Zaburzony ciążopogląd

Spread the love

Ciąża to ten piękny okres, kiedy przygotowujemy się do bycia rodzicami. Obserwujemy zmiany zachodzące w naszym ciele, podglądamy nasze dziecko na USG od wczesnych tygodni, przeżywamy każdy dodatkowy centymetr, o jaki urosło. Piękny czas, mimo dolegliwości. Taki prawdziwy stan błogosławiony, z którego należy się cieszyć, bo jest cudem. Prawda? Tak, na pewno tak. Tyle, że dla mnie nie do końca.

Jeśli zaczęłabym pisać blog na początku poprzedniej ciąży, przeczytalibyście tu zupełnie inne wpisy. O jak to cudownie, jaki świat jest piękny i jaka inna ja jestem w tej ciąży, taka lekka, dobra, spokojna, no istna rusałka. Martwiłam się codziennie, bo nie wiedziałam co i jak, ale to było inne martwienie się niż teraz. Tak naprawdę straty ciąży były dla mnie strasznymi opowieściami dziejącymi się gdzieś obok, w innej przestrzeni, za drzwiami mojej prywatnej Narnii. No i stała się moja strata i zmieniła na zawsze to moje radosne patrzenie. Teraz, kiedy przypominam sobie siebie śpiewającą pod prysznicem i głaszczącą się po brzuchu, snującą wielkie plany na najbliższych kilka miesięcy i przeskakującą ponad kałużami w tym moim niewyobrażalnym szczęściu myślę sobie – „I co się tak cieszyłaś ty ciążowy koczkodanie? Trzeba było trochę rezerwy, to byś tak później nie cierpiała…”

O tym jak inna jest ciąża po poronieniu pisałam tu już wcześniej. Ten wpis piszę po to, żeby samej sobie pomóc zrozumieć, co się ze mną dzieje. Wiem, skąd wzięły się moje lęki, moja histeria i przewrażliwienie. Z tego co widzę, nie jestem w tym też zbyt oryginalna. Piszecie, że też nałogowo odwiedzałyście ostre dyżury i swoich ginekologów? To znaczy, że ze mną jeszcze nie jest tak źle. Powstrzymuję się ile mogę, ale na pewno pójście do lekarza tylko trzy razy w pierwszym trymestrze jest dla mnie czymś niewykonalnym. Ja muszę się upewnić, że jest dobrze, choć przecież nie powstrzymam tym niczego. Co ma być i tak będzie. Obserwuję każdą zmianę w moim ciele i cieszę się z każdego razu, kiedy chce mi się wymiotować. Nie marudzę, mimo że to męczące. Płaczę, kiedy to mija, jestem zrozpaczona, gdy piersi pozwalają spać na brzuchu, chociaż wiem, że to, że nie bolą, nie musi oznaczać nic złego. Ale boję się i nic nie poradzę. I pewnie jeszcze nie raz tu o tym napiszę.

Jeżeli więc jesteś radosną mamą, która właśnie zaszła w ciążę i nie ma za sobą przykrych przejść, może lepiej tu nie wchodź i nie czytaj. Bo mój zburzony ciążopogląd zepsuje Ci to radosne oczekiwanie. Możesz wrócić w drugim trymestrze, kiedy to będę spokojniejsza, bo przejdę mój tragiczny punkt, kiedy to dowiedziałam się o braku tętna mojego dziecka. Pamiętaj też, że to moje patrzenie jest nienormalne, nie Twoje. Normalna kobieta powinna cieszyć się ciążą, a nie ciągle doszukiwać się w niej problemów. Zazdroszczę Ci, uwierz, ale myślenia nie zmienię, bo ono już niestety nie zależy ode mnie.

Dzisiaj odebrałam kartę serologiczną kobiety ciężarnej. Ciąża druga, porodów zero, poronienie – 2015 r. To już za mną, ale również we mnie. Moja karta ciąży też ma taką samą skazę…

Do lekarza idę w środę, tydzień wcześniej, niż planowałam. Bo mimo, że piersi na zmianę bolą i nie bolą, mdłości pojawiają się i znikają, a wszystkie znaki w moim brzuchu są prawidłowe dla ósmego tygodnia, to nie uwierzę, póki nie zobaczę. Wczoraj na przykład leżąc na łóżku poczułam ciągnięcie w pachwinie. Dość mocne, jednak nic niepokojącego, ból, który w ciąży jest chyba normalny. Wieczorem weszłam na parenting.pl. Wchodzę tam co tydzień i czytam, co będzie się działo w tym okresie ciąży. Patrzę i co widzę? „Możesz zacząć doświadczać charakterystycznego bólu ciągnącego w pachwinach, związanego z rozpoczęciem powiększania się macicy, która naciąga więzadła, na których jest zawieszona.” No jak w mordę strzelił moja macica się powiększa. A skoro się powiększa, to znaczy, że moje dziecko robi sobie miejsce, czyli rośnie. Radość potrwała całą godzinę. Kładąc się do łóżka i tak myślałam o tym, że USG uspokoi mnie najbardziej na świecie.

