią.
      Jak można powiedzieć coś tak głupiego, niedojrzałego, kretyńskiego wręcz. Mogła powiedzieć że czuła się mało seksownie, nie podobała się sobie, zaskoczył ją jej wygląd, ale określać siebie w tym stanie w taki sposób? Kiedy tak dużo kobiet, tylko może o tym pomarzyć bo lata starań spełzają na niczym? Albo tracą dzieci i wlatują w czarną otchłań rozpaczy?? Kretynki!

  4. A moja żona narzekała tak pocichutku i tylko do mnie. Ale z drugiej strony mimo wielkiego strachu, była bardzo szczęśliwa, że jest w ciąży.

    Niestety tak jest, że syty nigdy nie zrozumie głodnego. Po prostu nie wie o co mu chodzi. Nie widzi i nie czuje problemu, bo przecież dla niego problemu nie ma.

    Świetnie napisałaś ten artykuł. Tekst jest dobrze wyważony, nie ma w nim przesady. Zgadzam się ze wszystkim i tak samo czuję.
    Pozdrawiam.

    • Dziękuję. Zauważyłam, że to kolejny tekst, przy którym pojawiają się aż takie różnice zdań między komentującymi. To co napisałeś, to chyba jest najwłaściwszy komentarz- syty nigdy nie zrozumie głodnego. Z drugiej strony, mam wiele koleżanek, które nie miały przeżyć takich jak nasze i i tak potrafiły swoje narzekania wyważyć. Też czasem narzekam, do D., albo bliskich przyjaciół, bo czasem trzeba, ale jakoś zawsze z tyłu głowy i na końcu zdania pojawia się jedno – to nie ważne i da się przeżyć, byle tylko szczęśliwie urodzić zdrowe dziecko.
      Pozdrawiam również 🙂

  5. Rozumiem, że narzekanie kobiet w ciąży może być niemiłe dla kogoś kto ma problemy z zajściem lub z utrzymaniem ciąży.
    Jednak nie odbierajmy kobietom ciężarnym prawa do narzekania!
    Jestem teraz w 34 tygodniu ciąży – czuje się fatalnie od jej początku. Mam problemy z normalnym funkcjonowaniem (nawet wizyta w toalecie konieczna jest z asystą) bo moje mięśnie po prostu nie współpracują – zresztą nie tylko mięśnie, jest też sporo innych dolegliwości, których nie będę was zanudzała… Na szczęście dziecko ma się dobrze.
    Jednak gdybym wiedziała jak będzie wyglądać moja ciąża przed tym jak udało mi się zajść z pewnością zastanowiłabym się dwa razy czy to na pewno odpowiedni na to moment – czy dam radę fizycznie i psychicznie… Jeszcze nie przeszłam przez poród (a pewnie będzie straszliwy) a już się zastanawiam czy kiedykolwiek zdecyduje się na drugą ciążę mimo, że bardzo chciałabym mieć 2-3 dzieci.
    Proszę nie odbieraj mi możliwości narzekania – to czasem mój jedyny sposób by odreagować psychicznie ból fizyczny. I od tego w końcu są przyjaciółki – by nas wysłuchały. Ona Ciebie a ty ją. Czemu odbierasz jej to prawo? Czemu musimy prześcigać się w tym „kto ma gorzej”? Prosisz by być bardziej w stosunku do Ciebie empatyczną – empatia działa w obie strony…

    • Współczuję Ci, że tak bardzo źle to znosisz, no i też nigdzie w tekście nie napisałam, że nie masz prawa o tym powiedzieć i się pożalić. Tylko we wszystkim trzeba mieć zdrowy rozsądek. Teraz wyobraź sobie, że naprzeciwko Ciebie staje kobieta, która po prsotu się źle czuje, trochę ją tu boli, tu strzyka, tam przytyła a nie chciała – i to są jej powody do narzekania. Co się ciśnie na usta? Że nie wie o czym mówi, bo marudzi na byle zwdęcie, które ją dopadło. Mi w tym wpisie chodzi głównie o takie kobiety. Fakt, ja uważam, że lekarstwem na wszystko co mnie boli jest to, że wiem, że dzięki temu będę miała dziecko, na mnie tak mocno to działa, że momentalnie stawia mnie na nogi. Rozumiem, że można mieć dość, nie rozumiem, jeżeli ktoś przez 2 godziny rozmowy (tak jak wspomniana w tekście znajoma, nie przyjaciółka – jest duuuuuża różnica) nie potrafi powiedzieć ani jednego pozytywu, tak się zajmuje tym swoim nieszczęściem.
      Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej a poród nie będzie taki straszny. Życzę dużo zdrowia Tobie i maleństwu. Ania

