Wzorowa prezentacja

Spread the love

Zdjęcia USG małych dzieci w brzuchach moich koleżanek, które widuję dość często, zawsze były dla mnie niezwykłe. Mali ludzie, prezentowani przez dumnych rodziców od samego początku. Mimo, że to zazwyczaj tyko cienie, jest to naprawdę przyjemny widok. A o ile przyjemniejszy jest on, kiedy podczas USG cień zaczyna się poruszać, wierzgać, skakać, machać? To jest nie do opisania. 5 centymetrów człowieka, robiące w moim brzuchu przewroty jak zawodowy akrobata, coś fantastycznego. Po prostu szczęście w pełnym wydaniu.

Badania genetyczne były dla mnie istotnym punktem do przejścia w tej ciąży. Poprzednio wyszłam z nich z wiadomością o braku tętna dziecka. Tym razem szłam na nie z dobrym nastawieniem, jednak nie było takiej możliwości, żeby się nie denerwować. „Boże, czy ono tam jest całe i zdrowe?” – zastanawiałam się od rana. Wprawdzie dzieciorek, mając dosyć stresu, jaki funduję mu co jakiś czas, wytrwale daje mi znaki, żebym już dała sobie spokój z tymi obawami i na przykład wczoraj sprezentował mi parogodzinne mdłości. Są mdłości, jest spokój, już się dziecko nauczyło. Dzień zleciał szybko. Wybiła wyczekiwana 17:20. Wchodzę.

Ginekolog zaczyna USG. Od razu na monitorze pojawia się dziecko. Od początku widać serce. Nie muszę pytać, czy bije, bo widzę, że tak. Do tej pory była to jedyna rzecz, jaka mnie interesowała. Od momentu rozpoczęcia tego USG zaczął się dla mnie nowy etap. Nasze dziecko  ma inne narządy, które są równie interesujące. „Proszę zobaczyć, tu jest mózg, rozwija się, tu widać oczka, nos, buźkę. Niżej jest serce. Tu znajduje się żołądek, a tu pęcherz.” Ginekolog szczegółowo ogląda dzieciorka z każdej strony. Maluch leży spokojnie, nie reaguje. Są dwie rączki, paluszki, 5 pięknych palców u jednej ręki, u drugiej. Lekarz skupia się na górnej części ciała dziecka. Siedząc na fotelu, obserwując zmieniający się obraz modliłam się: pokaż jeszcze, że ma nóżki, proszę, gdzie są nóżki? „Oooo, a tu są nóżki, proszę zobaczyć, widzą państwo? Proszę, zgina je i prostuje.” Faktycznie, nasze dziecko w pełni uspokoiło obawy przewrażliwionej matki. Zgięcie, wyprost, zgięcie, wyprost, pięknie, równo. Jakie kochane dziecko. Grzeczne po mamie.

Później zaczynamy USG przez brzuch. Będzie mierzona przezierność. No i tu zaczynają się schody, bo dziecko grzeczne po mamie, ale uparte po tacie. Półprofil prezentuje się wspaniale, ale to nie wystarczy. No, pokaż profil. Nie, nie da rady. Lekarz potrząsa brzuchem, pobudza dziecko do działania. I nagle…dostaje kopniaka. Za każdym razem, gdy stara się zmusić dziecko do poruszenia się, maluch wierzga nogami kopiąc ściany macicy, jakby próbował powiedzieć: „Dajcie spokój, dziady się przyczepiły i spać nie dają”. Ginekolog cierpliwie czeka. „No jeszcze trochę, odwróć główkę” – mówi. Po 10 minutach, kiedy dziecko zaprezentowało już wszelkie możliwe kombinacje zgięć i wykrzywień kończyn, w końcu udaje się zrobić wyczekiwane zdjęcie profilu. Swoją drogą, jeżeli ma nos po tacie, to nie dziwię się, że niechętnie pozuje bokiem. Profil ładny, czoło też w porządku. Przezierność 0,96. Super! Bicie serca – prawidłowo, ponad 160 razy na minutę. No i kolejne przewroty, tak dla pewności, albo na znak, żebyśmy już dali spokój. Dziecko mojej przyjaciółki pod koniec tego badania odwróciło się ostentacyjnie dupką, pokazując tym samy dosadnie, co myśli o tym całym podglądaniu. Moje ma w sobie zdecydowanie mniej cierpliwości i „dyplomacji”. My mu szturchańca, ono nam kopa. Koniec USG, nie będziemy już męczyć małego człowieka. Niech sobie skacze tam dalej. Jestem spokojna. Spokojna i szczęśliwa.

