Badania genetyczne

Spread the love

Przed nami badania genetyczne. Jutro o 17:20 mam umówioną wizytę. Badania te są dla mnie tym bardziej ważne, że poprzednio właśnie na nich dowiedziałam się o braku tętna dziecka. Więc czekam, chcę być już po i mimo, że myślałam, że dam radę, jednak trochę się stresuję.

Dzisiaj zaczęłam 12 tydzień ciąży, badania te robię więc w najwcześniejszym możliwym okresie. To nie dlatego, że jestem niecierpliwa, tylko akurat tak wypadła wizyta, tak kończy mi się zwolnienie. „Hmmm, taki trochę wczesny termin, ale spróbujemy. Najwyżej przyjdzie pani jeszcze raz” – powiedział mój ginekolog wpisując w kartę ciąży datę wizyty. Nie mam nic przeciwko. Czy on naprawdę nie zauważył, że najchętniej chodziłabym do niego co tydzień?

Razem z D. postanowiliśmy, że robimy tylko podstawowe badanie, czyli mierzenie długości ciemieniowo-siedzeniowej. Nie chcemy od razu zapisywać się na inne badania, robić testów z krwi. Jeżeli lekarz zauważy coś niepokojącego, wtedy będziemy się zastanawiać. Na razie idziemy na wizytę z założeniem, że wszystko będzie dobrze. Bo od początku, mimo wielu lęków, strachów i histerii, staram się tak do tego podchodzić. Tylko nie zawsze w praktyce jest to takie łatwe.

Takie samo podejście miałam w poprzedniej ciąży. „Idziemy zobaczyć nasze dziecko, z 2 rączkami, 2 nóżkami i odpowiednią ilością chromosomów” – powiedział do mnie D. dzień przed wizytą. Nie wpadliśmy na to, że podejrzenie np. zespołu Downa to nie jest najgorsze, co może usłyszeć rodzić na tych badaniach. Można usłyszeć np. „Nie widzę tętna”, albo „Jutro możemy zrobić zabieg”. Wiem z doświadczenia. Ogólnie mam wrażenie, że to właśnie zespół Downa spędza większości rodziców sen z powiek przed badaniami prenatalnymi. A to naprawdę nie jest najgorsza z możliwych opcji. Wiadomo, że każdy rodzić chce mieć zdrowe dziecko. Nie idziemy na te badania z myślą – jak będzie chore, to trudno. Każdemu zależy, żeby było dobrze. Ale mimo tego, że staram się podchodzić do sprawy racjonalnie, nie wyobrażam sobie iść na te badania z nastawieniem – jak będzie chore, to na pewno usunę.

Nie będę się wymądrzać w tym temacie, bo nie mam w nim żadnego doświadczenia. W poprzedniej ciąży to nie ja musiałam podejmować decyzję o jej zakończeniu. Decyzja podjęła się sama. Dziecko się nie rozwinęło, serce przestało bić, musiałam usunąć martwą ciążę. Jednak niejednokrotnie siedząc po zabiegu w domu myślałam o tym, że w całym tym nieszczęściu, być może spotkała nas łaska. Bo jak bardzo gorsze musi być decydowanie, co zrobić, gdy dziecko jest bardzo chore i umrze zaraz po urodzeniu w ogromnym bólu? A jaką mamy pewność, że diagnoza jest właściwa?  A może by było zdrowe? Moja kuzynka dwukrotnie usłyszała, że dziecko będzie chore. Obie ciąże zakończyły się porodem zdrowego, silnego bobaska. Ile jest takich przypadków? Na ile bardziej intensywne, inwazyjne badania, dają nam pewność, że lekarze się nie mylą? To są tak ogromne ludzkie tragedie i dylematy, że nawet myślenie o tym jest bolesne. Więc siedzę i czekam na swoją wizytę, nieustannie prosząc, byśmy nie musieli się nad tym zastanawiać.

Jutro, 17:20, pewnie z małym poślizgiem, zobaczę, jak urosło moje dziecko. Stresuję się, jak zawsze, ale nie jest to takie uczucie, jak w poprzedniej ciąży, kiedy to stojąc pod prysznicem nie miałam ochoty spod niego wyjść. Czekam z lękiem, ale i z niecierpliwością, ciekawością. Już tydzień temu na monitorze USG pokazał nam się mikro człowiek. Teraz pewnie przybyło mu parę centymetrów. Chcę już go zobaczyć. Ginekolog zrobi szczegółowe USG, pokaże nam rączki, nóżki, zmierzy, sprawdzi, czy rozwija się prawidłowo. Tak naprawdę pewność, że dziecko jest zdrowe, mamy dopiero po porodzie. A i to nie zawsze. Pozostaje mieć nadzieję, pozytywne myśli i z miłością oczekiwać na to, co nas czeka. Do zobaczenia dzieciorku, przepraszam za te wszystkie stresy, obiecuję poprawę.

