Kiedy dziecko staje się dzieckiem, a matka staje się matką

Spread the love

O braku tętna mojego dziecka dowiedziałam się w dwunastym tygodniu ciąży. Od tamtej pory minęły trzy miesiące. Przez cały okres, jaki dany mi było być w ciąży, cieszyłam się moim małym cudem. Od chwili zobaczenia dwóch kresek na teście ciążowym wiedziałam, co się stało. Razem z D., w pełni świadomi i pewni swojej decyzji, parę tygodni wcześniej stworzyliśmy człowieka.

Ostatnie zdjęcie USG, jakie zostało zrobione, dołączono do dokumentacji medycznej w szpitalu przy okazji zabiegu łyżeczkowania. W domu posiadam dwa wcześniejsze. Na pierwszym widać kropkę, maleńki pęcherzyk ciążowy, cudowne cztery milimetry, które sprawiły nam tyle radości. Na drugim widnieje mały stworek, kształtem przypominający gumisiowego żelka. Stworek, któremu na drugiej wizycie kontrolnej serce biło z prędkością 162 razy na minutę. Zdjęcia są schowane w miejscu, w którym są bezpieczne. Mogę wrócić do nich, kiedy tylko najdzie mnie taka potrzeba. Bardzo często jednak wracam pamięcią do ostatniego zdjęcia, którego nie posiadam. Widziałam na nim małego dzidziusia, długości około dwudziestu milimetrów. Malutka główka, malutkie rączki i nóżki. Leżał sobie we mnie, spokojnie, jakby nic się nie stało. W pierwszym odruchu, kiedy zobaczyłam go na USG, ucieszyłam się. Długie milczenie lekarza uświadomiło mi jednak, że coś jest nie tak. Moje dziecko nie rozwijało się prawdopodobnie już od 10 tygodnia. Co jednak dla mnie ważne, przez te 8 tygodni od zapłodnienia, z maleńkiej kropki powstał maleńki człowiek. Mimo, że nie miał szans rozwinąć się, urosnąć i się urodzić, był moim dzieckiem, od samego początku. Nigdy nie poznam płci, nie dowiem się, czy byłoby wysokie, niskie, miało włosy blond, czy czarne, czy lubiłoby przedmioty ścisłe, czy raczej po mnie humanistyczne. Nigdy nie usłyszę jego pierwszego płaczu, nie zobaczę uśmiechu, nie nakarmię, ale to nie odbiera mi prawa do nazywania siebie jego mamą.

W momencie, kiedy plemnik D. dotarł do jajeczka i doszło do zapłodnienia, w moim ciele zaczęło zachodzić tysiące reakcji chemicznych. Jest to proces tak skomplikowany, że człowiek sam by tego lepiej nie wymyślił. To cud, cud życia. W momencie zapłodnienia wiadomo już właściwie wszystko. Cechy wyglądu, charakteru, choroby lub ich brak, wszystko. Kiedy tak naprawdę powstaje człowiek? Skoro już po zapłodnieniu określone są cechy, które później definiują to, kim jesteśmy, to czy nie właśnie wtedy? Czy człowiek zaczyna się dopiero, kiedy zaczyna bić serce? Ale to już przecież w niektórych przypadkach w szóstym tygodniu ciąży. Dziecko nie przypomina jeszcze kształtem człowieka, a serce już bije. A może o człowieku możemy mówić dopiero po pierwszym trymestrze, kiedy to wykształcone są już wszystkie narządy? Kiedy następuje ten cudowny moment, kiedy płód zasługuje na to, by myśleć o nim jak o istocie ludzkiej? Dla mnie już moja kropka była dzieckiem. Patrzyłam na nią i wiedziałam, że rozwinie się z niej ktoś niepowtarzalny. I rozwinął się, na tyle, na ile miał szanse.

Razem z D. bardzo przeżywaliśmy czas ciąży. Cieszyliśmy się nią. „Ania, a wiesz, że teraz dziecku mogą rosnąć już paznokcie?!” – mówił podekscytowany D. po przeczytaniu etapów rozwoju ciąży. Wspólnie czytaliśmy, co aktualnie dzieje się w moim ciele. Co wieczór pod prysznicem nuciłam jedną melodię, głaszcząc się po brzuchu. „Rośnij sobie spokojnie, jesteś bezpieczne” – myślałam. Zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby zapewnić mojemu dziecku dobry start. To, co się stało, było niezależne ode mnie. Gładząc się po brzuchu, głaskając go przed zaśnięciem, śpiewając, ciesząc się każdą zmianą, jaka we mnie zachodziła, budowałam więź. To było naprawdę wyczuwalne. Z każdym tygodniem coraz bardziej przyzwyczajałam się do myśli, że niedługo pojawi się u nas nowy członek rodziny, że będziemy rodzicami. Nie zajmowały mnie ubranka, wózki, nie myślałam o takich rzeczach, było jeszcze za wcześnie. Był to dla mnie czas przyzwyczajenia głowy, że zaszłam w ciążę. Głowy, bo serce poczuło to od razu. Tęsknię za głaskaniem się po brzuchu, za spokojem, jaki czułam kładąc się do łóżka już we trójkę, za szczęściem, jakie dała mi ta mała istotka. Nie zastanawiam się, czy zasłużyła już sobie na miano człowieka, ja to wiem.

Pamięć płodu. Kiedy po zabiegu łyżeczkowania zdecydowałam się udać do kobiety, która rozmową pomogła mi poukładać sobie wszystko w głowie i nastawiła mnie pozytywnie do życia, usłyszałam pytanie, czy myślę o tym jak o stracie ciąży, czy stracie dziecka. Odpowiedziałam, że straciłam dziecko. Pani nie skomentowała tego w żaden sposób, pokiwała głową i uśmiechnęła się łagodnie. Mówiła, że kobiety w ciąży otacza specyficzna energia. Tą energią jest dziecko, które się w nas rozwija. Niektórzy nazywają tę energię duszą. Podczas rozmowy usłyszałam wiele interesujących rzeczy. Kobieta powiedziała mi, żeby nigdy nie nastawiać się na daną płeć, a w przypadku, gdy już mamy nadzieję na chłopca, lub dziewczynkę, a rzeczywistość okaże się sprzeczna z naszymi oczekiwaniami, to żeby pamiętać, że w ten sposób od początku obciążamy dziecko. Bo ono wyczuwa nasze emocje. O ile ciężej jest się urodzić, gdy już od początku nie spełniliśmy oczekiwań rodziców czymś tak niezależnym od nas, jak płeć? Może coś w tym jest…Mówiła także, że kobiety, które urodziły się z ciąż zagrożonych, mają większą tendencję do zamartwiania się o własną ciążę. Jest to spowodowane tym, że już w łonie matki koduje się w nas strach o jej utratę. Ja nie doczekałam pierwszych ruchów mojego dziecka, jednak koleżanki opowiadały mi, że one potrafiły rozróżnić, na co ich pociechy reagowały. Kopały podczas stresujących sytuacji, chwil ekscytacji. Od momentu, kiedy tylko mogły wyczuć ruchy wiedziały, że dziecko reaguje na wszystko co robią. A ten proces rozpoczyna się już o wiele wcześniej. Moja serdeczna koleżanka była ostatnio na kontroli, 9 tydzień. W momencie wykonywania USG jej dziecko radośnie odpychało się mikro nóżkami od ścian macicy. W 9 tygodniu! Mówcie co chcecie, to już jest człowiek.

