Ciąża? Kogo na to stać?

Spread the love

Odebrałam wczoraj wyniki badań. Druga partia. Wcześniejsze robiłam trzy tygodnie temu. W międzyczasie dwie wizyty u ginekologa, leki do ciążowej apteki…wynik na koniec 10 tygodnia ciąży? 710 zł. Kiedy zachodzi taka potrzeba, muszę iść na kontrolę, wykonać dodatkowe badania lub lekarz przepisze mi coś nowego, po prostu wyciągam kartę, wbijam PIN i koniec tematu. Fakt, pod koniec miesiąca wyciąg z konta wykazuje pewne braki, jednak wiem za co płacę. Wszystko w porządku, bo jestem w sytuacji, w której mnie na to stać. A co w przypadku osób, dla których 710 zł miesięcznie to prawie cała wypłata?

„Jak kogoś nie stać na ciążę, to znaczy, że nie stać go również na dziecko” – usłyszałam ostatnio w rozmowie ze znajomymi. Naprawdę? A może nie bawmy się w osądzanie, kto ma prawo do rozmnażania się, a kto nie i nie zabraniajmy macierzyństwa kobietom, które nie dociągają do najniższej krajowej? Może po prostu zastanówmy się, dlaczego ciąża w Polsce aż tyle kosztuje.

Do ginekologa chodzę prywatnie. Z wielu względów. Przede wszystkim lekarz, którego wybrałam do prowadzenia ciąży, nie przyjmuje na NFZ. Za to pracuje w szpitalu, w którym chcę rodzić, co jest dla mnie bardzo istotne. Patrząc na listę lekarzy w moim mieście przyjmujących na kasę chorych, nie zdecydowałabym się na żadnego z nich. W mojej regionalnej przychodni czas oczekiwania na wizytę u ginekologa wynosi około trzy miesiące. I teraz zajdź tu w ciążę i czekaj tyle czasu, żeby zobaczyć, czy wszystko dobrze. Jeszcze chwila i pomyślę, że wprowadzamy europejskie standardy. W końcu w Wielkiej Brytanii pierwsze USG odbywa się między 12 a 14 tygodniem ciąży i jakoś na wyspach kobiety z powodzeniem rodzą dzieci. Tylko w Anglii ciążę prowadzi położna i z tego co wiem, kobieta ma do niej stały dostęp. A u nas szukaj przerażona matko lekarza, może jakiś termin się zwolni. Aaaaa, i pamiętaj, jak nie złapiesz jakiegoś do 10 tygodnia ciąży, to ci becikowe śmignie koło nosa. A kto najbardziej potrzebuje becikowego? Właśnie te rodziny, których nie stać, by na wizytę iść prywatnie i zapewnić sobie założenie karty ciąży przed 10 tygodniem. Taki mały paradoks.

Jedna z moich bliskich kuzynek w pierwszej ciąży dostała się do ginekologa na kasę chorych. Dziecko się urodziło, wszystko było dobrze. Bo ciąża była bezproblemowa. W drugiej ciąży poprawiła jej się sytuacja finansowa i zdecydowała się na lekarza, który przyjmował prywatnie. Teraz, kiedy przypomina sobie, jak była traktowana i ilu rzeczy nie sprawdzał lekarz przyjmujący na NFZ, nóż się jej w kieszeni otwiera. Druga ciąża nie była już taka super, były problemy. I całe szczęście, że chodziła prywatnie. Płaciła, ale za to lekarz w porę przy badaniu wykrył problem i w porę zareagował. W pierwszej ciąży takie badanie nie zostało wykonane. Jaki wniosek? Chodzisz na NFZ to módl się, żeby ciąża była zdrowa, bo prawidłową to i weterynarz poprowadzi, a na kasę chorych możesz trafić na ignoranta, któremu nie zależy. Na pewno są wyjątki. Jak trafisz na wyjątek, to masz szczęście. Jak nie, to pech, dla ciebie i twojego dziecka. Więc jeżeli nie stać cię na wizyty prywatne, a co za tym idzie, robienie wyników również prywatnie, to albo nie zachodź w ciążę, albo naucz się skutecznego kombinowania przez najbliższe 9 miesięcy. A jak nie to patrz i płacz. Chore, naprawdę.

