Dziecko niezapomniane

Spread the love

Za trzy tygodnie termin mojego porodu. Niedoszłego. 6-go listopada 2015 miało przyjść na świat moje pierwsze dziecko. Gdyby wszystko było prawidłowo, siedziałabym teraz z wielkim brzuchem, pełna obaw i nadziei. Strach przed bólem, przed komplikacjami, zniecierpliwienie, bo chcielibyśmy, by dziecko już było z nami. Ekscytacja, miłość, radość z kopniaków, jęki nimi spowodowane. Tak byłoby, gdybym 20 kwietnia nie usłyszała od lekarza, że mojemu dziecku przestało bić serce, że się nie rozwinęło. 21 kwietnia został wykonany zabieg, który już na zawsze mnie zmienił. Od tamtego czasu dużo się wydarzyło. Przeszłam przez etapy żałoby, których potrzebowałam, posklejałam porozbijane kawałki samej siebie, ruszyłam do przodu. Teraz jestem w drugiej ciąży. Jutro zaczynam 14 tydzień. I cieszę się. Kocham. Nie zmienia to jednak faktu, że  tamtego dziecka  nie zapomnę nigdy.

Czy moje dziecko jest aniołem? Czy anioły istnieją? Jeżeli jest, to chyba powinnam się cieszyć…bo bycie aniołem jest dobre, prawda? Przypuszczam, że z zależności od wyznania i przekonań, matki dzieci nienarodzonych różnie tłumaczą sobie straty. Niektóre nazywają się „aniołkowymi mamami”, niektóre na to określenie są wręcz uczulone. Ja wierzę w reinkarnację. Lubię myśleć, że moje dziecko jeszcze przyjdzie na świat. Może w lepszym miejscu, a może w tym samym, ale po prostu w innym momencie. 21-go  kwietnia 2016 r., dokładnie rok po zabiegu łyżeczkowania, mam wyznaczony nowy termin porodu. Po poronieniu D. powiedział mi, że nasze dziecko nas nie zostawiło, ono po prostu zmieniło datę urodzenia. Wtedy też tak myślałam, jednak po zajściu w ciążę wiem, że to inna dusza. Bo mimo ogromnej radości, jaką daje mi obecna ciąża, gdzieś tam w środku, głęboko, tęsknię za dzieckiem, które straciłam. A nie tęskniłabym, gdyby wróciło do mnie w innym ciele. Bo matka czuje takie rzeczy. Matka wie.

15 października to smutny dzień dla kobiet, które straciły swoje dzieci. Dzień dziecka utraconego. Ja nie chcę obchodzić tego święta. Szanuję je, jednak nie chcę w ten dzień przechodzić żałoby. Bo stratę każdy przeżywa po swojemu. Ja o moim pierwszym dziecku myślę dość często. Wcześniej zastanawiałam się, jakie by było, kim by było. Czy byłoby z nami szczęśliwe? Teraz coraz mniej o tym myślę. Muszę skupić się na dziecku, które się we mnie rozwija, które mnie potrzebuje. Nie chcę dawać mu złych emocji, a przecież na tym etapie ono odczuwa już moje smutki i radości. Czasem jednak przychodzi do mnie pewna obawa. Lęk, który nie daje mi spokoju, choć po głębszym przemyśleniu wydaje się być irracjonalny. „Czy zastąpiłam sobie jedno dziecko drugim?” Ciężko jest sobie pewne sprawy wytłumaczyć. Ciężko się pogodzić z czymś tak bolesnym. Jednak kiedy przychodzą do mnie takie chore myśli, natychmiast się uspokajam i przestawiam myślenie na właściwe tory. Nową ciążą nie zrobiła nikomu krzywdy. Nie ma odpowiedniego czasu, który należy odczekać, by zdecydować się na kolejne dziecko i przede wszystkim nowa ciąża i radość z niej nie umniejszają miłości, jaką czułam nosząc dziecko, które odeszło.

Jest jeszcze jedna rzecz. Czasami czuję wdzięczność, że dziecko odeszło ode mnie w takim momencie. Chore? Nie. Bo ostatnio na urodzinach u przyjaciółki rozmawiałam z dziewczyną, która w 8 miesiącu ciąży urodziła martwą córeczkę. Bo prowadząc mój blog przeczytałam setki Waszych historii, które są tysiąc razy bardziej bolesne od mojej. Bo dzieci czasem umierają zaraz przed porodem. Albo rodzą się, by za chwilę umrzeć i zostawić rodziców w niewyobrażanej rozpaczy. Bo im dłużej nosisz dziecko pod sercem, tym trudniej pogodzić się z jego stratą. Więc tak, jestem wdzięczna za moje 12 tygodni. Za 12, a nie 38. Bo jeżeli moje dziecko miałoby się urodzić bardzo chore i cierpieć, albo odejść zaraz po urodzeniu, to lepiej, że los zdecydował inaczej. Co również nie umniejsza mojej miłości do niego.

