Pozwólcie, że zacznę od początku

Spread the love

O moim poronieniu napisałam już wszystko. Opisałam każdą emocję, która mi towarzyszyła, każdy smutek, obawę. Ten, kto czyta blog regularnie wie, przez jakie etapy przeszłam przez ostatnie trzy miesiące.Teraz wchodzę w nowy etap. Chcę starać się o dziecko. Leżałam wczoraj na kanapie czytając „Sekret” (który uwielbiam i odświeżam sobie regularnie za każdym razem, kiedy zapomnę, że pozytywne myślenie rules i w ogóle siła przyciągania rządzi) i wtedy mnie natchnęło. Nie mogę starać się o dziecko tkwiąc cały czas w myślach o stracie. Muszę zacząć nowy rozdział. Tylko to pozwoli mi ruszyć do przodu.

Blog piszę od trzech miesięcy. Na początku moje wpisy wystrzeliwałam w przestrzeń jak z karabinu. Wyrzucałam z siebie wszystko, co we mnie tkwiło, pisałam parę postów dziennie i z wpisu na wpis czułam się coraz lepiej. Później Jestem jedną na trzy trafił na główną Onetu i znalazłam w Waszych komentarzach dużo pocieszenia, poczułam, że są osoby, które swoimi słowami sprawiają, że czuję się lepiej. Dziękuję Wam! Nie cieszę się, że kogoś jeszcze to spotkało, ale jednak świadomość, że nie jestem sama jest uspokajająca – tak to działa.  Później pisałam spokojniej, kiedy naszła mnie refleksja, kiedy poczułam, że chcę i mam o czym. Wszystko o poronieniu. Teraz już kończę. Poronienie i uczucia z nim związane to część mojego życia. Ja tego nie cofnę, nie wymażę z pamięci, jednak muszę żyć tak, jak żyłam do tej pory. Jedna z Was napisała w komentarzu „Zmieniłam się, swoje podejście do życia. Mam wrażenie, że zgubiłam w sobie beztroską dziewczynkę.” I wiecie co? To prawda. To zmienia. Człowiek zdaje sobie sprawę z tego co jest ważne, a co ważniejsze. Ja również się zmieniłam. Dojrzałam? Może. Przemyślałam pewne sprawy? Na pewno.

„Ładnie ostatnio wyglądasz” – powiedział do mnie wczoraj D. „Jesteś taka jakaś inna, taka…wyluzowana”. Tak, to prawda. Nie wiem, z czego to wynika. Może świadomość, że przeczekałam już te trzy miesiące, a może faktycznie ten czas pozwolił mi na poukładanie sobie wszystkiego w głowie i dzięki temu znowu czuję się dobrze…znowu żyję normalnie. To również dla mnie jest sygnał, że rozdział pod tytułem „Poronienie” jest za mną i należy zacząć pisać nowy.

Więc zaczynam, dzisiaj. „Starania o dziecko” to będzie główny temat wpisów. Zakładając blog zaznaczyłam, że nie wiem, jak to wszystko się potoczy. I nie wiem nadal. Życie się pisze, a ja piszę o nim. I dobrze mi z tym. Od dawna chciałam pisać, tylko brakowało mi tzw. kopniaka. Szkoda, że musiałam dostać aż tak porządnego, i to nie kopniaka, a konkretnego kopa w dupę, żeby zacząć. Ale jak już zaczęłam, to będę kontynuować.

Ile uczuć związanych ze staraniami zostanie tu wypisanych? Nie mam pojęcia. Opisywania starań ze szczegółami może sobie oszczędzę (nie, blog nie zmienia się w pornobloga, niestety, sorry, może kiedyś), jednak o efektach będę informować na bieżąco. Czy potrwa to miesiąc, pół roku, czy dwa lata? Cholera, również nie wiem. Wiem jedynie, że chcę i poczekam ile będzie trzeba. Bo mam nadzieję i dobre nastawienie. I przeczucia też mam dobre, tak do kompletu.