Nie napiszę nic odkrywczego ani zaskakującego, ale patrząc na to, ile ciąża kosztuje i na to, jak nieudolnie nasze Państwo stara się pomóc młodym rodzicom, dlaczego zamiast mydlić oczy kolejnymi pomysłami kwot przysługującym rodzinom na kolejne dzieci (a żeby to dostać to musisz wykazać najniższe z możliwych zarobków) nie zapewni się kobietom spokoju ducha i portfela na czas ciąży, na przykład poprzez wprowadzanie refundacji kosztów obowiązkowych badań? A jest przecież cała lista obowiązkowych, która właśnie najnowszym rozporządzeniem została poszerzona. Teraz na przykład musisz w trakcie ciąży już dwa razy zbadać, czy nie zarażono cię HIV. A to tylko jedne 40 zł więcej. O reszcie obowiązkowych płatności nie wspomnę.

Bliska mi osoba ma jeszcze inny problem. Słyszeliście o ustawie regulującej sprawy matek na działalności gospodarczej? No to już jest prawdziwy polski kosmos. Te kobiety, nie dość, że muszą martwić się o swoje ciąże (w najgorszej sytuacji ustawa stawia te mamy, które mają ciąże zagrożone i aktualnie muszą przebywać na zwolnieniu lekarskim, więc nie mogą zmienić wysokości swoich składek i trochę „nadgonić”) to jeszcze dodatkowo, w pakiecie, od troskliwego Państwa, dostały zamartwianie się, czy faktycznie będą musiały utrzymywać swoje dzieci za…17,90 zł miesięcznie! Tak! Piękna kwota. Kobieto, co się martwisz? Pójdziesz do sklepu „Wszystko po 5 złotych”, tam jest dużo akcesoriów dla dzieci na pewno, kupisz trzy rzeczy i ci jeszcze reszta zostanie. Zawsze można wrócić do zwykłych pieluch, zrezygnować z pewnych „fanaberii” typu kosmetyki dla dziecka i jakoś będzie. 17,90! Niby jest poruszenie w sejmie i rząd ma się wycofać z tej paranoi, ale po co były te nerwy? Czy nie można kobietom w ciąży zafundować choćby świętego spokoju?

I tak to po podliczeniu dotychczasowych wydatków związanych z moim szczęściem stwierdzam, że mam fart. Bo mnie stać. Może nie mieszkam w pałacu, nie jadam codziennie kawioru i nie jeżdżę na wypasione wakacje co kwartał, ale będąc w ciąży mogę sobie pozwolić na zapewnienie mojemu dziecku najlepszej możliwej opieki. Nie muszę się martwić, czy lekarz mnie przyjmie, czy zrobi badanie. Nie muszę się zastanawiać, z jakich badań zrezygnować, a które są konieczne. Jestem szczęściarą ze szczęściem w brzuchu. Przykre jest to, że będąc w ciąży, część z nas musi się jeszcze martwić o zapewnienie sobie wystarczającej opieki. Kiedy przyjdzie czas, pójdę do sklepu, kupię ciążowy stanik, ciążową sukienkę i ciążowe majtki. Nie będę musiała przerabiać tych, które noszę teraz. Tylko dlaczego muszę się cieszyć, że mam taką sytuację, jakby takie podstawy były czymś nienormalnym? Przecież to powinno być coś standardowego, nie powinno to budzić emocji i niepokoju. A wiem, że u niektórych budzi. To taki bonus do lęków i zmartwień, jakie przeżywają kobiety. Więc ciąża? Tak, cudownie, tylko kogo na to stać?

22 comments to “Ciąża? Kogo na to stać?”
  1. Czy tez msuisz robić tele badań? Ja w plsce mam wizytę co dwa tygodnie i co tydzień mam zlecone przeróżne badania. Jest tego tak dużo, że sama się gubie! Kazali mi zrobić nawet test hpv , jestem tym bardzo zdziwiona! Jak to wygląda u Was?