Na forum pod jednym z moich wpisów rozgorzała gorąca dyskusja na temat tego, kiedy płód staje się człowiekiem. „Wyskrobiny z macicy” – tak określiła moje dziecko jedna z internautek. „Histeryzujecie, nie straciłyście dzieci, tylko płody”. „Bez przesady, do 12 tygodnia nie ma się czym podniecać”. Czyżby? Jeżeli tak rozumujemy, to my wszyscy jesteśmy tylko wielkim zlepem komórek. Jeżeli tak nazywasz moje dziecko, nie oczekuj, że będę myślała o Tobie jak o człowieku. Tak, poronienia w pierwszym trymestrze zdarzają się bardzo często. Jeżeli już nas jednak spotkają, nikt nie może odebrać nam prawa do opłakania straty. Bo przecież zdecydowana większość już poczuła, że będzie matką, już pokochała, już się przywiązała. Każdy ma prawo do własnego sposobu postrzegania świata. Ja nie mam wątpliwości, co straciłam.

Magiczny moment, kiedy powstaje człowiek, nie jest zdefiniowany. Dla każdego następuje on kiedy indziej. Nie krytykuję ludzi, którzy patrzą na to z czysto medycznego punktu widzenia. Mam jednak inne poglądy. Straciłam dziecko, które rosło we mnie i musiało zostać wyjęte. Nosiłam w sobie nasz prywatny cud, nasze szczęście. To był człowiek, choć jak to cały czas podkreśla D., nie nasz człowiek. Stworzyliśmy go, jednak byłaby to osobna istota, z własnym życiem, poglądami, decyzjami. Naszym zadaniem było sprowadzenie go na świat i zapewnienie odpowiedniego startu, wpojenie wartości, które uważamy za właściwe, nauczenie, jak pięknie można żyć. Naszego cudu już nie ma, jednak nie tracimy wiary w następny, i to już niebawem. Jestem pewna, że kiedy dane mi będzie ponownie zobaczyć dwie kreski na teście ciążowym, będę wiedziała, co ponownie się stało. Będę się cieszyć świadomością, że znowu udało się nam stworzyć niezwykłą istotę, która już od początku w naszej głowie będzie naszym dzieckiem.

76 comments on “Kiedy dziecko staje się dzieckiem, a matka staje się matką
  1. tez stracilam.dwojke malenstw.alekazdy byl kiedys zarodkiem wiec nie mowcie ze to nie dzieci.gdyby nimi nie byly nie roslyby nam brzuchy nie mialybysmy mdlosci..obie straty bola rownie mocno bo byly bardzo wyczekiwane nasze maluszki.niestety moj G tez mowi ze to zarodki,tak mu latwiej sie pogodzic z tym,prez co sie klocimy.glowa do gory

    • Każdy ma swój sposób, żeby poczuć się lepiej. Przykro mi, że też przez to przeszłaś. Mam nadzieję, że zarówno u mnie, jak i u Ciebie wszystko już będzie dobrze, pozdrawiam i też głowa do góry 🙂

  2. Ja też straciłam swojego synka. W 34 tygodniu. Nagle,bez przyczyny. Pozostał mi tylko grób na cmentarzu i nadzieja,że jeszcze zostanę mamą.
    Pozdrawiam Cię, powodzenia.

    • Bardzo mi przykro, w tak zaawansowanej ciąży to jest jeszcze trudniejsze, wręcz niewyobrażalnie. Trzymaj się, pozdrawiam.

  3. Bardzo mnie poruszył Twój wpis, sama jestem w ciąży (12tc) i będąc w szpitalu 3 tygodnie temu miałam koleżankę na sali, która dowiedziała się że serduszko jej dzidziusia przestało bić. Ten sam tydzień ciąży co ja. Zrobiło mi się niesamowicie przykro, że ją to spotkało. Nie mam pojęcia ja to jest stracić dziecko ale mam nadzieję, że szybko poukłada się Wam tak jak sobie to wymarzyliście. Powodzenia i głowa zawsze do góry 🙂

  4. Myśle, ze strata dziecka to najgorsze co może być. Na szczęście nie mam takich doświadczeń i nawet nie umiem sobie wyobrazic co czujesz. Dla mnie dziecko to już były te dwie kreseczki na teście, choć dla niektórych to tylko zarodek. Trzymam za Was kciuki, zeby następnym razem Wam sie wszystko poukładało po Waszej myśli.

  5. Chyba jestem inna niz wszystkie bo nie podchodze w tradycyjny sposob i nie nazywam swoich dzieci ANIOLKAMI. Stracilam dwojke dzieci jedno w 16 tyg drugie w 8 tyg musialam przejsc do porzadku dziennego a analizowanie czy to plod, zarodek czy dziecko tylko pogorsza cala sytuacje. Czytalam roznego rodzaju fora i stwierdzam, ze mozna wpasc po nich w depresje a kobiety robia z siebie ofiary na cale zycie. Moim zdaniem skoro traci sie dziecko w tak wczesnym czasie to znaczy, ze jest obciazone wadami i jaki sens jest je za wszelka cene ratowac. Lubicie jak maly czlowiek sie meczy dla Waszej przyjemnosci. Nie wazne, ze chory ale zeby byl!

