Poroniłam – o tym się nie mówi

Spread the love

Poroniłam. Nie piłam w ciąży alkoholu, nie podnosiłam ciężkich rzeczy, nie brałam narkotyków, nikt nie uderzył mnie w brzuch i nie czczę szatana. Nie była to więc wina ani moja, ani czyjaś, ani kara boska. Po prostu, poroniłam. To się zdarza. A może nawet więcej. To się dzieje wokół nas, codziennie, lecz nikt tego nie widzi, a mówienie o tym najczęściej wprowadza rozmówców w zakłopotanie. Poroniłam. Tak jak wiele kobiet, które mijane codziennie na ulicy skrywają w sobie ten sam sekret, ponieważ jest to bolesne, ponieważ jest to osobiste, ponieważ o tym się nie mówi.

Jeszcze jakiś czas temu ciąża, poród i dziecko były dla mnie bardzo odległym tematem. Skupiona na związku, pracy i codziennym życiu, nie myślałam o powiększeniu rodziny. Wokół rodziły się dzieci. Jedno, drugie, trzecie, ósme.  Jak w Polsce można mówić o niżu demograficznym, gdy wchodząc na portale społecznościowe, z co drugiego zdjęcia patrzy na Ciebie uśmiechnięty bobas? Tak, przez ostatnie lata wokół mnie rodziło się mnóstwo dzieci. Rodziły moje koleżanki, znajome z pracy, znajome znajomych, kuzynki. Zachodziły w ciążę i rodziły. Przecież to takie naturalne, tak już jest. Ciąża, poród, dziecko. Kiedy przyszedł czas na nas, też wydawało się to normalne. Na początku trudno było w nasze szczęście uwierzyć, ale później już się przyzwyczaiłam do myśli, że teraz ten schemat dotyczy mnie. Ciąża, poród, dziecko. Nie przewidziałam jednak, że schemat ten może być tak łatwo zaburzony. A u mnie zaburzony został nie dość, że łatwo, to jeszcze dotkliwie. Poroniłam.

Przed stratą dziecka, widząc kobiety w ciąży, uśmiechałam się w duchu myśląc, że niedługo ja będę chodzić sobie ulicami zadowolona, szczęśliwa, piękna. Tak, kobiety w ciąży są piękne. Każda z nich wydawała mi się niemalże anielska. Po zabiegu, idąc ulicą, patrzyłam na nie inaczej. Też chciałam mieć taki brzuch pełen miłości. Pewnego dnia, wyprowadzając psa, zobaczyłam w parku ciężarną dziewczynę. Siedziała na ławce zamyślona i gładziła się po brzuchu. Patrzyłam na nią przez dłuższą chwilę i wtedy pomyślałam, że to mogę być ja. Ja też za jakiś czas będę tak sobie siedzieć i głaskać rosnące we mnie dziecko. Może na mnie też popatrzy wtedy kobieta, która właśnie przeżyła piekło poronienia. Mój widok będzie dla niej ciężki i bolesny. Ona nigdy nie dowie się, że jakiś czas temu stałam w tym samym miejscu. Ona nie usłyszy, że za zamyśloną twarzą kryje się odbywana właśnie z dzieckiem rozmowa pełna obaw – „Przyjdź do mnie, bądź zdrowe, nie zostawiaj mnie po raz drugi.” Nigdy nie wiemy, jakie historie skrywają się pod łagodnymi uśmiechami ciężarnych, które tak bezczelnie paradują przed nami z brzuchem, podczas gdy nas coś skręca w środku. Nie wiemy też o tym, że w naszym towarzystwie jest mnóstwo takich tragedii. Nagle, gdy zaczynasz o tym mówić, okazuje się, ilu z Twoich znajomych ma za sobą podobne doświadczenie. Patrzysz wtedy na nich, na ich dzieci, i nie chce Ci się wierzyć, że to prawda.

Gdy ludzie słyszą o poronieniu, w ich oczach widać nieodgadnione emocje. Z czym to się kojarzy? Stoi sobie kobieta, nagle bach, między nogami zaczyna jej tryskać krew, jakby ją ktoś postrzelił. Szybka akcja, przyjazd do szpitala, kobieta trzyma się za brzuch, poroniła. Albo kobieta dźwiga sobie ogromny worek z ziemniakami. Nagle bach, znowu te hektolitry krwi między nogami, poroniła. Albo spada ze schodów, poroniła. Zawsze musi się coś stać, musi to być spektakularne, a każde z tych poronień trwa tyle, że właściwie przed przyjazdem do szpitala jest już po wszystkim. A jak już nie ma takiej dynamicznej akcji, to i tak kobiety wina, bo wątła i słaba i ciąży nie utrzymała. Tak, to się zapewne zdarza, na pewno wiele z nas przeżyło to w taki sposób. Ale nie wszystkie. Jak rozmawiać z ludźmi, którzy o to pytają, a wiedzę na ten temat czerpią z amerykańskich filmów, lub brazylijskich seriali? Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie czas, kiedy społeczeństwo zda sobie sprawę, czym jest poronienie. Ciąże obumarłe to już w ogóle jakaś abstrakcja. Jak można poronić, a nie jechać na sygnale na pogotowie? Jak można przed poronieniem wrócić do domu, wziąć prysznic i spokojnie przygotować rzeczy do szpitala?  Jak można na poronienie czekać parę dni, gdy podawane tabletki nie działają? No i jeszcze jest jakiś zabieg. A gdzie ta tryskająca krew na prześcieradle, panika i zabijające wyrzuty sumienia, bo przecież „Po co ja myłam te okna w całym mieszkaniu, skoro byłam w ciąży?”  Ja nie sikałam krwią po mieszkaniu, nie bolał mnie brzuch, nic nie wiedziałam. Żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały na to, że straciłam dziecko. A mimo to poroniłam. W sumie to chyba nawet mogę powiedzieć, że samo poronienie było zaplanowane przeze mnie i mojego ginekologa. Została mi wskazana dokładna godzina, kiedy lekarz wyczyści mnie ze wszystkiego, co w ostatnim czasie przynosiło mi szczęście. Może nie wyglądało to tak spektakularnie, jak się niektórym wydaje, może czekałam na to chodząc po szpitalnym korytarzu, modląc się, żeby już było po wszystkim, może nie spełnia to wyobrażeń patrzących na mnie ludzi, a jednak poroniłam.