    • co dwa tygodnie wizyta? To bardzo często. Ja mam robione wyniki co wizytę, zawsze krew i morfologia, robię też tsh ze względu na tarczycę ale chodzę do ginekologa raz na 4 tygodnie

  2. Ja jestem w 6 tyg. ciąży a już niestety poznałam minusy bycia polską ciężarną. Ja miałam do wyboru leczyć się u byle jakiego lekarza który jest raczej dostępny, ale za to, który na nic nie zwraca uwagi a tym samym ryzykować zdrowie dziecka lub iść prywatnie do lekarza. Nie zarabiam kokosów, ale uważam, że skoro pracuje to chce się czuć bezpieczna, tym bardziej w pierwszej ciąży gdy nie wiem co jest normalne, a co nie. Zawsze jest to inna sytuacja niż na co dzień, a mama niestety pochodzi z innej epoki, gdy wszystko było inaczej. Jestem na zwolnieniu od początku z uwagi na chemiczny charakter mojej pracy, ale wcale nie czuje się z tym lepiej. Wolałabym pracować, bo w domu i tak nie zrobię nic co bym chciała bo tylko słyszę – nie rusz, nie dźwigaj, tego nie rób, tamtego nie podnoś. Czuje się jak zbędny element, który tylko jest inkubatorem.

  3. Coś za coś… Nie ma refundowanych badań choć powinny być to fakt ale ile wydaje się pieniędzy na zasiłki chorobowe dla kobiet które poszły na l4 niemal w chwili zrobienia testu ciążowego choć nie miały ku temu uzasadnienia medycznego? Dla mnie to jest patologia i zamiast wydawać kasę na lipne l4 wolałabym żeby była ona przeznaczona na refundację badań, witamin czy dopłaty do żłobków

    • Ja w sumie nie do końca się zgodzę, ciężko jest tak naprawdę ocenić, która kobieta udaje, a która faktycznie potrzebuje zwolnienia. Fakt, na pewno przez część jest to nadużywane, z drugiej strony, jest to tak specyficzny czas, że na pewno nie nazywałabym tego tak ostro, mianem patologii. Sama jestem w 11 tygodniu i już na zwolnieniu, mimo że czuję się już lepiej. Jednak rodzaj pracy i przede wszystkim daleki dojazd, który stwarzał zagrożenie przy złym samopoczuciu sprawiły, że wspólnie z lekarzem zdecydowaliśmy, że lepiej dać sobie na wstrzymanie, szczególnie, że jedno dziecko już straciłam. Naprawdę ciężko rozsądzić, komu zwolnienie naprawdę się należy, a kto po prostu chce się polenić. Fakt, pieniądze na te zwolnienia idą ogromne, szczególnie że luki w prawie pozwalały do tej pory na pewnego rodzaju przekręty związane z wysokością składek ZUS. Tak czy inaczej, tak jak pisze, badania, pewne leki, które musisz przyjmować, są stanowczo za drogie i przydałaby się pewna pomoc w tym zakresie.

    • Zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Jestem podobnie jak ty w 10 tc i podliczylam ostatnio ile w tym miesiącu poszlo na lekarza, badania i leki.. wyszlo ponad tysiąc złotych. Ja się pytam – co jesli ktoś nawet tyle nie zarabia??? Żadnych badań nie można wykonać na NFZ, nawet głupią grupę krwi czy morfologię… tragedia 🙁

    • Prawda? No to jest istne szaleństwo. Oczywiście, że wyprawka kosztuje, oczywiście, że dziecko kosztuje, ale ten wpis jest akurat o samej ciąży. To naprawdę wariactwo, jak człowiek zacznie liczyć, ile to wszystko kosztuje. Chyba lepiej po prsotu nie liczyć…

  4. jestem w 6 tc. wydałam do tej pory ok 1000 zł i to same bety, tarczyce, dedimery plus wizyty po 200 zł. Muszę sie przenieśc do kogos innego, bo niedługo zbankrutuje.