Czasem mam wyrzuty sumienia względem tego mojego dzieciorka. Bo nie poświęcam mu tyle czasu ile poprzedniemu, bo nie głaszczę go tak intensywnie mimo, że nic na całym świecie nie cieszy mnie teraz bardziej. Bo jakby miał mnie opuścić, to nie chcę się później znowu odzwyczajać od głaskania. Więc na głaskanie pozwalam sobie sporadycznie. Mam nadzieję, że nadrobię…

Mam nadzieję, że ten blog już niedługo stanie się miejscem, gdzie kobiety będą mogły przeczytać, że mimo, że piersi przestają boleć i nagle mija senność, ciąża rozwija się dobrze i nie ma co się zamartwiać. I że mimo, że poroniły, mają szansę na zdrowe dziecko. To już niedługo mam nadzieję tutaj przeczytacie.

I takie to już jest to moje patrzenie na ciążę. Jeżeli tego nie rozumiesz, to po prostu blog nie dla Ciebie. Muszę przejść pierwsze trzy miesiące. Później chociaż trochę znormalnieję, taki jest plan. I tak myślałam, że będzie gorzej. Nawet D. mówi, że nie jest tak źle, wariuję w kontrolowany sposób. Na początku jak poparzona latałam do łazienki po każdym upławie, teraz jak wariatka szukam w sobie kolejnych dowodów na to, że moje dziecko się rozwija. A wierzę, że się rozwija. Pójdę do lekarza i przyznam się, że jestem wariatką, ale mimo to niech mnie nie wyrzuca i niech mi pokaże, jak rośnie mój skarb. Wtedy będę się cieszyć tą ciążą, na pewno, przynajmniej przez pierwsze parę dni po wizycie…

,
14 comments on “Zaburzony ciążopogląd
  1. Witaj,
    zajrzałam do Ciebie, bo pojawiłaś się na głównej stronie Onetu. Ja też jestem w ciąży, mojej pierwszej ciąży. Wiem, że Twoja sytuacja jest zupełnie inna, ale jakieś tam obawy ciążowe towarzyszą każdej z nas, nie tylko tym, które straciły dziecko. Każda z nas martwi się, czy wszystko będzie dobrze, czy dana reakcja naszego organizmu jest właściwa, czy może coś się dzieje złego? Każda z nas się martwi na swój sposób i różnie pokazujemy to naszemu otoczeniu.
    Trzymam kciuki i na pewno będę do Ciebie zaglądać 🙂
    A oprócz strony parenting.pl polecam też forum na fajnamama.pl
    No i na koniec ostatnie pytanie: na kiedy masz termin?
    Pozdrawiam
    Paulina

  2. Nie doświadczyłam straty dziecka, ale rozumiem Cię, dlaczego jesteś taka wrażliwa na każdy objaw czy ból. Może wiele to nie zmieni, ale powinnaś zmienić nastawienie i myślenie, ja gdy na początku obecnej 2 juz ciąży dowiedziałam się że mam tylko 50% szans na dalszy rozwój, bo jest obok zarodka krwiak który możę go wchłonąć wylam jak dziecko, potem ciągle patrzyłam czy nie krwawie, następna wizyta, torbiel na jajnika dużych rozmiarów, nadal czekać na to co się wydarzy. .. panikowalam, aż w końcu powiedziałam sobie, że co ma być to będzie, ja swoim nastawieniem i myśleniem tego nie zmienię, a tylko wywołuje wilka z lasu, przestałam myśleć, panikować, dziś jestem w 38 tc, obecnie w szpitalu, bo zdiagnozowano u mnie hipotrofie płodu i do jutra czekam na decyzje, także do końca ciąży jak ma się coś zdarzyć, to się zdarzy, pomimo chuchania i dmuchania.

  3. Cześć Aniu 🙂 jeszcze nigdy nie zostawiłam komentarza na żadnym blogu, ale tutaj postanowiłam się przemóc.
    Mam nadzieję, że Twoja ciąża rozwija się prawidłowo i że cieszysz się z każdego dnia. Mogę tylko potwierdzić słowa moich komentujących poprzedniczek, że na pewno NIE jesteś wariatką. Rozumiem Cie, bo przeszłam przez taką samą historię. Przed Bożym Narodzeniem ubiegłego roku dowiedziałam się, że ciąża ok. 9 tyg obumarła. Jeszcze przed Nowym Rokiem miałam zabieg. Potem pół roku odczekaliśmy z różnych przyczyn i teraz mogę się cieszyć 14tygodniową dobrze rozwijającą się ciążą 🙂 Wierzę, że wszystko będzie w porządku i w marcu powitamy prawdopodobnie córeczkę 🙂 Trzymam kciuki również za Ciebie. Też jestem typem „zamartwiającym się”, więc wszyscy znajomi mieli już dość mojego „marudzenia” i obawiania się czy wszystko jest w porządku. Trzymaj się cieplutko!