Spuszczona głowa i błądzący wzrok to częste zachowania, jakie ostatnio oglądam. Dlaczego? Wiem, że usłyszenie takiej wiadomości od kobiety, która była w ciąży, a już nie jest, nie jest niczym przyjemnym. Ale dlaczego ludzie zachowują się, jakby usłyszeli jakieś najgorsze przekleństwo świata? Czy po poronieniu kobieta nie czuje się już wystarczająco źle? Tak jak po śmierci kogoś bliskiego. Przecież to bardzo podobne sprawy. Na śmierć w rodzinie ludzie potrafią normalnie zareagować. Uwierzcie, odwracanie wzroku i spuszczanie głowy jej nie pomaga. Zwykłe „Przykro mi” wypowiedziane prosto w oczy było by o niebo lepsze. Albo zwykłe „Dzień dobry” z uśmiechem na ustach. Wielu ludzi właśnie tak robi. Bardzo chciałabym, żeby udało się to w znaczącej ilości przypadków. Nie kłap bezmyślnie językiem, nie mów, że młoda jestem i jeszcze niejedno dziecko urodzę, bo to bez sensu, to nie pomaga, a wkurza. Chciałabym również, żeby ludzie przestali pytać. Jeżeli będę chciała, sama powiem, co się stało. Jeżeli nie mówię, nie pytaj. My mamy za sobą wystarczająco dużo przeżyć. Chyba każda z nas chociaż przez sekundę zastanawiała się, czy zrobiła coś złego, czy to nie ona zaszkodziła dziecku. Co gorsze, kobiety po poronieniu czują się winne tego, że zawiodły. Przecież roniąca kobieta nie spełnia swojego cholernego obowiązku urodzenia zdrowego dziecka. No i zawsze to jest jej wina, bo chora, bo za słaba, albo za mało o siebie dbała. Świadomość społeczeństwa w tym temacie jest naprawdę znikoma. No i nie daj Boże nigdy nie podawaj  siebie jako dobrego przykładu dla kobiet w ciąży. Chyba nie jesteśmy dla innych pozytywnym przykładem. Poroniłyśmy, nasze ciąże się źle kojarzą.

Psycholog, nie mylić z psychiatrą. Rozmowa z nim pomaga nam poukładać pewne sprawy, uporządkować bałagan, który narastał w naszej głowie, bądź jest efektem jakiejś niespodziewanej katastrofy. Kiedy przez moją głowę przeszło tsunami, nikt w szpitalu nie powiedział mi, że warto by porozmawiać z psychologiem. Podobnie jest z możliwością pochówku. Nikt o tym nie mówi. Po łyżeczkowaniu jesteśmy zostawione samym sobie, jakby nic się nie stało. Mnie w szpitalu nie spotkało nic złego ze strony personelu. Jednak wiem, że wiele kobiet w Polsce słyszy „Czego pani płacze? Przecież nic się nie stało!” Moja znajoma powiedziała mi kiedyś, że nie rozumie tego polskiego podejścia do poronienia. W jej opinii w Anglii kobiety nie przeżywają tego tak bardzo, ponieważ do końca trzeciego miesiąca, nikt nie traktuje ich stanu jako ciąży, i nikt nie myśli o płodzie, jako o dziecku. Przypomniałam sobie wtedy moją drugą koleżankę, Angielkę. Poroniła w siódmym tygodniu. Przeżyła to strasznie. Posadzili ze swoim chłopakiem roślinkę, by upamiętnić pamięć straconego dziecka. Ale na pewno był to jedyny taki przypadek na wyspach, na pewno to zły przykład na obalenie teorii o powszechnej histerii polskich kobiet. A może ta „histeria” z czegoś wynika? Może totalny brak informacji, jaki towarzyszy poronieniu sprawia, że czują się jeszcze bardziej zagubione? Ja osobiście nie chciałabym urządzać pogrzebu, mieć grobu, na który bym przychodziła. Moje dziecko zostaje ze mną w pamięci, mi to wystarczy. Ale co z rodzinami, które takiego pogrzebu by chciały, a w szpitalu nie otrzymują informacji, że jest to możliwe? Dlaczego tak jest? Czy naprawdę, jeżeli poronienia zdarzają się tak często,  nie można nauczyć się informować rodzin o takich sprawach? To samo dotyczy badań. Po pierwszym poronieniu oddaje się „materiał do badania histopatologicznego”, badania genetyczne robi się dopiero przy poronieniach nawracających, jednak w szpitalu o tym nie usłyszałam ani słowa. Nie powiedziano mi też ile może potrwać krwawienie, kiedy może pojawić się następny okres. Dowiedziałam się tego dopiero od ginekologa, kiedy poszłam na kontrolę. W szpitalu, bezpośrednio po zabiegu, nie ma się głowy do zadawania takich pytań, chce się stamtąd uciec, być już w domu. Czy nie łatwiej byłoby stworzyć pakiet informacji, które powinna otrzymać kobieta po takim przejściu? Łatwiej dla lekarza, łatwiej dla pacjentki. Poroniłam, chcę widzieć, co się z tym wiąże, jakie mam prawa.

W związku z powyższym odsłania się jeszcze jeden bolący problem. Kiedy dziecko staje dzieckiem, które można bez wstydu opłakiwać, a kiedy mówiąc o jego stracie jesteśmy narażone na stwierdzenia, że to był tylko płód, że to teraz normalne, że tak się dzieje i już. „Wyskrobiny z macicy” – takie określenie przeczytałam na forum pod jednym z postów na moim blogu. „Demonizujecie to wszystko”, „To nie było jeszcze dziecko”, „Bez przesady”. Otóż mój płód był śliczny, miał zgrabną główkę, malutkie rączki i nóżki i wcześniej w przecudnie prawidłowy sposób biło mu jego mikro serduszko. Nawet, gdybym ciążę straciła wcześniej i nie widziała mojego małego cudu w takim kształcie, płakałabym tak samo, bo od samego początku, od kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski poczułam, że noszę w sobie dziecko. Mikro rozmiarów, ale dziecko. Jeżeli Twoje poglądy są sprzeczne z moimi i myślisz o dziecku tylko i wyłącznie jako o płodzie, do którego do 20 tygodnia nie warto się przywiązywać, to opuść to miejsce i daj mi przeżyć moją żałobę po swojemu, proszę.

Żyjemy w czasach, gdy jeżeli na karcie badań serologicznych kobiety ciężarnej liczba przebytych ciąży zgadza się z liczbą porodów, lub nie miałaś zagrożonej ciąży, to jesteś szczęściarą. W mojej karcie ciąży ginekolog już nigdy w rubryce „Liczba poronień” nie postawi „X” lub „0”. Jednak nie jestem w tym sama. Takich kobiet jest więcej, niż myślimy. Tylko o tym się nie wie, o tym się nie mówi. Ja nie twierdzę, że powinnyśmy z dumą nosić na czole wytatuowany napis „Poroniłam”. Nie mówię, żeby organizować pochody lub mówić o tym, jakbyśmy osiągnęły coś wielkiego. Chciałbym jednak mówić o tym bez poczucia, że moim poronieniem sprawiłam, że ktoś czuje się zmieszany. Poronienia to już sprawa powszechna. Jeżeli masz to szczęście, że nie dotyczą Ciebie, to na pewno dotyczą kogoś Ci bliskiego. Trzeba nauczyć się z tym żyć. Nie straszmy kobiet, że każda z nich musi przejść przez chociaż jedno poronienie w życiu, bo teraz każda roni. To bzdura. Jednak dajmy tym kobietom poczucie, że jeżeli już im się to przydarzy, nie muszą spuszczać głowy i się tego wstydzić. Jeżeli kobieta nie chce o tym mówić, chce przeżyć to sama, w tajemnicy, ma do tego prawo. Ja też dałam  sobie czas, żeby przeżyć to sama ze sobą. Ale mamy też prawo na pytanie „Co się stało?” odpowiedzieć „Poroniłam” bez poczucia, że zrobiłyśmy coś złego. Bo nie zrobiłyśmy.