Ciężkie chwile, jakie przeszłam, zmieniły mnie i mój związek. Zmieniły też moje podejście do ciąży, w której jestem obecnie. W tym wszystkim jestem szczęściarą. Miałam przy sobie wspierające osoby, blog pomógł mi uporządkować myśli, a druga ciąża przyszła szybciej, niż mogłam sobie wymarzyć. Badania genetyczne tym razem przeszliśmy wzorcowo. Rośnie we mnie nowy człowiek, któremu dajemy całą miłość, jaką mamy. Gdzieś tam, z tyłu głowy, w głębi serca, w pudełku ze zdjęciami USG i pierwszą kartą ciąży, zawsze będzie schowane pierwsze dziecko, które swoim przyjściem sprawiło nam nieopisaną radość. Ból spowodowany jego odejściem wzmocnił nas, pokazał, jak ulotne jest wszystko co mamy i jak niczego nie można być pewnym. Kocham moje dziecko utracone, nawet jeżeli ktoś patrząc na to z boku stwierdzi, że celebruję ból, demonizuję stratę. Nie jest tak. Ja kocham je w sposób dojrzały, pogodzona z tym, że odeszło i nauczana żyć z pustką, jaką zostawiło. Pozdrawiam wszystkie mamy dzieci, które nigdy nie miały szansy się urodzić i tych, które tak szybko odeszły. Ania

15 comments to “Dziecko niezapomniane”
  1. Od wczoraj czytam Twój blog. Straciłam dziecko dokładnie tak jak Ty..
    W 2016 roku 13 października miałam zabieg czyszczenia po obumarciu mojego maleństwa. Teraz znów jestem w ciąży. Powoli i nieubłagalnie zbliża się dziewiąty tydzień, tłumaczę sobie, że strach nic nie zmieni ale nadzieja jest tak duża, że boje się chyba bardziej.
    Dzis obydwie wiemy, że szczęsliwie donosiłaś swoją druga ciążę 🙂
    Czy i mnie sie uda…
    Czekam…

    • Przykro mi, wiem co czujesz. Pogodzisz się, na to trzeba czasu. Przychodzi w końcu taki czas, kiedy jest nam lepiej. Dasz sobie radę, tylko poczekaj, bądź cierpliwa, pewnych rzeczy się nie przyspieszy. Wszystko jeszcze przed Tobą. Mi udało się pogodzić ze stratą, teraz mam zdrowego, pięknego synka. Życzę Ci tego samego, z całego serca

  2. Z całego serca ci współczuję, kochana.. Smutno mi, kiedy słyszę o tym, jak cały czas moja starsza siostra stara się o swoje drugie maleństwo, a nie widać progresu, a ja, zwykła nastolatka, ot tak zostanę mamą..aż czasami naprawdę mam ochotę oddać jej mój mały skarb, ale potem „trzeźwieję” i wiem, że TO MOJE DZIECKO I DAM RADĘ.

    • Nie możesz tak myśleć, mamą nie zostaje się ot tak, tak miało być. Ty sobie bardzo dobrze z tym wszystkim radzisz i jak na „zwykłą” nastolatkę jesteś bardzo dojrzała emocjonalnie. Będziesz bardzo dobrą mamą 🙂 Dasz radę, oczywiscie, że tak! 🙂

  3. Myślę, że każda z mam która straciła dziecko miewa takie chwile kiedy rozpamiętuje swoje utracone dziecko, oblicza ile by miało teraz miesięcy, lat. Moje dziecko miało się urodzić końcem września. Niestety los chciał inaczej. Ostatnie tygodnie były podobnie ciężkie jak pierwsze po stracie. Ciągle łapałam się na tym, że myślałam jakby to było gdyby maluszek żył, że zbierałabym się do szpitala, urządzała pokój, kupowała wózek. Cała rodzina trzymałaby kciuki za szczęśliwy poród… Idąc ostatnio w słoneczny, jesienny dzień pomyślałam jak cudownie by było spacerować teraz z maluszkiem. Ciężko pozbyć się takich myśli. Wydaje Ci się, że jest już dobrze, że jest na tyle normalnie że da się żyć, ale wcale tak nie jest. Myślę, że każdy rodzic który stracił maluszka ma takie odczucia. Ale trzeba starać się z tym żyć. Mimo, że brakuje sił i ma się wrażenie, że połowa człowieka umarła z chwilą odejścia dziecka. Liczę jednak, że będzie dobrze – tylko czasami ciężko mi w to uwierzyć. Aniu mam nadzieję, że czujesz się dobrze. Trzymam za Was kciuki i serdecznie pozdrawiam :*

