Spokojnie, to był tylko sen

Spread the love

Z moją głową jest wszystko w porządku…przynajmniej tak myślałam do tej pory. Wydawało mi się, że na spokojnie podejdę do tematu starań o dziecko, że nie będę o tym zbyt dużo myśleć. Po prostu postąpimy dokładnie tak, jak postąpiliśmy za pierwszym razem. Przestaniemy się zabezpieczać, a ciąża sama się stanie, bez pośpiechu, bez ciśnienia, tym razem zdrowa i donoszona do końca. Tak, takim trybem myślenia staram się podążać. Przeraża mnie jednak fakt, że zarówno przed ostatnią ciążą, jak i obecnie, dręczą mnie niesamowite koszmary. Są one tak realne, że budząc się w nocy odruchowo sprawdzam, czy to, co mi się śniło, nie stało się naprawdę.

Przed poprzednią ciążą miałam dwa straszne sny. Pierwszy opisałam we wpisie Oby było zdrowe i pozbywałam się w nim chorego na zespół Downa dziecka. Drugi przytrafił mi się, kiedy również nie wiedziałam jeszcze, że jestem w ciąży i był jeszcze gorszy. Siedziałam w nim z D., na kanapie, jednak po chwili do mieszkania wszedł drugi D., identyczny. Nagle ten fałszywy, z którym siedziałam do tej pory zniknął i jakaś niewidzialna siła podniosła mnie za szyję do góry i przycisnęła do ściany przy samym suficie. Wisiałam tak obezwładniona, patrzyliśmy z prawdziwym D. na siebie i nagle w jego ręce pojawił się wielki, rzeźniczy nóż. D. popatrzył na nóż, później na mnie, znowu na nóż, znowu na mnie i po chwili z przerażeniem oboje zrozumieliśmy, co stanie się za chwilę. To, co mnie trzymało pod sufitem, nagle mnie puściło i rzuciło prosto na nóż trzymany przez D., wbijając mi go w brzuch. Obudziłam się zlana potem i chyba pierwszy raz byłam tak przerażona, że w chwili przebudzenia miałam na ustach autentyczny krzyk. To był najgorszy sen, jaki miałam, przynajmniej do tamtej pory.

Po stracie ciąży miewałam różne koszmary. Śnił mi się czasem płacz dziecka, czasem już urodzone dziecko. Wszystko było jeszcze w granicach rozsądku, do czasu, kiedy minęły moje magiczne trzy cykle i z pełnym spokojem i pewnością podjęliśmy decyzję o kolejnych staraniach. Wtedy się zaczęło. Wydawało mi się, że o tym nie myślę, jednak moja głowa w nocy mówi mi zupełnie co innego.

Pierwszy sen przedstawiał mojego ginekologa jako psychopatę, który zapładniał swoje pacjentki. Powiedział mi, że oprócz gromady dzieci, które ma ze swoją żoną, posiada aktualnie około 11 innych dzieci, które ma z pacjentkami. Chciałam iść powiedzieć o tym D., jednak byłam w domu ginekologa i właśnie miał mnie zapładniać. Do tego celu używał swojego USG…no cóż, ginekolog zboczeniec, senna bzdura, nic nadzwyczajnego. Sen jednak trwał dostatecznie długo, by się tym zmęczyć. Po przebudzeniu wydało mi się to bardziej śmieszne, niż straszne, był to jednak dla mnie sygnał, że główka pracuje i myśli o ciąży, mimo że się przed tym wzbraniam, jak tylko mogę.

Najgorsza była dzisiejsza noc i to, co mi się przyśniło. Zaczęło się od zrobienia w śnie testu ciążowego i zobaczenia na nim cudownie różowych dwóch kresek. Radość była wielka, nie trwała jednak długo. Nagle znalazłam się w szpitalu, poszłam tam z moją siostrą. Na korytarzu spotkałam mojego ginekologa. Podbiegłam do niego i wykrzyczałam: „Panie doktorze, chyba jestem w ciąży, jednak wiem, że jest to ciąża pozamaciczna!”. Lekarz popatrzył na mnie ze zdziwieniem i wtedy, nie wiedzieć czemu uznałam, że najwłaściwszym będzie, dla uwiarygodnienia mojej obawy, udać omdlenie. Więc udałam. Lekarz wziął mnie na ręce i zaniósł na salę operacyjną, gdzie cały sztab ludzi zaczął mnie podłączać do medycznej aparatury. Wstrzykiwali mi coś i zakładali dreny a ja, uznając, że skoro już zaczęłam udawać omdlenie, nie mogę się z tego wycofać, nie reagowałam na to, co mi robili. Nagle obudziłam się w jakiejś małej sali szpitalnej, gdzie leżałam w łóżku z jakimś obcym facetem. Wstałam, wyszłam na korytarz i zobaczyłam tam mojego ginekologa. Był jednak zajęty, więc podeszła do mnie ta niedelikatna pani doktor, która badała mnie przed zabiegiem łyżeczkowania. „Co się stało? Co mi jest?” – zapytałam. „Powiedziała pani, że jest pani w ciąży pozamacicznej, więc pan doktor wyciął pani jajnik” – odpowiedziała kobieta. „Ale jak to wyciął? Nie sprawdził tego?!” – zapytałam z niedowierzaniem. „Spokojnie, to tylko kawałek jajnika, nic pani nie będzie, była pani w ciąży pozamacicznej, wycięliśmy jajnik, nic pani nie będzie, przy ciąży pozamacicznej wycina się jajnik” – powtarzała z uporem a ja odchyliłam koszulę, w którą byłam ubrana, taką szpitalną, operacyjną i zobaczyłam na moim brzuchu wielką, zszytą szramę, idącą od pachwiny aż do samego boku – ślad po wycięciu mojego jajnika. Kiedy się obudziłam, byłam tak przerażona, że odruchowo odkryłam kołdrę i popatrzyłam na swój brzuch. D., spał spokojnie obok mnie. Wszystko było w porządku, wszystko na swoim miejscu. Był to jeden z tych pięknych momentów, kiedy do człowieka dochodzi, że to był tylko sen. Przerażenie jednak tym razem jakoś nie chciało zniknąć. Położyłam się na brzuchu z nadzieją na spokojny sen. Było to około 3:00 nad ranem.

