Ciąża po poronieniu – gdy nadzieja miesza się z lękiem

Spread the love

Pozwalam sobie cieszyć się ciążą. Tak jak postanowiłam w poprzednim tygodniu, tak też robię. Uśmiecham się, gładzę wieczorami brzuch  z nadzieją, że rozwija się tam mój zdrowy maluszek, jestem wdzięczna za to, że udało mi się to tak szybko. Tak, czuję wdzięczność i radość, jednak inne uczucia również nie są mi obce. Lęk, smutek, przygnębienie i chyba trochę żal, że mogłabym tych złych uczuć nie mieć, gdyby trzy miesiące temu mój poprzedni cud nie został przerwany w tak nagły sposób.

Na początku muszę zaznaczyć jedno. W moim przypadku nie ma najmniejszej możliwości, żebym przez najbliższy czas nie martwiła się o losy tej ciąży. Mimo, że jestem świadoma tego, że stres nie wpływa korzystnie na jej rozwój, są momenty, kiedy nie mogę nad tym zapanować. I tak po każdym bardziej obfitym upławie, biegnę do łazienki patrząc, co jest na wkładce, każde mocniejsze ukłucie w brzuchu budzi niepokój, a brak ukłuć i nic nie odczuwanie doprowadza do szału, bo dlaczego wcześniej kłuło, a teraz przestało.

Staram się ćwiczyć podświadomość, oszukiwać ją znajdując sobie najróżniejsze zajęcia, byle zająć czymś głowę. Jednak naszego umysłu nie da się oszukać, choćbyśmy starali się najbardziej na świecie. Uśpienie jego czujności w ciągu dnia, skutkuje w moim przypadku jego conocną senną zemstą. I tak przedwczoraj śniło mi się, że ginekolog nie chciał prowadzić mojej ciąży, ponieważ według niego za wcześnie w nią zaszłam, a wczoraj podczas wizyty w toalecie urodziłam własne jajniki, tylko w wersji mikro. Ciekawe sny miewałam już wcześniej, o czym możecie poczytać tutaj, jednak z nocy na noc, zamiast się poprawiać, robi się coraz gorzej. Więc już chyba wolę myśleć w dzień, bo przynajmniej mam nad tym jakąś kontrolę.

Z drugiej strony muszę Wam powiedzieć, że przez większość czasu  mój sposób myślenia jest co najmniej dziwaczny. Ja tak naprawdę nie dopuszczam do siebie wiadomości, że zaszłam w ciążę. Nie śpiewam pod prysznicem, rozmyślanie i rozmowy o ciąży nie zajmują mi już większości dnia, tak jak to było poprzednim razem.  Tak do końca to chyba w sumie w tą ciążę nie wierzę. Albo nie chcę uwierzyć. To taki sposób na to, żeby się nie zawieść. Trzeba mieć nadzieję na najlepsze, a być przygotowanym na najgorsze, tak? Tylko dlaczego tak musi być? Mimo, że się cieszę, co już ustaliłam w poprzednim wpisie, nie daję sobie pełnej swobody w myśleniu o ciąży tak, jakby ona już się stała. Przywdziałam pancerz, który chroni mnie w razie kolejnego niepowodzenia. Tyle, że przez ten pancerz wcale nie czuję się bezpieczniejsza. Wręcz przeciwnie.

Czy da się nad tym lękiem w ogóle zapanować? Czy komuś się to kiedyś udało? Jak wytłumaczyć sobie, że będzie dobrze, jeżeli poprzednia ciąża została tak nagle przerwana? Do tego jeszcze dochodzą hormony, które są we mnie aktualnie wszechobecne, tak podejrzewam. Senność i zmęczenie również nie wpływają pozytywnie na sposób myślenia.

Na szczęście tym razem przynajmniej mam jakieś objawy. Chociaż trochę mnie to uspokaja. Przede wszystkim w moim brzuchu ktoś zamontował odkurzacz, który wsysa wszystko do środka, gdy tylko przez godzinę nic nie zjem. To na pewno odkurzacz, ponieważ przy takich ilościach jedzenia, jakie wcisnęłam w siebie w poprzednim tygodniu, nie da się zrzucić kilograma, a ja zrzuciłam. Cud, naprawdę. Oprócz tego jestem ospała jak nigdy i na dodatek ubyło mi trochę ilorazu inteligencji…naprawdę, zrobiłam się głupsza. Nie kojarzę faktów, wszystko trzeba powtarzać mi po 100 razy, a napisanie jednego zdania zajmuje mi „nieco” więcej czasu, niż zwykle. Więc chociaż to mnie pociesza, bo to znak, że jednak coś się tam dzieje.

Wizytę u ginekologa umówiłam na 28 sierpnia. To ponad 2 tygodnie od zrobienia pierwszego testu, który pokazywał w miarę wyraźną kreskę. Szmat czasu. Już zastanawiałam się nad przyspieszeniem wizyty o przynajmniej dwa dni, jednak czy to coś da? Jadąc autem nawet pomyślałam, że to bez sensu, bo jeżeli z ciążą byłoby coś nie tak, to idąc później na wizytę, będę mogła mieć nadzieję dwa dni dłużej. Niech mnie ktoś palnie w łeb, proszę. Oczywiście w głowie ciąża pozamaciczna, puste jajo płodowe, mam jeszcze kilka takich scenariuszy. Ja, fanka Sekretu i pozytywnego myślenia. Jak bardzo zmienia nas coś, na czym zależy nam najbardziej na świecie.

