Częste kontrole w ciąży – przezorność, czy przesada?

Spread the love

Idąc w poniedziałek po wyniki miałam wyśmienity humor. Czułam się rewelacyjnie, był piękny dzień, przygotowałam dla D. przepyszny obiad, wszystko było idealne. Kiedy otrzymałam plik spiętych ze sobą karteczek, tak naprawdę zależało mi tylko na jednym, – TSH, niech utrzyma się poniżej dwóch, proszę. Szukam, szukam, morfologia, mocz, HIV, choroby weneryczne i na końcu jest, TSH 3-cia generacja – 2,73…Złość, strach, zrezygnowanie. Dlaczego rośnie? Przecież biorę tabletki. Właśnie kończę 10 tydzień, do lekarza idę dopiero 2 października. Możliwe, że ostatnio przeciwciała tarczycy zabiły moje dziecko. Jak wytrzymam jeszcze 1,5 tygodnia, żeby zobaczyć, czy wszystko dobrze? No właśnie, nie wytrzymam…czy mam znowu umówić się do lekarza?

Po przyjściu do domu ze świeżo odebranymi wynikami, zadzwoniłam do swojej endokrynolog. Pani była jak zwykle bardzo miła. Owszem, wynik podskoczył, nieznacznie przekroczył ciążową normę, ale w ciąży wahania TSH to norma, nie ma się co martwić. Wyczuwając panikę w moim głosie, pani doktor zwiększyła mi nieznacznie dawkę leku. „Proszę nie panikować, 10 tydzień, to już hoho, daleko”. No tak, daleko, ale na kontroli byłam w 8. Skąd niby mogę wiedzieć, czy moje dziecko przetrwało ten krytyczny moment, kiedy przestała rozwijać się poprzednia ciąża? Wtedy to był przełom 9 i 10 tygodnia. Co teraz się we mnie dzieje? No nic, nie wytrzymam, jednak umówię się do ginekologa, najwyżej mnie wygoni.

Wieczorem rozbolał mnie brzuch. Mimo senności nie mogłam zasnąć. Zamęczyłam już trzy przyjaciółki moimi strachami i wątpliwościami, teraz pora popastwić się nad D. „Nie możesz tak się denerwować, szkodzisz dzieciorkowi, na pewno wszystko jest dobrze” – przekonywał. Jednak po 20 minutach jęczenia przeplatanego płaczem stwierdził, że jak tak mam się martwić przez tydzień, to lepiej iść sprawdzić, ale to wcale nie jest dobre. Tak, wiem, ostatnia awaryjna wizyta miała być ostatnia, ale w ciąży pozwolę sobie jednak być nieco mniej słowna, niż zazwyczaj.

Przed wizytą u ginekologa byłam w miarę spokojna. „Dlaczego się nie denerwuję?” – myślałam. Idę zobaczyć moje dziecko, błagam, niech mu bije serce, niech drugi raz mnie nie zostawia. W mojej głowie wstrętne przeciwciała atakowały mojego biednego dzieciorka, naparzały w niego z całych sił. Walczyłam z tym, jednak nic nie było w stanie mnie uspokoić, tylko zobaczenie go całego i zdrowego.

„Pani chyba miała być trochę później?” – zapytał na wstępie ginekolog. „Co się dzieje?” No i tutaj rozpoczął się mój wywód, jak to przestraszyły mnie wyniki, a krytyczny moment przekroczyłam dopiero teraz, jak brzuch boli, objawy trochę ustąpiły i za dobrze się czuję. „Jak pan mi nie zrobi usg, chociaż przez brzuch, to ja dzisiaj nie zasnę” – oświadczyłam. „Tak, oczywiście, zrobimy, jednak chcę panią uspokoić, TSH w ciąży może nieco wzrosnąć, ale jeżeli bardzo się pani boi, to sprawdzimy.” Do środka wchodzi D., kładę się na kozetce, robimy usg, pierwszy raz przez brzuch. Jest, coś jest, jednak lekarz milczy. Przybliża, patrzy, pokazuje…serce, bije, widać je, dzieciorek żyje i ma się dobrze. Uff, jaka to ulga. Maleństwo ma 31 mm, dziesięciokrotnie zwiększył swoją długość od pierwszej wizyty. Tak szybko rośnie. Jest cudowny. W pewnym momencie bardziej skupiłam się na D. Siedział i śmiał się. „No widzisz? Mówiłem” No tak, mówił, lecz jakoś obraz na usg jest dla mnie w tym przypadku bardziej wiarygodny, zupełnie nie wiem dlaczego…wybacz kochanie.

