Przeziębienie w ciąży – update!

Spread the love

No i stało się. Przyszło. Niespodziewanie, wczoraj popołudniu. „Dzień dobry, to ja, przeziębienie, przyszedłem Cię powk@%wiać”. Moje ostentacyjne przewrócenie oczami nie sprawiło, że się go pozbyłam. Zaczęłam więc  szukać ratunku. Chusteczki poszły w ruch, cytryna poszła w ruch, czosnek w ilości „oddechem zabijający” poszedł w ruch i walczę. A w zasadzie to walczymy, ja D., i dziecko. Robimy wszystko, by pozbyć się tego niechcianego i upierdliwego tałatajstwa.

W normalnych warunkach przeziębienie nie jest czymś, co zajmuje moje myśli. Katar nieleczony trwa tydzień, leczony siedem dni, można nałykać się jakiś magicznych tabletek polecanych przez panią z reklamy i człowiek jest jak nowo narodzony. Antybiotyk ostatni raz brałam chyba w liceum…nie pamiętam. A nie, raz po imprezie, kiedy to ułańska fantazja podpowiedziała mi, że wcale nie jest zimno i można w skarpetkach i bez kurtki chodzić na papierosa na balkon, nabawiłam się zapalenia krtani. Poza tym incydentem nic.

Przechodziłam już przeziębienie w poprzedniej ciąży, w okolicach 7-go tygodnia. Fakt, że teraz jestem już w 16-tym trochę mnie uspokaja. Na tym etapie ciąża jest jednak silniejsza i trudniej jej zaszkodzić. Pierwsze zaswędzenie gardła było dla mnie sygnałem, że trzeba działać. Już przy okazji przeziębienia poprzednim razem, naczytałam się miliona stron internetowych i porad, jak radzić sobie z tym cholerstwem, kiedy to praktycznie niczego nie wolno ci wziąć. Co mi wolno? Co mi wolno brać? Hmmm, pomyślmy.

Zaczęłam od kanapki z wyciśniętym czosnkiem. Szybko zrobiłam sobie dosłownie gar herbaty, a raczej zabarwionej herbatą woty z sokiem malinowym i cytryną (kilogramem cytryny) i imbirem, opłukałam gardło wodą z solą (po czym zrobiło mi się niedobrze, więc zaprzestałam tego procederu). D. został wysłany do apteki po syrop Prenalen i Tantum Verde do ssania, bo tych dwóch specyfików pozwolił mi używać ginekolog w poprzedniej ciąży. Chusteczek u nas w domu pod dostatkiem, bo właściwie od początku ciąży borykam się z męczącą alergią na kurz, która właśnie przez ciążowe hormony dodatkowo się nasiliła. Mam też olejki do kominka zapachowego, więc w całym domu daje teraz wyciągiem z drzewa herbacianego i Olbasem Oilem. I teraz moja ulubiona część przeziębienia. Gorący prysznic, po prysznicu gruba piżama, na którą bez przeziębienia bym sobie nie pozwoliła, by nie wyglądać jak własna babcia, termofor z gorącą wodą w okolicach stóp po kołdrą, gorąca herbata z cytryną i filmy, cała masa filmów „must watch”, na którą jakoś nigdy  nie ma czasu. I wypacamy, wypacamy to, niech już sobie pójdzie.

Ciężko, oddychać było ciężko, ślinę się przełykało ciężko. Dobry nastrój gdzieś spierdzielił, został tylko żal na brak powietrza i otaczającą rzeczywistość. Od wczorajszego popołudnia, oprócz radosnego oglądania filmów wieczorem, mój plan dnia kształtował się dokładnie jak u sławnego Grincha, nawet trochę zaczęłam wyglądać jak Grinch:

  • 16:00 użalam się nad sobą
  • 16:30 gapienie się w sufit
  • 17:00 rozwiązywanie problemu głodu (bez rozgłosu)
  • 17:30 ćwiczenia (oddechowe)
  • 18:30 kolacja we własnym towarzystwie (nie idzie odwołać)
  • 19:00 walka z niską samooceną
  • Nie mam czasu…Jeśli walkę przełożę na 21:00, zdążę pogapić się w sufit i popaść w obłęd

