Im brzuch większy, tym mózg mniejszy…

Spread the love

Denerwuję się. Denerwuję się bez powodu i nagle. Wkurzam się na pierdoły. Taki czas…staram się, by ofiar było jak najmniej. Nie zawsze to wychodzi. I zapominam. Zapominam na potęgę. Czasem uda mi się nawet zapomnieć, dlaczego tak się przed chwilą zdenerwowałam. Skupić też już się nie potrafię. Jedyne, na czym się skupiam, to obserwacja ciała, czy coś się zmienia, czy coś widać, bo to mnie uspokaja. Reszta poszła w kąt. Taki mam nastrój od tygodnia. Radosny, ciążowy…

„No  bo ten, co ja miałam powiedzieć, no…czekaj, ten, rozmawiałam ostatnio z koleżanką i ona mi powiedziała, że…no, kurde, zapomniałam” – najczęstszy scenariusz rozmowy ze mną. Ja tu planowałam, że się będę włoskiego uczyć, a ledwo potrafię zrozumieć, co pani ma na myśli, mówiąc do mnie przy kasie : „10,73 proszę”. „Ile tam było?” Na szczęście są płatności kartą, do 50 zł zbliżeniowo, nawet PINu nie trzeba pamiętać, bo to też bywa kłopotliwe.

Gotując ostatnio obiad zgubiłam makaron. Wyjęłam go wcześniej z szafki, żeby pamiętać, że mam go ugotować, jednak okazało się, że to również mnie przerosło. Zamiast położyć go na blacie w kuchni, postanowiłam wsadzić go do zamrażarki. Trochę minęło, zanim na to wpadłam. Ogólnie u nas w domu można aktualnie znaleźć różne przedmioty w miejscach, w których ich nie powinno być. Po prostu testuję różne przestrzenie dla nich, a później ich szukam.

Makaron nie był jeszcze problemem, zawsze można skoczyć do sklepu i kupić drugą paczkę (płacąc zbliżeniowo kartą oczywiście). Większym problemem było włożenie gdzieś paszportu. Szukałam, szukałam cały wieczór. Obudziłam się rano i kontynuowałam szukanie. Paszport potrzebny był mi na już, więc jego brak mocno mnie zestresował. Dokument ostatnio widziany był w mojej torebce. Z racji, że nie było potrzeby noszenia go ze sobą na stałe, pamiętam że pomyślałam, że muszę go stamtąd w końcu wyjąć, żeby mi gdzieś nie wypadł. I wyjęłam. I schowałam. I paszport szlag jasny trafił. Po przewróceniu całego mieszkania i 2 samochodów do góry nogami, po puszczeniu całej wiązanki bluzgów i trzykrotnym poddaniu się, w końcu znalazłam. W kieszeni płaszcza wiszącego w szafie. Nawet nie wiem, czy choć raz miałam tej jesieni płaszcz na sobie. Nie wiem, bo nie pamiętam. I też nie wiem jakim cudem wpadłam, żeby tam w ogóle zaglądnąć. Grunt, że się znalazł.

Ten nagły zanik komórek mózgowych zwalam na ciążę. Mam nadzieję, że to nie permanentne. Jeżeli moja inteligencja przeszła na synka to też się z tym pogodzę, mojemu dziecku oddam wszystko, nie ma sprawy. To w sumie nawet nie jest takie złe, zawsze można szybko się usprawiedliwić, w razie jakiegoś przypału. Ale faktycznie ciężko mi się funkcjonuje z tym wyłączonym myśleniem. Ciężko mi się do czegoś zabrać, ciężko pisać blog, mimo chęci. Szkoda że nie zapomniałam, jak się denerwować o ciążę, bo póki jeszcze nie czuję ruchów i wszelkie dolegliwości oprócz roztargnienia zniknęły, to myślę o tym często.

Muszę teraz pozałatwiać parę formalności i aż się boję, jaki będzie efekt. Ciężkie wyzwanie. W dalszym ciągu czekam na cudowny przypływ energii. Mam nadzieję, że w końcu do mnie przyjdzie. A wraz z nim cudowne oświecenie mojego umysłu. Niech już minie ta pomroczność błagam, niech już o niej zapomnę.

—————————————————————–

Z ostatniej chwili – wzięłam się za formalności. Moim zamiarem było znalezienie błędu, który popełniłam przy wpisywaniu faktur D. w księgę przychodów i rozchodów. Wczoraj D. dopatrzył się błędu, wpisałam dwukrotnie jedną fakturę opatrując ją zupełnie innym opisem. Obiecałam mu, że będę bardziej uważać i znajdę tę fakturę, którą musiałam pominąć, wpisując tylko jej opis (jeżeli łapiecie, o co mi chodzi). I szukałam, szukałam w systemie, później już na piechotę, po kolei, wylałam siódme poty, po czym stwierdziłam, że jestem już tak głupia, że nawet nie potrafię doszukać się, gdzie popełniłam błąd i jakiej faktury brakuje. Po godzinie zadzwoniłam do D. i mówię mu, że nie poprawię błędu, bo totalnie nie potrafię go już teraz się doszukać i według mnie wszystko się zgadza. I zgadzało się, bo D. podobno poprawił to już wczoraj, przy mnie, informując mnie, że to zrobił…tylko w mojej głowie na tą informację zabrakło już miejsca. I tak to, gdyby jeszcze ktoś miał wątpliwości, czy ze mną wszystko OK 😉

7 comments to “Im brzuch większy, tym mózg mniejszy…”
  1. Jak ja to dobrze znam 🙂 nie pamiętam co robiłam dnia poprzedniego, nie potrafię wyjaśnić pewnych dziwnych moich zachowań i te nerwy…Dlatego postanowiłam iż zawijam się na zwolnienie. W pracy oczekiwali że jeszcze zostanę, ale ja po prostu nie potrafię trzymać nerwy na wodzy. Zawsze byłam nerwusem, ale w pracy się hamowałam. Teraz niestety nie potrafię. I to ciągłe zapominanie. Ale kocham ten stan 🙂 Uważam że to słodkie 🙂

  2. 🙂 pamięć wraca wybiórczo. będziesz pamiętać, kiedy poczułaś pierwsze ruchy, kiedy Go zobaczyłaś… za Chiny nie przypomnisz sobie bólu porodowego i całej reszty… to dobra amnezja 🙂 a potem… nie oszukujmy się, będziesz miała tyle roboty, że cudem będzie pamiętać o śniadaniu dla siebie czy dla D. albo umycie zębów przed 12:00. 😀

    • Aniu zamotanie trwa nadal, niedługo naprawdę będę musiała sobie ponaklejać w mieszkaniu karteczki samoprzylepne, żeby pamiętać o podstawowych czynnościach 🙂

      • Karteczki są super, a żółty rozwesela 😉 u siebie jesteś 😀 cudownego roztargnienia życzę. .. niech spokojnie sobie trwa, a Ty bądź niemoralnie szczęśliwa i nieprzyzwoicie piękna! A co!

  3. Ja pamietam w troche juz troche pozniej ze wszystkie bluzki mialam uciapane jak przedszkolak ktoremu jedzenie zamiast w buzi to na sliniaczku laduje. Nie wiem czy pokazny brzuch poczucie odleglosci zaburzal czy co ale kolezanka miala to samo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.