  6. A ja się nie zgadzam z artykułem. Jasne – cieszę się z ciąży. Każdy dzień na wagę złota. Tylko… od kilku dni nie jestem w stanie wyjść z łóżka, nie umiem jeść, pić, wąchać zapachów. Mam bardzo ruchliwe 14miesięczne dziecko, którym trzeba się zająć i nie mam sił.
    Jasne – mogę zacisnąć zęby (a właśnie – mam kanałowe bez znieczulenia robione, żeby dzidziusiowi nie zaszkodzić), ale czasem CHCĘ ponarzekać. To moje prawo.
    Kocham tego człowieczka rozwijającego się we mnie, ale też po prostu jestem człowiekiem. Wiem co to znaczy bać się straty dziecka – przy córce kilka miesięcy leżałam plackiem, bo było zagrożenie, że ją stracę.
    Po prostu – nie oceniajmy kogoś źle, że nie jest super bohaterem.

    • Czasem to każda z nas narzeka, i tak trzeba, i nie wiem gdzie przeczytałaś, że oczekuję od kobiet w ciąży superbohaterstwa. Mi chodziło tylko i wyłącznie o zdrowy rozsądek w tym żalach. Kanałowe bez znieczulenia, fuck, współczuję, tylko nienormalny by nie narzekał. Są jednak pewne granice. Życzę dużo zdrowia i siły, Ania

    • Rodzicielstwo wogole nie jest pasmem beztroski. Bo potem zaczynaja sie zgryzione brodawko, nieprzespane noce, zabkowanie, choroby w czasie ktorych wariujesz z niepokoju a na dodatek „musisz” wstawac po nocach itd. Ale te pierwsze bezzebne usmiechy potem smiech ktory az zaraza czy w koncu pierwszy buziak i slowa „kocham cie mamusiu” rekompensuja wszystko. I mimo ze ja spioch chodze wiecznie niewyspana (ze wzgledu na dzieci pracuje do pozna) nie zamienilabym swojego zycia na takie wyspane bo mam swoje dwa szczescia ktore potrafia rozjasnic nawet najbardziej pochmurny dzien!

  7. Kochana Aniu cieszę się, że u Was wszystko w porządku. Oczywiście ciąża to nie tylko same przyjemnego momenty, ale dla nas – kobiet które straciły swoje dzieci – nie ma to znaczenia. Tak jak piszesz, my marzymy o tych wszystkich dolegliwościach, byle tylko nasze dzieciątka powróciły do nas i były zdrowe. Ostatnio spotkałam koleżankę z pracy, która wiedziała o mojej stracie. Jest w 6 miesiącu ciąży. Niemal całą rozmowę marudziła jak ją wszystko boli, jaka jest zmęczona i tym podobne. Miałam ochotę wykrzyczeć jej w twarz, żeby przestała mówić takie rzeczy. Ja bym oddała wszystko żeby móc znowu być w ciąży i przeżywać związane z nią odczucia, dolegliwości. Najdziwniejsze jest to, że ona chciała tego dziecka, starała się, a teraz zachowuje się jakby ciąża była dla niej zaskoczeniem, karą. Niektóre osoby nie potrafią docenić tego co daje im los. Ja dalej czekam na moją fasolkę i wierzę, że zechce do mnie wrócić a wtedy obiecuję – nie będę marudzić, stękać. Każdego – nawet ciężkiego i męczącego dnia – będę cieszyła się tą ciążą i dbała o ten wielki skarb. Pozdrawiam Cię Aniu serdecznie. Dużo zdrówka i siły dla Ciebie i Synusia. Buziaki.