„Przepraszam, wiem, że panikuję, jednak ten 10 tydzień był dla mnie taki ważny” – tłumaczę lekarzowi. Czy wszystkie kobiety w ciąży tak dużo mówią? I tak histerycznie? „Ja panią rozumiem, przecież nic nie mówię”. Naprawdę uwielbiam tego lekarza. Rozumie, nie krzyczy, nie patrzy jak na wariatkę, jest super.

Wizyta trwała może 7 minut. Kosztowała mnie odrobinę nerwów i 50 zł. Ale nie ma takiej ceny, jakiej bym nie zapłaciła za spokój, który po niej poczułam. Zobaczyłam moje dziecko, które rośnie i rozwija się prawidłowo. Jego serce bije 174 razy na minutę. Wszystko jest dobrze.

Czy więc zbyt częste kontrole w ciąży to przesada histerycznych kobiet, które wynajdują sobie problemy, by usprawiedliwić swoje uzależnienie od oglądania dziecka na usg? Według mnie należy na to popatrzeć z innej strony. Taka „rozhisteryzowana” kobieta musi uczciwie przed samą sobą przyznać, czy stresuje się na tyle, że naprawdę nie wytrzyma? Bo jeżeli stres jest tak silny, że nie daje spokoju, to sądzę, że zaszkodzi on dziecku bardziej, niż zrobienie szybkiego usg. Moje wczorajsze nie trwało chyba nawet pełnej minuty. Lekarz pokazał, że wszystko jest dobrze, nawet nie ustawiał obrazu tak, by wydrukować zdjęcie, tu chodziło tylko o to, żebyśmy zobaczyli tętno. Tak, w obecnej ciąży chodzę do lekarza równo co 2 tygodnie. Nie celowo, tak wypadło. W planie były większe odległości, jednak psychicznie za każdym razem przegrywałam walkę sama ze sobą. Jestem słaba? Nie, bo nikt, kto przeżył poronienie, nie jest słaby. Jesteśmy silne, tylko mamy trochę zniekształcone myślenie. To nie usprawiedliwienie, raczej fakt.

Może i przesadzam, jednak tak jak pisałam już wcześniej, nikt nie zrozumie tego strachu, jeżeli wcześniej nie przeżył takiej straty. Nad tym nie da się zapanować. Staram się być spokojna, znajduję nowe metody na wyciszenie, zajmuję sobie czas tysiącem różnych rzeczy. Jednak dla mnie zakończenie 10 tygodnia było pewnego razu granicą, którą właśnie przekroczyłam. Dzisiaj szczęśliwie zaczęłam 11 tydzień, ze ślicznym, trzy centymetrowym człowiekiem w brzuchu. Wiem, że przed nami długa droga, jednak jestem pełna nadziei i optymizmu. Jestem naprawdę spokojna i teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć…już naprawdę potrafię cieszyć się tą ciążą.

30 comments on “Częste kontrole w ciąży – przezorność, czy przesada?
  1. Witaj!
    Mam tak samo i nie uważam aby częste badania były przesadą, zwłaszcza po tym co się przytrafiło.
    W listopadzie 2015 straciliśmy naszego Synka w 11 tygodniu, po tym była depresja, leczenie u psychiatry, na grupie wsparcia, leki.
    Załamałam się. To był straszny czas. Ale się znowu udało 🙂
    Aktualnie jestem w 9 tygodniu ciąży mnogiej, spodziewamy się dwojaczków. To cud, największy w moim świecie, tak jakby nasz maluch do nas wrócił podwójnie. Ale…boję się. Bardzo.
    Miałam już 3 USG jak narazie i jutro idę ponownie do lekarza. Jak bym mogła codziennie bym robiła USG aby patrzyć na bijące serca, czy rosną. Czy nadal ze mną są….
    Mam czasami przykre sny, czasami się boję czy nadal serducha biją. Ale napady głodu, ciągle zmęczenie i czasami mdłości traktuję jak dowód, dowód życia.
    Bo musi być dobrze, po prostu musi.

