Myśli poronione

Spread the love

„Dziecko, ciąża, dziecko, dziecko, ciąża, w ciąży, dziecko, dziecko”. Zaraz po wyjściu ze szpitala zastanawiałam się, o co chodzi lekarzowi kiedy mówi, że nie tylko ciało musi dojść do siebie po poronieniu. Jak to nie tylko ciało? Rozumiem, że po łyżeczkowaniu macica musi się zagoić, ale psychicznie jest OK. Następna ciąża nie tylko nie zaszkodzi, ale pomoże poradzić sobie ze stratą. Jak to głowa musi się uspokoić? Z moją głową jest wszystko dobrze, nadal chcę dziecka, jestem na nie gotowa, przecież o niczym innym nie myślę…

Bezpośrednio po poronieniu. „Ja wrócę do pracy tylko na chwilę, właściwie to nawet nie wiem po co, przecież ja i tak zaraz będę się starać o dziecko” – rozmowa z koleżanką, która zastępowała mnie podczas nieobecności w firmie. „Chyba nie trzeba czekać, koleżanka koleżanki nie czekała nawet do pierwszego okresu i zaszła w ciążę. Urodziła zdrowe, śliczne dziecko. A druga znajoma wpadła po drugim okresie od łyżeczkowania i też ma zdrowego synka. Nie wiem, czy to czekanie jest potrzebne” – teorie wygłaszane przeze mnie do praktycznie wszystkich znajomych. „Nie wiem, czy planować te wakacje w Chorwacji. Przecież we wrześniu to ja już dawno będę w ciąży” – a takimi pomysłami raczyłam D. podczas codziennych rozmów. Oprócz tego naprawdę oczekiwałam od mojego ginekologa, że określi mój przypadek jako wybitny i da zielone światło na starania. Co lepsze, wydawało mi się nawet możliwe, że na wizycie kontrolnej po zabiegu jakimś cudem stwierdzi niepokalane poczęcie i oświadczy mi, że oto jestem znowu w ciąży. W sumie ciężko mi było do końca mieć taką nadzieję, w końcu nawet moja wyobraźnia ma pewne ograniczenia, ale takie myśli przychodziły. Nie jest to aż takie dziwne, jak sobie przypomnę, że to ja po wizycie stwierdzającej brak tętna u dziecka leżałam całą noc nie śpiąc i oczekując cudu, cofnięcia czasu, magicznego przebudzenia.

Tydzień po poronieniu. Zakładam blog. Porządkuję myśli. Wyżalam się. Wylewam z siebie wszystko. Pomaga. Chwilę jest lepiej, później znowu źle, później znowu lepiej. Coraz częściej lepiej, niż gorzej.

Dwa tygodnie po poronieniu. Spotykam się z koleżankami. Pijemy wino. Piję, ale wcale nie chcę, bo jeszcze nie rozumiem, że już mogę. Właściwie to czuję się, jakbym zrobiła coś złego, że piję. Właśnie wtedy powstał wpis Gdy ciało już nie jest w ciąży a głowa jeszcze tak.

Miesiąc po poronieniu. Wracam do pracy. Coraz mniej myślę o kolejnej ciąży. Wierzę, że przyjdzie. Już nie zastanawiam się, jak szybko uda mi się w nią zajść. Nie musi to być już, teraz. Chcę po prostu, żeby było, poczekam…byle nie za długo.

Dwa miesiące po poronieniu. Otaczają mnie ciąże. Wszystkie starające się koleżanki zachodzą w ciążę, a jeżeli jeszcze nie zaszły, to zapewne zajdą, zaraz po tym, jak staną obok mnie. Zaczynam się nawet zastanawiać, czy to nie ja działam tak zapładniająco…nie, chyba jednak nie. Jak dziwne jest uczucie, kiedy cieszysz się, szczerze, jednak każda ciąża w otoczeniu przypomina ci o twojej, utraconej. Znam te emocje, które właśnie przeżywają szczęśliwe koleżanki, znam tą radość i ten lęk. Znam, do końca trzeciego miesiąca znam. Też chcę to przeżywać, ale jedyne co mogę, to przeżywać cudze ciąże, o moją się jeszcze nie staram. No właśnie. Tak wzdycham do tych szczęśliwe ciężarnych koleżanek, tak bym już chciała znowu mieć choćby nadzieję na ciążę, tak marzę i proszę, tak jak ten Żyd, który prosi o wygraną w Lotto. Moje przyszłe dziecko tak patrzy na mnie z innego wymiaru, tak słyszy jak go bardzo chcę i jak bardzo czekam, tak obserwuje moje potajemne westchnienia do cudzych brzuchów i myśli: „Mamo, mamo daj mi szansę, przestań się zabezpieczać…”

