Wizyta w ostatni dzień 15 tygodnia. Niespodzianka!

Spread the love

Na kolejną wizytę kontrolną czekałam jak zwykle z niecierpliwością. „Wytrzymałam miesiąc” – poinformowałam lekarza wchodząc do gabinetu. To prawdziwy sukces. Ja, uzależniona od USG, nie przyspieszyłam wizyty. Tym razem w poczekalni zamiast D., siedziała ze mną moja najlepsza przyjaciółka. Biedna, się nasłuchała mojego nerwowego gadania o byle czym, w oczekiwaniu na wizytę.

15 tydzień ciąży był dla mnie dziwny. Niby jesteś w ciąży, ale faktycznie dolegliwości powoli ustępują, zaczynasz się czuć lepiej. Niby piersi jakieś takie opuchnięte, ale w sumie nic nadzwyczajnego. Brzuch takie ni to płaski, ni wypukły. Właśnie wkroczyłam w ten moment, że znajomi widząc mnie na ulicy nie wiedzą czy mi gratulować, czy polecić dobrą dietę. Nie przejmuję się tym, ważne, żeby z dzieckiem było wszystko dobrze. A że coraz mniej ciążowo się czuję, to też i wątpliwości sporo.

Szybkie badanie, jak zwykle, cytologia, bo się na nią z lekarzem umawialiśmy, nadchodzi czas USG. Na tym etapie podglądamy moje dziecko USG przez brzuch, proszę więc do gabinetu przyjaciółkę. Ona właśnie jest na etapie 25-26 tygodnia ciąży i chodzi do tego samego ginekologa, więc jesteśmy sami swoi. Zaczynamy.

Jest dzieciorek. Jest i od razu widać, że się wierci. Nie śpi. W sumie, ciężko, żeby dziecko spało, skoro matka zapewnia mu tyle emocji i jest taka podekscytowana. Jeszcze w toalecie przygotowując się do badania potrząsałam swoim sadłem powtarzając w myślach – jesteś tam? Bądź tam całe i zdrowe, proszę. Jak to określił D., kiedy to w domu zrobiłam coś podobnego zastanawiając się, co robi teraz dziecko : „Udałoby ci się zasnąć, gdyby ktoś tobą tak potrząsał?.”

Serce bije prawidłowo, to znaczy dziecka serce, bo moje to trochę szybciej niż zwykle na tych wizytach. Znowu się wierci, macha nóżkami, coś kombinuje ręką. „Oooo, chyba ssie kciuk” – mówię uradowana do lekarza. „Nie, to akurat pępowina”. No cóż, nice try Ania. „Oooo, a teraz chyba trzyma rączkę przy buzi!”. „Nie, to znowu pępowina”. Koniec starań, niech lekarz lepiej mówi, co widzi, ja się już nie wysilam.

Moje dziecko jest grzeczne. Układa się tak, by zaprezentować nam się z każdej możliwej strony. Tu jest jedna rączka i paluszki, tu stopy, też wszystko prawidłowo. Pęcherz, żołądek, oooo, patrzy na nas! NA USG widać twarz małego kosmity. Wyciągnięta buzia, wyłupiaste oczy, jest nos i usta. „Górna warga wygląda bardo ładnie, rozszczepu tu na pewno nie będzie” – informuje ginekolog. „Kręgosłup też w porządku”. Same ważne informacje. Maluch bije się ręką po głowie. Może daje mi do zrozumienia, że głupia jestem, że się tak martwię. Dziecko rośnie na przekór wszystkim moim obawom. Jest miłość, jest szczęście.