Zmieniam kierunek myślenia i obiekt myślenia. Czekam. Chcę. Jestem gotowa. Cieszę się, to najważniejsze. Oprócz paru incydentalnych myśli po kilku okrutnych koszmarach, na co dzień myślę pozytywnie. Jest tyle rzeczy, z których można się cieszyć. Tak, jak cieszyłam się przed ciążą i przed jej stratą. Patrzę w przyszłość z nadzieją i ufnością. Bo nie pozwolę, by strach mnie zdominował. Bo jestem chodzącym pozytywem i nie chcę tego zmieniać. Jedyne, co się zmieniło, to że teraz jestem trochę dojrzalszym chodzącym pozytywem. Nie chcę, żeby poronienie mnie definiowało. I tego będę się trzymać. Trochę mnie irytuje, że już mi się udało, już to miałam i straciłam, tak niespodziewanie i niesprawiedliwie. Wkurza mnie, że nie mam pewności, że nikt nie odpowie mi na pytanie, czy mi się uda, że nikt mnie nie zapewni. Będziemy teraz uprawiać z D. wolny seks bez zabezpieczeń z pełną świadomością, co może z tego wyniknąć. Nie mogę się tego bać, bo przecież może z tego wyniknąć coś naprawdę pięknego.

„Dwieście lat temu Benjamin Franklin wyjawił światu tajemnicę swojego sukcesu: nigdy nie odkładaj do jutra tego, co możesz zrobić dzisiaj. Nie wiem, czemu odkładamy sprawy na później, ale gdybym miała zgadywać, (…) to ma coś wspólnego z lękiem (…) przed porażką, bólem, odrzuceniem. Czasem lękamy się tylko podjęcia decyzji, nie chcąc popełnić błędu, którego nie można naprawić. Wiem jedno, jeśli człowiek jest gotów zaryzykować, widok z drugiej strony zapiera dech w piersiach.” Chirurdzy, sezon 1

7 comments to “Pozwólcie, że zacznę od początku”
  1. Oczywiscie pornoszczegoly zostaw w sypialni ale na reszte czekam z zapartym tchem bo wiem ze warto zaryzykowac zeby doczekac takiego chodzacego szczescia :-).
    A co do dojrzalosci to duzo sie w nas po takim doswiadczeniu zmienia. Ja pamietam ze juz moj drugi synek byl na swiecie jak pewna osoba z mojego otoczenia zajmowala wszystkich soba jak to jej ciezko w ciazy (a miala ciaze ksiazkowa bez powiklan czy jakis specjalnych niedogodnosci) jak toja ociezalosc dobija, ruchy mecza itp. Nie wytrzymalam i puscilam wiazanke ze chetnie bym sie z nia zamienila na te niedogodnosci w zamian za zywe i zdrowe dziecko. I ze nie tylko ja i niech sie cieszy a nie jeczy. W moim towarzystwie juz pozniej uwazala co mowi.

    • miałam ostatnio identyczną sytuację, tylko nic nie powiedziałam. Usłyszałam, że to przereklamowany stan, nie ma do czego się spieszyć, wszystko jest źle i niedobrze itd. Zdaję sobie sprawę, że jestem odrobinę przewrażliwiona. Na szczęście mówienie o tym, że w ciąży jest ciężko, takie mówienie, które mieści się w normach, jest normalne i nie uważam, żeby było to coś złego, ale jak ktoś godzinę siedzi i opowiada o tym bez przerwy tak, jakby go jakaś kara największa na świecie spotkała…to już sorry, ale nie.

  2. Powodzenia Aniu;) Czytalam twoje wpisy na biezaco i mysle,ze zafundowalas sobie bardzo dobra auto terapie. Tez kiedys w trudnym momencie zycia pisalam,ale listy,w ktorych zawieralam wszystko. Co do ciazy to rowniez doswiadczylam ciazy obumarlej,mialam zabieg i zaszlam ponownie po pierwszej @. Teraz jestem prawie w polowie. Poczatku beda ciezkie,bedziesz sprawdzac co minute czy bola cie piersi,ja balam sie chodzic do toalety,zeby nie zobaczyc plamien,ale potem przejdziesz swoj tragiczny punkt,w ktorym stracilas pierwsza ciaze i nie do konca;ale troche sie uspokoisz. 3mam kciuki za wasze starania 🙂

    • Cześć 🙂 tak, to prawda, to moja terapia, bardzo pomocna 🙂 Wiem, że obawy są nieuniknione, mam nadzieję, że mój D. pomoże mi przez to przejśc. Mój D., rodzina i przyjaciele nie dadzą mi zwariować (mam nadzieję ) 🙂 To super, że już masz prawie połowę za sobą. Czuć już ruchy? nie mogę się doczekać, aż ja będę to przeżywać. Dużo zdrowia życzę dla Ciebie i maleństwa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.