    • Pewnie że będzie dobrze! Ale od myślenia się nie uwolnisz aż do końca. Trochę będzie łatwiej jak minie ten feralny tydzień kiedy straciłaś swojego aniołka ale strach pozostanie do końca. Trzymamy kciuki za twoje dzieciaczki!

  2. Witaj!
    Jak ja Cię dobrze rozumiem!
    W listopadzie 2015 straciliśmy naszego Synka w 11 tygodniu, po tym była depresja, leczenie u psychiatry, na grupie wsparcia, leki.
    Załamałam się. To był straszny czas. Ale się znowu udało 🙂
    Aktualnie jestem w 9 tygodniu ciąży mnogiej, spodziewamy się dwojaczków. To cud, największy w moim świecie, tak jakby nasz maluch do nas wrócił podwójnie. Ale…boję się. Bardzo.
    Miałam już 3 USG jak narazie i jutro idę ponownie do lekarza. Jak bym mogła codziennie bym robiła USG aby patrzyć na bijące serca, czy rosną. Czy nadal ze mną są….
    Mam czasami przykre sny, czasami się boję czy nadal serducha biją. Ale napady głodu, ciągle zmęczenie i czasami mdłości traktuję jak dowód, dowód życia.
    Bo musi być dobrze, po prostu musi.

    • Znam to, po każdym USG euforia trwała do następnego dnia, a później mogłabym codziennie chodzić i patrzeć, jak serce Dawida bije i jak on się cudownie rozwija. Póxniej będzie łatwiej, kiedy będziesz czuła już ruchy. Trzymam kciuki za Was mocno!

  3. Oj jak dobrze to rozumiem. Właśnie jestem w kolejnej ciąży po tym jak zarodek przestał się rozwijać w 9 tygodniu. Również dowiedziałam się na usg genetycznym w 13 tygodniu. Serce mi prawie stanęło, gdy lekarz szukał Maleństwa w pęcherzu. Mój organizm nie zrozumiał, że ciąża umarła, pęcherz nadal rósł, brzuch jak w 6 miesiącu ciąży pierwszej. Byłam pewna, że wszystko jest w porządku. A tu… ech. Właśnie jestem w kolejnej ciąży. Dzidziuś miał 3 cm. Teraz kolejne dwa tygodnie muszę przetrzymać aż do wizyty w poradni genetycznej na to pechowe usg. Nie wiem czy dam radę.. czy znów pójdę do lekarza, byle tylko upewnić się, że Tego dnia serduszko na pewno będzie biło!

  4. Cześć Aniu, jakiś czas temu Twoj blog pomógł mi pogodzić sie ze strata..teraz wracam i znowu czerpie z Twojego doświadczenia 🙂 tak jak Ty jestem znowu w ciązy – zaczynam 6 tydzien :)Pojawily sie małe plamienia i najadłam sie strachu. Teraz odliczam dni do 11.02 bo wtedy mam nadzieję, że zobaczę bijące serduszko. Jeszcze nawet mamie nie powiedzialam o ciązy zeby nie zapeszac 🙂 Mam nadzieję, że nie zeświruje do tego czasu. pzdr

    • hej!! 🙂 Tak się cieszę, trzymam kciuki żeby wszystko było tym razem w porządku!! Rozumiem, że się denerwujesz, jeszcze tydzień i zobaczysz maleństwo 🙂 Ja sobie codziennie od kiedy zaszłam w drugą ciążę powtarzam, że wszystko jest dobrze, moja mantra, która mnie uspokaja. Początki są najbardziej stresujące i faktycznie ma się czasem wrażenie, że się zwariuje, później z wizyty na wizytę będziesz już spokojniejsza. Czekam na wieści i dbaj o siebie teraz, pozdrawiam 🙂

