„Co ty na to tato?”, czyli z facetem na wizyty w ciąży

Spread the love

Za każdym razem, kiedy wchodzę do gabinetu ginekologicznego na wizytę kontrolną, towarzyszy mi stres. Usadowiony jest gdzieś w środku, pojawia się i znika, przychodzi falami. Siedząc w poczekalni na zmianę boję się i cieszę. Stres wsiada ze mną do samochodu już pod domem, mimo że staram się go nie wpuścić. Jedzie na tylnym siedzeniu całą drogę, co chwilę podszeptując złe myśli. Później siada mi na kolanach i piszczy „A może lepiej tam nie wchodzić?”. Bezczelny wbija się do środka, gdy tylko lekarz otworzy drzwi i zaprosi nas na wizytę. Tak, stres jest ze mną za każdym razem, nie odpuszcza. Całe szczęście, na przednim siedzeniu w samochodzie, na krzesełku obok w poczekalni i w samym gabinecie, jest ze mną również D. Siedzi spokojnie, czeka, a gdy stres zaatakuje, bierze go za bary, rzuca o podłogę i zgniata z satysfakcją. Nie daje stresowi nade mną zapanować, w końcu ten intruz szkodzi naszemu dziecku.

Właściwie od początku ciąży do ginekologa chodzimy razem. Oprócz funkcji uspokajającej, rozwiązanie to ma też inne zastosowania. Rozmawiałam kiedyś z kolegą, którego żona była w 9 tygodniu ciąży. Wróciła właśnie od lekarza i dumnie pokazywała wszystkim zdjęcie USG. „No i jakie to uczucie? Jesteś podekscytowany?” – zapytałam go później. „No cieszę się w sumie, ale wiesz, tam to jeszcze nic nie widać…” No właśnie, nie każdy potrafi dostrzec na zdjęciu kształt dziecka. Niektóre z moich koleżanek do tej pory pytają „Sorry, ale to ta biała, czy ta czarna plama?”, mimo że nasze dziecko naprawdę już wygląda jak człowiek. Wydaje mi się, że dopóki nie zobaczy się tego małego, bijącego serca, wielu przyszłych ojców może naprawdę mieć problem ze zrozumieniem, że tam w brzuchu jest ich dziecko, które żyje, praktycznie od początku, mimo że jeszcze długi czas nasz brzuch pozostanie płaski.

Śmiałam się kiedyś z koleżanką, że z tymi facetami to jest tak, że ciąża zawsze ich zaskakuje. Nie ważne, że przyszła mama od pół roku biega po ginekologach i endokrynologach, nie ważne, czy udało się szybko, czy ciąża była poprzedzona paromiesięcznym ładowaniem w siebie przez kobietę burzy hormonów – facet zawsze wpada. Prawdziwa więź ojciec – dziecko wywiązuje się podobno dopiero po porodzie. Dlatego właśnie chcę, żeby D. chodził ze mną do ginekologa. Bo wierzgające na monitorze USG dziecko, którego ruchów nawet matka nie jest jeszcze w stanie wyczuć, może być dla ojca cudownym doświadczeniem, które pomaga mu uzmysłowić sobie, co się tak właściwie w nas dzieje.

„Niesamowite” – tak właśnie zareagował D., gdy nasze trzymilimetrowe dziecko zaprezentowało nam swoje bijące serce. Mimo, że na ekranie USG pojawił się zaledwie robaczek, mała poruszająca się kropka w samym robaczkowym środku dawała pewność, że to jest życie. Życie, które stworzyliśmy i tak szybko się już rozwija. Po każdej wizycie, na której byliśmy razem, emocje były nie do podrobienia. W 10 tygodniu poszłam na wizytę sama, i mimo że D. cieszył się, gdy zobaczył na zdjęciu, jak bardzo już dziecko urosło, jego podekscytowanie było nieporównywalnie mniejsze do tego, jakie wykazywał, kiedy wspólnie słuchaliśmy lekarza opisującego, co właśnie widać na monitorze. Kiedy razem usłyszeliśmy bicie serca wiedziałam, że na D. wywarło to ogromne wrażenie. Cieszył się, jeszcze chyba nigdy nie uśmiechał się w ten sposób. Zupełnie inaczej cieszyłby się, gdybym po powrocie do domu powiedziała mu „I słyszałam już serce, wiesz?” Pewnie by zajarzył, o co chodzi, ale czy do końca?

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Mój D. zapamiętuje. Taką ma rolę, kiedy ja w całym swoim roztrzepaniu i ekscytacji próbuję pojąć, co po badaniu mówi mi lekarz. Więc wracamy później do domu i zaczyna się upewnianie. „Ale powiedział, że to dobre tętno?” (Tak) „Na pewno mogę brać te leki na alergię?” (Tak) „Badania mam zrobić przed samą wizytą?”, „Do kiedy mam brać te tabletki? do 20-go?”, „Powiedział, że jest wzorcowo?” (Tak, tak, tak). No, i u kogo niby bym się upewniała, jak byłabym sama w gabinecie?

Po zakończeniu kolejnego tygodnia ciąży zawsze czytam, co będzie działo się w następnym. Korzystam z książki, którą dostałam od siostry, z aplikacji na telefonie i ze strony www.parenting.pl . Za każdym razem pytam D., czy chce posłuchać. Odpowiedź zawsze jest twierdząca. Więc czytamy. Częstotliwość, z jaką mój ukochany powtarza wtedy „niesamowite”, jest…niesamowita. „Już może płakać?”, „Ma już paznokcie?” „Ssie kciuk?!?!”. No, niesamowite. Jest to aktualnie jeden z moich ulubionym momentów tygodnia. Czas, kiedy razem uczymy się o naszym dziecku, które rośnie sobie zdrowo, mimo że jeszcze na zewnątrz nie widać, że niedługo pojawi się na świecie.