Od czasu zabiegu minęły trzy miesiące. W sumie to dopiero teraz moje myślenie o ciąży wróciło na tory sprzed poronienia. Zajście w ciążę przestało być moim jedynym marzeniem i celem.  W pracy zajmuję się pracą (przeważnie), w domu zajmuję się naszymi codziennymi sprawami, związkiem, planowanym wieczornym wyjściem, planowanymi wakacjami. Musiał minąć pewien czas, musiałam się uspokoić. Teraz dopiero widzę, jak inne było moje myślenie, kiedy straciłam ciążę, jak bardzo potrzebowałam tej przerwy. Teraz już wiem, że po zabiegu, chciałam jedną ciążę zastąpić sobie następną, a przecież tak nie można. Rozumiem już, o co chodziło lekarzowi. Mówimy tu o dziecku, o człowieku, który się urodzi. Trzeba być gotowym na to, by nosić go w sobie, nie można go pragnąć ze względu na swój ból po stracie, trzeba tego chcieć na spokojnie. Odpoczęłam od testów, nie musiałam się co miesiąc zastanawiać, czy okres przyjdzie, bo wiedziałam, że przyjdzie. Mogłam spokojnie wyjść na miasto, wypić drinka, zrelaksować się, nie zastanawiając się, czy może przypadkiem nie zaszłam w ciążę, czy może przypadkiem już pić nie powinnam. Skupiłam się na sobie i D. I to była dobra decyzja. Teraz już jestem gotowa, choć trochę się boję. Ale to raczej już mi zostanie, więc nie ma na co dłużej czekać.

Takie były moje myśli po poronieniu. Przez te trzy miesiące przeszłam przez wiele etapów. Standardowo był szok, wyparcie, żal, histeria. Nadal zdarza mi się pomyśleć: „Czy to się naprawdę stało?” A może to jednak ja zrobiłam coś, co sprawiło, że dziecko się nie rozwinęło…? Nie, nie mogę tak myśleć, muszę się dobrze nastawić, myśleć pozytywnie. A jeżeli następna ciąża również się tak skończy? Nie! Nie, nie i jeszcze raz nie. Co mi da takie myślenie? Tyle kobiet przechodzi przez to samo i później rodzi zdrowe dzieci, u mnie też tak będzie. Ania, uspokój się, pamiętaj, siła przyciągania, pozytywne myślenie i te sprawy. Hmmmm, a może jeszcze wybrać się do ginekologa? Nie, nie chcę, żeby facet zaczął się starać o zakaz zbliżania się. Kazał wrócić w ciąży, to wrócę w ciąży. Naprawdę nie musi to być teraz. Tak naprawdę, skoro już się zdecydowaliśmy, że chcemy, to możemy poczekać, aż się uda. Byle udało się już do końca. Będę tak myśleć…chcę tak myśleć

Przychodzą znienacka, krążą w każdą stronę, nie dają spokoju, myśli poronione.

13 comments to “Myśli poronione”
  1. Czytam i czytam a łzy same lecą. Ja straciłam mojego malutkiego dzidziusia w 6 tyg ciąży. Miesiąc temu 8 czerwca.
    To wszystko o czym piszesz jest jakby wyciągnięte z moich ust.
    I te komentarze „masz jeszcze czas” „przecież to jeszcze nie było dziecko” „wszystko będzie dobrze” „nie płacz” i najgorsze „jak sie czujesz ” w dniu poronienia ?! No chyba to jakaś kpina , jak ja moge sie czuć?!
    Każda z nas potrzebuje swojej żałoby , pożegnania sie, czasu.
    Mi tez 1 tydzień uciekł przez palce a czas stanął w miejscu , jakby nie istniał. Długo nie zapytałam „dlaczego?” A po co, czy to takie ważne ?
    Ważne jest to , że już nie mam do kogo mowić w moim brzuchu ,ze tam już nic nie ma a raczej nikogo.
    Nikt nas nie zrozumie , kto tego nie przeżył …
    Po powrocie do pracy usłyszałam „jesteś w ciąży ?” Od osoby która wiedziała, że poroniłam ale chyba nie wiedziala jak zagadać . Niech Ci ludzie już nic nie mówią , po prostu NIC.
    Minął prawie miesiąc i najszczęscie nie usłyszałam jeszcze „kiedy znowu planujecie dzieci ?” Bo tego bym nie wytrzymała. Panicznie boje sie kolejnej ciąży, żeby tylko nie skończyła sie tak jak ta…