  5. Witaj błagam cię o pomoc. W piątek straciłam mojego synka to był 14t6d z OM. Miałam zabieg, żadnych plamien krwawien, po prostu serduszko nie biło. Przestał się rozwijać w 11t. Pierwsza córkę donosilam i ma 20msc. W żadnej ciąży nikt nie zrobił mi TSH mimo że każda kobieta w mojej rodzinie bierze hormony na tarczyce, oczywiście zglaszalam to lekarzowi. Przed pierwszą ciąża miałam wynik poniżej trzech. Chcę jak najszybciej zrobić badania czy to wina tarczycy ze moje dziecko nie żyje? Jakie dokładnie badania zrobić? Proszę pomóżcie kto może.

    • Witam. Bardzo mi przykro. Jezeli martwisz sie o tarczyce to zrob sobie tsh, ft3, ft4 no i przeciwciala anty-Tpo i anty-Tg i idz do endokrynologa. Obawiam sie jednak, ze na 100% nikt Ci nie piwie co się stalo. Lekarze tłumaczą to tak, że czasem tak po prostu się dzieje i nie szukają przyczyny. Życzę duzo sily i zdrowia, Ania

  6. Ja (mimo że nie jestem jeszcze w ciąży) doskonale Cię rozumiem. Teraz, starając się o malucha najchętniej co tydzień latałabym na betę, bo może się udało i żeby mieć pewność, że jak się udało to robię wszystko żeby się utrzymało. Moja daleka kuzynka po pierwszym poronieniu wręcz kupiła domowe KTG żeby samej monitorować bicie serducha i móc spokojnie funkcjonować

  7. A myślałaś o detektorze tętna płodu? http://e-medyczny.com/glowna/73-detektor-tetna-plodu-angelsounds-md800c1.html może to byłoby dla Ciebie pomocne ( w sensie dla samej psychiki) mam nadzieję, że Cię nie uraziłam, może to przesada ale wyobrażam sobie co możesz czuć ponieważ 29 kwietnia miałam usuwaną martwą ciąże ( też mam hashimoto i wysokie przeciwciała;/ i teraz znowu się staramy z mężem… I przypadkiem trafiłam na ten detektor i w sumie jest to jakaś opcja dla „lekko” zdenerwowanych Mam.. Pozdrawiam

    • hej, zastanawiałam się nad tym, ale później stwierdziłam, że spróbuję bez tego. Wiem, że po zakupie chodziłabym z tym nawet do toalety…Na razie się uspokoiłam, po przejściu tego momentu, w którym zatrzymała się poprzednia ciąża, jest mi jakoś łatwiej uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.
      Tarczyca jest straszna, prawda? Tyle szkody potrafi narobić. Mam nadzieję, że tym razem, dzięki tabletkom, nic złego się nie stanie. Życzę powodzenia w staraniach, mam nadzieję, że niedługo będziesz mogła napisać jak Ty przechodzisz swoje pierwsze, stresujące dla nas miesiące 🙂 pozdrawiam

    • Ania jesli chodzi o detektor to nie chodzilabys z nim do toalety,on tak nie dziala:p Po pierwsze musisz lezec na plasko i sie nie ruszac 🙂 Pod koniec pierwszego i z poczatku drugiego trymestru dzieciaczek jest jeszcze bardzo malutki i sie „chowa” wiec trzeba sie go troche naszukac,ale w dniach paniki ,takich jak te ktore opisywalas ,uslyszenie tego szalonego galopu i swiadomosc,ze serduszko mocno bije jest bezcenna. Nam zaoszczedzila kilku wycieczek do szpitala i paru siwych wlosow :p

  8. Ty tu nam zaciemniasz oczy kosztami badan a sama drzysz z wynikow. Trzeba bylo powiedziec co cie dreczy to bysmy cie potrzymaly wirtualnie za reke przed wizyta u lekarza. Dobrze ze wszystko jest ok i oby tak dalej. Jeszcze troche i bedzie ciut latwiej bo dzidziorek zacznie cie smyrac i mowic „mamo tu jestem”
    😉

