Ból to nie mój wróg, to mój przyjaciel

Spread the love

Zastanawialiście się kiedyś, jak to by było nie odczuwać bólu? Żadnego, fizycznego ani duchowego. O ile piękniejsze byłoby życie bez bólu głowy, brzucha, nogi, serca. Jak by to było, gdybyśmy nie cierpieli z powodu bólu duszy? Jeżeli chodzi o ból fizyczny, chorzy na analgezję wrodzoną wiedzą, jak to jest. Jest to rzadka choroba genetyczna, polegająca na całkowitym braku odczuwania bólu. Niestety brak bólu stanowi zagrożenie dla życia chorych. Ból jest alarmem, jest sygnałem, ostrzeżeniem. Jak natomiast wygląda sprawa z bólem duszy? Ja wolę go odczuwać. Uważam, że jest potrzebny. Mówi się, że co nas nie zabije, to nas wzmocni, a dzisiejszy ból, to jutrzejsza siła. Może to trochę oklepane, ale ile w tym prawdy.

Kiedy byłam młodsza, mama kupiła nową kuchenkę z palnikami gazowymi. Wcześniej znałam tylko kuchenkę elektryczną, więc nowy nabytek niezmiernie mnie zaciekawił. Włączałam i wyłączałam palniki, aż w końcu wpadłam na pomysł, żeby przyłożyć do nich palec. Płomienie były niebieskie, nie kojarzyły się z gorącem. W chwili, gdy już prawie dosięgnęłam palącego się palnika, mama zauważyła, co robię i zareagowała. „Ania! Co ty robisz? Przecież się oparzysz! Nie wolno bawić się ogniem!” Wystraszyłam się i cofnęłam dłoń, jednak oparzenie się czymś, co na pierwszy rzut oka wydawało się zimne, było dla mnie tak nierzeczywiste, że postanowiłam spróbować ponownie. Gdy mama znowu obróciła się tyłem do mnie, zapaliłam najmniejszy palnik i powoli zmierzałam palcem wskazującym w jego stronę. W kuchni siedział jeszcze znajomy rodziny. Mama cały czas spoglądała w moją stronę, zauważyła więc moją kolejną próbę oparzenia własnej ręki. Podeszła do mnie, odciągnęła od kuchenki i jeszcze raz powtórzyła, że nie można tak robić, że to niebezpieczne. Wtedy głos zabrał siedzący przy stole znajomy. Powiedział „Nie krzycz na nią, pozwól jej to zrobić, skoro chce. Taki ogień nie zrobi jej krzywdy, tylko oparzy palec. Dopiero jak poczuje, że to boli, zapamięta, że palniki kuchenki nie służą do zabawy.” Moja mama oburzyła się na te słowa, ja jednak zapamiętałam je do dzisiaj. On miał rację. Sytuacja nie była na tyle niebezpieczna, by zagrażała mojemu życiu, a ból nie pozwoliłby mi trzymać ręki nad ogniem, szybko bym ją cofnęła. Bo właśnie po to jest ból. Ostrzega nas, że coś jest dla nas niebezpieczne, informuje o stanie zapalnym w organizmie, o zmianach w naszym ciele i kiedy trzeba, skłania do działania. Dopiero kiedy go poczujemy wiemy, że stało się coś złego.

W ciąży odczuwałam silny ból piersi. Był on tak intensywny, że chodząc po domu, musiałam się za nie trzymać. To pomagało. Czasem, kiedy w nocy próbowałam przewrócić się na drugi bok, piersi bolały tak bardzo, że uczucie to wybudzało mnie i nie mogłam później zasnąć. Podobnie było przy wszystkich innych czynnościach. Najbardziej przeszkadzało mi to przy seksie. Próbowałam wszystkiego, naprawdę, nic nie pomagało, piersi bolały niemiłosiernie i odbierały całą przyjemność. Mimo tego, że uczucie to było dość uciążliwe, w ogóle mi nie przeszkadzało. Ból piersi był tak naprawdę jedynym objawem, który świadczył o tym, że w moim ciele zachodzą zmiany. Cieszyłam się z tego. Był dla mnie swojego rodzaju gwarantem, że hormony szaleją, jak przystało na ciążę. Kiedy w okolicach jedenastego tygodnia ból ustąpił, wpadłam w panikę. „Dlaczego nie bolą? Przecież powinny!” – powtarzałam, a w odpowiedzi słyszałam, że piersi nie mogą boleć przez całą ciążę, bo byśmy oszalały. Sama znam koleżankę, którą piersi bolały tylko do ósmego tygodnia ciąży, a później już były tylko duże, nie bolesne. W ostatnim tygodniu, kiedy moje dziecko było jeszcze we mnie, ból pojawiał się od czasu do czasu. Łapałam się wtedy za piersi i cieszyłam, że znowu jest w porządku. Ale nie było. W moim przypadku nagły zanik bólu piersi oznaczał jednak obumarcie ciąży. Od chwili zabiegu piersi nie zabolały ani razu. Ani przy pierwszym okresie, ani przy obecnym. Jakby ich nie było ( i to nie tylko dlatego, że są nieszczególnie duże, po prostu nie czuję ich tak, jak zawsze czułam). Ten ból należy do tego rodzaju przypadłości, za którymi trochę tęsknię. Ból przed okresem będzie świadczył, że hormony wróciły do normy. Czekam na to, czekam na ten sygnał. Zawsze umiałam słuchać swojego ciała, będę słuchała i tym razem.