    • takie chwile przychodzą, zwłaszcza jak przychodzą daty, które nam się z tymi dziećmi kojarzą. Będzie dobrze Gosiu, wiem że łatwo mi powiedzieć, ale zobaczysz, będzie dobrze 🙂

  4. Moj synek ma juz 3,5 roku a aniolek mialby rowno rok wiecej. Zyjemy normalnie i nie rozpamietujemy co by bylo gdyby. Sa momenty kiedy lza w oku sie zakreci i przypominam sobie ze jestem tez aniolkowa mama ale na codzien ciesze sie ze mam fantastyczna rodzine i dwoch cudownych synkow. Cos w tym jest ze czas leczy rany i nie mozna cale zycie rozpamietywac zaloby. To ze tobie czy mi udalo sie ponownie zajsc w ciaze to nie proba zastapienia jednego dziecka drugim tylko ogromna potrzeba macierzynstwa moze i troche samolubna zeby miec kogos takiego malutkiego do kochania i kogos kto cie bedzie kochal calym malutkim serduszkiem (a ja wlasnie dostalam kilka tak ogromnych buziakow ze az sie zeby na policzku odbily 😉 )

    • takie buziaki są najlepsze 🙂 u nas na weekend był brat D., który ma 4,5-letniego synka i on właśnie swoim rodzicom dawał takie mega miłosne buziaki. Jak się tak człowiek na to napatrzy, to aż nie może się doczekać, kiedy dostanie takiego całusa od własnego dziecka :*

  5. Stracilam dwojke dzieci, moja walka o szczescie utknela w martwym punkcie. Nie mam sily, odwagi. Swiat zawalil sie totalnie. Jestem aniolkowa mama, ta swiadomosc tak bardzo boli. Nigdy nie przytule moich skarbeczkow, zawsze bede o nich pamietac i kochac nad zycie

    • Znam to uczucie, ze boje sie ponownie sprobowac bo nie wiem czy mam sile na ponowny bol gdyby… Ale sprobowalam i tym razem pelnia szczescia. Z twojej wypowiedzi sadze ze to dosc swieza strata wiec musisz „przezyc swoja zalobe” a wtedy porobic badania i razem z lekarzem rozwazyc swoje szanse na szczesliwe macierzynstwo.

  6. „Żona, która traci męża jest wdową. Mąż, który traci żonę nazywany jest wdowcem. Dziecko, które traci swoich rodziców nazywane jest sierotą. Nie ma zaś nazwy na rodzica, który stracił swoje dziecko. Tak trudna i nieopisana jest to strata.”

    Nie masz sobie nic do zarzucenia. Tak jak napisałaś nie ma czasu, który „trzeba” odczekać, poświęcić na żałobę. Każdy z nas jest inny i każdy ma prawo przechodzić doświadczenie straty inaczej. A TAKIEJ straty nie da się ująć w żadnych ramach. Myślę, że każde zachowanie w zgodzie z sobą jest właściwe.

    U mnie mija rok odkąd pożegnałam się z maleństwem. Są chwile, kiedy jestem spokojna, a są też takie kiedy nie mogę znaleźć w sobie zgody na to co było już tak namacalne i co straciłam. Ja też bardzo szybko podjęłam ponowne starania… Myślę, że gdyby się udało byłoby mi lżej. To nie jest zastępowanie. To po prostu pójście do przodu. Świat choćbyśmy nie wiem jak cierpieli nie zatrzyma się z nami. Możemy się przeciw temu buntować, a możemy też zebrać wszystkie porozsypywane kawałki serca i zacząć stawiać chwiejne kroki. Dobrze, że to zrobiłaś. Nie umniejsza to Twojej miłości do maleństwa, które odeszło.

    Przesyłam ciepłe myśli i pozdrowienia:)

  7. Wlasnie przeczytalam twoj wpis.. Ja z kolei wole chyba wierzyc,ze moje dziecko zmienilo tylko date przyjscia na swiat.Wszystko wskazuje na to,ze moj synek urodzi sie dokladnie w tym samym tygodniu w ktorym w pierwszej ciazy zrobilam test potwierdzony dwiema kreskami. Nadal jest mi przykro z powodu straty,ale wiem ze gdyby do niej nie doszlo to moj synek by nigdy nie istnial. Nie da sie przeciez donosic dwoch ciaz w przeciagu jednego roku! A prawda jest taka,ze ja juz go kocham i nie moge sie doczekac,az bedzie z nami. Zaraz zaczynamy 29 tydzien. Jeszcze sporo zostalo,ale jednak co dzien jestesmy troszke blizej:)

    • ja sądzę, że w niektórych przypadkach tak może być, że zmienia się data urodzenia, tylko ja czuję inaczej u siebie, w przypadku tej ciąży. Też kocham moje dziecko, mam nadzieję, że za parę tygodni poczuję ruchy 🙂 29 tydzień, jeszcze ok. 11 uściskasz synka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.