I tu jest chyba pies pogrzebany. Już raz straciłam ciążę i wiem, jaki to ból, jakie to straszne uczucie. I strach przed przeżyciem tego ponownie paraliżuje mnie, niszczy. Obsesyjnie łapię się nadziei, jaką dają mi niepohamowany apetyt i nadmierna senność. Bo na tym etapie nic nie wiem, nie wiem nawet, czy tam jest. I dopóki nie zacznie rosnąć, do czasu, gdy nie będę mogła poczuć jego ruchów, będę niespokojna. Może zmieni się to, po upływie traumatycznego okresu 12 tygodni, kiedy podczas badań prenatalnych zamiast „No niestety, nie widzę tętna.” usłyszę „Wszystko jest w porządku”. A może ciąże kobiet, które poroniły, po prostu już takie są, i trzeba nauczyć się żyć ze swoimi lękami, stawić im czoło? Mam teraz jedno marzenie, naprawdę. Chciałabym zasnąć na chwilę i obudzić się po pierwszym trymestrze, przespać ten najgorszy okres, żeby dzieciorek mógł rosnąć, nie podlewany lękami matki. Jednak to nie jest możliwe. Ze swojej strony zrobię wszystko, żeby rósł w spokoju, nie w nerwach. Jednak prawda jest taka, że poronienie to gwałt na naszej beztrosce i zdrowym myśleniu. Jedyne, co można zrobić, to za każdym razem, kiedy przychodzą dręczące, poronione myśli zamknąć oczy i wyobrazić sobie, jakie szczęście czeka nas na końcu. I wtedy się uspokajam. Bo to jest bezdyskusyjny powód, żeby przetrzymać to wszystko.

 

,
59 comments on “Ciąża po poronieniu – gdy nadzieja miesza się z lękiem
  1. W sierpniu na Pani blogu opisałam moją historię, tamten moment był dla mnie jak „oczyszczenie”, wylanie tego o czym może nie chciałam nikomu mówić. 3 tygodni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży, obecnie 15 tc. I trymestr był dla mnie wykańczający psychicznie, każdy ból brzucha paraliżował mnie i przyprawiał o lęk. Radość i strach przed tym co będzie przeplatają się i będą zapewne towarzyszyły mi do porodu. Teraz moje kochane maleństwo szalej w moim brzuchu i to jest najpiękniejsze, modlę się każdego dnia za nasze dzieciątko i pragnę tylko jednego-urodzić je całe i zdrowe w terminie. Najtrudniejsze momenty w tej ciąży to przetrwanie tego „feralnego” tygodnia i dzień, który nadejdzie lada chwila, czyli data, na którą miałam wyznaczony termin porodu. Trzymam kciuki za wszystkie mamy noszące swój skarb pod sercem, Wy również trzymajcie za nas.
    Pozdrawiam

  2. Twojego bloga znalazłam zaraz po tym, jak dowiedziałam się że serduszko mojego maluszka przestało bić. Nasze historie wydały mi się tak bardzo podobne. I jeszcze to tsh które u mnie też było niewiadomo dlaczego podwyższone… Przeczytałam praktycznie całego bloga leżąc w szpitalu i czekając na poronienie po podaniu tabletek. Płakałam i śmiałam się na przemian. Twoja historia o kolejnej, zdrowej ciąży dawała mi nadzieję, że warto przez to przejść. To wszystko działo się 3 miesiące temu. Wczoraj minęły 3 miesiące odkąd poroniłam. Dziś zobaczyłam dwie kreseczki na teście. I wracam do Ciebie znowu. Bo w Twoich uczuciach, w tej radości połączonej z lękiem odnajduję też siebie. Wracam do starych wpisów a jednocześnie cieszę się i gratuluję kolejnej ciąży. Przede mną teraz 3 tygodnie czekanie na pierwsze u sg. Wierzę że tym razem moja historia znów skończy się tak jak Twoja – ta druga, szczęśliwa. Ściskam Cię mocno i pozdrawiam

    • Nawet nie wiesz, jak mocno trzymam za Ciebie kciuki!! Pierwsze tygodnie ciąży najgorsze, najwięcej strachu i niepewności, później będzie już lepiej, zobaczysz. Będzie dobrze!! 🙂

      • Bardzo Ci dziękuję 🙂 Za mną pierwsze usg. Z pięknie bijącym serduszkiem 🙂 Tym razem mogłam usłyszeć, że wszystko wygląda bardzo dobrze. I mam nadzieję, że będę to słyszeć przez kolejne 7 miesięcy 🙂 Tym razem z każdego objawu, ze wszystkich nudności i odruchów wymiotnych cieszę się sto razy bardziej i utwierdzam się w tym, jak bardzo ta ciąża różni się od poprzedniej, gdzie objawów było zdecydowanie mniej. Usłyszałam od swojej Pani ginekolog, że kobiety z trudną przeszłością już tak mają i że świadczy to tylko o naszym zdrowiu psychicznym… 🙂 Ściskam Cię, pozdrawiam i mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze

        • Bardzo się cieszę z dobrych wieści i czekam na jeszcze!! u nas wszystko dobrze, 25 tydzień czas leci szybko, jeszcze chwila.
          To prawda, kobiety po przejściach inaczej patrzą na ciążę, a że zasada jest taka, że najedzony głodnego nie zrozumie, to nie zawsze te nasze lęki spotykają się ze zrozumieniem. Ja rozumiem, że się cieszysz z objawów. Ja w obecnej ciąży miałam takie objawy, że pierwszych trzech miesięcy prawie nie pamiętam, tak źle się czułam. Było ciężko, bo Dawid nie dał się przekonać, że leżenie cały dzień jest fajne, ale za każdym razem, kiedy myślałam, że mi ciężko, mówiłam sobie, że to wszystko jest po coś i że warto to znieść. No i każde mdłości uspokajały mi głowę, nic nie poradzę, taki ze mnie świrek 😉

