Moja przyjaciółka tarczyca

Spread the love

Wyniki hormonów tarczycy w moim przypadku można porównać do morza – one łagodnie falują z miesiąca na miesiąc. Fale są dość wysokie, ale nie agresywne. Teoretycznie nie robią większych zniszczeń, jednak wprowadzają niepokój, zapowiadają burzę. Gdybym w lutym nie zaszła w ciążę, nawet bym nie zauważyła zagrażającego sztormu, jednak stan błogosławiony i przedwczesne jego zakończenie sprawił, że to dostrzegłam i postanowiłam zrobić wszystko, żeby w następnej ciąży pływać już po spokojnej wodzie.

Pierwsze wyniki, robione na początku ciąży, wykazały TSH na poziomie 3,98. To z tym wynikiem mój ginekolog skierował mnie do endokrynologa. Pan profesor doktor habilitowany z tysiącem tytułów i dyplomów endokrynolog, nie widział w moim wyniku nic niepokojącego. Pisałam już o tym niejednokrotnie. Nadal w głowie brzęczy mi to jego „Bierz dziecko jod, pij dziecko wodę z jodem i soli z jodem używaj”. Właściwie to ciężko mi nawet ocenić te cztery minuty, które spędziłam w jego gabinecie. W dalszym ciągu zastanawiam się, dlaczego po wizycie u lekarza, który potraktował mnie tak lekceważąco, nie zdecydowałam się na konsultację z kimś innym. Pamiętam, że rozmawiałam wtedy z koleżanką i powiedziałam, że poczekam na nowy wynik TSH, jak będzie nadal wysoki, mimo spożywania jodu, który przepisał mi już wcześniej mój ginekolog, pójdę na konsultację gdzie indziej.

Po otrzymaniu drugiego wyniku w ciąży, TSH 3,18, cieszyłam się niezmiernie. „Idzie w dół, wszystko jest dobrze” – myślałam wtedy. Niestety wizyta kontrolna w 12 tygodniu ciąży zweryfikowała moje myślenie. I wtedy właśnie dopadło mnie przerażenie – w ciąży TSH nie powinno przekroczyć 2,5, czy moja tarczyca mogła zabić moje dziecko?

Kolejne wyniki robiłam regularnie co 4 tygodnie. Właśnie po wartościach tych wyników można stwierdzić piękne morskie fale, góra, dół, do przodu, do tyłu. 3,98-3,18-2,6-3,84-2,63. Przed ostatnim badaniem odstawiłam jod, więc pewnie teraz, jeżeli zrobiłabym wyniki pod koniec tygodnia, znowu wynik byłby powyżej 3,0. Takie to leniwe podnoszenie się i opadanie. Niby nie przekraczam wartości referencyjnych, ale jestem często blisko granicy. Teoretycznie nic się nie dzieje, ale coś jednak jest nie tak. Ft4 też blisko dolnej granicy, przy każdym badaniu coraz niższe. Prawdziwym hitem były jednak dla mnie przeciwciała, tak przekroczonych norm nie udało mi się jeszcze osiągnąć w żadnym badaniu. Anty TPO – 490 przy normie do 34, Anty TG – 430. Kiedy zobaczyłam wczoraj te wartości, zmroziło mnie, co jest niewątpliwym osiągnięciem, zważywszy na fakt, że temperatura na dworze wynosi jakieś 35°C. „Jest wysoko, ale to naprawdę nie jest jeszcze koniec świata” – usłyszałam od kuzynki, która leczy się na niedoczynność tarczycy od wielu lat. Oprócz tego prolaktyna 49, co chyba nie jest zbyt dobre, jeżeli chciałabym mieć szansę na zajście w ciążę. Na szczęście na dzisiaj miałam umówioną wizytę u nowej pani endokrynolog. Nie musiałam więc zbyt długo czekać na opinię lekarza.