    • Wiesz, ale serio, nawrt nie chciałam za bardzo przelewać tych czarnych myśli na bloga, wudawało mi się, że lepiej ich aż tak nie werbalizować. Jakbym to napisała, to w tym przypadku jeszcze gorzej bym zaczęła panikować. A tak to tylko D. i przyjaciółka musieli wysłuchiwać jęków i mnie uspokajać. Teraz w piątek mam badania genetyczne 🙂 nie mogę się doczekać, aż zobaczę maluszka!

  9. Wcale się nie dziwię….u mnie dopiero minął nieco ponad miesiąc od poronienia i bardzo bym chciała już móc zacząć się starać. Niestety, trzeba swoje cierpliwie odczekać. Często zastanawiam się jak to będzie gdy się znowu uda, ale wiem jedno i w pełni zgadzam się z Tobą: „nie ma takiej ceny, jakiej bym nie zapłaciła za spokój”.

    • Jest to ciężki okres, bo jednak zostaje w nas pamięć o tym, co się stało i jesteśmy przez to przewrażliwione, ale warto się starać. Trzymam kciuki. Co do czekania, ja też nie mogłam już się doczekać, aż będę mogła zacząć znów próbować, ale jak już minął ten czas, to wiedziałam, że był mi potrzebny i zrozumiałam, że podjęłam dobrą decyzję, by chwilę się wstrzymać. Powodzenia 🙂

      • Aniu, w kwestii tego czekania to mam do Ciebie pytanie, ponieważ moja ciąża zakończyła się w 11 tygodniu (a przestała się rozwijać w 7) u Ciebie natomiast było dość podobnie. Czy po poronieniu robiłaś jakieś badania, a jeśli tak to jakie? Przepraszam, że wypytuje ale, żadna z moich bliskich osób nie była w takiej sytuacji a mi dziś ginekolog kazał iść zrobić badanie genetyczne, którego normalnie się po 1 poronieniu nie robi i się zastanawiam czy to aby konieczne.

        • Nie przepraszaj, pytaj. Kogo mamy pytać jak nie osoby, które przeżyły to samo? Mi mój lekarz nie zlecał żadnych badań, powiedział, że nie ma podstaw, ponieważ w większości przypadków ciąże obumarłe są spowodowane wadami powstałymi przy podziale komórkowym i nie ma w tym winy żadnego z rodziców. W szpitalu po łyżeczkowaniu otrzymała wyniki histopatologii, ale tam tylko było napisane, że nie mam zaśniadu groniastego, bo to sprawdzają nawet przy pierwszym poronieniu. Kazał natomiast koniecznie doprowadzić tarczycę do porządku, ponieważ ja w ciąży miałam problemy z podwyższonym TSH. Może zapytaj swojego ginekologa, dlaczego uważa, że powinnaś zrobić te badania, może widzi jakiś przypuszczalny powód poronienia i uważa, że lepiej to sprawdzić, na wszelki wypadek. A jeżeli nie ma takiego powodu to możesz zasięgnąć opinii innego lekarza, dla pewności. Ja zastanawiałam się przez jakiś czas, czy nie zrobić dodatkowych badań, mimo że lekarz nic nie zlecił, nawet tutaj na blogu parę osób pisało listę badań, które można wykonać, ale jak zaczęłam czytać co jest napisane w sieci, to stwierdziłam, że zwariuję, jak zacznę szukać, a pewnie i tak nic nie znajdę. Ciężkie to są decyzje…u Ciebie minął ponad miesiąc, jak się trzymasz?