          • Przeczytałam Twój ostatni wpis i cieszę się że u Was wszystko w porządku 🙂 u mnie już 23 tydzień :):):) Mój mały synek szaleje w brzuszku a ja cieszę się każdym dniem tej ciąży 🙂 Nie obyło się całkiem bez stresu bo na genetycznym usg przezierność wyszła 2,5 czyli na granicy. Ale teraz za mną już usg połówkowe i wszystko w porządku 🙂 Mój synek pięknie rośnie i codziennie od ponad miesiąca daje mi znać mocnymi kopniakami że jest zdrowy i silny 🙂 Trzymam mocno kciuki za końcówkę Twojej ciąży i za poród. Wierzę że wszystko będzie dobrze 🙂

          • Hej, dziękuję bardzo 🙂 fajnie słyszeć, że kolejna z nas czeka na swój happy enduro 🙂 my czołgamy się powoli do końca, tak naprawdę dla mnie ten ostatni tydzień to masakra, nie dość że mnie już boli wszystko od pasa w dół to jeszcze zaliczyłam upadek pod prysznicem i mam stluczona tyłem, jak znalazł przed porodem 😉 trochę już śpię bo ciężko, ale warto, naprawdę. Stresuję się ale tak naprawdę już nue mogę się synka doczekać. Jeszcze chwila. A za Was trzymam kciuki do samego końca 🙂 poród w kwietniu?

  3. Cześć dziewczyny.
    Czytam wasze wpisy.. i jakbym siebie widziała..
    Ja pierwsza ciąże straciłam w 6 tyg w grudniu 2014, poronienie samoistne przed samymi świętami.
    Drugą ciąże straciłam w maju w swoje urodziny. Poszłam na wizytę kontrolną a lekarz mi mówi, że serduszko przestało bić był 10 tydzień.Teraz po badaniach z których nic nie wynika. Bo jesteśmy z mężem zdrowi. złe wyniki miałam cytomegalii i toxoplazmozy ale Pani dr powiedziała, że ta infekcja nie była napewno w tym roku i, że nie miało wpływu na ciąże. Sama nie wiem. Dostaliśmy zielone światło, że możemy się starać jak jestem na to gotowa…
    Dziewczyny nawet nie wiecie jak się boję.
    Wczoraj myślałam, że nie ma na co czekać i zaczęłam płakać.. nie wiem co czułam strach, lęk.
    Sama nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Nawet nie wiem czy robiłam coś źle.
    A jak Aniu u Ciebie???

    • Czesc! Wiemy jak sie boisz. 🙁 Z jednej strony bardzo bys chciala sprobowac kolejny raz a z drugiej nie wiesz czy masz sile znow tak cierpiec gdyby cos poszlo nie tak bo my juz wiemy ze moze pojsc nie tak , ze ciaza nie zawsze rowna sie dziecko. To wszystko przeszlysmy wszystkie, my mamy aniolkow. Mnie sie udalo i trzymam mocno kciuki za was wszyskie bo wiem co to cierpiec ale tez wiem co to lzy szczescia jak juz sie tuli malenstwo.

      • Dokładnie.. Motywuję mnie to, że na końcu tej trudnej, męczącej jakby nie mówiąc drogi czeka właśnie dzieciątko. Nie ważne co by się działo warto. Mam nadzieję, że jest dla mnie przewidziane takie zakończenie 🙂

        • Jest!! Trzymam kciuki bardzo mocno 🙂 Strach to coś naturalnego, ja nawet po badaniach prenatalnych go czuję. Wcześniej bzułam przed zajściem w ciążę i kolejnym niepowodzdeniem. Głowa do góry, będzie dobrze, wiem, że 2 straty w tak krótkim czasie to bardzo dużo i masz prawo czuć się przerażona, ale trzeba wierzyć, że się uda! Pozdrawiam 🙂

  4. Ja straciłam dwie ciąże, pierwszą bliźniaczą w 12 tygodniu. W następną zaszłam szybko po po 4 miesiącach, niestety tą straciłam w 40 tygodniu przez lekarza. Nie da się opisać co czułam po stracie pierwszej jak i kolejnej ciąży. Ale nie poddałam się po 6 miesiącach zaszłam w 3 ciąże i dziś cieszę się bo mam zdrową córkę która ma już prawie 2 lata. Ktoś może zarzucić mi że co ze mnie za matka skoro tak szybko zaszłam w ciąże, ale ja bardzo chciałam żeby moje Anioły miały nad kim czuwać, chciałam zostać matką taką prawdziwą a nie tylko mamą Aniołów. Też bardzo przeżywałam, bałam się, ale myślę że każda kobieta w ciąży przeżywa takie rozterki. Ale Ty droga Aniu myśl pozytywnie, jestem pewna że skończy się wszystko dobrze, pogadam z Moimi Aniołami żeby czuwały nad Tobą i Twoim maleństwem.