  8. Ja też nie rozumiem… Jestem w 35 tygodniu, właśnie zwróciłam śniadanie. W zasadzie przez całą ciążę mniej lub więcej wymiotuję – taki mój urok. Boli mnie kręgosłup, w nocy, żeby się przekręcić to muszę się obudzić i zdarza mi się już nie zasnąć. Nie mogę dużo chodzić ani siedzieć, bo albo mnie bolą plecy albo spojenie łonowe. Sikam co 5 minut po 5 kropelek, a wydaje mi się, że mam taaaki pełny pęcherz. Syn nieraz walnie kopniaka pod żebra, że aż tchy brakuje. Ale już tęsknię do brzucha, bo za chwilę się to wszystko skończy. I uwielbiam swój stan, pomimo wszystkich niedogodności. Staraliśmy się o dziecko 2.5 roku, w międzyczasie 2 razy byłam w ciąży bez żadnych dolegliwości i one nie skończyły się dobrze. Więc teraz doceniam każdą jedną dolegliwość, bo wiem ile mnie kosztowało dojście do tego (zarówno fizycznie, psychicznie jak i finansowo…).

    • no właśnie. Wiadomo, że nie każdy się zgodzi z tym, co napisałam, ale prawda jest taka, że ciążę mimo wszystkich dolegliwości trzeba docenić, bo wcale zajście w nią i jej szczęśliwy przebieg nie są takie oczywiste. Mnie po prostu drażni, jeżeli kobieta nie potrafi powiedzieć praktycznie nic pozytywnego, tylko ciągłe marudzenie i płakanie, jakie to nieszczęście ją spotkało. Szczególnie dziwi to u osób, które właśnie z ciążą miały problemy.
      Kurcze to jeszcze 5 tygodni i będziesz mieć synka ze sobą 🙂 Trzymam kciuki!!!

  9. Chyba juz kiedys wspominalam ze moja siostra wlasnie byla ta ogromnie cierpiaca z powodu ciazy choc obiektywnie rzecz biorac zadnych specjalnych niedogodnosci nie zaznala ale jesli komus ociezalosc i kopanie dziecka utrudnia zycie ze az trudno to zniesc to ja z moim niewyparzonym ryjkiem nie wytrzymalam ze rok z hakiem bym sie chetnie z nia zamienila. Moj wybuch byl wowczas straszny mimo ze mialam juz wtedy drugiego synka (siostrzenica jest od niego 8 miesiecy mlodsza).
    A co do dolegliwosci ciazowych to te z pierwszego trymestru mnie ominely i po przeczytaniu twojego wpisu musialam dobrze sie zastanowic co mi wtedy dolegalo. 😉 Mialam zgage (oj straszna), ogromny brzuch (jeszcze w pierwszym trymestrze wyroslam z ciuchow), puchly mi nogi ale w sumie to ci zazdroszcze tego bycia w ciazy i czekania na swoje szczescie bo ja juz wiecej nie planuje a ciaze wspominam bardzo pozytywnie. Mimo ze jestem po przejsciach i w ciazy swirowalam ze strachu to ciaza dla mnie jest takim radosnym czasem tulenia dziecka od srodka, takim pierwszym uczeniem sie siebie. Z tego co piszesz zaczyna cie juz synek smyrac wiec mowi tu jestem mamo, za chwile bedzie ” rozmawial z tata” jak D bedzie go glaskal i mowil do niego…
    I czym przy tym sa drobne dolegliwosci gastryczne czy ruchowe 😉

    • Bo ciąża mimo tych wszystkich niedogodności ma naprawdę całą masę plusów. Właśnie te ruchy, na które z niecierpliwością czekam (coś tam mnie już posmyrało wiesz, tylko ja tak bardzo na to czekam, że sama już nie jestem pewna, czy sobie tego nie wkręciłam 😉 ), oglądanie dziecka i jego wyczynów na usg, snucie planów, trochę taryfy ulgowej (nawet już raz zostałam przepuszczona przez pana w kolejce), świadomość, że rozwija się we mnie nowe życie, przeżywanie tego z partnerem i wiele innych. Kurcze, chyba się zbiorę i kiedyś napiszę post dla tych wszystkich nie lubiących ciąży kobiet, żeby pokazać, czym się w ciąży cieszyć 🙂