9 comments on “Badania genetyczne
    • Asiu już właśnie zabieram się za pisanie, jednak nie wiem, czy dam rade zamieścić dzisiaj, po padam na twarz, tak ciążowo 😉 badania bardzo dobrze, dzieciorek kręcił fikołki przez cały czas, aż trudno go było pomierzyć, ale przezierność bardzo niska, 0,96, wszystkie inne parametry również prawidłowe, także jesteśmy dzisiaj z D. bardzo szczęśliwi 🙂

      • Super, ze wszystko ok. Odpoczywaj bo pewnie stres tez cie wymeczyl. Na kolejny wpisik moge spokojnie poczekac jak juz wiem ze dzieciorek juz rozrabia 😉

  1. Moje przygody z testami genetycznymi sa ciekawe. Przy pierwszym synu od razu dostalam skierowanie na usg i testy z krwi a ze wszystko wyszlo ok to nawet nie pamietalam potem ze na tym usg bylo cos konkretnie sprawdzane. A drugi syneczek okazal sie bardziej kaprysny i przeziernosc karkowa wyszla za duza. Z tego powodu lekarz skierowal mnie do kliniki bo tam lepszy sprzet i specjalisci ale inaczej im wyjsc nie chcialo. Tam tez zrobili mi testy z krwi ktore wyszly ok. I po tym wszystkim pani doktor oswiadczyla ze jak juz przekrocze graniczny tydzien to ona kieruje mnie na amniopunkcje bo wtedy ryzyko poronienia spada do 1%. Dla mnie to oznaczalo ze AZ 1 na 100 konczy sie poronieniem a najbardziej nie wyobrazalam sobie uslyszec ze dziecko BYLO zdrowe. Wiec wzielam te wyniki i polecialam do swojego lekarza. Obgadalismy temat i on uswiadomil mi ze przy wadach genetycznych najczesciej wystepuje kilka nieprawidlowosci a nie tylko ta przeziernosc i jego zdaniem moje szanse na zdrowe dziecko sa niemal pewne. Tym sposobem zrezygnowalismy z amniopunkcji a jedynie usg polowkowe znow musielismy robic w klinice bo mogly nam np wyjsc wady serca. Wtedy dowiedzielismy sie ze to znow syn i ze chlopcy czesto maja podwyzszona przeziernosc karkowa.
    A teraz drugie zagadnienie zwiazane z tym tematem. Co by bylo gdyby… Kilka dni zanim wyszly wyniki z krwi zastanawialam sie co zrobimy jesli rzeczywiscie nasze dziecko jest ciezko chore. Z jednej strony takie wyczekiwane a z drugiej caly nasz swiat bedzie juz zawsze jemu podporzadkowany. Starszy syn nie bedzie juz mial prawa jechac na kolonie czy chodzic na basen bo pieniadze beda potrzebne na rehabilitacje. Nie bedzie tez mial prawa zalozyc normalnej rodziny bo jaknas braknie to zostanie nianka dla brata czy siostry. Ja juz nigdy nie wroce do zycia zawodowego itd. Na szczescie nie musialam podejmowac tej trudnej decyzji i do dzis nie wiem co bym wybrala. Za to bardzo denerwuja mnie wypowiedzi ludzi ktorym sie wydaje ze wszystkie rozumy pozjadali, ktorzy potepiaja aborcje w takiej sytuacji.
    Synus po tych wszystkich perturbacjach urodzil sie zdrowy i silny 10 pkt Apgar i na 7 miesiecy samodzielne wstawanie przy meblach. Serce jak dzwon (kardiolog zaliczony bo szmery niewinne), kondycja ze kilku doroslych jest w stanie wykonczyc a do tego radosc zycia jakiej kazdemu zycze 😉

  2. Aniu cały czas jestem z Wami myślami – wyłącznie tymi pozytywnymi. Jutro będzie wszystko dobrze. Zobaczycie Swojego kochanego Dzieciorka jak macha nóżkami i rączkami. Nie ma innej opcji. Trzymam mocno za Was kciuki i jutro o 17:20 będę z Wami myślami. Pogłaszcz brzusio od wirtualnej cioci 🙂 Dobrej nocy, a jutro dobrego dnia. Pozdrawiam ciepło :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.