    • Dziękuję Ci, aż się wzruszyłam, naprawdę. Bardzo współczuję Twoich strat. Nie uważam, że to źle, że po poronieniach kobiety nadal się starają. Jeżeli tylko są gotowe, to nie można narzucać, po jakim czasie to nie jest za szybko. Masz teraz wspaniałą córkę, ktoś, kto zarzuca Ci, że źle zrobiłaś jest po prostu głupi. Pozdrawiam serdecznie, Ania

  5. Przeczytałam wpisy i chyba jestem inna…. Straciłam swoje pierwsze dziecko w 6 tyg, serce nie biło. W 8 tygodniu zrobiono mi zabieg łyżeczkowania, nikt mnie nie przyjął do szpitala na leżenie, przyszłam rano i wyszłam po 15.00 tego samego dnia. Według wiekszości z Was takie zachowanie jest niedopuszczalne, karygodne itp., dla mnie było ok. nie lubie jak ktos się nade mną lituje, nie lubię takiej fałszywość. Z mojej perspektywy wszyscy w tym dniu zachowali się bardzo dobrze. Uważam, że gdyby ta ciąża miała być to by była, myślę że natura sama dba o siebie. Po 3 miesiącach od łyżeczkowania zaszłam w kolejną ciążę, nie katowałam się myśleniem, że coś może sie nie udać, tak bałam się pierwszej wizyty i czekałam aż usłyszę bijące serce, usłyszałam i wiedziałam, że dalej będzie już tylko dobrze. Urodziłam przez cc (nie udało się naturalnie) pięknego, zdrowego i silnego chlopczyka, który teraz ma 4 lata i jest najmądrzejszy w świecie (oczywiście sam tak uważa) 🙂 A do autorki bloga, może zajmij się czymś innym niż pisanie tego co czujesz, bo myślę że sama tym wszystkim się nakręcasz, a skupienie się na szukaniu i oglądaniu pięknych rzeczy dla dzieci jest o wiele przyjemniejsze i pobudza do życia.
    Życzę zdrowia i dużo szczęścia, oby maluszek rósł zdrowo 🙂

    • Widzisz, każdy ma inaczej i przeżywa na swój sposób. Ja nigdy nie uważałam, że w szpitalu zostałam potraktowana źle, co nie zmienia faktu, że był to jak dotąd najgorszy dzień mojego życia. Bloga bardzo lubię pisać i raczej nie przestanę, co więcej, ja stratę ciąży przeżyłam tak bardzo, że tylko ten blog pozwolił mi uporządkować myśli. I teraz nadal mi pomaga. Tak jak mówiłam, każdy ma inaczej. Pozdrowienia dla Ciebie i najmądrzejszego synka 🙂
      PS: i bardzo dobrze, że tak uważa, trzeba znać swoją wartość 😉

  6. U mnie lekarz na badaniu pod koniec 8 miesiąca nie wyczuł tętna dziecka. Synek urodził się martwy. Teraz jestem w drugiej ciąży pod koniec 7 miesiąca. Strach towarzyszy mi od początku i im bliżej rozwiązania tym bardziej się boje. Strach jest na tyle duży ze boje się kupić cokolwiek dla naszego maluszka żeby los drugi raz ze mnie nie zadrwil. Pocieszam się tym ze teraz musi być dobrze.

    • Bardzo Wam współczuję. Ja mój krytyczny moment mam w 12 tygodniu, to decydowanie łatwiejsze. Wiem, że to może źle zabrzmi, ale tak naprawdę, jeżeli już traci się ciążę, to im szybciej, tym lepiej. Z każdym tygodniem noszenia w sobie dziecka trudniej pogodzić się ze stratą. Życzę wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki, wszystko będzie dobrze 🙂

  7. Ja też powoli zaczynam się myśleć o drugiej ciąży. Synka straciłam w grudniu 2014 roku,miesiąc przed rozwiązaniem.Dokładnie tak jak Ty wiem juz teraz,że strach będzie mi towarzyszył,ale nie dopuszczam do siebie myśli,że mogłabym stracić drugie dziecko. Powodzenia !

    • Wiesz, po wczorajszej wizycie czuję się już lepiej. USG mnie uspokoiło, nie wiem na jak długo, ale widziałam moje dziecko i jestem spokojna. Wierzę, że będzie dobrze. Warto się starać, dla zobaczenia swojego skarba 🙂

  8. To ponownie ja.Czytam wpisy i jakby to byly moje przezycia.Po pierwszym poronieniu tez mialam lyzeczkowanie „resztek po poronieniu” zrobila to lekarka do ktorej chodzilam na wizyte.Do konca zycia tego nie zapomne.To bylo moje upragnione dziecko a nie „resztki”jak to bylo na wypisie.Na sali lezalam z dziewczyna w 6 miesiacu w blizniaczej ciazy a ja czekalam na zabieg.Ona sie cieszyla a ja przezywalam moj dramat.Nikt mnie nie rozumial,kazdy uwazal,ze nic takiego sie nie stalo.Maz przezywal to na swoj sposob,mialam wrazenie,ze za szybko o tym zapomnial.Ja pamietam mimo uplywu czasu.Pozniej ciaza pozamaciczna i kolejny dramat.Szpital,zabieg,badania i znow bez wiekszego wsparcia.Trzecia ciaze poronilam wczesnie w 4 tygodniu i gdyby nie to,ze wiedzialam jakie sa objawy i zrobilam badanie krwi to nawet bym o tym nie wiedziala.Minelo poltora roku a ja mam wrazenie,ze to bylo wczoraj.Mam corke 5 letnia i dla niej musze byc silna,ale to nie jest takie proste.Nigdy nie zapomne o moich Aniolkach ktorych nie dane mi bylo zobaczyc,przytulic,ucalowac.