Do godziny 6:00 budziłam się średnio co 40 minut i za każdym razem, kiedy tylko zasypiałam, śniła mi się kontynuacja poprzedniego koszmaru. W kolejnych snach próbowałam się dostać na wizytę do ginekologa, jednak najpierw nie mogłam dotrzeć na miejsce, kiedy już mi się udało okazało się, że pomyliłam godziny i moja kolej przepadła, kiedy w końcu dotarłam pod drzwi i miałam wchodzić, ginekolog zrobił sobie przerwę, by przyjmować od pacjentek kwiaty z okazji dwudziestolecia pracy (więc ja oczywiście przerażona, że kwiatów nie mam), a na samym końcu, kiedy już wyszła od niego ostatnia pacjentka, weszłam na badanie i usiadłam na moim ulubionym, ginekologicznym fotelu, zadzwonił budzik i musiałam wstawać do pracy. W tych przerywanych snach ciągle próbowałam tłumaczyć wszystkim, że muszę wejść na badanie, ponieważ nie wiem, czy mam jajniki, albo nie wiem, czy nie jestem w ciąży. Nikt mnie nie słuchał, wszyscy się ze mnie śmiali i mnie lekceważyli. Obudziłam się tak zmęczona, jakby właśnie stoczyła jakąś niesamowicie wyczerpującą walkę. Pierwszy raz od dawna byłam naprawdę wdzięczna, że muszę już wstać do pracy.

Tak, wydawało mi się, że z moją głową jest wszytko dobrze, jednak teraz mocno się nad tym zastanawiam. Miewałam już koszmary, z reguły pamiętam wszystkie moje sny i niektóre były naprawdę dziwaczne. Trzymałam już na rękach umierającego D., tłumaczącego mi po bułgarsku, że muszę powiadomić jego mamę o tym, że zmarł, chodziłam naga po mieście, stoczyłam niejedną walkę z agresywnymi szczurami lub pająkami, byłam nawet żołnierzem zabijającym ludzi w Afganistanie, jednak opisane powyżej sny były inne. Były tak realne, tak prawdziwe, że gdyby brak blizny na brzuchu, mogłabym się zastanawiać, czy to nie stało się naprawdę. Oczywiście standardowo wpisałam w googlach znaczenie snów i oczywiście senniki poinformowały mnie o całej gamie nieszczęść, jakie mnie spotkają. Czy ja wariuję? Czy to strach powoduje u mnie takie myśli? Jak się uspokoić? Nie wiem, naprawdę po dzisiejszej nocy mam szczerą nadzieję, że za dwa tygodnie dostanę okres i będę miała szansę iść do lekarza i przebadać się przed kolejną próbą. Ale przecież obiecałam sobie, że tego nie zrobię, że bez powodu nic nie będę sprawdzać. Wiem, że to pierwsze oznaki histerii, może to sygnał, że nie jestem jeszcze gotowa, ale ja nigdy nie będę w 100 % gotowa, jeżeli nie spróbuję, zawsze już będę się bała. Nie chcę, żeby ten strach mnie paraliżował i powodował u mnie takie koszmary. Co mam jednak zrobić? Chciałabym racjonalnie myśleć, do tej pory naprawdę mi się to udawało. Słyszałam, że kobiety w ciąży miewają koszmary, śnią im się dzieci z głowami starców, starcy z głowami dzieci…jednak czy koszmary przedciążowe również są normalne? Jak mam wytłumaczyć sobie, że „Spokojnie, to był tylko sen…”? Może jutro będę myśleć inaczej. Jutro, kiedy spokojnie się wyśpię, kiedy w spokojnym śnie nie stracę żadnego narządu ani nie zarobię w brzuch nożem. Jutro, kiedy znowu przypomnę sobie, że sny to odzwierciedlenie naszych lęków, a nie przepowiednia przyszłości. No cóż, pozostaje mi tylko życzyć sobie spokojnej nocy…i Wam również.