      • Moja przyjaciółka od kilku lat stara się o dziecko. Kiedy dowiedziałam się,ze jestem w ciąży bałam się jej o tym powiedzieć. Podzieliłam się z nią tą wiadomością dopiero w 17 tygodniu. Ulżyło mi, kiedy okazała wielką radość. Wszystko się zmieniło kiedy Miśka przyszła na świat. Moją przyjaciółkę denerwowało juz wszystko. To jak mówiłam,ze jest ciężko bo Malutka źle spi, ze boli mnie kręgosłup od dźwignia itp. Pomyślałam więc, ze będę opowiadała tylko o urokach swojego macierzyństwa.To było jeszcze gorsze. Przyjaciółka zarzucila mi brak empatii i zrozumienia. Pytam się więc, jak się zachować??? Marudzic??? Nie, bo wiem przecież, ze wiele kobiet chciałoby być na moim miejscu. Cieszyć się??? Wygląda na to, że to też nie jest dobre rozwiązanie. Tak czy inaczej moja przyjaciółka nie odzywa się do mnie już piąty miesiąc 🙁 A ja jestem szczesliwa bo mam swoją wyczekaną i wymodloną Misiulke, która właśnie sie do mnie chicholi i nie chcę udawać, ze jest inaczej 🙂

        • Dla mnie ten medal ma 2 strony. Kobieta z takimi problemami, jak Twoja przyjaciółka, też nie powinna dostosowywac wszystkiego i wszystkich pod siebie, bo faktycznie zwariować można. Jeżeli ktoś się zachowuje tak, że wszystko mu nie pasuje, co by się nie zrobiło, to powinien się nad sobą zastanowić. Dla mnie są kobiety zdrowo i nie zdrowo podchodzące do samopoczucia w ciąży – wpis jest o tych, które robią z siebie ofiary, jakby tylko one musiały przez to przejśc i jakby ciąża się z niczym pozytywnym nie wiązała – a naprawdę znam takie osoby i naprawdę ciężko ich słuchać, zwłaszcza po pewnych przejściach.
          Nie dziwię Ci się, że nie masz zamiaru ukrywać szczęścia z bycia mamą, mam nadzieję, że ja już w kwietniu też to poczuję 🙂

  10. Podpisuje się pod tym postem wszystkim czym mogę. Wiele bym oddała żeby mieć te wszystkie nawet najgorsze i najbardziej uciążliwe, ale objawy/ skutki uboczne ciąży.

    Ja doświadczyłam tylko tych z pierwszego trymestru : ogromna senność, pęcherz wielkości przepiórczego jajka, ogromna wrażliwość na zapachy i niekończące się mdłości przeplatane z wymiotami, ale nigdy jakoś strasznie nie narzekałam. Nie powiem żeby to było przyjemne, ale też gdzieś z tyłu głowy była świadomość, że to tymczasowe, cieszyłam się i nie mogła się doczekać kolejnych etapów i dowodów na rozwój maluszka.

    • Dla mnie też te objawy to dowód rozwoju synka, one mnie uspokajają. To jest do zniesienia i naprawdę jest chwilowe.
      Życzę Ci, żebyś niedługo miała znowu mogła poczuć ciążowe niedogodności 🙂

  11. Jestem jedną z kobiet, które te męki wzięłyby z pocałowaniem ręki, nogi i podeszwy buta:)

    Z drugiej strony, nie mam pewności, że kiedy już przypadną mi w udziale (choć bardzo na to czekam) będę je przyjmować z uśmiechem na twarzy. Może trafi mi się ta radosna, beztroska ciąża, a może przypadną mi w udziale żylaki sromu. Mimo tylu lat starań, nie sądzę, żebym w tej drugiej sytuacji przyjmowała przebieg wydarzeń bez żadnego grymasu. Dlatego staram się z wyrozumiałością podchodzić do kobiet narzekających na swój stan. Nawet tych, które „książkowo”, w pierwszym cyklu zachodzą w ciążę, a potem największym zmartwieniem jest dla nich konieczność kupna nowych jeansów.