Poroniłam. Tak jak wiele z Was. Dzieje się to codziennie. Ronią młodsze, starsze, bogate, biedne, sławne, szare myszki. To może spotkać każdego. Ja również przez to przeszłam, a gdybyś mnie zobaczyła, nigdy byś nie wiedziała. Nie wstydzę się tego, nie uważam, że zawiodłam jako kobieta. Chciałabym, by ludzie też tak na to patrzyli. Najprawdopodobniej idąc ulicą mijasz codziennie osoby, które to przeżyły. One nie wyglądają inaczej, nie mają znaków szczególnych, są takie, jak Ty. Nie noś w sobie poczucia winy, bo przeżyłaś już wystarczająco dużo. Masz prawo do smutku, nawet jeżeli dziecku nie zdążyło jeszcze zabić serce. Masz prawo do informacji i do godnego traktowania w szpitalu. Poroniłaś, spotkała Cię tragedia, podnieś głowę do góry i postaraj się iść dalej. Możesz poprosić o wsparcie i wcale nie musisz być silna i dzielna. Nie musisz odpowiadać na wścibskie pytania, jednak jeżeli już ktoś pyta, niech będzie gotowy na odpowiedź. Dobrze by było nie czuć stresu przed reakcją ludzi.  Poroniłam, potrafię o tym mówić.

142 comments on “Poroniłam – o tym się nie mówi
  1. Zabieg lyzeczkowania miałam 4 dni temu, o tym ze serce przestało bić dowiedziałam się dzień wcześniej… Przez przypadek.
    Byłam w 10 tc. Na patologie ciazy zgłosiłam się z niepokojącym wynikami toksoplazmozy. USG miało zostać wykonane rutynowo, pielęgniarka w tym samym momencie wypisywać receptę na rovamecyne. Bardzo chciałam zobaczyć jak zmieniło się dzieciątko w ciągu 2 tygodni od ostaniego usg. Lekarka powiedziała, że za chwilę mi pokaże tylko zmierzy parametry i zbada serce… Po jej twarzy widziałam, że jest coś nie tak. „Przykro mi, ciąża obumarła”, serce przestało bić.
    Przecież poszłam tam po lekarstwo.
    Za późno.
    Zabieg wykonany sprawnie, bez powikłań. Krwawiłam tylko 3 dni. Piersi wciąż bolą, kawa odrzuca. Czekam aż wróci normalność w moim ciele. Musze wziąć się w garść, przecież pracuje w przedszkolu. Inne dzieci mnie potrzebują. Mój Aniołek juz sobie poradzi beze mnie.

    • Powróci normalność, spokojnie. Strasznie ciężko mi czytać takie komentarze, szczególnie teraz, kiedy szczęśliwie urodziłam drugiego synka i w głowie cały czas mam to, jakie mam szczęście. Prawie 3 lata temu to ja przeżywałam łyżeczkowanie, założyłam ten blog i płakałam pisząc każdy post. Teraz wszystko wygląda inaczej. Życzę Ci, żeby dla Ciebie wszystko potoczyło się tak, jak dla mnie, oczywiście jeżeli będziesz chciała i będziesz gotowa. Aniołki na zawsze już zostają z nami, mój ze mną jest, jestem pewna. Trzymaj się, życzę dużo siły

  2. Minęło 15 miesięcy odkąd poroniłam. Zdecydowałam się zrobić badanie płci płodu. Zadzwoniłam do centrum histopatologii, gdzie z archiwum wydano mi bloczek parafinowy (bardzo małe pudełko, ok 5×3 cm) i szkiełko, takie jak pod mikroskop się daje, z dwoma jasnofioletowymi maziajkami. Wcześniej uzgodniłam z laboratorium, które robi badania genetyczne szczegóły i na drugi dzień przyjechał kurier odebrać ode mnie ten bloczek parafinowy, wymaz z policzka (gdyż upłynęło już dużo czasu od pobrania materiału poronnego i chcieli porównać DNA) i kilka dokumentów wypełnionych. Po 5 dniach roboczych miałam wynik zahasłowany na maila (taką opcję wybrałam). Teraz już wiem, że moje dziecko to był SYNEK 😀

    Jestem mega szczęśliwa, że wiem,że to był synek. Choć może to głupio brzmi, gdy piszę, że jestem szczęśliwa. Ale chodzi mi o to, że nie zadręczam się myślami czy miałam synka czy córkę. Teraz już wiem. Jestem spokojna. Naprawdę się uspokoiłam.

    Jeśli macie jakieś pytania, chętnie pomogę, dam adresy, nr tel. Piszcie śmiało na maila nicewoman@tlen.pl

    A, koszt tego badania to 397 zł + 50 zł za wymaz z policzka. W cenie kurier.

  3. Przepiękny tekst. Szukałam w Internecie słów, które wskażą, że ktoś czuje podobnie. Że się zdarza i boli. Jestem świeżo po podobnych przeżyciach i podpisuję się pod każdym słowem. Ten tekst bardzo mi pomógł. Dziękuję.

  4. Trafiłam na tego bloga przez przypadek, ale bardzo cieszę się że to przeczytałam. Właśnie po raz drugi straciłam sen życia. Pierwszy raz 6 to ciąża biochemiczna (okropne określenie) teraz 11 tc serduszko przestało bić. Czytając Twoje wpisy częściowo czuję jakbym czytała o sobie. Za każdym razem widząc dwie kreski czułam się mamą. Ponieważ jestem realistką za pierwszym razem przemówiły do mnie te wszystkie statystyki, pomyślałam to już nigdy się nie powtórzy. Po 3 miesiącach sprobowalismy znów, udało się. Od początku bałam się, kolejne wyniki bhcg powodowały stres, ale wszystko było ok, przyrost prawidłowy. Pierwsze usg wszystko ok, ale widziałam tylko pecherzyk z ciałkiem żółtkowym, przed kolejnym usg stres czy serduszko będzie biło… i biło. Pojawił się spokój, ta myśl, teraz to już będzie dobrze. Szybki przegląd statystyk i informacja, jak już bije serce to poronieniu ulega tylko 3%. Przecież to tak nie wiele i to na pewno nie będę ja. Mija miesiąc czuję się dobrze, żadnych złych dolegliwości, tylko te właściwie ciążowe, rutynowe badania i mina lekarza i na moje pytanie czy coś jest nie tak pada odpowiedź, tak brak akcji serca, obrzęk zarodka, kurcze tak mi przykro, musimy umówić się na zabieg… i tyle. A mi zawalił się cały świat. Nie potrafię się ogarnąć, czekam na termin łyżeczkowania, za 3 dni i muszę żyć normalnie, tylko po co. Nic mi się nie chce, nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży i dzieci. Chciałabym odejść razem z Nim z moim maleństwem, ale mam wspaniałego męża, nie mogę mu tego zrobić, ale kompletnie nie wiem jak się pozbierać i czy mogę uwierzyć, że jeszcze nam się uda…