Dzisiejsza wizyta u endokrynologa była wprost fantastyczna. Nowa pani, którą poleciła mi znajoma, poświęciła mi 100% swojej uwagi. Wizyta trwała około godziny. Na początku pani przeprowadziła ze mną szczegółowy wywiad lekarski, później opowiedziałam jej o ciąży i jej stracie, następnie była analiza wyników, USG i diagnoza. Wszystkie puzzle złożyły się w jedną całość. Przy takich wynikach TSH nie możemy mówić o niedoczynności tarczycy. Endokrynolog stwierdziła u mnie autoimmunologiczną chorobę tarczycy. Dowiedziałam się, że w przyszłości może dojść do niedoczynności, jednak będziemy to monitorować. Można by było poobserwować jeszcze co się będzie działo, jednak ze względu na to, że mam zamiar w najbliższym czasie starać się o dziecko, leczenie rozpoczniemy od razu. Na usg objętość tarczycy wyniosła 8,4. Dowiedziałam się, że prawidłowa jest około 11, ale u ludzi chorych na niedoczynność potrafi wynosić nawet 4 lub 5, więc znowu jestem na pozycji: nie najgorzej, ale mogłoby być lepiej. Guzków i niepokojącym zgrubień brak. Jedyne co było nieprawidłowe, to nieznacznie powiększony węzeł chłonny po prawej stronie szyi, jednak bez zmian patologicznych, więc możliwe, że jest to jeszcze efekt niedawno zaleczonej infekcji zęba. Jeżeli chodzi o prolaktynę, pani doktor powiedziała, że przy skaczącym TSH ona może być podwyższona, szczególnie że w ostatnim czasie spożywałam jod, który może na to wpływać. Na moje pytanie, czy przy takiej prolaktynie mam szansę na owulację pani doktor powiedziała, że tak, bo ona najprawdopodobniej za chwilę znacznie się obniży. Mam zrobić jeszcze jedno badanie przed staraniem się o dziecko. Zestawienie wywiadu lekarskiego z wynikami badań i wykonanym USG dało jasny obraz – moja tarczyca wymaga leczenia, co widać w szczególności po ilości przeciwciał, które produkuje moje ciało. Otrzymałam receptę na Euthyrox i mam zrobić kolejne badania TSH za 6 tygodni. Pani doktor z pełnym optymizmem kazała mi zabrać się do roboty i „zachodzić w tę ciążę”.

Istotne dla mnie było jeszcze jedno pytanie, które chciałam od dawna zadać specjaliście. Czy takie wyniki hormonów tarczycy mogły mieć wpływ na moje dziecko. Na dzisiejszej wizycie usłyszałam, że teoretycznie tak, ale jest to mało prawdopodobne. Według pani doktor, jeżeli tarczyca spowodowałaby obumarcie ciąży, dziecko nie rozwinęłoby się już na początku. Takie wyniki mogłyby być również niebezpieczne na granicy 4 i 5 miesiąca, jednak jeżeli dziecko rozwijało się dobrze do 10 tygodnia, to najprawdopodobniej nie hormony tarczycy przyczyniły się do poronienia. Usłyszałam, że nie można oczywiście tego wykluczyć, ale nie będziemy już patrzeć wstecz, będziemy patrzeć przed siebie.

Pani doktor zapytała mnie również, u kogo byłam na konsultacji w ciąży. Po usłyszeniu nazwiska powiedziała, że oczywiście jest to ceniony specjalista i posiada niezaprzeczalną wiedzę, jednak z tymi profesorami sprawa ma się tak, że oni często pozostają już głusi na nowe badania i zmiany w medycynie. W opinii mojej endokrynolog do tych profesorów najchętniej chodzą starsze panie, które zdrowieją po samym dotknięciu przez tak światłego człowieka, dlatego wizyty nie trwają dłużej niż 5 minut. Chyba coś w tym jest. Za wizytę u tamtego pana zapłaciłam 150 złotych, za dzisiejszą 200 złotych, razem z USG. Porównując uwagę, jaką poświęcił mi lekarz, informacje, jakie otrzymałam, ilość pytań, na które dostałam odpowiedź, nie mam wątpliwości, że warto było zapłacić te 50 złotych więcej. To były dobrze wydane dwie stówki.

Tak więc od jutra rana, na czczo, przystępuję do leczenia mojej nieco kapryśnej tarczycy. Jestem spokojna, wierzę, że będzie dobrze, poziom szybko spadnie i wszystko się uspokoi. Problemy z tarczycą są już na za zawsze. Nie pozostaje mi nic innego, jak się z tym pogodzić i to kontrolować. Dzisiaj oficjalnie zyskałam nową przyjaciółkę. Będę o nią dbać, żeby nie powodowała u mnie otyłości, suchości skóry, wiecznego zmęczenia i obrzęków. Jesteśmy oficjalnymi BBF, bo czy mamy inne wyjście? Musimy się zaprzyjaźnić, w końcu jesteśmy od siebie zależne już na całe życie .