Tak, powoli, systematycznie, z wizyty na wizytę, coraz bardziej wprowadzam D. w świat naszej ciąży. Mówię mu, co się ze mną dzieje (no, może bez niektórych szczegółów, co by wodospadem informacji nie zagasić ognia namiętności w związku), opisuję, na jakim etapie rozwoju jest dziecko. Lekarz pozwala mu być przy każdym USG, opisuje wszystko, co widzi i uczy nas widzieć to samo. Bo jest we mnie mikro człowieczek, który mimo małych gabarytów, już zmienił nasze życie. A to dopiero początek. Więc jeżeli facet wykazuje chęci i nie jest to dla niego niekomfortowe, to uważam, że wspólne wizyty w ciąży to coś najpiękniejszego na świecie. Bo emocje, jakie towarzyszą takiemu badaniu są nie do opisania. Na szczęście D. chętnie wsiada ze mną w auto i cierpliwie czeka, aż zostanie poproszony do gabinetu. I dzięki temu nie muszę się martwić, że niewłaściwie opiszę mu to, co zobaczyłam na wizycie. Dzięki temu on sam to czuje, on już wie.

8 comments on “„Co ty na to tato?”, czyli z facetem na wizyty w ciąży
  1. Super że włączasz D w „bycie w ciąży”, że uczycie się tego co się dzieje razem. Fajnie że możecie wspolnie przeżywać wszystko i cieszyć się
    Mam koleżankę, która będąc w ciąży zachowywała się jak ten opisany przez Ciebie facet – wyglądało jakby nie do końca czuła więź z maluchem. Nie chciała czytać co się dzieje w jej brzuszku, do lekarza chodzili razem ale to on wykazywał większe zainteresowanie. Nawet na porodówkę chciała jechać sama, bo przecież co to takiego dla niej – jak kichnięcie. Dopiero jak akcja się zaczęła to zrozumiała o co tyle szumu i cieszyła się że nie poszła sama. Dla mnie to był jakiś kosmos jak mi o tym mówiła. Ja już teraz wiem, że będę chciała koniecznie mieć Męża przy sobie i wiem że w przyszłości nie przepuści okazji widzenia dziecka które jeszcze jest w brzuszku.

  2. U mnie tatus z oboma synkami gadal przez brzuch a ze dziecko tam w srodku to czuje to mam pewnosc po tym jak mlodszy kopal sie z bratem. Miedzy nimi od poczatku byla (i nadal jest) fantastyczna wiez i jak starszy przychodzil tulic sie do brzucha to maly zaraz go zaczynal poszturchiwac. Tlumaczylam mu wtedy ze dzidzius mu mowi kocham cie braciszku. I to wlasnie starszy brat otrzymywal pierwsze spontanicze buziaki itp.
    A co do tatusia to pierwsze godziny na tym swiecie obaj z nim spedzili z racji tego ze obaj to cesarzatka wiec ja musialam swoje odczekac na pooperacyjnej. Ale znam tez tatusiow ktorzy uwazaja ze poki nie da sie z dzieckiem w pilke pograc to jego rola konczy sie na tym zeby sie dzieckiem przed znajomymi pochwalic oczywiscie pod warunkiem ze jest nakarmione, przewiniete itd.
    Ale moje dzieciaki maja fantastycznego tate ktory i przewinal i nakarmil i zabawil od samego poczatku.

    • U nas tatuś głaszcze brzuch, mimo że jeszcze nic nie widać i chwilowo to bardziej wygląda na ciążę gastronomiczną, niż normalną 🙂 Cieszę się, że chodzi ze mną na wizyty, naprawdę to super sprawa!

  3. Więź ojca z dzieckiem dopiero po porodzie? Po pierwsze – tak było kiedyś, po drugie – w przypadku niektótych ojców.
    Czy wiesz jak ogromna więź powstaje między dzieckiem a ojcem na etapie prenatalnym? Zapytaj o to dziecko 🙂
    Dziecko, z którym ojciec na co dzień bawi się, śpiewa, delikatnie gra na instrumencie i robi wszystko, co wymyśli, po porodzie bezbłędnie rozpoznaje głos ojca w tłumie osób asystujących przy porodzie. Doświadczyłem tego trzy razy. Pisałem o tym tu:
    http://pragnieniedziecka.blog.pl/2012/12/17/pepek/

    Pozdrawiam!

    • Dlatego napisałam: „podobno”, bo tak się mówi, jeszcze 🙂 Sama namawiam D., żeby mówił do brzucha, mimo, że dziecko jeszcze nie słyszy, on nie ma z tym problemu 🙂 Jestem zwolennikiem podejścia, że przeżycia jeszcze z brzucha odgrywają ogromną rolę w życiu człowieka, więc wiem, że im brzuch będzie większy, tym bardziej tato będzie się nim zajmował 🙂
      Nie wszystko co pisze, musi być zgodne z prawdą, to tylko moje przemyślenia.
      Pozdrawiam również!

      • Ja wiem, że to nie Twoje słowa i nie Twoje poglądy. Neguję pogląd ogólnie, a nie dlatego, że myślę, że Twój 🙂 Wcale tak nie myślę 😉

        Ja też z brzuchem gadałem zanim zaczął słuchać 🙂
        A jak dziecko nasłuchuje, kiedy głos z jednej strony brzucha przechodzi na drugą! 🙂 A jak fika, kiedy słyszy muzykę z gitary! To zupełnie nie to samo, co z głośników 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.