    • Wcale nie jestes inna niz my. To jak nazywamy swoje dzieci ktorym nie bylo dane sie urodzic to sprawa drugorzedna. Na codzien zyjemy normalnie , wiele z nas jest matkami i nie chodzimy i nie rozpamietujemy ze mamy mniej dzieci niz ciaz. Tez wychodzimy z zalozenia ze moze natura wybrala za nas mniejsze zlo bo w wiekszosci poronienia dotycza dzieci ciezko chorych. Ale rownoczesnie dajemy sobie takie samo prawo do zaloby czy tesknoty jak mamy ktore traca dzieci juz urodzone bo przez te kilka tygodni poczulysmy sie mamami i pokochalysmy swoje aniolki.

  6. Wiem co czujesz ja tez straciłam swoje dzieci dziś jedno miało by 15 lat a drugie 7 i zawsze mówiłam o nich moje dzieci nie były płodami zlepkiem komórek tylko moimi dziećmi czasem myślę jak by to było gdyby byli ze mną. Także głowa do góry przeżyj żałobę na swój własny sposób i do dzieła …;-) Ja dziś mam trójkę 13 , 5 i 2 latka i są całym moim światem chociaż czasami dają popalić …;-) Pozdrawiam Cię serdecznie będzie dobrze …;-)

  7. Jak Twoja historia przypomina mi moja. Mam 26 lat. Jestem młodą mężatką, w styczniu zaszlam w ciążę, 28 marca dowiedziałam się że moje dziecko przestało się rozwijać. To był 9 tydzień. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Pamiętam ból piersi i wilczy głód. Tak sie cieszylam bo wiedziałam że wszystko jest ok. Pewnego dnia ten wilczy głód ustal, piersi już tak nie dokuczaly jednak nie podejrzewalam że za kilka dni świat mi się zawali. Ze stracę dziecko które już zdążyłam pokochać bezgranicznie. Minęły już ponad 3 miesiące, już się uśmiecham, wychodzę do ludzi, już zaczęliśmy starania jednak o tym co przeżyłam nie zapomnę nigdy. Nigdy nie zapomnę o moim nienarodzonych maleństwie. Nie zrozumie nas ktoś kto tego nie przeżył.

    • Przykro mi. Jam miałam zabieg w kwietniu. Ja też miałam zanik objawów i to mnie martwiło, czułam, że coś jest nie tak. Czas leczy rany, ale takiego czegoś nigdy się nie zapomina. Pozdrawiam i życzę szczęścia 🙂

  8. Współczuję Ci bardzo. 27 czerwca minęły 3 lata od, nawet nie wiem jak to określić po łyżeczkowaniu, ale dla mnie śmierci, Gai. Bolało strasznie i mimo iż czas pochłania mi 19 miesięczny synek, wciąż myślę o mojej córce, której nie dane było żyć i jeszcze o trojgu, utraconych na dużo wcześniejszym etapie, dzieci. Jestem z rodziny lekarskiej, wiem, że to były płody, wiem, że czasem lepiej, że tak się dzieje, ale … to cierpienie zostaje w nas na zawsze…

    • No właśnie, tego się nie zapomni nigdy. Ja też wiem, że lepiej, że natura sama zdecydowała, jeżeli miałoby być bardzo chore i cierpieć. wiem, ale nie zmienia to faktu, że to nadal bardzo boli. Pozdrawiam serdecznie

  9. Witam! Wiem co czujesz ja w 8 tygodniu straciłam maleństwo. To czy z punktu medycznego i dla osób postronnych jest płodem-zlepkiem komórek dla nas jest dzieckiem. Ciężko się podźwignąć tym bardziej że otoczenie nie jest wyrozumiałe. Mamy prawo do żałoby niezależnie od wielkości dziecka. Otoczenie jednak czasem jest pełne hipokrytów. Ja po stracie chciałam się pomodlić i weszłam do kościoła. ksiądz stwierdził że nie ma czasu a gdy powiedziałam że straciłam dziecko i chciałam się tylko w ciszy pomodlić po dowiedzeniu się iż to był 8 tydzień wyśmiał mnie iż to nie człowiek i nie ma po czym rozpaczać. Hipokryzja w czystej postać tych którzy tak teraz wojują przy in vitro. Trzymaj się Aniu .

    • Niestety niektórzy księża ewidentnie mijają się z powołaniem. Przykro mi z powodu Twojej straty, żałobę trzeba przeżyć, właśnie na swój sposób, pozwalając sobie na myślenie o tym tak, by było nam lepiej. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz 🙂

  10. Przykro mi że straciłaś swoje dziecko.
    Ja od początku nosiłam pod sercem dzieci, a nie płody. I przykro mi było gdy lekarz mówił podczas USG, że tu jest płodzik. To było nasze wyczekane dziecko. Stworzone z miłości i do miłości. Kochem te moje szkraby.

    • dziękuję. No właśnie, nawet chyba nie znam kobiety, która będąc w ciąży nie myślała o dziecku jak o dziecku. Nie rozumiem tego, co mamy sobie powiedzieć – nie przywiązuję się za bardzo, bo do 3 miesiąca to jeszcze w ogóle nic a człowiek to dopiero po porodzie? Przykre. Pozdrowienia dla ciebie i Twojej rodziny 🙂

  11. Dlaczego lekarze nie informują Was przyszli rodzice, że poronienie do 12 tygodnia jest poronieniem samoistnym, zazwyczaj wynikającym z zaburzonej ciąży, nierzadko chorego płodu. Selekcja naturalna. Myślicie, że można przeskoczyć całą naturę ?? Nie można !!!!

    • No i właśnie o to mi chodzi. Oczywiście, że każdy zdaje sobie z tego sprawę. Każdy lekarz mówi, że w pierwszym trymestrze wszystko może się wydarzyć itd. Co nie zmienia faktu, że po stracie ciąży przed upływem 12 tygodnia też się cierpi, też się tęskni. Kto powiedział, że myślę, że można przeskoczyć naturę? Czy napisałam tutaj coś takiego? Prowadzę blog już od jakiegoś czasu i każdy, kto zagląda tu regularnie wie, że nie kłócę się z tym, co się stało, nie zaprzeczam rzeczywistości i nie uważam, żeby było to coś niespotykanego. Ale każdy kto mówi, że przed upływem 12 tygodnia to naturalne i nie trzeba tego demonizować, nie wie o czym mówi. Poronienie, nawet wczesne, jest dla większości kobiet bardzo traumatyczne. Ktoś kto nie przeżył, nie wie, i oby się nie dowiedział. Pozdrawiam, Ania

      • dzis moje DZIECKO obchodziloby 1 urodziny, mialam termin na14 lipca 2014, ale w 10 tyg. okazalo sie ze serduszko nie bije, poronienie zatrzymane, zabieg. koniec swiata. wlasnie teraz gdy to pisze przy piersi usypiam 4 miesiecznego slicznego synka 🙂 zeby byla tecza, najpierw musi spasc deszcz. pozdrawiam i rozumiem.