Nie poczułam momentu, kiedy mojemu dziecku przestawało bić serce. Wiem, że utrzymanie tej ciąży mogło być niemożliwe, nawet jakbym  miała sygnał, że coś jest nie tak. Wiem, że urodzenie śmiertelnie chorego dziecka nie byłoby dobre ani dla niego, ani dla nas. Jednak zastanawiam się, jak to możliwe, że nic nie czułam. Ból tym razem mnie nie ostrzegł, nie pozwolił zareagować. Upłynęło już trochę czasu, miałam sporo przemyśleń na ten temat. W głowie cały czas kołacze mi jedna myśl, która trochę mnie irytuje, bo nie lubię pozostawać bezsilna, a w tym przypadku nie mogłam mieć na to wpływu. Nie zostałam zaalarmowana, nie dano mi możliwości ratowania ciąży. Organizm jest mądrzejszy, wie co robi.

Ból, który odczuwałam po poronieniu jest nie do opisania. Kiedy cudownie bijące serce naszego dziecka ucichło, przez jakiś czas czułam tylko pustkę. Te 12 tygodni to wystarczająco dużo czasu, by przyzwyczaić się do myśli, że ma się dziecko, że jest się mamą. I nagle z dnia na dzień, bez ostrzeżenia i żadnego powodu, tracisz to. To nie może nie zaboleć. Czasem nadal to odczuwam. To takie uczucie, ulokowane gdzieś w środku. Ból pomieszany z lękiem. Czasem łapię się na tym, że przez ułamek sekundy ponownie zastanawiam się: „Czy to naprawdę się stało?” Stało się, i bolało. Ja na ten ból sobie pozwoliłam, mogłam go przeżyć tak, jak chciałam. Gdyby nie ból, nie zaczęłabym pisać, nie szukałabym sposobu. Kiedy przelałam swój ból na bloga, stał się on dla mnie bardziej zrozumiały, nauczyłam się, jak sobie z nim radzić. I poradziłam sobie. Ale uważam, że to dobrze, że bolało tak bardzo. Wiem, co straciłam, jak bardzo kochałam już to dziecko. Gdyby nie bolało, nie mogłabym tej straty do końca przeżyć, tak czuję.  Ten ból był dla mnie oczyszczający.

Parę dni po zabiegu nie mogłam spać. Właściwie to nie spałam od momentu, kiedy usłyszałam, że dziecko nie ma tętna. Kiedy dwa dni po wyjściu ze szpitala powiedziałam mojemu kuzynowi, który jest psychiatrą, że mam problem ze spaniem i chciałabym, żeby polecił mi jakieś mało inwazyjne tabletki, które mi pomogą, powiedział, żebym wstrzymała się jeszcze jedną noc. Tłumaczył mi, że brak snu jest w tym przypadku reakcją obronną na to, co się stało. „Spotkała cię jakaś krzywda, której nie rozumiesz. Stało się to nagle, nie spodziewałaś się tego. Organizm poczuł się zagrożony, więc nie daje ci spać, bo włączył się w nim stan czuwania. Jest to obrona przed niebezpieczeństwem. Taki stan nie powinien utrzymać się więcej, niż kilka dni. Jeżeli dzisiaj w nocy nie będziesz mogła zasnąć, to coś będziemy kombinować, daj jednak szansę swojemu ciału, by samo wróciło do zdrowia.” Tamtej nocy spałam już lepiej. Wybudzałam się łatwo, nie była to jednak kolejna noc, kiedy nie mogłam doczekać się wschodu słońca. I tym razem moje ciało okazało się mądre. Jak to jest wszystko dobrze zorganizowane. Nie musimy się starać, nasze ciało działa czasem zupełnie poza nami, kierowane naszym dobrem.