„Pewnie chciałaby pani znać płeć” – mówi lekarz. Już? Tak szybko? No to już wiadomo. Jeżeli lekarz na tym etapie potrafi stwierdzić, co się urodzi, to znaczy, że coś tam widzi między nogami. Et voilà! Drodzy państwo, moje bezwstydne dziecko bez żadnych oporów, pod koniec 15 tygodnia ciąży, zaprezentowało nam swoje klejnoty. Jest penisek, jest synek! „To tak na 80 %, jeszcze to potwierdzimy” – mówi ginekolog, pokazując strzałką miejsce, gdzie między nogami mojego dzieciorka wystaje „coś”. W sumie to nie muszę czekać na potwierdzenie. Tak, jak poprzednim razem cały czas myślałam o dziecku jak o dziewczynce, tak tym razem cały czas mówiłam o nim „on”. Ja po prostu wiedziałam, że to chłopak. Mój synek. Kochany, nie dość, że ładnie prezentuje się na każdej wizycie, to jeszcze tak bezceremonialnie komunikuje, że jest facetem. Prawdziwy mężczyzna, jakby miał ktoś wątpliwości. Czy wiadomość o płci była dla mnie bardzo istotna? Nie miałam na to ciśnienia. Mnie naprawdę obchodziło tylko to, żeby dziecko się zdrowo rozwijało. A że pokazało peniska, to super. Byłoby bardziej powściągliwe? Też by było super, nic by się nie stało. Tak czy siak, niespodzianka, dowiedzieliśmy się bardzo szybko. A te 20% szans na dziewczynkę? Jeżeli następnym razem pójdę i okaże się, że fiutek gdzieś zniknął i dziecko będzie dziewczynką (chociaż naprawdę szczerze wątpię), ucieszę się tak samo. D. również.

Następna wizyta za miesiąc. Wytrzymam, poczekam. Może już poczuję ruchy? Mam nadzieję. Najważniejsze, że dziecko rozwija się prawidłowo, że parametry w normie, serce bije z taką szybkością, z jaką powinno na tym etapie, wszystko inne też bez zarzutu. Moje dziecko, mój synek, z dnia na dzień, kocham go coraz bardziej, coraz świadomiej, coraz pewniej. Kocham.

11 comments on “Wizyta w ostatni dzień 15 tygodnia. Niespodzianka!
  1. „I do trust all the ideas you’ve offered for your post. They’re really convincing and can definitely work. Nonetheless, the posts are very brief for starters. May you please prolong them a little from next time? Thanks for the post.”

  2. Też pomyslalam że skoro juz w 15 tyg znasz plec dziecka, to musi być chlopak. Dziewczynki chyba dłużej sie ukrywają 🙂 Czytam Twój blog od początku raz ze łzami w oczach raz z usmiechem, tez mam podobne doswiadczenia – w 2009 straciliśmy dziecko po 2 latach starań. Bylam zalamana, bo myslalam ile czasu przyjdzie mi czekać na kolejna ciążę. .. na szczęście juz w drugim cyklu sie udalo. Minęło trochę czasu …i jestem mamą 5letniej Zosi, 3,5letniego Franka i 4 miesiecznego Antka. Czas spedzany z dziecmi jest dla mnie bezcenny, doceniam to, bo byl w moim życiu okres, gdy juz zwatpilam czy w ogloe bedę mamą. Pozdrawiam Cie serdecznie i życzę równie udanej rodzinki 🙂

  3. Serdeczne gratulacje;) Mi rowniez bylo obojetne czy bedzie chlopiec czy dziewczynka,ale potem pomyslalam ze jezeli mialabym miec kiedys oboje to chcialabym by chlopiec byl pierwszy (zawsze chcialam miec starszego brata,a mam tylko mlodsza siostre i od strony mamy 6 kuzynek,zadnego chlopca:p ) No i juz w 13stym tyg okazalo sie,ze na 90% chlopiec,teraz 31 tydz i z tego co mi wiadomo to „nadal”chlopiec;) ps A jak twoj D?bardzo dumny?;) pozdrawiam

  4. Gratulacje Aniu! Czytanie twojego bloga bardzo mi pomaga z psychicznym uporaniem się z poronieniem. Dzięki twoim wpisom wierzę że następnym razem będzie dobrze. Na razie to się bardzo boję zajść w kolejną ciążę (jak na razie nie ma nawet szans bo nie dopuszczam do siebie mojego męża) ale myślę że z czasem to minie. Postanowiłam że od nowego roku znowu próbujemy!:) Dzięki że jesteś!:)

    • Cześć 🙂 trzeba wierzyć, warto próbować, chociaż lęk już pozostaje. Ja miałam ogromne szczęście, szybko udało mi się zajść w ciążę i teraz już jestem coraz spokojniejsza. I tego samego Tobie życzę! niech następny rok przyniesie takie szczęście, jak moje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.