    • no i właśnie o to chodzi. Jeszcze jak naprawdę ciąża jest książkowa, to pół biedy, ale jak się pojawiają komplikacje, do lekarza trzeba chodzić częściej i zleca się dodatkowe badania, to jest jakiś kosmos! Uparcie twierdzę, że pakiet badań dla kobiet w ciąży powinien być refundowany. Pozdrawiam i trzymam kciuki

    • Polska to kraj dla młodych, zdrowych i bogatych – takim ludziom żyje się dobrze. Ja jestem obecnie w 17 tyg ciąży prowadzonej w Niemczech na „kasę chorych”. Fakt, są tylko 3 USG refundowane i część comiesięcznych wizyt odbywa się u położnej, nie u lekarza, lecz wszelkie badania są refundowane (w tym USG prenatalne do 14 tyg. i połówkowe – są ponad te 3 u lekarza prowadzącego). Może lekarz nie jest na każde zawołanie pod telefonem, ale z izby przyjęć w szpitalu nikt ciężarnej nie odeśle do domu – wiem, bo z pierwszą niestety straconą ciążą taką wizytę odbyłam. Za swoje prowadzenie ciąży nie zapłaciłam jeszcze nic a nie czuję abym odbyła zbyt mało wizyt lub miała zbyt mało badań. Tyle, że zwolnienia nie otrzymałam od razu – mimo utraty pierwszej ciąży i dojazdów do pracy autem samodzielnie ponad 50 km każdego dnia w jedną stronę. Może dlatego tam są pieniądze na refundację, wizyt, badań itd.

      • Tutaj tez mozesz miec prowadzona ciaze na kase chorych tyle ze lekarz lekarzowi nie rowny. I czasem lepiej zaplacic i miec zrobione usg wczesniej niz na kase chorych bo zarowno ja jak i Ania mialysmy wczesna martwa ciaze wiec szybkie jej wykrycie to byla kwestia nawet naszego bezpieczenstwa. A jak bylam zmuszona wspomagac sie badaniami w klinice to nikt nawet o ubezpieczenie nie pytal za to podejscie personelu do ciezarnej z komplikacjami bylo straszne a na zyczliwosc chyba nie trzeba osobnej skladki zdrowotnej.
        Nie wiem jak w Niemczech ale w Anglii nie wykonuje sie polowy badan ktore u nas sa standardowe.

        • Wszędzie lekarz lekarzowi nierówny. Tylko dlaczego akurat w Polsce prowadzenie ciąży i wo ogóle chodzenie do ginekologa na kasę chorych wydaje się prawie niemożliwe. Przynajmniej ja nie znam żadnej osoby, która by z tego skorzystała. Jakoś w innych krajach jest to standard i kobiety ciążę przeżywają, rodzą zdrowe dzieci i nie muszą wydawać kupy pieniędzy na wizyty i badania, a chyba o tym był powyższy post. Chodzi o to, aby za składki zdrowotne była zapewniona godziwa opieka zdrowotna w państwie, a kto chce i kogo na to stać może oczywiście korzystać z opieki prywatnej. W Polsce jest praktycznie niemożliwe, aby zapewnić sobie godziwą opiekę ginekologiczną w ramach publicznej służby zdrowia, a przynajmniej jest to bardzo bardzo trudne. Na martwe ciąże nie będę się licytować, bo nie o tym był ten akurat post autorki. Też taką przeżyłam i wiem jakie obawy towarzyszą następnej ciąży.

          • No właśnie, bo to w Polsce trzeba tak kombinować, wszędzie indziej można zaufać państwowej służbie zdrowia przy prowadzeniu ciąży, tutaj nie bardzo. Naprawdę jest ogromna różnica. Co więcej, sprzęt w takich gabinetach najczęściej jest przedpotopowy, strach na tą wejść, na usg trzeba biegać do po różnych gabinetach, wariactwo. Niestety, jeszcze nam w tym przypadku daleko do normy. Przynajmniej szpital, w którym będę rodzić ma dobre wyposażenie. No i przyjmuje tam mój ginekolog, to niestety też się liczy. A nie powinno. Co do tych zwolnień i tego, że to tam idzie kasa, która by mogła iść na refundację, to mam w planie napisać na ten temat niedługo posta, bo to faktycznie dość dyskusyjna sprawa. Ja też jestem na zwolnieniu i nie uważam, żeby to było przesadzone, jednak różne są opinie.