, ,
10 comments to “Moja przyjaciółka tarczyca”
  1. Oj skąd ja to znam… U mnie tsh w normie było zawsze,ale lekarz ginekolog (już podczas leczenia po ciąży pozamacicznej) zlecił mi dodatkowe badania na przeciwciała i one wyszły ponad normę w tysiącach jednostek… Stwierdził niedoczynność, HAshimoto, kazał brać Euthyrox. Żyjemy już razem od 6 lat i jakoś da się. Trzeba tylko pamiętac o codziennej tabletce na czczo i regularnych badaniach

    • no też codziennie rano witam się z euthyroxem, nie jest to jakieś bardzo uciążliwe na szczęście, można się przyzwyczaić 🙂

      • To fakt, można się przyzwyczaić do porannej tabletki. Gorzej znaleźć endokrynologa który nie skąpi skierowania na badania. Unikaj lekarzy którzy zlecają i tępo patrzą tylko w TSH. TSH tylko stymuluje tarczycę do pracy na zasadzie „tarczyco, przywołuję Cię do produkowania hormonu”. Jeżeli skacze to coś jest nie tak. Dlatego warto robić całą „trójcę” TSH, FT3 i FT4 i wklepywać wyniki w kalkulatory które są na siecie, przeliczać na procenty. Zawsze płacę za te dwa dodatkowe hormony, dlatego szukam nowego lekarza.

        • mi TSH powoli spada, wszystkie inne tarczycowe wyniki też w normie. Mam nadzieję, że uda mi się uspokoić tarczycę, a z euthyroxem jesteśmy naprawdę dobrymi kumplami 🙂

  2. Witam, Być może mam ten sam problem co Pani. Niestety, ja miałam TSH na poziomie 3.5 do ponad 4,5 ( w zależności w jakim laboratorium robiłam badania) w ogóle nie mogłam zajść w ciąże. Ogólnie miałam mało śluzu( w stosunku jak to się prezentowało po braniu letroxu). Trafiłam do endokrynologa ( od razu Pani doktor powiedziała , że pomoże mi zajść w ciąże bo już wiele miała takich przypadków) i przepisała mi Letrox 50 i zbiła mi do 1,5 – 2 poziomu i oczywiście po 3 miesiącach zaszłam w ciąże i urodziłam zdrowego synka. Brałam przez całą ciąże wraz z jodem 100. Później jakoś odstawiłam, to podskoczyło mi TSH do 10 a potem do 16. Letrox 50 juz nie pomagał i dała mi Letrox 100 i zbiła TSH do 1,5 i oczywiście jestem w trzecim miesiącu ciąży. Jestem pewna na 99 % żeby nie te lekarstwa , nie zaszłabym w ciążę. Zastanawia mnie czemu pierwszy endo nie obniżył pani TSH lekami. Lekarz mi tłumaczyła, że dopiero wtedy dziecko potrzebuje hormonów matki. Życzę powodzenia w staraniu się o dzidzię, bo nie ma większej radości…..
    Pozdrawiam
    Ania

    • Ja w ciążę zaszłam, ale niestety nie udało się utrzymać. Teraz biorę euthyrox75, po 1/2 tabletki rano. Poziom tsh będę badać za miesiąc, wtedy się dowiem, czy działa. Gdybym wiedziała wcześniej, że mam jakiekolwiek problemy z tarczycą, na pewno zadbałabym o to wcześniej. Ja nie miałam żadnych objawów dla niedoczynności, dlatego się nie badałam. Tak jak opisała, podczas wizyty w ciązy jedne endokrynolog to zlekceważył 🙁 Taki mały narząd, a takich szkód potrafi narobić.
      Gratuluję ciąży i trzymam kciuki 🙂 pozdrawiam, Ania

  3. No to uszy do gory i gleboka przyjazn z tarczyca i nowa pania doktor. Akurat jak sie ciut podleczy to minie twoje magiczne 3 cykle i bedzie mozna „myslec” o powiekszeniu rodziny.
    Bardzo fajnie pani doktor podeszla do twojej poprzedniej ciazy i w pelni ja popieram na 100% nikt nie da odpowiedzi dlaczego tak sie stalo wiec nie warto nikogo (w tym siebie obwiniac) trzeba zadbac o to by kolejna ciaza miala jak najlepsze warunki i na tym sie skupic.

      • Jak to beda 4 czy 5 cykli to wcale nie tragedia, wazne zeby dzidzia miala maksimum bezpieczenstwa. A swoja droga to za pierwszym podejsciem to najczesciej wpadaja te co akurat najmniej tego chca a starajace sie o dziecko najczesciej musza sie jakis czas postarac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.