  4. No to witam w klubie wariatek! Cale zycie chodzilam w nocy do toalety po ciemku i w ciazy z drugim synkiem bylo to juz niewykonalne, ogladalam bielizne i kibelek jak bym miala tam skarby znajdowac i za kazdym razem przyjmowalam z ulga ze koloru czerwonego nie widac. Co do ciazowego brzuszka to moj rosl mimo ze ciaza byla martwa.
    Tak sobie mysle ze jak patrzymy dookola to widzimy szczesliwe ciezarne w wysokiej ciazy czy rodzicow z malenstwami ale tych dramatow rozgrywajacych sie najczesciej na poczatku ciazy najczesciej nie widzimy chyba ze jestesmy z taka aniolkowa mama w miare blisko. Nikt nie ma na czole czy brzuchu napisane „poronilam’. Dlatego wydaje nam sie ze to zjawisko rzadkie i nas nie dotyczy. Dopiero jak zetkniemy sie z tym bezposrednio to dowiadujemy sie ze wcale nie jestesmy takie wyjatkowe jest nas calkiem sporo ale nadal zadna z nas nie wie dlaczego jest ta jedna na trzy.
    A ty glaskaj swojego dzieciorka bo wszystko bedzie dobrze a on teraz najbardziej potrzebuje twojej milosci i twojego spokoju! Pomysl sobie czy poprzednim razem mniej by bolalo gdybys nie musiala sie oduczac tego gestu NIE, bolalo za kazdym razem kiedy przypomnialas sobie ze jestes juz sama i wtstarczyla do tego mijana obca kobieta w ciazy czy bobas na bilbordzie.
    Uszy do gory, lekarz moze cie miec za wariatke ale to jego problem. Normalny lekarz wie, ze kobieta w ciazy z powodu hormonow jest przewrazliwiona i ma do tego prawo a podwojne ta ktora juz ciaze stracila.

  5. Jakbym czytala siebie…pierwsza ciaze poronilam.Teraz mija 6 lat od tamtego czasu,a my przygotowujemy sie do in-vitro.
    W tym momencie czuje euforie i podniecenie,ze to juz niedlugo ale wiem,ze moja psychoza mnie dopadnie predzej czy pozniej,ze z kazdym mocniejszym uplawem bede zamierała z przerazenia zanim nie dotre do lazienki,ze moja panika moze sie zle skonczyc…ale obiecalam sobie,ze co ma byc to bedzie i tego nie zmienie,a napewno postaram sie nie dac sie zwariowac tak jak za pierwszym razem.Trzeba wierzyc,ze wszystko bedzie dobrze…bo niby dlaczego ma byc znowu zle?Kiedys i ja moge byc szczesliwa mama…i tego Tobie tez szczerze zycze i goraco pozdrawiam 🙂

  6. Czytając Twoje słowa czuję się, jakbym słyszała siebie. W pierwszej ciąży (z której mam cudownego synka) byłam niepoprawną optymistką. Wiedziałam, że poronienia się zdarzają, ale w ogóle nie brałam tego pod uwagę. W drugiej ciąży pomimo plamień nadal wierzyłam, że u mnie dobrze się skończy. Niestety myliłam się 🙁 od tej pory zazdroszczę kobietom tego szczęścia, radości z dwóch kresek, optymizmu. W trzeciej ciąży przechodziłam dokładnie to, co teraz Ty. U mnie niestety zakończyło się ponownym brakiem tętna na mniej więcej tym samym etapie ciąży. Wierzę jednak, że Wam się uda! My chcemy jeszcze raz spróbować. Nie wiem, czy w pierwszym trymestrze nie zwariuję 😉 trzymam za Was kciuki i pozdrawiam!

  7. Hej Aniu;)Napewno nie jestes wariatka,to wszystko co opisujesz jest najzupelniej normalne po stracie. Musisz sobie ta ciaze „rozlozyc” na mniejsze etapy. Najpierw przejsc swoj moment krytyczny z poprzedniej ciazy. To cie uspokoi,ale nie licz na to,ze leki odejda. Ja do dzis dnia za kazdym razem w toalecie boje sie czy nie zobacze krwi,a to juz polowa 23 tyg u mnie. Problem w drugim trymestrze jest taki,ze objawy ustepuja,czujesz sie lepiej,ale brzuch jeszcze niekoniecznie rosnie,plus maluszka nie czuc. U mnie to bylo kolejnym powodem do strachu. Stad detektor tetna o ktorym wspomnialam,bo niestety szukajac wsparcie po poronieniu uslyszalam wiele strasznych historii,o ciazach,ktore zakonczyly sie w drugim a nawet trzecim trymestrze. Niestety tak jak pisalas przed poronienien zdawalam sobie z tego sprawe,ale to byl zawsze „ktos tam” komu sie to przydarzylo. Teraz wiem,ze to tak naprawde moze byc kazdy i wiem,ze zamiast mowic „dlaczego niby mi” powinno sie to stac,pytam „dlaczego nie mi”?Bardzo wierze,ze wszystko bedzie dobrze,zarowno w moim jak i twoim przypadku,ale ta paranoja ciazowa zakonczy sie dopiero w momencie kiedy zobacze i przytule mojego synka. Zycze ci,aby czas lecial jak najszybciej;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.