W końcu przyszedł do mnie upragniony,  drugi okres. Czekałam na niego z zaciekawieniem, ponieważ chciałam zobaczyć, czy mam już regularne cykle. I są regularne. Co lepsze, tym razem boli mnie brzuch. Ostatni okres przeszłam bez większych dolegliwości, co znowu było dla mnie sygnałem, że nie wszystko jeszcze jest tak, jak powinno być. Skoro brzuch boli, to znaczy, że tkanka się złuszcza. Skoro złuszcza się tak, że boli, to znaczy, że jest się co złuszczać. A to znaczy, że mieszkanie dla mojego dziecka na pierwsze dziewięć miesięcy (tak, chodzi mi o macicę 😉 ) jest coraz bardziej gotowe.

Ból nie jest moim wrogiem, jest moim przyjacielem. Towarzyszy nam właściwie od początku, do końca życia. Dopóki nie jest to chroniczny ból, który nie daje nam funkcjonować, powinniśmy być za niego wdzięczni. Ból menstruacyjny, który odczuwam, uspokaja mnie, że wszystko działa prawidłowo. Bóle w ciąży mogą być alarmem, że coś jest nie tak, że trzeba zwolnić tempo, że trzeba zareagować. To właśnie dzięki temu, że boli, kobieta wie, że rozpoczął się poród. Ból po stracie ciąży, który przeżyłam, skłonił mnie do znalezienia sposobu, by poczuć się lepiej. Jego zmniejszenie oznacza, że życie wraca do normy, że ciało jest zdrowe, a umysł spokojny. Jego koniec oznacza ozdrowienie, nadejście lepszego czasu. Ból może uratować nam życie, a jego zanik jest sygnałem, że jesteśmy uleczeni, że przeżyliśmy, że daliśmy radę.

,
17 comments to “Ból to nie mój wróg, to mój przyjaciel”
  1. Może nie uwierzycie ale mnie na depresje pomogła magia. Rytuał a depresję u Samaela, który znalazłam przypadkowo prawie całkowicie rozwiązał sprawę.

  2. Podczas ciąży też bardzo bolały mnie piersi i to tak bardzo że wybudzał mnie ten ból ze snu, jak Ciebie. I czułam wieczny głód. Ale wtedy czułam że jestem mamą, czułam się tak wyjątkowo z tymi objawami. Że się udało. A teraz jest ból właśnie taki jak opisałaś, ból duszy. Czuję się strasznie, ale wiem że potrzebuję tego aby się oczyścić, przeżyć stratę wyczekanego dziecka właśnie w ten sposób. Trudno nawet ująć w słowa jaki to rodzaj bólu to raczej lęk, niepokój, że coś takiego nam się przytrafiło. Poczucie bezradności, bezsilności, zwątpienia i ta pustka. Idzie w łeb wszystko: plany, marzenia, ta nawiązana więź z dzieckiem. To straszne! Bardzo się boję ale staram się czekać na miesiączkę z nadzieję że jednak dam radę znowu.

    • No właśnie, bezradność, bo to nie Twoja wina a stało się coś tak strasznego, bezsilność bo nic już nie można zrobić, ból, bo takie coś musi boleć. Straszne te przeżycia. Mam nadzieję, że szybko poczujesz się lepiej. I oczywiście że dasz radę!!!!

  3. Ania, piszesz że jestes juz po 2 okresach, Ja czekam z niecierpliwością na pierwszy. Zabieg mialam 23 maja. Wszędzie piszą ze powinien wystapic od 4 do 6 tyg po zabiegu. Na ostatnim usg lekarz stwierdzil ze powinnam „wkrótce” go dostać…ale narazie nic. Ile czasu od zabiegu minęlo u Ciebie? Jeśli chodzi o ból to moje miesiaczki zawsze były mega bolesne i nie myślałam, że kiedyś będe marzyć o tym żeby ten ból poczuć.

    • Mój lekarz też mówił, że okres następuję od 4 do 6 tygodni po zabiegu, ja dostałam po niecałych 4, zabrakło dwóch dni, ale wiem, że niektóre dziewczyny czekają nawet 8 tygodni, każdy organizm inaczej reaguje. Tego niestety nie przyspieszymy 🙁 Pierwszy okres był inny niż zwykle, brzuch prawie nie bolał, następny już był normalny. Ten drugi, normalny, był ważny dla mnie, bo widzę, że wszystko wraca do normy na szczęście 🙂 jak dostałam pierwszy okres po zabiegu, to zadzwoniłam do przyjaciółki jej się pochwalić, bo cieszyłam się jak dziecko, też nie wiedziałam, że można na to tak czekać i się tak cieszyć, jak już przyjdzie