10 comments to “Spokojnie, to był tylko sen”
  1. Oj jak dobrze ze z zasady nie pamietam co sie mi snilo wiec swoje poronione mysli przerabialam tylko za dnia. A jesli juz zdazy mi sie ze obudzi mnie koszmar i nie udaje mi sie od niego uwolnic to albo zajmuje mysli ksiazka albo wlaczam jakis film zeby skierowac mysli na neutralne tory.

  2. My za miesiąc również zaczynamy starania. Trzymam za Ciebie kciuki!
    Czekam na Twoje wpisy codziennie, wyjmujesz dosłownie słowa z moich ust. Ten blog jest jakby o mnie, o moich przemyśleniach. Wielokrotnie pokazywałam mężowi Twoje wpisy mówiąc mu, to właśnie się ze mną dzieje. Wtedy wie, co czuję i wie jak mi pomóc. Dziękuję za Twój potok słów. Pomagasz mi. Wiem, że jest tam gdzieś daleko/ niedaleko osoba, która mnie rozumie. Wie, co przeszłam. Nie znamy się, a jakbym Cię znała od zawsze.
    Pozdrawiam, Justyna
    p.s. (ja od poronienia nie miałam żadnego snu, który pamiętam )

    • Cześć 🙂 nawet nie wiesz, jak mi miło, kiedy czytam takie komentarze. To był dla mnie ciężki okres, cieszę się, że założyłam ten blog, bo dzięki niemu mogłam wymienić doświadczenia z osobami, które przeżyły to samo. Kto tego nie doświadczył, ten nie wie, i oby nigdy się nie dowiedział.
      Z tego co pisałaś wcześniej, straciliście Wasze maleństwo miesiąc po mnie. Czyli też po trzech miesiącach zaczynacie się starać? Ja uważam, że to odpowiedni czas, miewam jeszcze jakieś zawirowania, lęki, tak jak po tym koszmarze, ale ogólnie już nie boję się tak bardzo, wierzę, że tym razem wszystko będzie dobrze. A co do tego, że nie pamiętasz żadnego snu, to może nawet i lepiej, pamiętać takie koszmary, jakie ja miałam, to nic przyjemnego, wolałabym o tym zapomnieć.
      Pozdrawiam i również trzymam kciuki 🙂 Będzie dobrze!
      Ania

      • Cieszę się, że jest Ci miło 🙂 Tak, czekamy do 3 miesiąca. Właściwie Pani ginekolog pozwoliła nam już teraz rozpocząć starania, ale dokonałam w życiu totalnej rewolucji i zmieniam pracę. Zaczynam 1 września więc chciałabym zacząć starania, gdy już podpiszę umowę. Jestem przedszkolanką 🙂
        Poza tym chcę wyleczyć zęby, sprawdzić jeszcze raz tarczycę i prolaktynę ( mam wyskoki poziom, zwalczam ją bromergonem).
        Zmieniłam ginekologa, kobieta pobudziła u mnie wiele pozytywnych emocji. Chyba przestaję się obawiać. Dzięki niej cieszy mnie więcej rzeczy.
        Te dwa miesiące były koszmarnym czasem. Zmieniłam się, swoje podejście do życia. Mam wrażenie, że zgubiłam w sobie beztroską dziewczynkę.
        Wiele smutnych wieczorów, rozdrażnienie i rozedrganie.
        Wierzę, że będzie dobrze. Musi być. U Ciebie również.
        Będziemy tuliły swoje maluszki, mam nadzieję, że już niedługo.
        Kiedyś powiedziałam od czapy, że urodzę dziecko w wieku 26 lat, mam nadzieję, że tak się stanie. Pięknych snów!

  3. Witaj
    Kiedys byłam taka sama każdy sen budził przerażenie co gorsza wierzyłam że stanie mi się to co wyczytałam w senniku od pewnego momentu powiedziałam dość. Gdy śni mi się cos niedobrego juz nie sprawdzam jak nawiedzona co on oznacza i nie wierze już w sny. Tym samym jestem spokojniejsza i wyobraź sobie nic złego się nie dzieje.

    • Hej, właśnie wiem, że to nawiedzone, D. mnie już 3 razy wyśmiał, jednak uwierz mi, takiego realnego snu dawno już nie miałam, masakra…sama sobie mówię, że to chore, że o tym myślę, jednak myślę nadal. Chyba ponprostu wybiorę się na miasto i się rozerwę, może moja chora głowa znormalnieje 😉

      • o tym już też myślałam 😀 nie no żartuję. Raczej nie wariuję aż tak bardzo, ale wczoraj w głowie stała mi się wielka masakra. Sny mam codziennie, jednak nie tak realne. Nie jestem psychologiem, więc nie będę tu analizować mojej reakcji i tego, ze przeraziło mnie to aż tak bardzo. To był po prostu jeden z tych koszmarów, które pamięta się do końca życia. Dzisiaj się wyspałam i już myślę inaczej, już jestem normalna :-). Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.