    • Hej SESI89
      Ja poroniłam wczoraj, niczego nie świadoma pojechałam z mężem na wizytę kontrolna do ginekologa. Badanie usg zarodek mial juz ponad 9tygodni…serce nie bylo. Wpadłam w szał płakałam jak opetana, nie planowałam nad soba. Doktor poprosiła męża i jemu dala skierowanie na zabieg… Ja nie byłam wstanie myśleć racjonalnie. Pojechaliśmy od razu do szpitala, lekarz który mnie przyjął mówi ” proszę sie położyć zrobimy usg” a ja cala w łzach mówię ze nie dam rady, leje sie ze mnie. Kazał mi usiąść na fotelu, położył miskę i wszystko wylało sie ze mnie… Czy ktoś myślał jakie to straszne, smutne, upokarzajace?? Czułam się jak w jakimś horrorze, ze to zły sen, zaraz sie obudzę. Potem zabrano mnie na łyzeczkowanie i umieszczono w sali z kobietami czekajacymi na porod..
      Wiecie jak sie czułam? Jal odludek, jak obca, nie pasukaca. Cały czas płakałam widząc szczęście na twarzach tych kobiet… Dziś już mam to za sobą, leżę w łóżku i nadal nie wierze. Czy zdecyduje sie próbować dalej? Nie wiem czy byłabym w stanie przejść przez to jeszcze raz…

      • Iti89 to jest bardzo trudny czas. Też myślę że nie dam rady przejść przez to jeszcze raz, że będę się bać, ale z drugiej strony myślę o tym jak bardzo pragniemy dziecka, owocu naszej miłości i na pewno spróbujemy. Na razie wykonujemy badania, może to pozwoli podejść kolejny raz spokojniej z wiedzą że zrobiliśmy co mogliśmy, żeby się udało. Nigdy nie zapomnę o moich aniołkach, ale wierzę, że Bóg da nam jeszcze dzieciątko i zarówno ciąża i dziecko już narodzone będą cudem i wielkim darem. Nadzieja daj sens życia.

        • Dziewczyny, mimo że to bardzo ciężkie, nie można pozwolić by strach powstrzymał nas przed spróbowaniem jeszcze raz. Ja spróbowałam, bałam się jak cholera, ale teraz mam Dawida. TRzeba mieć nadzieję i naprawdę, pozytywne myślenie daje bardzo dużo, mimo że się wydaje, że to bzdura

    • Poronilam w Wielkanoc. 5tc. Zdążyłam cieszyć się ta ciąża dokładnie 4 dni.
      Leżę i myślę, co zrobiłam źle. I czy ten strach kiedyś minie i czy znów znajdę w ciążę.
      I kto ze mnie zakpil i dał mi ciążę na kilka dni..

      • Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje, dlaczego spotkało to jedną kobietę, a drugą nie. Nawet ciężko tu mówić, że ktoś na to nie zasłużył, bo naprawdę nie ma kobiety, która by zasłużyła. Bardzo mi przykro z powodu Twojego maleństwa. Strach najprawdopodobniej nie minie nigdy, ale zobaczysz, zajdziesz w ciążę i mimo strachu będziesz się nią cieszyć i będziesz potrafiła myśleć pozytywnie.

      • Czytam i łzy spływają
        5 ciąż. Ta trwała …..? Kilka dni…. zdrowa, niepaląca z małą mutacją MTHFR…. genetyk mówiła że to nic…. tysiące badań i najgorsze życie w niepewności od badania do badania…. życie mi się wali dzisiaj już zupełnie…. co zrobić ? Jak żyć ? Mam wszystko, uczę dzieci, dodatkowo pracuję w szpitalu, mam piękny dom, męża i wszystko czego zapragnę… a jednak brakuje mi serca pod piersią małego aniołka …. mąż mówi ze nie potrzeba mi psychologa, dam radę ale ja nie dam, w głowie myśli złe , jutro nie odwiedzę Boga w kościele …. już nie wierzę w nic.

    • Nigdy nie publikowalam swoich uczuć w sieci, ale wydaje mi sie ze to jest jedyne miejsce w którym mogę mówić i pisać co teraz przeżywam.
      Przed 4 dniami poczułam ogromny niepokój, strach zbudzil mnie ze snu wiedziałam że jest coś nie tak, piersi przestały mnie boleć, fizycznie czułam się lepiej, brzuch dziwnie nabrzmialy. Płakałam do mojego partnera, że bardzo się boję, chciałam jak najszybciej do szpitala, ale partner mnie trochę uspokoił. Parę godzin później niepokój wrócił, pojawiły się delikatne plamy. Szybko do szpitala. Lekarz potwierdził moje obawy serduszko już nie biło, rok minął i straciłam drugie dziecko, ta sama diagnoza ciąża obumarla ,ten sam tydzień ciąży.
      Okropnie się czuję, bo gdyby za pierwszym razem nie odradzono robić konkretnych badań tylko próbować, może moje dziecko by dalej we mnie żyło.
      Bardzo was proszę dla waszego zdrowia i psychiki, zróbcie badania genetyczne już po pierwszym poronieniu, zbadajcje siebie i partnera, nigdy nie będziecie gotowe, żeby drugi raz przez to samo przechodzić.

      13.05.16-Leon 10/11 tydz
      21.05.17- Aniołek 10/11 tydz

      • Sieć jest anonimowa dzięki temu łatwiej jest nam wypłakać swój żal. Mnie też lekarz odradzał badania po pierwszej martwej ciąży i w moim przypadku miał rację, kilka dni temu świętowałam 5-te urodziny syna. Trzymam kciuki żeby udało się znaleźć powód i następna ciąża zakończyła się pełnią szczęścia (choć wiem, że dziś ból jest ogromny)

        • Tak mi przykro 🙁 tez się bardzo tego bałam, że nie zrobię badań i jeżeli stracę drugą ciążę to będę bardzo żałować. Mnie się udało, ale doskonale rozumiem to co piszesz. Poronienia nawykowe stwierdza się po trzech stratach, ja uważam, że dwa to już powód do badań. Walcz. Wiem, że latwo mi teraz tak pisać, ale kiedy opłaczesz swojego aniołka i poczujesz się gotowa, to staraj się, bo możesz urodzić zdrowe dziecko i mocno będę trzymać za to kciuki!