        • Wszystko fajnie, ale chyba coś Pani z datami pokręciła, no chyba, że rok trwa więcej niż 12 m-cy 🙂 skoro ma Pani 4 miesięcznego synka+9 miesięcy ciąży to wychodzi 13 mcy – 13 miesięcy wstecz był czerwiec, czyli gdzieś na przełomie czerwca/lipca musiałaby Pani zajść w ciążę, no chyba że zaszła Pani w ciążę w sierpniu i urodziła 2-3 miesiące wcześniej… więc ktoś ku kręci.

          • Pomysl zanim zaczniesz poprawiac! Tusia 13 miesiecy temu zapewne zaszla w ciaze czyli miesiac po tym jak zaszla jej aniolek powinien byl sie urodzic. I co wg ciebie sie nie zgadza???

          • Wszystko się zgadza 🙂 Termin porodu był na lipiec, poronienie nastapiło jakieś 7-8 miesięcy wcześniej. Żle zrozumiałaś chyba. Pozdrawiam

      • A przepraszam za czym ty cierpisz? Abstrachujac od uparcie przez ciebie powtarzanego hasla”dziecko” za czym dokladnie cierpisz? To co rozwija sie w twoim brzuchu to zarodek czlowieka, dokladnie tak jak napisalas w swoim blogu „zlepek komorek”, I to ze czlowiek to zlepek komorek to tez prawda. Razem z mezem czytaliscie literature N
        na ten temat, to chyba powinnas umiec rozroznic fazy rozwoju plod na pamiec. Sama siebie wpedzasz w depresje I rozpacz, przypisujac zarodkowi cechy dziecka I przypisujac mu emocje!zarodek nie czuje twojej millsci, rozwija sie tak jak zostalo zaprogramowane przez wasze DNA I jesli ma wady to obumiera.moze powinnas regularnie przyjmowac kwas foliowy przed zajsciem w ciaze? Poczytaj, pojdz do specialisty, podejdz do tematu na zimno, w koncu chodzi tu o twoje przyszle dziecko.

        • Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć, że jest mi przykro, że jesteś jedynie zlepkiem komórek. Kwas foliowy przyjmowałam, dziękuję za poradę, depresji nie mam, po prostu mam inne poglądy niż Ty i iech tak zostanie. Pozdrawiam i dziękuję za opinię.

        • Mimo że nie straciłam dziecka,to czytając takie okrutne komentarze to krew mnie zalewa.Jesteś zwykłym błędem natury którego nie można nazwać człowiekiem.

    • I tu się nie zgodzę nie zawsze strata ciąży przed 12 tygodniem jest oznaką że płód-dziecko jest obciążone. Znam dziewczyny które straciły dziecko bo ich organizm nie wytwarzał odpowiedniej ilości np. progesteronu by utrzymać ciąże i nie jest to wina owego dzieciątka tylko organizmu matki. Ale zanim lekarz jeden z drugim się połapał czemu teoretycznie zdrowa dziewczyna nie może donosić nawet do 12 tygodnia to potrzebna była nie jedna trauma. Więc proszę nie pisz bzdury że to selekcja naturalna.

  12. Droga autorko, bardzo ci współczuję. Chociaż ja nigdy nie straciłam dziecka, nawet przez myśl mi nie przeszło, aby którąkolwiek z moich ciąż, które były nie zaplanowane – usunąć. Dla mnie człowiek to moment połączenia się komórki jajowej z plemnikiem. To już mały człowiek, którego kochałam ponad wszystko. Ciąża to najwspanialszy okres w życiu kobiety, a później macierzyństwo. Bóg niedawno dał mi po raz drugi możliwość doświadczenia tego niezwykłego cudu i jestem mu wdzięczna, oraz szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Chociaż nie jesteśmy z mężem bogaci, a ja już mam swoje lata, naprawdę mam nadzieję, że tak ułoży się moje życie, że jeszcze dostapię tego cudu po raz trzeci.

  13. Ktoś kto nigdy nie stracił nie zrozumie tego kto stracił
    ja mam trójkę dzieci a raczej czwórkę bo jedno moje dziecko to aniołek ,

  14. Też to przeżyłam. Dziecko obumarło również w 10 tygodniu, od momentu stwierdzenia do łyżeczkowania upłynęło kilka dni, kiedy to miałam świadomość noszenia martwego dziecka, pierwszego, upragnionego. W szpitalu podano mi leki rozkurczowe i podczas jednego z bolesnych skurczy dziecko dosłownie wypadło ze mnie wprost na moją dłoń. Miało może 2,5 cm, do dziś pamiętam to uczucie, ten widok, a w sierpniu minie 9 lat. Zawinęłam w chusteczkę, zawołałam pielęgniarkę, zabrała moje dziecko do pojemnika i wyszła. Potem było samo łyżeczkowanie, czyszczenie pozostałości, psycholog na oddziale (z którym wcale nie rozmawiałam). Teraz mam dwoje dzieci, prawie 8-letnią dziewczynkę i 5-letniego chłopca, do dziś się zastanawiam, jak wyglądałoby to pierwsze dziecko, kim byłoby.
    Lekarze nie poznali przyczyny poronienia, ja jednak sądzę, że to przez niezdiagnozowaną wtedy niedoczynność tarczycy.

    • Tego balam się najbardziej, że wypadnie. Na szczęście tak się nie stało. Straszne przeżycie, nikomu nie życzę.
      Ja własnie jestem w trakcie doprowadzania terczycy do równowagi. Chcę zachodząc w następną ciążę być pewna, że nic dziecku we mnie nie zaszkodzi. A co będzie? Na to niestety nie mam wpływu, mogę tylko mieć nadzieję. Ale myslę o tym cały czas w kategorii, że będzie dobrze, musi być dobrze 🙂

    • W szpitalu po podaniu leków rozkurczowych również zobaczyłam mojego synka. Miałam go na dłoni, bo wyłowiłam ze szpitalnej toalety. To nie powinno się tak odbywać, nie powinnam była być wtedy sama, z tym bólem. Ale kierowaną niesamowitą siłą wyłowiłam moje dziecko własnymi rękami, nie spanikowałam, nie zadzwoniłam po położną tylko patrzyłam na moje dziecko i nie chciałam aby ktoś go zabrał. Był taki malutki i już nie był „płodem”, „fasolką” tylko naszym dzieckiem. Miał rączki, nóżki, nawet paznokcie. Widok tak przykry, że masz na dłoni własne dziecko i nie możesz nic zrobić bo już nie żyje. Więc tylko patrzysz i płaczesz bo czujesz się bezsilna. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Nikt mi nie powie, że wczesna ciąża to nie dziecko. To było już dziecko , wyczekane, zrodzone z wielkiej miłości. Nie zrozumie tego nikt, kto tego nie przeżył.