    • To prawda, ludzie nie wiedzą, co mówić. Ja w dzień zabiegu usłyszałam „Trzymam kciuki”. Intencje były dobre, jestem pewna, ale jakoś zabolało, bo w takim dniu wszystko boli. Daj sobie czas. Ja wiem, że to może wkurzać, jak ktoś tak mówi, ale czas naprawdę w tym przypadku jest pomocny. Nie zapomni się nigdy, ale z czasem jest łatwiej sobie to wszystko poukładać. Ja rok temu żyłam nadzieją, że jeszcze kiedyś mi się uda poczuć tą radość i mówić do małego szczęścia w brzuchu, teraz mam synka, właśnie położyłam go spać. Miesiąc po poronieniu jeszcze nie do końca chciałam słyszeć o innym dziecku, wiedziałam, że będę się starać na pewno, ale tak naprawdę cały czas myślałam o tym utraconym. Ale z czasem naprawdę było lepiej. Jeszcze będziesz mówić do brzucha i go głaskać, i będziesz się bała, to normalne i naturalne, ale warto przez ten strach przejść, żeby doświadczyć takiego szczęścia. Moja druga ciąża była pełna strachu, pisałam o tym na blogu. Kiedy urodziłam, łzy popłynęły same, bo zeszło napięcie, ale teraz już wiem, że to, że przytrafiło się nam to raz, nie znaczy, że się powtórzy. Pozdrawiam ciepło, Ania

  2. Wychodzac ze szpitala po zabiegu powiedzialam lekarzowi ze nastepnym razem chce sie z nim spotkac po drugiej stronie korytarza (poloznictwo) i slowa dotrzymalam. U mnie glowa na poczatku byla bardziej zajeta tym co cialo wyprawia bo przez 3 miesiace lekarze nie wiedzieli dlaczego caly czas krwawie i to obficie. Przez to tez mialam zrobione badania hormonow i tu sie okazalo ze prolaktyna nie wrocila do normy a bez tego zajscie w ciaze byloby raczej trudne. Innych badan nie zalecono i z tego co wiem jest to powszechna praktyka.
    Potem etap chcialabym a boje sie. Czyli nie wiem czy mam na tyle sily zeby sprobowac i zaryzykowac ze znow cos pojdzie nie tak.
    A potem jak juz bylam w ciazy to za przeproszeniem przy kazdej wizycie w toalecie patrzenie w majtki bo poprzednim razem sie od plamienia zaczelo. Pozniej w kazdej wolnej chwili „rachunek sumienia” czy ruchy sa takie jak zawsze ale na tym etapie jak mlody sie ruszal to juz ten strach byl bardziej namacalnie wykopywany przez mlodego. Tym bardziej ze dzieci lubia zaczynac rozrabianie jak mama odpoczywa.
    Ale mimo ze to byla ciaza wyzszego ryzyka, poniewaz nic niepokojacego sie nie dzialo bylam w pelni aktywna od poczatku do konca i lekarz nie widzial wskazan do lezenia do gory brzuchem ;-).
    Tak myslac dzis po 3 latach o tym wszystkim to po pierwsze bylo warto zaryzykowac a po drugie dochodze do wniosku ze strach byl wiekszy niz przed strata dziecka ale nie przyslonil mi radosci z bycia w ciazy i dzis ze wzruszeniem wspominam jak mlody kopal starszego brata, jak mial czkawke i patrze jaki z niego rozrabiaka rosnie.