    • Hej ja również poroniłam dwa razy 3 miesiące po pierwszym poronieniu nastąpiło kolejne. Bardzo mi przykro wiem jak to jest i bardzo ci współczuje 🙁 :* Ja nadal nie wyobrażam sobie ponownej ciąży a od ostatniej minęło już pół roku. Mam nadzieje że uda ci się wkrótce urodzić zdrowe piękne dziecko :* Radziłam bym udać się na badania może istnieć powód twojej straty który da się rozwiązać. Warto próbować 🙂 Życzę ci dużo zdrowia, wytrwałość, odwagi i szczęścia :*

    • Witam. Też jestem po przejściu. Nie wiem czy już poronilam….. Poszłam do lekarza okazało się że jest pecherzyk plodowy i ciałko żółte. Cieszyłam się bardzo. Chciałam tego dziecka bardzo. Po zrobieniu badania hcg okazało się że do ciąży nie doszło, ponieważ torbiel który bardzo szybko ususl na jajniku nie pozwolił zarodkowi wejść dalej. Nie potrafię przestać myślę o tym co się stało. O wszystkim powiedzialam partnerowi, cieszyl się o informacji ze będzie dziecko. Jednak gdy okazało się że jednak nie będzie partner przestał sie odzywać…. Bardzo mnie to boli nie umie sobie z tym poradzić…. Pomóżcie co mam jemu napisać. Dostałam tabletki na wywołanie okresu w którym miało wydostać się moje dzieciątko. Okres się pojawił ale bardzo skapy trwał 6dni.

  5. Ja straciłam mojego synka prawie miesiąc temu w 37 tyg ciąży . Jest wcześnie żeby mówić o tym jak się czuję …nie żyje teraz moja dusza i mój umysł .

  6. Poronienie chybione – 20 stycznia cytotek – złapałam maleństwo w ostatniej chwili, było w worku owodniowym. Mam 24 lata i pomoc psychologiczną. Miałam myślenie jak Ty i wiele innych kobiet, ciąża-poród-dziecko. Skończyło się na ciąża-poronienie. Zamawiam aniołka na grób, z kamienia. Potrzebuje mieć miejsce na lampkę. Piszę to i płaczę. Chłodne zdania. Wyprałam się z uczuć. Niegdyś wesoła dziewczyna, z pięknym uśmiechem i wesołymi niebieskimi oczami, teraz wesoła od czasu do czasu, z przyklejonym uśmiechem, który znika gdy po tygodniu dobrego nastroju uświadomię sobie, że tak cholernie mnie to wszystko boli i tylko udaję. Chłopak mnie wspiera, bardzo. Może to dziwnie zabrzmi ale w tak tragicznym przeżyciu jest jeden plus, niesamowicie zbliża to do siebie parterów ( przynajmniej w naszym przypadku). Nasz relacja jest tak głęboka jak nigdy wcześniej…Mimo, że moje maleństwo było mikroskopijne czuje się matką i jak pomyśle o Dniu Mamy serce mi się kraja, że nie będzie mi dane ucałować wtedy dziecko. To zostaje w głowie na zawsze, ten widok, szpital, krew, samolot w zabiegowym. Nie mam złych wspomnień ze szpitala, personel był wykwalifikowany w tej kwestii. Młode kobiety, młode położne, które tego nie przeżyły ale jednak trzymały za rękę i głaskały po głowie gdy przynosiły kolejne dawki leków uspokajających. Po dwóch dniach zabieg, bo zostało 13 mm resztek i skrzepów. Obudziłam się na sali przy chłopaku. Wyparłam uczucia. Byłam jak kamień. Nic już nie czułam. Tylko trzymałam się za brzuch z oczami na oścież otworzonymi i zadawałam sobie pytanie ” czy mi się to śni”, ” gdzie teraz jesteś”. Miesiąc po poronieniu wyniki histopatologii ” resztki poronne”. Resztki? Resztki przecież nie mają rąk ani nóg, głowy i oczek. Naprawdę taka znieczulica profesorów, którzy wymyślają medyczne pojęcia by dzieciątko nazwać resztkami tylko dlatego, że zmarło we mnie ? Dziś dzień kobiet – jedyne o czym marzę, to to by wróciło do brzuszka, lub mi się przyśniło – jego twarz i co teraz robi, bym mogła w końcu spokojnie zasnąć. Tęsknie za Tobą …

    • Dziękuje ze jesteście i piszecie o tym. Ja tez tydzień temu poroniłam, już 5 raz. Mam 3 zdrowych dzieci. Zawsze chciałam mieć duża rodzine, bo sama jestem jedynaczka. Jestem wdzięczna Bogu za 3 zdrowych dzieci, ale nie rozumiem dlaczego ich mogłam urodzić, a 5 dzieciaczków stracilam. Nikt nie może mi na to pytanie odpowiedzieć. Nie mogę się otrząsnąć i dojść do siebie, czuje się jakby nikt mnie nie rozumiał lub nie chciał zrozumieć. Bardzo mi ciezko.

      • Przykro mi. Przejście przez to pięć razy to dla mnie coś niewyobrażalnego. Kiedyś nawet zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdyby okazało się, że tracę kolejne ciąże i nie wiem, czy byłabym na tyle silna, żeby próbować ponownie. Chyba bym tego nie udźwignęła, nie wiem. życzę dużo siły!

        • Bardzo mi przykro. Sama poroniłam 2 razy i wiem że wcale nie jest łatwiej. Chyba nawet jest nam trudniej i tracimy po woli nadzieje. Jesteś bardzo silną kobietą skoro nadal normalnie funkcjonujesz i dajesz rade. Mam nadzieje że jeszcze ci się uda :*