  15. Gdyby poronione dziecko było tylko zlepkiem komórek to od samego poczęcia powinnyśmy się czuć tak jak zawsze – od poczęcia dziecka kobieta czuję się inaczej więc to co ma w środku to człowiek – jej dziecko!!! Współczuję i wiem co czujesz, bo przechodziłam przez to co Ty.

    • Przykro mi, że też przez to przeszłaś. Jeżeli o to chodzi, to ja miałam z tym związaną ciekawą sytuację – po pierwszej wizycie u lekarza, tydzień po zrobieniu testu, postanowiłam powiedzieć mojemu szefowi, że jestem w ciąży, żeby był gotowy, że mogę na jakiś czas zniknąć. Kiedy mu powiedziałam uśmiechnął się tylko i powiedział: „Wiesz, jakieś 2 tygodnie temu powiedziałem do żony, że chyba jesteś w ciąży. Jakoś tak inaczej wyglądasz, coś jest takiego innego w tobie i twoim zachowaniu”. Śmieszne, po 2 tygodnie wcześniej to nawet my nie wiedzieliśmy, ale może coś w tym jest, w końcu było we mnie nowe życie 🙂

      • Z pewnością coś w tym jest 🙂 Choć na szczęście nie straciłam dziecka, to wiem co czujesz. Obie moje ciąże były ciążami wysokiego ryzyka. Córka urodziła się z ciąży bliźniaczej. Niestety jej rodzeństwu nie było dane przyjść na świat. Straciłam maluszka w 8tc. Kiedy byłam w ciąży z synem raz w tyg. miałam oznaczany poziom b.hcg aby ocenić jego rozwój, poziom rósł pięknie z tygodnia na tydzień. Niestety przy kolejnym badaniu poziom b.hcg gwałtownie spadł (z ok.40 000 do 10 000 jednostek). Pomyślałam o najgorszym…. Zadzwoniłam do mojej lekarki i ona niestety potwierdziła moje przypuszczenia – ciąża obumarła. Zadzwoniłam do męża i przekazałam mu złe wieści, płakaliśmy oboje. Późnym popołudniem pojechałam na wcześniej umówioną wizytę do ginekologa. Lekarka zrobiła usg i z bardzo zaskoczoną miną obróciła w moją stronę monitor na którym widać było mojego maluszka i jego bijące serduszko 😀 Tego dnia płakałam ponownie ale tym razem ze szczęścia. A jak się ma do tego wynik badania? Ano tak, że jak się dowiedziałam w laboratorium, laborantka wykonująca badanie popełniła błąd…. Choć był to dopiero 8 tc nasza rozpacz i żal były ogromne, nie płakaliśmy po stracie płodu czy zlepka komórek, my „straciliśmy” dziecko. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i za niecałe dwa tygodnie mój synek skończy dwa latka ale te kilka godzin świadomości o jego stracie zostawiło we mnie ślad na zawsze. Jestem pewna, że wszystkie dziewczyny i kobiety piszące o płodzie i zlepku komórek będą zupełnie inaczej mówiły o swoich dzieciach gdy same zajdą w ciążę. Stratę musisz przeżyć na swój sposób i nikomu nic do tego jak to zrobisz. Trzymam za Was kciuki i życzę powodzenia przy następnej ciąży 🙂 Pozdrawiam.

        • Przecież samice kotów ,królików itp ,też po zaplodnieniu są w ciąży jak każdy inny ssak,a czlowiek też rozmanaża się w taki sam sposób,no taka jest prawda.

        • Zamieszałam trochę na początku…. Straciłam jednego dzidziusia ale musiałam wziąć się szybko w garść i zająć walką o zdrowie mojej córeczki. To być może złagodziło trochę ból po stracie. Nie znaczy to, że nie pamiętam i nie myślę czasem jakby to było gdyby urodziły się obie lub oboje. Natomiast pisząc, że ‚nie straciłam dziecka’ miałam na myśli historię mojego synka 🙂

          • Domyśliłam się już bez wyjasnień 🙂 całe szczęście, że Twojemu synkowi się udało. Wiem, jak to jest usłyszeć taką informację, to musiała być niewyobrażalna ulga, kiedy się okazało, że jednak wszystko ok. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam 🙂

          • W takim przypadku żadnego z tych dwóch uczuć – smutku i radości – nie da się opisać słowami. Zrozumieć mogą tylko Ci, którzy przeżyli to samo. Kiedy czytałam niektóre komentarze ‚na nie’ nie potrafię zrozumieć zaciętości piszących do przekonywania nas mam, – tych obecnych i przyszłych – że wiedzą lepiej kiedy nasze dzieci stają się dziećmi. Wielokrotnie przytaczają stwierdzenie, że każdy ma prawo do własnej opinii i poglądów ale dlaczego wciąż chcą na siłę przekonywać nas do swoich. To chyba na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą 😉 Super, że się tym nie przejmujesz i trzymaj tak dalej 🙂

      • Wtrące sie jeszcze,chociaz nie wiem,czy mi odpwiesz.Dla mnie jest jakąś egzaltacją,takie gloryfikowanie przez Ciebie st ciąży,że to jestnowe życie,no ok ale nowe życie jest nawet u muszki owocówki i u wszystkich ssaków,gdzie rozmnażanie przebiega w analogiczny sposób jak u czlowieka,czlowiek też należy jednak do ssaków.Chodzi mi o to że st ciąży przedstawiasz jakby to byl jakiś st wyjątkowy,dotyczący tylko Ciebie,a jest to proces fizjologiczny dotyczący większości zwierząt ,nie ma tu nic nadzwyczajnego.Ale to moje zdanie .Pozdrawiam.