  9. Ja również straciłam maluszka w styczniu 2014r . Od początku czułam, że coś jest nie tak. Walczyłam o wizytę u ginekologa, Usg zrobiłam prywatnie i potem kolejne i kolejne. Leki na podytrzymanie ciąży i niestety …to był 10tydz. Pobyt w szpitalu to tragedia! Mówiono do mnie „resztki po poronieniu” a to nie resztki tylko moje dziecko… Opieka to porażka, zero informacji bo „resztki” mogą poczekać ważniejsze były pacjentki które rokowały lepiej. Ze mną leżały 2 dziewczyny jedna krwawiła aż lało jej się do pięt wtedy z łaski wyłyżeczkowali… drugiej podano leki z informacją „jak się zaleje” to ma dać znać. Ja zagroziłam wypisem z adnotacją że idę szukać pomocy gdzie indziej, to mnie również wyłyżeczkowali a lekarz nawet nie rozmawiał po zabiegu. I to wszystko nie w Pcimiu Dolnym tylko w Warszawie!!!!
    Teraz obok mnie śpi Kubuś urodził się w kwietniu 2015r. Wizyty planowe, bez napinania się. Usg zrobiłam prywatnie prawie od razu po teście, serducho biło mocno więc spokojnie. Wszystko się udało i tego życzę każdej mamie.
    Świeczkę zapalam co miesiąc 28 kiedy straciłam maleństwo którego nie zdążyłam przytulić, poczuć jego zapachu i będzie w moim sercu na zawsze!!!!

    • No ja też wspominam swoje, zawsze będę. A teraz robię wszystko, żeby urodzić zdrowe dziecko, które właśnie sobie rośnie u mnie w brzuchu. Mam nadzieję, że w kwietniu już go przytulę.
      Jeżeli chodzi o mój zabieg to ja akurat miałam szczęście, bo mnie w szpitalu naprawdę dobrze potraktowano. Mimo wszystko wspominam to jako najgorszy dzień mojego życia…

  10. Ja straciłam dziecko dwa razy pierwszy raz dwa lata temu w szóstym tygodniu ciąży po 10 latach starań drugi raz w sierpniu tego roku w siódmym tygodniu ciąży jestem załamana bo po 12 latach starań wszystko poszło w zapomnienie. Obecnie jestem pod opieką psychiatry i jestem na lekach uspokajających. Nie wiem czy następna ciąża dojdzie do skutku i doczekam się swojego upragnionego dziecka ale nie tracę nadziei.

    • Witam
      strata jest straszna, bol nie do opisania, czesc ciebie umiera….
      trzeba pozbierac sily i probowac…. bo warto,
      wiem to jak patrze na moje chlopaki☺

      Pozdrawiam wszystkie probujace, walczcie o swoje szczescie.

  11. Dzień w którym dowiedziałam się że jestem w ciąży był jednym z najpiękniejszych dni jakie przeżyłam, do tego reakcja mojego męża – tak bardzo się cieszył. Każdego ranka czułam się jak na statku ale cieszyłam się że mam objawy, byłam w domu, dbałam o siebie. Planowaliśmy już pokój dla dziecka, oglądałam wózki, akcesoria dla dziecka jakie trzeba kupić itp.. Kiedy na usg lekarz mi powiedział że dziecko jest za małe jak na 6 tydz. pomyślałam sobie – jest źle, ale lekarz mnie przekonywał że może zaszłam w ciąże później niż to wynika z wyliczeń, że tak się zdarza…. Kazał mi zrobił 2xbeta hcg w odstępie 48 godzin. Pierwszy wynik książkowy, pomyślałam, może dziecko rzeczywiście dorośnie do swojego wieku będzie dobrze. Drugi wynik, hormon spadł ponad 7 tys. jednostek. Następne badanie zrobiłam za parę dni ale lekarz powiedział mi że ciąża nie rokuje dobrze, później znowu spadek następne kilka tys. jednostek…
    Później zabieg wyłyżeczkowania macicy, najgorsze przeżycie jakie było mi dane i to nie ze względu na personel. Do końca wierzyłam że może da się coś zrobić, że dostane leki na podtrzymanie ciąży i że wezmą mnie do szpitala, że będzie dobrze…
    Wiem, że chce mieć dziecko, mąż i lekarz mnie namawiają, podobno za 3 miesiące mogę starać się zajść w ciąże ale sobie tego nie wyobrażam. Jak to?
    Czytam dziewczyny te wasze wpisy i wiem że tak jak Wy kiedy już zajdę w ciąże wiem że będę spanikowana. Boję się tego, boję się że źle to wpłynie na dziecko. Nadal się obwiniam że może zrobiła coś źle, że może coś zjadłam, że coś podniosłam… dbałam o siebie, byłam w domu…

    • Nie obwiniaj się. Uwierz mi, ja w poprzedniej ciąży na pewno nie zrobiłam nic, co by mogło zaszkodzić, dbałam o siebie jak nie wiem co, starałam się, stosowałam do zaleceń lekarza, a i tak straciłam to dziecko. Naprawdę ciężko się z tym pogodzić, ale tak czasami jest. Jutro zaczynam 9 tydzień ciąży. Dzisiaj widziałam moje dziecko na monitorze usg, cudowne, z bijącym sercem, rośnie sobie zdrowo a ja znowu zrobię wszystko, żeby zapewnić mu prawidłowy rozwój. Reszta nie zależy ode mnie. Stąd te lęki. Zobaczysz, zajdziesz w ciążę i w miarę upływu tygodni będziesz się nią cieszyć coraz bardziej. Nic już nie cofnie czasu, niestety, trzeba się z tym pogodzić, przecierpieć to i żyć dalej. Życzę Ci dużo siły i zdrowia. Pozdrawiam i głowa do góry. Mi po łyżeczkowaniu wydawało się, że już nigdy się nie poczuję dobrze, ale teraz to się powoli zmienia. Cieszę się. Pozdrawiam, Ania