          • Bardzo Ci dziękuje, bardzo mi zależało żeby dowiedzieć się jak to wyglądało u kogoś kto przeżył to samo. Dziś biłam się z myślami co z tymi badaniami. Rodzina i przyjaciółka mi doradzali, ale mimo że chcą jak najlepiej to nie wiedzą jak to jest. Dlatego zależało mi, żeby przed podjęciem decyzji dowiedzieć się czy to faktycznie takie niezbędne, tak żeby nie żałować i nie myśleć, że coś zaniedbałam. Decyzja lekarki została podyktowana tym, że był to 11 tydzień-niczym innym, także pójdę do innego lekarza-spokój psychiczny jest najważniejszy. Co do tarczycy to u mnie w ciąży też tsh wyszło podwyższone, od tego czasu cały czas jestem pod opieką endokrynologa i już się ładnie ustabilizowało. Co do mojego samopoczucia to ogólnie czuję się dobrze i staram się myśleć tylko i wyłącznie pozytywnie. Choć kłamać nie będę, są gorsze dni kiedy wracają wspomnienia i dziś właśnie taki dzień był.

        • Tez stracilam w podobnym wieku ciaze i wiekszosc ginekologow po pierwszym poronieniu nie zleca badan. Ja mialam tylko zrobione hormony i okazalo sie ze prolaktyna „nie zauwazyla” ze juz nie jestem w ciazy ale to szybciutko lekami sie wyrownalo. I rok pozniej niz mial sie urodzic aniolek urodzilam synka. Robie tu u Ani za dobry przyklad ze to ze raz sie cos zlego wydarzylo to wcale nie musi sie powtarzac.
          A co do badan genetycznych to jesli lekarz je zleca to zrob dla spokoju duszy ze zrobilas wszystko co mozliwe zeby kolejna ciaza mogla zakonczyc sie szczesliwie

  10. Pisze wg swojego doswiadczenia- 5 lat staran, jedna obumarla ciaza w 9 tyg. , wyniki wszystkie ok, tylko tsh powyzej 3, po poronieniu w ciaze zaszlam po 3 latach w tym po roku leczenia tsh kiedy wynik spadl do 1,3 zaszlam w ciaze- od poczatku plamilam, zazywalam luteine a przede wszystkim bylam pod kontrolá dobrego endokrynol- tsh w ciazy roslo w gore, dostawalam dawki euthyroksu tak zeby bylo ponizej 2,5, dopiero tsh ztrzymalo sie w 27 tyg. Co prawda wtedy dostalam nadcisnienia- ale to juz z innych powodow i w 36 tyg urodzilam synka. Po porodzie tsh szalalo, obecnie wynosi 4 i znow zazywam euthyroks. Pisze o tym zeby na spokojnie bez nerwow pamietac o zrobieniu tsh co 6-8 tyg. I jak rosnie to biec po wieksza dawke euthyroksu. Jak juz bedzie 12 tydz to zacznie sie najspokojnieszy okres ciazy. Bedzie dobrze!!

    • no właśnie, tarczyca potrafi namieszać. Ja nigdy się nie dowiem, czy to właśnie przez to straciłam ciążę, ale jest to niestety możliwe. Teram pilnuję bardzo, naprawdę. Już nawet wynik 2,73 przyprawił mnie od drgawki. Poziom sprawdzam co 5 tygodni. Mam nadzieję, że po zwiększeniu dawki spadnie. Pozdrawiam 🙂

  11. Też tak miałam. 20 tygodni temu. W pierwszym trymestrze ciąży miałam hmmm… 8usg? Jakoś tak. Panika nie pozwalała mi spać, jeść, funkcjonować, chodzić do pracy. Później czekałam aż detektor tętna wyłapie bicie serduszka i za każdą głupią myślą szło włączenie detektora i słuchanie tego pięknego dźwięku. A teraz mały tak się wierci, że nie mogę mieć wątpliwości, że coś jest nie tak 🙂 jeszcze trochę, Aniu, jeszcze trochę 🙂

    • No właśnie, przyjaciółki też i mówią, że jak zaczyna się ruszać, to się człowiek uspokaja. Moja jedna serdeczna koleżanka miała tak mało ruchliwe dziecko, że co jakiś czas musiała wypić np. szklankę zimnej wody, żeby je obudzić. A i tak wtedy jakoś szczególnie się nie ruszało, tylko dawało delikatne muśnięcia, żeby już dała mu spokój 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.