        • Odpowiem, tak jak odpowiedziałam na Twój podobny komentarz przedwczoraj. Nie zapytam, czy byłaś kiedyś w ciąży i czy masz dzieci, bo to by było tendencyjne, jednak samo jakoś ciśnie się na usta. Sposób postrzegania ciąży i odczuwania jej jest inny dla każdej kobiety i dla każdej pary i nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chcesz mi podkreślić, że moje rozumowanie jest niewłaściwe a moja ciąża nie była niczym nadzwyczajnym. Dla mnie była. Tak, nowe życie jest u muszek owocówek, u psów, kotów, ja temu nie zaprzeczam a wręcz uważam, że też można to uznać za piękne. To, że ja od początku ciąży mówiłam i będę mówiła o dziecku, jest moją indywidualną sprawą i ja nikomu tego nie narzucam, proszę jednak, żeby nikt również nie narzucał mi swojego postrzegania świata.Uważam, że stan ciąży jest wyjątkowy i piękny i nadal będę patrzyła na to tak, że kobiety w ciąży noszą w sobie człowieka. Jeszcze raz powtórzę, nie zmienię poglądów tyko dlatego, że uważasz je za śmieszne. Ja mam swoje zdanie, Ty swoje, i niech tak zostanie. Pozdrawiam.

          • Oczywiście masz prawo do swoich poglądów,tak jak i ja.Odpowiem Ci na to,nie mam dzieci i nigdy nie chcialam mieć dzieci, zawsze wiedzialam i czulam że to nie dla mnie. jestem po 40-stce i wiem że podjęlam wlaściwa decyzję o nie posiadaniu dzieci.Rola ciotki spokojnie mi wystarcza,owszem czasem pomogę , w taki czy inny sposób zaproszę do siebie siostrzenicę,ale jednak b cenię sobie spokój ,ciszę i swobodę w swoim mieszkaniu.A zabralam glos w tej dyskusji ponieważ wlaśnie nie rozumiem takiego podnoszenia na piedestal stanu fizjologicznego i naturalnego procesu jakim jest st ciąży.Pozdrawiam.

          • Jak to dobrze, że każdy ma prawo do swojego zdania. Zdrowa dyskusja nigdy nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Ja nadal pozwolę sobie na podnoszenie na piedestał stanu fizjologicznego, w jakim się znalazłam wcześniej i w jakim mam nadzieję już niedługo ponownie się znajdę 🙂 pozdrawiam.

  16. Współczuję straty dzidziusia. Dla mnie od początku ciąży dziecko to dziecko. Nigdy nie myślałam, że nosze w sobie płód. Nawet jeśli biologicznie jest to prawda, to dla matki dziecko jest dzieckiem. Szczególnie jeśli ciąża jest zaplanowana lub przynajmniej wiadomość o niej jest szczęściem dla rodziców. Ja myślę, że te wszystkie bezduszne komentarze (a przynajmniej duża ich część) należy do osób, które nie mają dzieci i nie czują tego co czuje rodzic do nienarodzonego jeszcze dziecka. Ale każdy ma prawo do swojego zdania, nawet jeśli dla mnie jest ono dziwne. Szkoda tylko, że niektórzy ludzie nie potrafią uszanować czyjegoś zdania i czyjejś tragedii i z buciorami pchają się ze swoimi „jedynie słusznymi” poglądami i potrafią zwyzywać od najgorszych zamiast współczuć a przynajmniej przemilczeć.

    • Wiesz, nawet mój lekarz, ceniony ginekolog, na wizytach kontrolnych mówił: „A tutaj jest dzidziuś”. To pewnie dlatego, że wie, jak kobiety w ciąży to odczuwają i jak myslą o tych maleństach, które w sobie noszą. To ważne. Co do nieaszanowania czyjegoś zdania i poglądów, to spotykam się z tym codziennie, zwłaszcza w internecie, gdzie po prsotu łatwo kogoś obrazać i naśmiewać się z tego, co pisze. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Właśnie dlatego, że to internet, to ludzie nie mają hamulców. Mogę się założyć o milion dolarów, że na każde 100 osób, które pojechało Cię w internecie za pogląd że od początku ciąży jest dziecko, w realu nie pisnęło by ani słówkiem albo przytakiwałoby z uśmiechem na twarzy. Ale cóż ponoć internet jest anonimowy, więc ludzie pozwalają sobie na dużo więcej. Pozdrawiam 🙂

        • Dokładnie to samo powiedziałam dzisiaj mojej przyjaciółce. Nie przejmuję się takimi komentarzami, bo w większości przypadków twarzą w twarz nawet nie byłoby takich dyskusji. na początku, kiedy pod postem „Jestem jedną na trzy” padały takie sformułowania, czułam się dziwnie, jednak później stwierdziłam, że to przecież nic nie zmienia. Każdy może mieć własne zdanie, ja nikomu nie narzucam mojego, jednak dziwi mnie agresja i taka zjadliwa chęć udowodnienia komuś, że jest durniem i nie ma racji. Przykre. Pozdrawiam również 🙂

        • Ale wlasnie dlatego ze jestesmy anonimowe tak „latwo” sie nam pisze. Zadna z nas nie ma na czole ze jest aniolkowa mama i zyjemy normalnie a tu mozemy bez wytykania palcami powiedziec ze czasem zaplaczemy za naszymi aniolkami. Jestem z Ania juz dluzszy czas na blogu i chyba nam obu z tym dobrze a nie wiemy o sobie nic moze nawet mijamy sie codziennie w jarzyniaku ;-). Ta anonimowosc jest dla nas jak na razie terapeutyczna. Nie umialabym napisac tyle o sobie gdybym byla rozpoznawalna przez znajomych ktorzy nawet niejednokrotnie nie wiedza ze jestem aniolkowa mama.

  17. Droga Aniu. Doskonale rozumiem Twój ból po stracie dziecka. Tak DZIECKA a nie płodu. Odnodze wrażenie, że ludzie którzy wypisuje takie brednie nie zdają sobie do końca sprawy z tego co piszą. Życzę Wam z całego serca aby następną próba była udaną i zakończona przyjściem na świat kolejnego cudu. Pozdrawia serdecznie matka 9ciorga dzieci i babcia 23 wnucząt.

    • Jaki piekny dorobek! Gratuluję tak licznej rodziny, to prawdziwe szczęście 🙂 Dziękuję zak omentarz i pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Aniu, dziękuje za mile słowa. Czasem trudno ogarnąć taką gromadę, ale jakoś dalismy sobie radę. Dzieciaki pokonczyly szkoły, studia, założyły swoje rodziny. No a my na stare lata cieszyły się wnukami, dał których nareszcie mamy czas. Pozdrawia Cię serdecznie.