    • Poroniłam w lipcu 2016r w 11 tc. Dwa tyg wcześniej byłam na wizycie, widziałam serduszko bijące… potem po dwóch tyg plamienie, wizyta u lekarza i gdy zobaczyłam dzidziusia na usg już wiedziałam co się stało, nawet nie musiał mówić… zamiast rączek i nóżek i bijącego serduszka była.. kulka. Jedna kulka. Nic więcej. Skierowanie do szpitala i po kilku godzinach zabieg… Nie chciałam badać płci, z wielu powodów. Teraz żałuję. Ale dzwoniłam do laboratorium, gdzie są przechowywane szczątki dziecka, jeszcze mogę zrobić badanie. I tak biję się z myślami czy zrobić. Raz chcę, raz nie. Boję się, że gdy dostanę do ręki te bloczki parafinowe, ze szczątkami dziecka to zemdleję, załamię się, nie ruszę się z miejsca. Przecież w rękach będę miała część mojego dziecka! Koleżanki odradzają, mówią że będę rozdrapywać rany, że będzie bolało bardziej… A ja już sama nie wiem.. Chce wiedzieć, czy mam aniołka Helenkę czy Henia. Co powiem później dzieciom (mam 2 w wieku 8 i 5), że nie wiem co to było i żałuję że nie sprawdziłam bo sie bałam? Muszę też zdecydować, czy wypożyczam te bloczki parafinowe i je odwiozę (albo kurier) czy biorę na zawsze (i mogę pochować). Ta decyzja jest dla mnie najtrudniejsza… Helenka/Henio miał/-a się urodzić 8.02.2017…. miała/-o by już miesiąc… to tak boli…. a w rodzinie kobieta w ciąży i codziennie widzę jej rosnący brzuch … 🙁

      • Każdy w takich przypadkach powinien postępować tak, jak podpowiada mu serce. Ja nie chciałam badać płci i nie żałuję, że nie badałam. Tamto dzieciątko w sercu pozostanie ze mną na zawsze, bez płci i imienia, ale dla mnie tak jest lepiej. Jeżeli czujesz inaczej, to widocznie potrzebujesz tego, żeby osiągnąć spokój. Życzę Ci tego spokoju i trzymam kciuki za podjęcie decyzji, która dla Ciebie będzie najlepsza

    • 07.02 2017(*) Byłeś marzeniem jesteś wspomnieniem….

      Poroniłam w 19 tygodniu, ból ogromny.
      Czekaliśmy na naszego synka tyle czasu i nagle jest ciąża, niesamowita radość wręcz cud w moim przypadku. I ten okropny dzień który zniszczył mi życie już na zawsze, bo nigdy już nie będzie jak dawniej

      • Jakbym czytała siebie.
        15.02.2017 r.
        Straciliśmy naszego synka w 18 tygodniu…
        Ciąża idealnie zdrowa. Przygotowywałam się do niej 2 lata. Wyczyściłam organizm, poprawiłam wyniki, brałam kwas foliowy. W 13 tygodniu już wiedzieliśmy, że to chłopiec. Ogromna radość i szał zakupów. Nie miałam nawet mdłości. Nie było plamień, bólu… Nic, co by zapowiadało tą tragedię. 13.02. rutynowa wizyta u ginekologa na kontrolę szyjki macicy i od razu skierowanie do szpitala. „Szyjka się otwiera, trzeba natychmiast założyć szew. Ma panią kto zawieźć do szpitala? Najlepiej na leżąco, bo pęcherz może pęknąć w każdej chwili”. Mąż był w delegacji. Wyszłam z przychodni na ciemny, zimny dwór i wpadłam w panikę. Atak płaczu. Nigdy nie czułam się tak samotna.
        2 dni później w szpitalu w nocy dostałam skurczy. Żaden lekarz do mnie nie przyszedł, jedynie pielęgniarka dała zastrzyk. Zbadano mnie dopiero rano. Miałam 4 cm rozwarcia. Nigdy nie zapomnę słów lekarza „roni pani, proszę panią przewieźć na salę do porodów rodzinnych”. Potem 5 najgorszych godzin w moim życiu. Poród naszego synka. Mąż zdążył wrócić i na szczęście był już ze mną. Już zawsze będę słyszeć w głowie słowa lekarza „niech się pani tak nie drze, stało się, teraz trzeba TO jakoś po ludzku wyronić”, „będzie pani TO chować?”. TO, to był mój syn. Upragniony, wyczekany. Moje marzenia. Sens mojego życia.
        Nie dowiem się jaka była przyczyna. Nie dostałam wyników badań histopatologicznych, bo nie wysłano mojego łożyska do badania. Nikt nie wie dlaczego i co się z nim stało. Wiem tyle, że wody były zielone. Lekarze mówią, że jakaś infekcja ale nie znaleziono żadnych bakterii z posiewu ani w moczu. Wyniki miałam idealne.
        Kupiłam pięknego aniołka na grób. Ma kręcone włoski jak mój mąż. Tak sobie wyobrażałam naszego synka…
        Strasznie boję się kolejnej ciąży… Ale też bardzo chciałabym już się starać…

  7. Tydzien temu pisalam dziekuje za wasze slowa. Teraz to bardziej do mnie dochodzi , juz prawie nie placze nie mam czym. Boli strasznie teraz dopiero zauwazylam jak moj maz cierpi stara sie tego nie okazywac ale widze po jego oczach. Moge z nim juz o tym porozmawiac o moich watpliwosciach uczuciach. Dalej nie moge spac normalnie jesc albo sprzatac wykonywac normalnych czynnosci. Nie mam sil na to. Wczoraj bylam u lekarza ogulnego bo w angli nie ma kontroli u ginekologa. Niby probowal mnie pocieszyc ale sprawil mi bol. Mowil ze to nie moja wina bo Bog tak chcial ze widocznie dziecko bylo chore i takie tam a na koniec stwierdzil ze powinna pani sie cieszyc ze po 8 latach zaszla i poronila bo to znaczy ze moze pani miec dzieci. W tym momecie wbil mi noz w serce bo jak mam sie cieszyc z takiego powodu bym sie cieszyla jak by wszystko bylo ok jak by byla dzidzia. Jak mozna tak podchodzic do osoby ktora przezyla cos takiego.

    • Poszukaj może polskiego ginekologa bo faktycznie to dobry znak że udało Ci się zajść w ciążę ale warto by następna (jak już będziesz gotowa) wspomóc lekami. Też usłyszałam że zajście to już pół sukcesu bo w międzyczasie straciłam jeden jajnik więc to wcale nie było takie oczywiste. A kolejna ciążę na luteinie przeszłam wręcz książkowo i dziś cieszę się zdrowym mądrym synkiem.

    • Chcialam napisac ze przeczytanie czesci Twojego bloga bardzo mi pomoglo. Mialam wrazenie ze czytam o sobie, o tym ciezko nagle nie byc w ciazy z dnia na dzien i odnalezc te wszystkie skrajne uczucie przez ktore przechodze i wiem ze nie jestem sama
      i ze to normalne. Wiem ze nie zrozumie tego ktos kto nie przechodzi tego piekla i nikomu tego nie zycze.
      Poronilam w 13 tygodniu przed koncem roku. Mieszkam w Anglii, mialam na poczatku krwawienie, dodatkowe USG, za kazdym razem mowili ze to sie zdarza i ze dziecko rosnie. Krwawienia ustaly na kilka tygodni, czulam sie dobrze, mialam nudnosci, ale lagodne i ogolnie czulam sie dobrze, bylam przekonana ze to jezeli to juz koniec trzeciego miesiaca to bedzie dobrze i teraz bede mogla cieszyc sie ciaza, radosc trwala jednak bardzo krotko. To tylko statystyki, nic wiecej.