    • no własnie też myślę, że będę bardziej wyczulona, i patrzenie w majtki też będzie, nie obędzie się bez tego, ale mam nadzieję, że uda mi się zachować choć trochę zdrowego rozsądku. Mam nadzieję, że u mnie uda się wszystko tak, jak u Ciebie 🙂

    • ja uważam, że już po drugim powinno się zlecać badania, ale mój lekarz też mówi, że poronienia nawracające są od trzeciej straconej ciąży…pozostaje mi mieć jedynie nadzieję, że mnie to nie dotyczy

  3. Jakiś czas temu komentowalam jeden z Twoich postów, poronilam 30 marca, miałam identyczne myśli a nawet było że mną gorzej. Musiałam zajsc w ciaze teraz natychmiast, a kiedy mąż mówił że musimy odpocząć, odczekać dostawałam ataku furii! To były strasznie dni, tygodnie. Teraz jest ok. Tak jak napisałaś i psychicznie i fizycznie trzeba dojść do siebie, ja ten stan również osiągnęłam i bez napinki zaczęliśmy starania. Ale mam pytanie czy robiliście badania? Nam lekarz nie kazał robić badań ale z otoczenia jestem bombardowana że jednak powinniśmy się przebadac, jak było u Was?

    • Cześć, mój lekarz zalecił jedynie, żebym doprowadziła tarczycę do porządku, więc po poronieniu robiłam tylko TSH. Jeżeli chodzi o badania wskazujące możliwe przyczyny, to również nic nie robiliśmy. Ginekolog powiedział, że jeżeli bardzo chcę, to przed kolejną ciążą mogę sprawdzić, czy nie zaraziłam się toksoplazmozą. Mi również niektórzy sugerują, żeby zbadać hormony albo porobić badania krwi, na różne przeciwciała, cała masa takich informacji jest również w internecie, ale postanowiliśmy, że posłuchamy lekarza. Mam kilka koleżanek po ciążach obumarłych i nie miały żadnych problemów w kolejnej ciąży, także stwierdziliśmy, że to musiał być jednorazowy, nieszczęśliwy przypadek. Lekarz powiedział, że robienie kolejnych badań tylko pomiesza mi w głowie i zrodzi kolejne pytania, na które niekoniecznie nam ktoś udzieli odpowiedzi. Tarczycę sprawdziłam, uregulowałam, zaliczyłam również po drodze dentystę, bo miałam ubytek, a w ciąży lepiej mieć z tym spokój, no i teraz mam nadzieję, że uda nam się i będziemy mieli niedługo zdrowego dzidziusia. Trzymam kciuki za Was, pozdrawiam 🙂

    • Ja poronilam w 19tc i po wszystkim moj lekarz razem z genetykiem stwierdzil ze po prostu mialam pecha . wiec o żadnych dodatkowych badaniach mowy nie bylo.

  4. Witaj. Ja jestem 5 miesiecy po stracie czytajac czesto twoj blog czuje jakby to byly moje mysli. Tez sie boje i chyba bac bede juz zawsze, ale wiem jedno jak nie sprobuje to nigdy sie nie dowiem. Fakt grunt to pozytywne myślenie. Tez uslyszwlam ze trzeba czekac 6 miesiecy choc inny lekarz powiedzial to Pani sama bedzie wiedziala czy to jest juz dobry moment. My zaczynamy powoli starania choc bez nacisku jak Bog da tak bedzie, ale mysle ze tym razem wszystko skonczy sie szczesliwie. I tak ma byc nie przyjmuje innej opcji i tego Tobie życze. 3 majcie sie cieplutko.

    • Witaj 🙂
      Chyba większość ma podobne myśli i obawy. Mam nadzieję, że jeżeli uda mi się zajść w ciążę, ten strach nie zdominuje czasu oczekiwania. Myślę, że najgorzej będzie do 10 tygodnia, kiedy to mojemu dziecku przestało bić serce. Bardzo już chcę spróbować, więc zaczynamy. Masz rację, czy 3 miesiące, czy 6, to sprawa indywidualna, ja czuję, że już nie chcę czekać i że fizycznie doszłam do siebie. Mam nadzieję, że już za chwilę tematyka bloga zmieni się na blog o szczęśliwej ciąży i będziemy mogły również razem dzielić się naszymi przeżyciami, tym razem pięknymi. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.