  18. No sorry ale rozmnaża się na ogól wszystko co żyje,nawet muszka owocówka,bakterie i wirusy..To w takim razie cudem jest rozmnożenie się królika ,psa i kota,samice tych zwierząt też są w ciązy .Uważam ,że o czlowieku mozna mówić gdy uksztaltuje się juz uklad nerewowy ,móżg.

    • A dlaczego człowiek jest większym cudem natury, niż inne żyjące, rozwijające, rozmnażające się organizmy? Oczywiście, że cudem jest rozmnażanie się i psa, i kota, i królika, a nawet bakterii czy wirusa! Życie to życie!
      Jeżeli chcesz myśleć tak jak myślisz, to Twoja sprawa. Nikt nie powinien Ci narzucać światopoglądu. Ty jednak też nie powinnaś narzucać autorce wpisu tego, czy myśli i czuje. Każda matka ma prawo uważać nawet tę maleńką kruszynkę, która a niej dopiero zaczęła rosnąć, za człowieka!
      Definicje są zawsze kwestią umowną. Nike nie ma licencji na rację. Każda instytucja, państwo, społeczeństwo może sobie zdefiniować człowieka jak chce. To jednak nie odbiera poszczególnym osobom prawa do stworzenia swojej własnej, odmiennej definicji.

      Droga autorko, straciłaś dziecko i nie dziwi mnie to, że tak tę stratę odczuwasz i przeżywasz. Ja Cię rozumiem, ale może tylko dlatego, że ja sama też straciłam dzieci z dwóch ciąż? Może to trzeba przeżyć, żeby wiedzieć jak to jest? A może trzeba być takim, a nie innym człowiekiem, aby to zrozumieć? Właściwie czy to ważne? Nawet zrozumienie ze strony wszystkich ludzi stąpających po zimie nie spowoduje, że uporasz się w własnym bólem. Niech więc sobie myślą co chcą. Dla Ciebie ważne jest teraz przerobienie tej straty, co nie jest łatwe. Życzę Ci wszystkiego dobrego. Mam nadzieję, że kolejne dziecko zostanie z Wami, tak jak może trzecie dziecko zostało ze mną.

      • Prawda (ta dotycząca świata naturalnego) może być tylko jedna, ale my jej nie znaleźliśmy jeszcze. Masz rację w stosunku do wytworów człowieka – tu można mieć własne zdanie, polemizować tworzyć setki koncepcji i definicji. Ale nawet tysiąc prawników, instytucji i organizacji nie napisze innego prawa grawitacji, nie zmieni praw astronomicznych ani biologicznych… Myślę, że wkrótce ludzie dojdą do „odkrycia”, że jedynym naprawdę przełomowym momentem w procesie kształtowania się człowieka jest zapłodnienie, dalej jest to kontinuum rozwoju. To przypomina mi pytanie fizyków: „czy jedna mrówka ugina most?”. Oczywiście ugina, tylko malutko.
        Wierzę, że powstanie sztuczna macica i osoby, które nie będą gotowe na rodzicielstwo będą mogły oddać dziecko do prenatalnej adopcji, co jest tym ważniejsze, że rośnie problem niepłodności.
        Wierzę, że postępowy feminizm wywalczy dostępność sterylizacji dla osób nie chcących się rozmnażać oraz darmową antykoncepcję dla wszystkich chętnych.
        Już teraz powstaje paradoks prawny w niektórych krajach – lekarze ratują wcześniaki młodsze niż dozwolony prawnie do aborcji tydzień ciąży.

    • Tak jak napisalam we wpisie, każdy ma prawo do postrzegania tego na swój sposób. Kiedy dowiedziałam się o ciąży, od początku myslałam o tym, że mam w środku dziecko. Nie zmienię poglądów tylko dlatego, że ludzie uwazają je za śmieszne. Pozdrawiam, Ania

  19. Całkowicie zgadzam się z Tobą. Z pierwszej ciąży mam na szczęście cudownego, obecnie czteroletniego Synka. Potem straciłam dwa serduszka – pierwsze w grudniu 2012 (10 tc), drugie teraz w kwietniu w 11 tc. Obie dziewczynki (wiem, bo robiliśmy badania genetyczne). Jestem mamą trójki dzieci, a nie tylko jednego! I nikt nie ma prawa odbierać godności naszym dzieciom! Mam nadzieję, że następnym razem Wam się uda. Powodzenia!

    • Ja też jestem mamą trójki ale żyje tylko jedno. Pierwsza ciąża w 26 tygodniu (czułam już ruchy maluszka, nikomu nie życzę takiej traumy, świadomość że rodzisz martwe dziecko) druga przeleżana i donoszona, mój cudny Jerzyk ma już prawie dwa latka, trzecia 2 miesiące temu w 12 tygodniu. Nie wolno się poddawać, trzeba walczyć, zacisnąć tyłek i do przodu. Jednak jak ostatnio koleżanka powiedziała mi, że ta ostatnia ciąża się nie liczy bo było bardzo wcześnie, to myślałam, że ją pobije. Ktoś kto tego nie przeszedł, nie ma pojęcia o czym mówi. Od momentu dwóch kresek na teście, to było moje dziecko. koniec, kropka…

      • 26 tydzień to bardzo rozwiniete dziecko, współczuję. Druga strata jest świeża, mam nadzieję, że sobie radzisz.
        Dokładnie tak jak Ty, od dwóch kresek myslałam o dziecku, kóre się we mnie rozwija, jeżeli ktoś myśli inaczej, ma do tego prawo, jednak mojego zdania nie zmieni.

  20. Ania super ta twoja opowiesc, az sie poplakalam jak ja czytalam przeszlam to samo tylko ze ja bylam w 9 tyg i tez jestem po zabiegu lyzeczkowania i wiem co taka przyszla mama czuje gdy traci swoje malenstwo dziecko,mi tez musieli sami wyciagac dzieciatko bo juz nie mialam sil a bole i parcia byly duze meczylam sie 7,5 godz i niedalam rady nie pamietam nic prawie z zabiegu bo dali mi narkoze:(((

    • To ja w tym wszystkim mialam najwiecej szczescia bo od razu mnie uspili i nikt nawet nie proponowal porodu. Tez byla to niska ciaza ok 6 tygodniowa. Co prawda wdaly sie jakies komplikacje i zamiast po 4 godzinach wyszlam do domu dopiero na nastepny dzien ale psychicznie bylo to latwiejsze wyjscie.