  4. Dziekuje Ci za tego bloga. Dzieki twoim wpisom „przepracowuje” swoje odczucia, jak dla mnie to troche taka terapia grupowa i choc minelo pare lat to chyba tak jak u alkoholikow aniolkowa mama zostaje sie na zawsze. Czasem boli troche mniej a czasem czuje sie potrzebe wygadania komus kto zrozumie.
    Tym razem zastanowilam sie czy chcialabym nie odczuwac bolu i doszlam do wniosku ze nie. Dzieki niemu wiedzialam ze potrzebuje czasu zeby pozegnac sie z moim aniolkiem a nie wyjsc ze szpitala po zabiegu, otrzepac sie i uznac ze nic sie nie stalo. Dzieki temu ze ten bol z czasem slabnie wiem ze dusza zdrowieje. Ale nigdy juz nie bedzie taka bez skazy i zawsze bedzie pobolewac „na zmiane pogody”. I chyba ten bol tez mi jest potrzebny chocby po to zeby docenic to co mam.
    Nie nie chcialabym zeby tego bolu nie bylo bo to odebralo by mi sporo „czlowieczenstwa”, oczywiscie chcialabym zeby nigdy nie zdarzyl sie powod mojego bolu ale na to nigdy wplywu nie mialam. Ale wedle zasady co nas nie zabije to nas wzmocni stwierdzam ze dzieki temu wiem ze jestem szczesliwa mama i umiem z calego serca zyczyc kazdej kobiecie w ciazy szczescia!

    • Dokładnie, czuję tak samo. Cieszę się, że trafiłaś na ten blog, też jest to dla mnie forma terapii, mogę wymienić poglądy i doświadczenia z innymi kobietami, które spotkało coś podobnego. Pozdrawiam 🙂

  5. Lekarz I Klasa! Szkoda, że moja depresja nie trafiła na Takiego Pogromcę 🙁 moją obroną jest żart śmiech i tak od prawie 20 lat. Wzloty updaki. D odzywa się i cichnie, ale walczę, najważniejsze, że nie myślę już o tym, żeby przestać czuć… ja też już wiem, jak ważne jest sluchanie swojego ciała.
    Wiesz, tak sobie myślę, że taka więź Matka Dziecko jest niezwykła. Przecież tak naprawdę odczuwałaś niepokój, ten prysznic i śpiewanie… może nieświadome pożegnanie? Ja będąc w ostatniej ciąży czułam potrzebę zrezygnowania z produktów zatrzymujacych wodę, a potem okazało się (jeszcze w ciąży) że mała jest chora… miała problem z pewnego rodzaju płynami…. właśnie, niezwykłe.

    • Tak, my kobiety naprawdę pewne rzeczy podświadomie odczuwamy. Nawet to, że nas od pewnych reczy odrzuca w ciąży, a do niektórych ciągnie, to przecież też sygnał od ciała, czego w danej chwili potrzebuje dla dobrego rozwoju dziecka. Co do depresji,to straszna choroba, moja babcia na nią cierpiała. Trzeba z tą cholerą walczyc i się nie poddawać, trzymam kciuki,żeby dała Ci spokój.

    • Dziecko drogie, przeczytalas chociaż o czym jest wpis? To troszkę niegrzeczne reklamować swój blog, gdzie marzysz o porwaniu przez przystojnego,bogatego dwudziestolatka, pod wpisem o poronieniu. Zapraszaj do siebie na blogach dla nastolatków, pozdrawiam 😉

  6. Świetne podejście Kuzyna. Rzeczowe wyjaśnienie a jednocześnie lekka sugestia, jakby placebo, które działa nawet, kiedy wiemy, że nim jest 🙂

    Ból emocjonalny – wiem jak smakuje. I też miałem w związku z takim spore problemy ze snem w pewnym okresie. moja lekarka po prostu wypisała receptę na dwa rodzaje środków nasennych ‚szybkie zaśnięcie’ na cztery godziny, potem trzeba było wziąć drugą tabletkę. Drugi środek – ‚długi i głęboki sen’ – niestety po takiej tabletce byłem nieżywy w ciągu dnia. Szkoda, że moja lekarka nie była tak sprytna, jak Twój kuzyn 🙂
    Pozdrawiam.

    • Kuzyn jest naprawdę dobrym specjalistą, cieszę się, że nie wpakował we mnie żadnych środków uspokajających. Wielu lekarzy bezmyślnie zapisuje leki, jak tylko pacjent o nie poprosi, a przecież to lekarz ma wiedzieć, co jest dla nas najlepsze. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.