Tak, w moim przeziębieniu jestem Grinchem. Marudzę, mam skrzywioną minę i jęczę. Trzymam się za brzuch przepraszając syna za wirusy, jaki mu funduję, z wielkim zaciekawieniem i skrupulatnością oceniam, czy wysmarkiwany przeze mnie katar ma kolor (niewskazane), czy znowu jest czysto alergiczny i za każdym przełknięciem śliny sprawdzam, czy ból gardła pokonany. Z łóżka zwlekłam się około 13:00, klnąc na czym świat stoi, że ciągnie się za mną niekontrolowana ilość smarku i by ratować resztki dobrego samopoczucia zrobiłam makijaż. „Jakoś ładnie wyglądasz…jak na przeziębienie. To znaczy jak na to jak się czujesz, to powinnaś wyglądać gorzej” – powiedział D., zanim jeszcze zdołałam zrzucić z siebie moją seksi piżamę frote. Cóż, dla takiego komplementu warto było pomęczyć się trochę z tym przeziębieniem.

Ból gardła ustąpił, siła wróciła, skóra nabrała koloru. Oddech nadal mam zabójczy i mam zamiar go jeszcze poprawić przynajmniej jedną czosnkową kanapką. Ciepła woda z cytryną wypijana dzisiaj hektolitrami nadal w cenie. Chyba intruz już jedną nogą za drzwiami. Teraz trzeba jeszcze powtórzyć jeden filmowy wieczór, by ostatecznie kopem wypędzić go na klatkę, niech straszy gdzie indziej. A że dzięki temu jeszcze jedną noc spędzę w ciepłej piżamie z termoforem i ukochanymi filmami…w każdej sytuacji da się znaleźć jakieś plusy.

PS: Jeżeli Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na przeziębienie w ciąży, to chętnie poczytam i w przyszłości skorzystam 🙂

———————————————————–

Dziewczyny, jak tylko dopadnie Was przeziębienie w ciąży, ten wywar to naprawdę rewelacja:

korzeń imbiru kroimy na kawałki i gotujemy na małym ogniu ok. 40 minut (ja gotowałam pół małego korzenia w 1,5 litra wody). Następnie dodajemy miód – 3 lub 4 łyżki stołowe i wciskamy pół cytryny.

Piłam dzisiaj to cały dzień, ciepłe, nie gorące. Po 2 godzinach znowu zaczęłam czuć smaki, nos odetkany całkowicie, o drapaniu w gardle już w ogóle nie pamiętam, bo w końcu jest ono nawilżone. Rewelka. Serio. Nigdy nie chciałam dawać na tym blogu przepisów, ale naprawdę sposób na przeziębienie super, polecam 🙂

17 comments on “Przeziębienie w ciąży – update!
  1. też mnie dopadło ale od początku czosnek i herbata z imbirem i na razie osłuchowo czysta, a chyrholi mnie że hej! 13 tydz skończony, łożysko już jest więc Małe jest bardziej chronione. A ostatnio dowiedziałam sie na genetyce, ze być może to Mały 😀

    • no właśnie ja też się pocieszam, że dziecko jest już bardziej chronione przed infekcjami. Na szczęście po przeziębieniu u mnie już ani śladu, a jak u ciebie? Mały? Ja też będę miała synka, na 80%, ale raczej jestem tego pewna 🙂

  2. Ja polecam wodę morską, to rzecz która uratowała mój nos od kataru podczas ciąży. Sceptycznie byłam nastawiona do tego specyfiku, ale będąc w ciąży nic innego nie było mi wolno – teraz, gdy już nie jest też używam, bo bardzo mi przypasował.

    A z babcinych specyfików używam majeranek. 🙂

    Zalewam go wrzącą wodą dodaje cytrynę i miód – najlepszy pić gdy jest jeszcze dość ciepły.

    • też mam, w pewnym momencie już nie mogłam na nią patrzeć, ale faktycznie dobrze udrażnia 🙂 ja majeranku nie stosowałam, zostałam przy tym imbirze. No i wietrzyłam pomieszczenia w domu po kolei, żeby bakterie nie zalegały

  3. Bardzo się cieszę, że wszystko u Was fizycznie- rozwojowo dobrze, bo komu oceniać czyjąś psychikę 😛
    Ja też byłam przeziębiona w połowie ciąży(u mnie to przypadło na wiosnę) – odporność spada czy co??
    Na ból gardła rozgryzałam goździki i trzymałam trochę w buzi- działają przeciwbólowo i odkażająco. Piłam również z nimi napój imbirowy, o którym pisałaś. Płukanie nosa wodą z solą też fajnie udrażnia.
    Zdrówka dla Was!!