      Marta, napisz do mnie na skarol@gazeta.pl, lub wyslij mi swoj email. Bardzo chcialabym porozmawiac z kims w Anglii kto przeszedl przez to straszne doswiadczenie niedawno, jezeli chcesz oczywiscie.

      • Przykro mi 🙁 Ja przed tym, kiedy to spotkało mnie, nie wiedziałam, jak bardzo można cierpieć po stracie kogoś, kogo się nie mialo szansy poznać. Niestety się przekonałam, że można i to jest nie do opisania. Mam nadzieję, że ten najgorszy czas minie i spotka Cię takie szczęście, jakie spotkało mnie. Trzymaj się!

    • Witam, wspolczuje. wiem co czujesz tez wczoraj poronilam bardzo smutno jest mi o tym mowic , moje poronienie zaczelo sie od ciemnego plamienia i skrzepow krwi wybralam sie do ginekologa powiedzial mi ze na 99 proc ciaza obumarla na badaniu usg ciaza zatrzymala sie na 6 tyg a z miesiaczki powinnam byc w 9 w razie nasilenia krwawienia mialam zglosic sie do szpitala niestety w nocy wszystko ze mnie wyplynelo malutki woreczek z martwym dzidziusiem i lozysko.. Straszny bol w sercu .. I setki pytan dlaczego ;( jutro mam wizyte w szpitalu zeby wyczyscic pozostalosci…jest mi strasznie przykro

  8. Jestem po poronieniu chybionym (8tc), we wtorek miałam zabieg.
    Jestem w totalnej rozsypce…
    Zaczęło się przed końcem ubiegłego roku. Szpital, badanie USG, konsultacje z innymi ginekologami… W końcu wypisano mnie do domu i kazano CZEKAĆ… Ciężko mi o tym pisać ale jak słyszę z ust lekarza, że trzeba „czekać” lub „widocznie tak miało być” to mnie szlag jasny trafia! W efekcie końcowym to „czekanie” w niczym nie pomogło… We wtorek miałam zabieg, przeżycie okropne, samopoczucie „po wszystkim” jeszcze gorsze…
    Szukając przysłowiowego światełka w tunelu, rozmowy z fachowcem zostałam załatwiana na korytarzu… nikt z personelu nie miał dla mnie kilku minut na rozmowę… A pytając o rokowania i szansę na ponowną ciążę, usłyszałam: w pani wieku (mam 40 lat i w domu dwójkę prawie dorosłych, zdrowych dzieci) ryzyko jest większe i tak może się zdarzać, a w domu przecież ma pani dzieci… Nie ma jak dobić leżącego. Wiem, że już nie jestem nastolatką, wiem że muszą/chcą powiedzieć prawdę ale chyba jednak nie tego oczekiwałam w tamtej chwili…
    Jak mam wrócić do normalnego życia?

    • Ryzyko jest większe, ale ja miałam 29 lat i też mnie to spotkało, więc nie ma reguły. To złe samopoczucie niestety chyba musi potrwać. Straszne to, jednak pewnych rzeczy się nie przyspieszy. Bardzo Ci współczuję, naprawdę. Wiem też, że po czasie to okropne uczucie nie będzie się jużp pojawiało każdego dnia. Mam nadzieję, że jak najszybciej poradzisz sobie z tą stratą 🙁

    • Wiek nie jest żadnym wytłumaczeniem ja poroniłam mając 16. Nie ma słów, które pomogą w takiej sytuacji po prostu zapomnieć, trzeba czasu i wsparcia. Nie możemy zapomnieć o naszych Aniołkach i mieć nadzieje, że jeszcze sie nam uda. Mam nadzieje, że poradzisz sobie z tą stratą

  9. Wczoraj poronilam jest to cos strasznego noe do opisania. Mieszkam w angli jest to okrutne jak podchodza tu do wczesnej ciazy. Staralam sie o dzidzie 8 lat i tu nagle taki cud 2 kreski niewyobrazalna radosc na poczatku bylo ok ani mdlosci nic czulam sie dobrze az tu nagle tydzien temu zaczelam krwawic a potem plamic pojechalam szybko do szpitala w panice tam siedzialam z 2 godziny i lekaz zbadal mi cisnienie wyslal do domu umowil na usg na nastepny dzien pojechalam dzidzia byla malutka ok 6 tygodni pani powiedziala ze mam przyjsc za tydzien na ponowne czy rosnie. Na drugi dzien znow krew tylko owiele wiecej i skrzep panika szpital znow czekanie 4 godziny tylko cisnienie i test ciazowy z moczu i do domu plamienie caly czas za dwa dni znow krwawienie pelno skrzepow szpital tym razem szybciej test cisnienie i badanie ginekologiczne lekarka stwierdzila ze wszystko ok tylko jest maly otwor tak moze byc do 8 tygodnia jakby krwawienie sie powtozylo. to do szpitala i o usg beda dzwonic i wczorajszy dzien 7 rano straszny bol plecow krwotok szpital godzina czekania z bolami porodowymi pozniej 2 paracetamole i znowu czekanie z godzine test z moczu i skierowanie na usg pielegniarka mnie zostawila w poczekalni i poszla z bolu juz nie moglam stac siedziec lezec zobaczyly to inne pielegniarki po jakis 20 min zabraly mnie do gabinetu tam juz szybko poszlo dostalam gaz przyszedl lekarz zbadal mnie poszedl do meza ze to juz koniec powiedzieli by poszedl do mnie gdy sie spytalam co mowil swiat mi sie zawalil prosilam by to noe byla prawda by cos zrobil ze przeciez tam jest a pozniej wyjeli dzidziusia bol fizyczny minal odrazu wlozyli maluszka do kartonika i worka jak wyciagali dzidzie nawet nie powiedzieli co robia nic nie wiedzialam powiedzieli ze tylko cos sprawdza serce moje peklo pozniej zostalismy sami w gabinecie z 2 lub 3 godziny czas sie wlekl a moje serce coraz bardziej bolalo przychodzily tylko sprawdzic jak sie czuje czy boli pozniej byl skan caly czas wmawialam sobie ze jest tam nie odwazylam sie spojzec dopiero na biurku zobaczylam zdjecie tam gdzie byla dzidzia tym razem byla pustka . po powrocie do domu maz powiedzial ze dzidzia miala od 8 do 10 tygodni i ze przez te pare dni urosla. Przez ten tydzien mogli cos zrobic chociaz sie postarac a nie zrobili nic czuje sie tak winna ze nie pomoglam mojemu serduszku ze nie staralam sie wystarczajaco nie daje rady nie wyobrazam sobie zycia jest tak strasznie ciezko maz strasznie mnie wspiera prubuje pocieszyc staram sie byc silna ale to zbyt boli nie daje rady

    • Wiem że w Anglii podchodzi się conajmniej dziwnie do wczesnej ciąży. Koleżanka siostry po kilku poronieniach jak poszla do lekarki żeby jakoś ratować kolejną to jej powiedzieli że co ma być to będzie i nawet zwolnienia z pracy nie dostała. U nas w takiej sytuacji dostaje się luteine conajmniej jak nie oddzial patologii ciąży.
      Może i przy wdrożeniu leczenia nie dało by się dzidzi uratować, czasem tak bywa (tak straciłam moją ciążę) ale warto na przyszłość znaleźć lekarza który ma inne podejście bo kolejną ciążę miałam od początku wspomaganą lekami i szczęśliwie zakończoną po 9 miesiącach.