  21. Jakos tak bylam zaprogramowana, ze dziecko=dziewczynka. Moze dlatego ze mialam sporo mlodsza siostre. No a tu niespodzianka na usg dowiedzialam sie ze moje dziecko to jednak chlopiec. I patrzac tokiem rozumowania twojej znajomej w moim starszym synu znajdowalam i do dzis znajduje wiele cech, ktore przypisuje sie dziewczynkom tzn czulosc, wrazliwosc, opiekunczosc itd. Jak mialam poznac plec drugiego dziecka to oczywiscie nie stawialam wymagan procz tego zeby zywe i zdrowe ale jak by mi ktos dal wybor to postawilabym na chlopca. I mam dwoch synow i wcale nie brak mi dziewczynki o ktorej myslalam w pierwszej ciazy.
    Co do ruchow to jest to najpiekniesza czesc ciazy. A ze dziecko czuje kto z nim probuje „pogadac” to jestem pewna! Jak starszy syn przytulal sie i mowil do brzucha zawsze dostawal kopniaki. Tlumaczylam mu wtedy ze tak dzidzius mu mowi „kocham cie braciszku”. Od pierwszych chwil wytworzyla sie miedzy nimi fantastyczna wiez ze dzis jeden za drugim by w ogien skoczyl.

    • Wiesz, co do tej teorii, to sama się nad nią zastanawiam…Ja akurat nie miałam preferencji, ale czułam, że to byłaby dziewczynka. Znam jednak przypadki, że kobiety obrażały się i były złe, jak dowiedziały się, że mają dziewczynkę, a chciały chłopca. Dla mnie takie reakcje są niezrozumiałe. Mozna mieć nadzieję na daną płec, ale takie borażanie się? Chore. Sama pamiętam, że w ciązy najbardziej na wizytach kontrolnych obchodziło mnie, czy dziecko bedzie zdrowe, czy się dobrze rozwija. Płeć naprawde nie ma żadnego znaczenia 🙂 Ja w następnej ciązy nie będę do niej podchodzić tak, że nie warto się przywiązywać, bo do końca pierwszego trymestru to nie warto. Nie rozumiem, jak mozna tak mówić. Więź tworzy się od początku i mam nadzieję, że oczekam momentu, kiedy będziemy mogli mówić z D. do rozsnącego brzuszka 🙂

      • Masz rację, takie reakcje na płeć są dla mnie niezdrowe, choć ekstremalną reakcją było gdy na jakimś forum przeczytałam, że „na szczęście okazało się jednak że to dziewczynka, bo jakby był chłopak, to bym usunęła”. W moim otoczeniu pojawiła się jakaś „dziewczynkomania”, wszystkie kobiety chcą urodzić dziewczynki, a jak dowiedziały się, że będę mamą drugiego chłopca, to słyszałam tylko „no szkoda” albo „nie martw się, ważne żeby było zdrowe”. A kto powiedział, że ja się martwię? Owszem, martwiłam się, ale o to, żebyśmy dali radę wytrzymać do końca. Calutka ciąża była zagrożona, wizyty u ginekologa co tydzień i za każdym razem z duszą na ramieniu. Modliłam się o każdy tydzień, o każde 100g które zwiększało jego szanse na przeżycie. W chwili, gdy dowiedziałam się, że mój organizm rozpoczął przygotowania do porodu był 20 tydzień, a maluszek ważył 290 g. Mąż później twierdził, że przesadziłam z modlitwami, bo synek osiągnął wagę 4250g w dniu porodu 🙂
        Co do tekstu, że ciąża się nie liczy bo było bardzo wcześnie…. nosz..szlag by mnie trafił. Dla kogo się nie liczy? Dla świata? Ja mam w d… co świat o tym myśli. Dla mnie liczy się od dwóch kresek. Bo jest MOJA.

        • no właśnie, to takie puste. Ja kiedyś usłyszałam nawet tekst ” jakby to był chłopiec, to chyba bym się zabiła. zawsze chciałam mieć dziewczynkę, bo jest więcej ładnych ciuszków i będę mogła ją stroić” :O SZOK!!! świetne podejście gotowej do macierzyństwa kobiety, naprawdę, pogratulować.
          To kawał chłopa urodziłaś, faktycznie skuteczne modlitwy 🙂 pozdrawiam serdecznie i dziękuję za opinię

          • No ja tez czesto slysze, ze majac 2 chlopcow to teraz pora na dziewczynke. A mi z tymi moimi chlopakami dobrze i moj plan na dzieci zostal wyczerpany. A czy Boski to zycie pokaze wtedy sie bede modlila zeby zywe i zdrowe a nie o plec.
            A co do ubranek to dla chlopcow tez sa cudne i moje chlopaki nieraz juz rozplywali sie w sklepie z ciuchami czy butami ze takie chca. Hitem bylo jak mlodszy majac 2,5 roku wypatrzyl sobie kozaki z samolotami i w ciagu kilku minut wyrosl z trampek w ktorych przyszedl 😉

        • Co do tekstu, że ciąża się nie liczy bo było bardzo wcześnie…. nosz..szlag by mnie trafił. Dla kogo się nie liczy? Dla świata? Ja mam w d… co świat o tym myśli. Dla mnie liczy się od dwóch kresek. Bo jest MOJA.

          FANTASTYCZNIE UJETE !!!!
          twoj chlopaczek ma super mamcie .. maz fantastyczna kobiete u swojego boku ..

      • Widzisz, Aniu, ja marzyłam o dziewczynce, mówiłam do brzuszka „Maleńka”. Przez 3/4 ciąży żaden lekarz nie potrafił określić płci mojego Maluszka. Pod koniec 9 miesiąca, na ostatnim USG lekarz powiedział nam, że mamy SYNKA. Poczułam ukłucie zawodu, nawet się popłakałam, ale zaraz po tym, opieprzyłam samą siebie, że tak przedmiotowo podchodzę do dziecka.
        Dziś mój syn ma 12 lat, a ja od chwili narodzin nie widzę świata poza moim dzieckiem. Mam nadzieję, że on nie czuje się, że nas zawiódĺ, bo jest najwoększym skarbem, jakim obdarował nas Bóg. Życzę Ci Aniu szczęśliiwych 9 miesięcy, już wkrótce.

        Dla mnie dzidziuś, to też te dwie kreski na teście. Każdy, kto planuje zostać rodzicem chyba tak czuje.
        pozdrawiam, Ola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.