      • A jak droga Aniu radziłaś sobie po poronieniu z obcowaniem z kobietami w ciąży lub z małymi dziećmi? Ja mam problem z jednym i drugim. Wczoraj spotkałam się niespodziewanie z koleżanką, która o ciąży nic nie wiedziała, tym bardziej o poronieniu. Najgorszy był moment jak wcisnęła w moje ramiona swoją 8 miesięczną córkę tłumacząc się że musi odebrać telefon. Czułam że zaraz zemdleję i że upuszczę to dziecko. Boże to było straszne… wiem że to dziecko nie było niczemu winne ale tak sobie pomyślałam że to ja mogłam za parę miesięcy trzymać taką dzidzię – swoją dzidzię.
        Widok kobiet w ciąży też nie pomaga, wpatruję się w te brzuchy i myślę sobie to mogł być mój brzuch…
        A później załamka, myśli wracają i tak w kółko…
        Czy korzystałaś z pomocy psychologa?

        • Byłam na jednej sesji, tydzień po zabiegu. Bardzo mi pomogło. Uważam wręcz, że każda kobieta po takich przeżyciach powinna skorzystać. To pomaga porządkować myśli. Ja odbyłam wiele rozmów z moim nienarodzonym dzieckiem, to też mi pomogło. Każdy powinien poszukać swojego sposobu. Mnie uratowało pisanie bloga. Przelałam tu wszystkie czarne myśli, poznałam w sieci kobiety, które miały podobne przeżycia, to mi dawało siłę, pomagało w najgorszym czasie. Później ciąże zaczęły się mnożyć naokoło mnie. Z jednej strony się cieszyłam, bo to były bliskie osoby, z drugiej bolało, że ja nie mogę już nosić w brzuchu mojego. Ale postanowiłam patrzeć na to z nadzieją, że mi się uda. I jak na tą chwilę się udaje. Trzeba mieć nadzieję, choć to cholernie trudne.

  12. Miałam dosłownie tak samo, nie wierzyłam w drugą ciążę i chodziłam w niej bardzo niepewna, nawet jak już byłam w 3 trymestrze, aż stał się cud i maluszek urodził się cały i zdrowy!!!
    Dziewczyny badajcie tarczycę, u mnie niestety Hashimoto zabiło mi pierwsze dziecko!!!

    • ja na tarczycę uważam bardzo, niedługo znowu kontrola TSH, na razie jest dobrze, TSH 1,74. Dobrze, że już masz swój skarb. Mam nadzieję, że ja przytulę swój, cały i zdrowy, po 3 trymestrze 🙂

  13. Witajcie,
    Wiem, że może to źle zabrzmi, ale cieszę się, że nie tylko ja tak schizuję, to znaczy, że reakcje mam prawidłowe 🙂 Byłam dzisiaj u lekarza i wszystko jest dobrze, oby tak dalej 🙂 Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie, przykro mi, że musiałyście przejść przez to samo, tego się nigdy nie zapomni.

  14. Na tą stronę trafiłam przypadkiem.Ale wpisy są mi bliskie.Ja mam 5 letnią córkę.Rok temu zaszłam w ciąże i niestety poroniłam.Później ponownie udało mi się,jednak radość przez łzy była bardzo krótka.Na wizycie okazało się,że jest to 12 tc i ciąża pozamaciczna.Po paru miesiącach znów zaszłam w ciąże i poroniłam.Dziś moja córka miałaby troje rodzeństwa a jest sama.Boje się starać o dziecko.Nawet sama myśl napawa mnie strachem.To co przeżyłam i co nadal jest głęboko w mojej psychice blokuje mnie.Moja córka chciałaby mieć rodzeństwo,widzi jak w przedszkolu dzieci maja rodzeństwo a ona nadal sama.Jest mi przykro bo nie potrafię jej wytłumaczyć,że to nie takie proste,że chcieć to jedno a mieć to drugie.Codziennie myślę o moich „Aniołkach” jakie by były. Życzę dużo zdrówka

  15. Niestety doskonale rozumiem tą sytuację.
    Poroniłam dwa razy. Dwa razy w 6 tg. To było straszne. Płakałam, krzyczałam nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się stało. Do tej pory się zastanawiam jakie by były moje dzieci…
    Teraz jestem w 10 tygodniu ciąży. Gdy przekroczyłam 6 tydzień lęki ustały a ja poczułam dziwny spokój, przekonanie że teraz wszystko musi być dobrze…
    I tak trwam z moim maluszkiem. Jesteśmy szczęśliwe bo myślę, że to będzie dziewczynka….
    Biorę leki duphaston, folik, jodil i Pregna DHA.
    Wyniki mam dobre.