  5. Pociesze cie potem juz jest tylko drozej. 😉 Zaczyna sie od szczepien ktore teoretycznie sa bezplatne ale pod warunkiem ze chcesz kluc dziecko n razy zamiast raz i miec wieksze szanse na powiklania no wiec co 6 tygodni wyskakujesz ze 150-200zl. Potem ci sie marzy ze jak skonczysz z pampersami i kaszkami to odbudujesz budzet ale daremne nadzieje zaczyna sie przedszkole, teatrzyki , wycieczki. Potem zajecia dodatkowe basen, pilka, jezyki… I tak majac 9latka dawno wyrosnietego z pieluch wcale mniej na niego nie wydaje. 🙁
    A wracajac do ceny wizyt i badan to mialam ten luksus ze pracodawca ma wykupiony abonament dla pracownikow w sieci przychodni wiec za wizyty i badania nie placilam. Jak masz czas i chec to wiekszosc badan ktore zleca sie w ciazy moze ci przepisac lekarz pierwszego kontaktu z tym ze lekarze roznie podchodza do zlecania badan potrzebnych innemu lekarzowi.

    • Domyślam się 🙂 wiadomo, że dziecko, to wydatki. Ktoś kiedyś obliczył, że wychowanie dziecka do 5 roku życia równa się cenie zakupu nowego, luksusowego auta 😀 osobiście wolę dzieci od samochodu, jednak te koszty naprawdę przerażają.
      Co do lekarza rodzinnego, moja koleżanka tego próbowała i się nie udało. Zależy, na jakiego lekarza się trafi niestety. Moja przyjaciółka za to też ma ten pakiet medyczny i mogłaby chodzić do lekarza w ramach karty zapewnionej przez pracodawcę, jednak lekarze przyjmujący na tę kartę, delikatnie mówiąc, nie spełniają oczekiwań. Więc mimo to chodzi o płaci prywatnie. Takie to właśnie wszystko pogmatwane

      • Ja wlasnie swojego lekarza mam w ramach abonamentu wiec w ciazy moglam zbierac na wyprawke. A ze ciuszki trzymalam po starszym to o tyle bylo lzej i pozniej.
        Ale nie o tym chcialam pisac. W czasie badan okazalo sie ze maly mial zbyt duza przeziernosc karkowa i lekarz skierowal mnie do kliniki na konsultacje i dokladniejsze usg. Tam o dziwo honorowali skierowanie z prywatnej przychodni i nawet nie pytali o ubezpieczenie bo w ciazy maja obowiazek diagnozowac i leczyc bezplatnie. Ale na tym moja milosc do kliniki sie skonczyla bo traktowano tam kobiety w ciazy (i to problemowej) jak zlo konieczne. Poszlam tylko umowic sie na termin to zostalam obsztorcowana ze nie zjawilam sie z samego rana i ze ta cala poczekalnia jest tu w tym samym celu. Jak juz dotarlam do upragnionego pokoju to dwie panie czuly sie niczym Bog przydzielajac terminy. Jak im powiedzialam ze termin przez nie wyznaczony mi nie pasuje bo akurat wyjezdzam to malo mnie wzrokiem nie zabily.
        Dla tego malego szkraba czlowiek jest zniesc wiele a ja o dziwo znosilam toz usmiechem na ustach a wlasciwie glupawka ale gdybym mogla zaplacic i miec te same badania prywatnie to jefnak bym wolala.

    • Wiadomo, że tak jest. Tylko i tak będę się upierać, że ciąża to tak specyficzny czas, że kobiety powinny mieć zapewnioną godziwą opiekę bez względu na status społeczny

  6. Witam,
    Ja byłam w ciąży 9 tygodni, w tym czasie byłam u lekarza 4 razy każda prywatna wizyta pierwsza wizyta 200 zł reszta po 150 zł do tego badania. Nie zapisałabym się do lekarza z NFZ ale wydatki i tak przerażają… zależy co się wybiera ja wiem że przy następnej ciąży wybiorę mojego prywatnego lekarza mimo dużych kosztów. Miałam ten komfort że miałam zwolnienia i recepty na telefon.

    • No ja też bym się nie zdecydowała na żadnego z NFZ, więc jak trzeba, to wyciągam kasę i płacę. Komfort psychiczny, że jesteś pod okiem dobrego specjalisty jest dla mnie teraz najważniejszy, szczególnie po wcześniejszych, przykrych doświadczeniach. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.