W ten oto sposób kolejny raz skończyliśmy wizytę pełni miłości i nadziei. Będzie dobrze, tym razem będzie dobrze. Następna wizyta za miesiąc. Jak ja wytrzymam? Ja, uzależniona od USG. Myślę, że teraz już będzie mi łatwiej. Nie całkiem łatwo, ale na pewno lepiej. Bo z dnia na dzień coraz mocniej wierzę w tę ciążę, coraz mniej boję się myśleć o moim dziecku, snuć plany. Cieszymy się. Głaszczę brzuch i zastanawiam się, czy dziecko dalej wesoło odpowiada kuksańcami. A może śpi? Zapewniam mu najlepszą możliwą opiekę. Ono ma rosnąć i być spokojne, resztą zajmiemy się ja i D. Wychodząc od lekarza rzucam: „Do zobaczenia za miesiąc, nie będę już sobie skracać terminu wizyty…mam nadzieję”. „No właśnie miałem właśnie powiedzieć, że zobaczymy” – odrzuca ze śmiechem ginekolog. No, to zobaczymy, odwyk od częstego USG rozpoczęty. Już nie będzie mi to tak potrzebne. Nasze dziecko dostarczyło mi tyle hormonu szczęścia, że mogłabym tym obdzielić całe moje miasto. I pół sąsiedniego też, niech stracę 🙂

12 comments to “Wzorowa prezentacja”
  1. Gratuluję udanego USG! 🙂
    Nie dziwię Ci się, że czujesz się uzależniona od tych badań, bo jeszcze sama pamiętam, w jakich podskokach na nie biegałam, by podglądnąć moje maleństwo, choć to było prawie dwa lata temu 🙂 Taka dawka szczęścia na raz, gdy widzi się bijące serduszko, fikające nóżki, zginające się paluszki, a nawet ssanie kciuka… To było piękne 🙂
    Życzę Ci wszystkiego dobrego! 🙂

  2. Gratuluje udanego badania:) a chcecie poznac plec? Bo nam juz ginekolog na genetycznym byl w stanie przy swoim sprzecie powiedziec,ze na 90% chlopak;) potem sie juz tylko potwierdzilo i zawsze mowi” a wiec nadal chlopiec jak widzimy:)” choc szczerze powiedziawszy ja na poczatku nic tam nie widzialam:p

    • Chcemy chcemy, ale jeszcze nie było widać. Cud, że się profil udało uchwycić, taki wiercipięta. Jak będzie tylko możliwość, to na pewno chcemy wiedzieć, czy synek, czy córeczka 🙂

  3. I tak trzymac! Trzeba miec wlasne zdanie nawet jak sie ma kilka centymetrow 😉 . Teraz juz powinno byc z gorki, jeszcze chwile i zacznie cie smyrac a potem kopac i ani sie obejrzysz a bedziesz spogladac do lozeczka na spiacego z mina aniolka dzieciorka 🙂

    • no dokładnie, od początku pokazuje, że ma charakterek 😉 Powiem szczerze, że ciąża naprawdę szybko biegnie. Dopiero co pisałam, że pojawiły się 2 kreski, a tu już koniec 12 tygodnia 🙁

  4. Super 🙂 Takie wpisy mogę czytać godzinami. Dzieciorek rośnie zdrowo i tak ma być.Zaprezentował wszystko żeby Mamusia z Tatusiem byli spokojniejsi. Dużo zdrówka i siły. Buziaki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.