  16. witam,
    wprawdzie trafiłam tu przez przypadek ale trzymam kciuki 🙂
    przeszłam przez to samo… poronienie w 12 tyg – najgorszy dzien w moim zyciu 🙁 i wiem co przezywasz… ja miałam obawy cale 9mc przezywałam az do dnia kiedy faktycznie dotknełam mojego synka tym bardziej ze mogłam nie donosic znowu bo choruje na tarczyce potem dostałam cukrzycy ciazowej ale najwazniejsze ze sie udało
    najgorszy byl pierwszy tydzien gdy poszlam na pierwsza wizyte w 7 tyg i lekarz stwierdzil ze nie ma serca i mam przyjsc za pare dni to bylo najgorszych i najbardziej przepłakanych 5 dni mojego zycia szczeze to nawet straszniejszych niz dzien w ktorym dowiedzialam sie ze moja I dzidzia umarla ale po nich dowiedziałam sie ze serduszko zaczeło nacale szczescie bic i dzis moj synek ma prawie dwa latka 🙂 ale przez cala ciaze mialam traume dobrze ze byl ruchliwy i caly czas czułam jego ruchy gdyby nie to to bym oszala pare razy jak dluzej nie kopal to szturchalam go i prosiłam zeby dal znac ze wszystko u niego ok 🙂 ja staram sie nie rozpamietywac tego jak by wygladało i jakie by było moje pierwsze dziecko wiem ze gdyby ono bylo to nie mialabym tego syna co mam owszem strata boli ale moze to pomoze niektórym gdzieś jakiś czas temu przeczytałam że dzieci nie umierają one przesówaja termin swojego przyjścia… i tego się trzymaj :*
    przez cały ten straszny a zarazem piekny okres pomogla mi modlitwa by bylo wszystko ok – mimo ze nie jestem jakos gorliwie wierzaca ale wierze ze pomoglo 😉 :* powodzenia i duzo sily zyczę

    • Hej,
      To normalne co przeżywasz. Ja poroniłam 2 razy (13 tc i 8 tc). Teraz jestem w 25 tc i panikuję na całego – martwię się czy będzie dobrze, o ciąży informowałam jak już było ją dobrze widać – bo bałam się, że tym zapeszę i znowu nic z tego nie wyjdzie. I wiem, że tak będzie do samego rozwiązania. Nie potrafię tego przezwyciężyć. Ciąża to dla mnie oprócz stanu wielkiego szczęścia to jednocześnie najbardziej stresujący stan w życiu. I wiem, że tylko ten kto coś takiego przeżył zrozumie jak bardzo można martwić się czy tym razem będzie wszystko ok.

  17. Dobrze Cię rozumiem, bo u mnie było podobnie. Drugą ciążę przeżyłam raczej z lękiem, niż radością.
    Teraz jestem szczęśliwą mamą rezolutnej 5-latki.
    Mogę Ci tylko powiedzieć, że lęk o dziecko nie mija, każdego dnia modlę się o zdrowie i szczęście mojej córeczki – bo bez niej moje życie nie miałoby sensu.

    • Niestety ja również straciłam pierwsze dziecko w 4 miesiącu ciąży. Gdy po roku test wskazał dwie kreski nie było wielkiego WOW tylko paniczny strach i łzy….. Niestety druga ciąża nie była łatwa i mogła skończyć się podobnie jednak czujność mojego lekarza, leżenie w szpitalu, leżenie w domu (non stop) sprawiła, że od dwóch miesięcy cieszymy się naszym WIELKIM malutkim Skarbkiem. Trzymajcie się dziewczyny ciepło.

  18. Trzymaj się !!! Przeżyłam to samo – po pierwszej obumarłej ciąży udało mi się zajść w drugą. Do końca życia będę pamiętała ten paniczny paraliżujący lęk, czy tym razem się uda. Płakaliśmy z mężem wielokrotnie (zwłaszcza gdy po badaniach okazywało się wszystko ok.).
    Potem w 32 tyg. była akcja – duże rozwarcie. Ale jakoś dociągnęłam do 38 tygodnia. Leżałam od 2 miesiąca. Dzisiaj Moje Największe Szczęście ma 7 lat !!!

  19. Doskonale Cię rozumiem. Czułam to samo. Co tydzień lądowałam w szpitalu, ale na szczęście dzidziuś rósł. Tak bardzo bałam się go pokochać. Nadzieja zaczęła kiełkować po 20. tygodniu. Myślałam ‚teraz to mi go uratują”. Przeleżałam w łóżku pół roku (na szczęście w domu), przerażona, a po pół roku zaczęłam nieśmiało cieszyć się tą ciążą. Synek urodził się cały i zdrowy. Dziś ma 9 lat, ale wciąż pamiętam tamten strach pomieszany z nadzieją….

  20. Witam,
    trafiłam tu przez przypadek, ale po przeczytaniu tego wpisu moje wspomnienia wróciły. Każde słowo odzwierciedla to w jaki sposób sama przeżywałam swoją czwartą ciążę po wcześniejszych poronieniach.

    Był paraliżujący strach, lęki, złe sny i wyparcie ciąży jako faktu. Każda wizyta u lekarza okupiona ogromnym stresem i wsłuchiwaniem się czy serce na pewno bije. Dziesiątki badań, wizyt i opowiadanie każdej histori od początku.
    Myślę, że w tamtym czasie skupiłam się na tym żeby regularnie brać garść lekarstw, które miałam przepisane oraz skupienie na zastrzykach,które musiałam sobie sama robić w brzuch. Potraktowałam to jako zadanie i podświadomie wiedziałam, że tylko taki mam wpływ na to co będzie się działo.

    Tłumaczenie innych osób, że trzeba myśleć pozytywnie i nie mówić głośno o swoich strachach i obawach, tylko mnie denerwowały. Bo tych uczuć i lęków nie zrozumie ktoś, kto tego wszystkiego nie przeżył. A te lęki się zmieniają zależnie od etapu ciąży. ?Jak już minie czas oczekiwania czy do 12-go tygodnia serduszko będzie biło i już nic nie wyrwie go ze środka, to nieśmiało pojawia się nadzieja, że może tym razem się uda. Ale ta nadzieja zaraz jest tłumiona przez strach o wady rozwojowe, Zespół Downa i inne „wyolbrzymione choroby”. Potem są lęki o przedwczesny poród, i o komplikacje podczas akcji porodowej.
    Ja uświadomiłam sobie ogrom tego cieżaru jaki w sobie nosiłam, dopiero podczas porodu, kiedy podświadomie chciałam wszystko zatrzymać na finiszu i miałam mega blokadę co mogło być mega zagrożeniem dla dziecka.