    • Goździków nie próbowałam, jeżeli zajdzie taka potrzeba, a mam nadzieję, że się uda już do końca bez infekcji nam przetrwać, to będziemy testować. Pozdrawiam 🙂

  4. Uroczy post:) Musze przyznac,ze i tak mialas sporo szczescia. Moje „przeziebienie” trwalo 3tyg i nic na nie nie pomagalo,do tego mialam kaszel,ktory naprawde brzmial jak gruzliczy,atakowal najgorzej nocami i powodowal ataki,ktore doprowadzaly mnie do bolu brzucha i wymiotow. Na szczescie po pewnym czasie wszystko odpuscilo,ale bylam juz tym wszystkim dosc zestresowana.Trzymaj sie zdrowo przez reszte ciazy:)

    • o kurde, to faktycznie. Moje przeziębienie przy takim czymś to mały pikuś, gardło szybko się dało wyleczyć, katar się ciągnął, ale nie było tak źle. Nie dziwię się, że Cię to zestresowało.Jak się złapie coś i samemu męczy, to pół biedy, ale w ciąży człowiek zawsze ma z tyłu głowy, żeby to nie zaszkodziło maleństwu.

  5. I jeszcze jeden sposób, który stosuję od „przed chwilą”. Napar z imbiru z miodem i cytryną daje radę, a jak się tego nagotuje litr, to przynajmniej ma się pewność, że się nawilża odpowiednio gardło ciepłym płynem, bez wlewania w siebie litrów herbaty 🙂

    • Co do nawilzania gardla szczegolnie przy suchym kaszlu to goraco polecam zaparzyc siemie lniane i taki kisielek przecedzac do picia do herbatki czy soku. W smaku jest to niewyczuwalne a na podraznione gardlo cudnie dziala.

  6. Oj przeziebienie ciezki temat. Chyba wszystkie dopuszczalne leki wyczerpalas w razie goraczki paracetamol tez jest dopuszczalny.
    Pozostaje sie cieszyc ze to zwykle przeziebienie bo wirusy ktore mi ostatnio dom opanowaly to byl istny horror i nie wyobrazam sobie walki z nimi metodami dostepnymi ciezarnym (39, 5 stopnia na 2 godziny po leku przeciwgoraczkowym). Ale chyba epicentrum wirusow mamy juz za soba az do nastepnego razu bo ze szkoly i przedszkola to sie przynosi cuda.

    • o kurde, to współczuję i życzę rodzince powrotu do zdrowa. Taka gorączka potrafi wykończyć, i też chyba przestraszyć). Mam nadzieję, że już niedługo wszyscy domownicy będą w formie 🙂
      Też mi się wydaje, że wszystkie dostępne metody już zastosowałam. Na szczęście odpukać gorączka się nie pojawiła, ale trzymam rękę na pulsie, bo dzisiaj katar mnie chciał wykończyć. Ale się nie dałam. Wszyscy mi też powtarzają, żeby nie przesadzić z tymi naturalnymi sposobami, bo jak to ze wszystkim, co za dużo, to też nie zdrowo.

      • Mam nadzieje ze twoje przeziebienie to juz przeszlosc. Moja rodzinka juz uporala sie z tym paskudnym wirusem. U nas z racji tego ze moje chlopaki maja dosc wysoka odpornosc to juz nie raz przerabialismy goraczke bez objawow i po dotarciu po ok 3 dniach do lekarza dowiadujemy sie ze nalezy nadal podawac ibuprofen i probiotyk i obserwowac bo w badaniu dziecko jest zdrowe 😉 .

        • no już przeszło, ale takie ostatki jeszcze się trochę ciągnęły, nawet nie miałam weny, żeby tutaj coś pisać, tak się skupiłam na walce z cholerstwem. Szczęściara z tą odpornością dzieci, mam nadzieję, że moje też będę dawało radę walczyć z takimi infekcjami. Chciałabym już iść do lekarza i go znowu zobaczyć, jednak jestem uzależniona 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.