    Inna sprawa, gdy taka błogosławiona kobieta mówi o przereklamowanej ciąży swojej koleżance, która ma za sobą
    traumatyczne przeżycia. To jest dla mnie brak podstawowej empatii. Staram się myśleć, że to taka nieudolna, idiotyczna wręcz (że się tak niedelikatnie wyrażę) próba pokrzepienia: „nie przejmuj się, to wcale nie jest takie fajne”. Mimo moich starań takich tekstów zaakceptować nie potrafię.

    Tak więc, jeśli narzekanie na ciążę jednej czy drugiej kobiecie pomaga, to jestem jak najbardziej ZA. Pod warunkiem, że znajdą sobie odpowiedniego interlokutora do tych narzekań. No i jednak z tyłu głowy będą cały czas pamiętały, że te wszystkie niewygody są PO COŚ. PO COŚ co jest wielkim, niewyobrażalnym CUDEM:)

    • Witaj 🙂
      Ja też jakoś specjalnie szeroko nie uśmiecham się, kiedy próbując wstać z łóżka do łazienki kuleję z powodu bólu kręgosłupa, albo jak wymiotowałam sobie w pierwszym trymestrze, nie robiłam tego „radośnie”, bo to mało przyjemne. Objawy mnie uspokajały, psychicznie, ale fizycznie często męczyły. Zdarzy mi się zakląć, kiedy poczuję się fatalnie, jednak to nie notoryczne. Postaram się odszukać artykuł, który zainspirował mnie do napisania tego posta. Dziewczyna pisała w nim ,jak to straszny jest ten stan, bo jest gruba, bo boli, bo ludzie ją niepotrzebnie zaczepiają i pytają o płeć a co ich to obchodzi. Ja staram się powiedzieć, że mimo niedogodności, ciąża to naprawdę nie jest powód do takich żali, bo to wszystko naprawdę da się przetrawić i to minie. Rozumiem, że można pomarudzić, ale niektóre panie naprawdę przesadzają. We wpisie chodzi mi właśnie o takie przypadki.

      PS: cieszę się, że nadal do mnie zaglądasz 🙂

      • Zaglądam, czytam, trzymam kciuki, kibicuję 🙂 Cały czas 🙂

        Rozumiem o co Ci chodzi. Twoje podejście jest rozsądne i wyważone, a te przypadki, o których piszesz skrajne. Żadna skrajność nie jest dobra.

        Nie wiem skąd we mnie taka potrzeba wyrozumiałości dla wszystkich ludzi dookoła… Gubi mnie to często, bo tak bardzo chcę zrozumieć ich punkt widzenia, że zapominam zająć się własnym;)

  12. Ja nie narzekam, czuję się całkiem nieźle i raczej łagodnie przechodzę ciążę. Ale myślałam, że te upławy to tylko mnie tak dokuczają, że czasem ratują mnie tylko podpaski… 😉 Nigdy nie sądziłam, że będę ich używać w ciąży. ;p
    Pozdrawiam, życząc wszelkich dobroci (szczególnie przyjemności płynącej z czucia ruchów maleństwa! :)).
    PS
    Wybraliście już imię dla synka?

    • Cześć 🙂 to dobrze, że dobrze się czujesz. Który u Ciebie już tydzień? Bo z tego co pamiętam, to jesteś trochę przede mną.
      Tak, mamy już imię, napiszę o tym wpis, bo z wyborem było ciężko.
      Ja nie czuję jeszcze systematycznych ruchów, wczoraj coś tam mnie pomiział wieczorem od środka, ale to jeszcze nic mocnego i pewnego, nadal czekam i doczekać się nie mogę 🙂 pozdrawiam

      • Różni nas tylko parę dni – jestem w 19. tygodniu (dokładnie 18+3). Czekam na wpis o wyborze imienia – zawsze mnie ciekawi, jakimi kryteriami kierują się rodzice i jak dochodzi do ostatecznej decyzji. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.