    Teraz mój czteromiesięczny aniołek śpi w pokoju obok i zakochałam się w nim bez pamięci. Czasami wracam myślami do tego co było i tłumaczę sobie, że gdyby nie wcześniejsze przeżycia to mojego Słonka nie byłoby teraz ze mną, że taka droga musiała zaprowadzić mnie do tego szczęścia.

    A strach pozostaje i pewnie już będzie mi towarzyszył długo długo, ale jest to strach matki o dziecko, o jego szczęście i przyszłość- to taka troska która towarzyszy milionom matek na całym świecie:):):):):

    Życzę Ci również szczęsliwego dnia kiedy przytulisz swoje szczęście do serca i przepełni cię nieopisana miłość i wdzięczność.

  21. Mam dwoje zdrowych i cudnie nieznośnych dzieci ale nie ma dnia żebym nie myślała o pierwszym, chociaż poroniłam w 8 tc. Kiedy udało mi się szczęśliwie donosić 2 ciążę byłam wniebowzięta, ale tuż po urodzeniu przyszedł wielki smutek, że to nie jest to moje pierwsze, wyczekiwane dziecko. Zastanawiałam się czy byłby to chłopiec czy dziewczynka. Miałam wrażenie że przez ten żal nie potrafiłam okazać córce tyle uczuć ile powinnam. Oczywiście to bzdura, bo kocham ich oboje nad życie, ale codziennie patrzę na nich i myślę, że powinno ich być troje. Tego miejsca w sercu, które było przygotowane dla tego maleństwa, przynajmniej w moim wypadku, nie da się zastąpić i to chyba już na zawsze tak pozostanie. Człowiek uczy się z tym żyć. Dziękuję Bogu codziennie za moje zdrowe dzieciaki.
    Gwarantuję Ci, że obaw nie pozbędziesz się do końca ciąży. Grunt to zachować zdrowy rozsądek. Trzymam mocno kciuki:)

    • Tak, zażywam, cały czas, nawet przed ciążą. biorę folik, to jest bez recepty. Ginekolog i endokrynolog zalecił mi również jodid, no i na wszelki wypadek dostałam duphaston, czyli jak widac, mała apteka, ale jak ma pomóc, to moge brać nawet do końca życia 🙂

  22. Aniu bardzo się cieszę i gratuluję. Trzymam mocno kciuki za Ciebie i Waszego Maluszka. Wierzę, że tym razem wszystko będzie w porządku i zostaniesz wiosenną Mamą 🙂 Czytam Twojego bloga od maja. Mam wrażenie jakbym czytała własne myśli, słowa. Myślę, że każda z nas, po stracie dziecka, ma podobne odczucia. Teraz pora aby były one tylko pozytywne. Doskonale rozumiem Twoje rozterki i lęki. Tydzień temu byłam u lekarza, możemy starać się o dziecko. Z jednej strony bardzo się cieszę, z drugiej jestem przerażona. Zdaję sobie sprawę, że ta ciąża będzie pełna obaw. Pewnie dopiero jak zobaczymy nasze Maleństwa po porodzie uwierzymy, że wszystko jest ok i zaczniemy cieszyć się z macierzyństwa. Dużo zdrówka Wam życzę.

    • Strach to potem staly towarzysz ale warto zaryzykowac bo wiele z nas kolejna ciaze przechodzi bezproblemowo. Bardzo mocno trzymam kciuki za wszystkie mamy z „naszego klubu 1/3” bo ja swojego szczescia doczekalam a teraz czekam na wasze.
      Ania wspaniale dobiera w slowa to co wszystkie czujemy i przy okazji robimy sobie taka terapie grupowa choc mam nadzieje ze teraz bedziemy w grupie dolegliwosci ciazowe a potem porod, laktacja itp 😉

    • też byłam przerażona samą myślą, później po teście ciążowym również radość mieszała się ze strachem, ale z dnia na dzień myślę coraz bardziej pozytywnie. Mam nadzieję, że środowa wizyta trochę mnie uspokoi. To teraz trzymam kciuki za Was. Ja również mam nadzieję, że już za chwilę będziemy się mogły tu wymieniać doświadczeniami ciążowymi 🙂

  23. Blogoslawie fakt nie pamietania snow po przebudzeniu. Reszte przerabialam jak wyzej. Najpierw chcialabym a boje sie zajsc w ciaze. Potem oduczylam sie w nocy po ciemku korzystac z toalety choc cale zycie tak chodzilam. A potem jak liczylam ze minal ten najtrudniejszy pierwszy trymestr wcale nie minal stres. Staralam sie byc miedzy ludzmi zeby nie zwariowac ale wieczorem kladac sie do lozka musial byc rachunek sumienia czy wszystko bylo normalnie. No i bylo :-).
    Co do przelozenia wizyty to jedynie jesli by lekarz przepisal luteine to jest sens jej przyspieszenia. Moze daloby sie o to zapytac telefonicznie i podjechac tylko po recepte?

    • Naprawdę, ciesz się, że nie pamiętasz snów, ja swoje pamiętam od zawsze, a teraz są szczególnie realistyczne. Podobno to sprawka hormonów. Przełożyłam wizytę na środę, będę spokojniejsza 🙂 nie mogę się już doczekać, chciałabym mieć to już za sobą. Bardzo bym chciała już się upewnić, że wszystko jest tak, jak być powinno 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.