    • Pustkę na monitorze USG po wszystkim pamiętam bardzo dobrze i to było okrutne uczucie…nie do zapomnienia niestety. Bo przecież przed chwilą tam było dziecko, a teraz co, już koniec? Po powrocie do domu, kiedy głowa zaczęła rozumieć co się stało, pustka była jeszcze gorsza. JEdnak z biegiem czasu uczucia uspokoiły się, ból był nadal, ale zaczęły pojawiać się także pozytywne emocje, wróciły do mnie. Wiem, że teraz nie jest Ci to w głowie, ale kiedy minie pierwszy szok i wypłaczesz się tak, że już po prostu więcej nie będziesz potrafiła płakać, poczujesz się lepiej. Ważne, żebyś dała sobie czas. Mnie bardzo irytuje zachodnie podejście do ciąży, bo uważam, że trzeba zrobić wszystko, żeby pomóc mamie i dziecku, nawet we wczesnym stadium. Prawda jest taka, że jeżeli ciąża jest bardzo słaba, to nic nie pomoże, ale przynajmniej nie zostawia się rodziców w poczuciu, że lekarze mogli zrobić więcej. To niesprawiedliwe. Trzymaj się, a ja życzę Ci, żebyś znalazła jak najlepszy dla siebie sposób na przebolenie tego, co się stało. Dasz sobie radę, jestem pewna, tylko to jest czasami po prostu bardzo ciężkie 🙁

  10. Ciesze sie ze trafilam przypadkiem na tego bloga. Wlasnie szukalam w internecie o poronieniach.
    Moja historia jest jeszcze ciepla. Minelo 2,5 tygodnia od smierci mojego dziecka. Jestem mloda, z mezem pragnelismy dziecka i nie czekalismy dlugo bo tylko 4 miesiace. Mial to byc moj maly wielki cud. Moje male najwieksze marzenie. Spelnilo sie. Mialo 22t4d. Moj synek. Wykryto na usg polowkowym wady wrodzone. Myslimy moze nie bedzie tak tragicznie. Najwazniejsze aby z glowka bylo wszystko w porzadku. Zeby nas rozumial i wiedzial ze my to jego rodzice. Bol i rozpacz i szukanie sposobow na leczenie i podobnych przypadkow w internecie. Jednak mozna jakos z tym zyc. Szybkie przemysleniana temat dalszych dzialan i zycia. Moze przeprowadzka do rodzicow po porodzie. Zatrzymanie budowy domu bo pieniadze na rehabilitacje beda potrzebne. skierowano nas do specjalisty ktory powiedzial ze dziecko nie ma rokowan. Bol i zal. Rozpacz. Dlaczego my? Zdecydowalismy sie przerwac ciaze na „ostatni dzwonek”. Dziecko urodzilo sie martwe, czemu? Przeciez mowili ze urodzi sie zywe i po chwili umrze. Za 1,5 tyg mam odbior wynikow moze sie czegos dowiem. Cialo zabralismy, byl pochowek. Wszystko przekrecilo sie o 180 stopni w ciagu tygodnia. Od usg do porodu… Czulam jakby to wszystko dzialo sie gdzies obok mnie. Jakby to nie byla moja sprawa. Mija 2,5 tyg od porodu. Czuje sie zle. Czuje pustke i zal. Zal o to ze to mnie spotkalo. A przeciez nie tylko mnie to spotkalo. Myslalam ze zapomne. Potem ze sie pogodze. Teraz wiem ze z tym sie zyje. Ze nie da sie zapomniec i pogodzic z tym. Placze co wieczor. Z tesknoty za moim dzieckiem. Placze bo nie moge go przytulic, opiekowac sie nim. Czulam jego ruchy od 17 tyg. Serce peka. Bedziemy sie starac o drugie. Ale jeszcze minie sporo czasu.
    Czuje sie inna przez ta strate. Gorsza. Ze beda mnie wytykac w pracy. Moze jeszcze bede pewna siebie jak przedtem. Pozdrawiam

    • Nie zapomnisz! Z czasem będzie bolało mniej ale już na zawsze zostaniesz mama małego aniołka. Może tak było lepiej niż gdybyś miała patrzeć jak walczy o każdy oddech i cierpi…
      Co do powrotu do pracy to pisaliśmy tutaj ze to trudne, jak po każdej śmierci kogoś bliskiego ludzie nie wiedzą co powiedzieć i plota co im ślina na język przyniesie a z drugiej strony to chyba nie ma słów które chcialybysmy usłyszeć.
      Odwiedzaj nas bo staramy się bić pozytywną energią wiele z nas po stracie doczekało upragnionego potomka tyle że musiało trochę czasu upłynąć żeby głowa i ciało doszły do siebie po stracie.

      • Ciesze sie ze jest miejsce takie jak to. Dopoki mnie nie dotyczyla sprawa dziecka, sprawa chorego dziecka i terminacji to nie spodziewalam sie ze tak duzo jest osob z podobnymi problemami. Dziekuje za komentarz ina pewno bede czesciej odwiedzac bloga. Bo ciezko z kimkolwiek o tym porozmawiac twarza w twarz, z mezem tez nie zawsze ma to sens…
        Pozdrawiam ;*

        • Trzymaj się, odwiedzaj, pisz, jak Ci źle, czasem trzeba się wyżalić, bo trzymać w sobie takie uczucia to nic dobrego. Czas leczy rany, naprawdę, ale trzeba sobie ten czas dać, by przeżyć żałobę. Bardzo mi przykro, że Twoje dziecko i Was to spotkało. Zobaczysz, jeszcze zaświecie dla Was słońce 🙂

  11. Mam 16 lat kilka miesiecy temu dowiedziałam się, że jj bezpłodna dla tego gdy niedawno okazało się, że jestem w ciąży razem z chłopakiem bardzo się ucieszyliśmy. Już planowaliśmy naszą przyszłość z dzieckiem. Pewniej nocy okropnie rozbolał mnie brzuch i zaczęłam krwawić. Następnego dnia ginekolog stwierdził poronienie. Nikt nie rozumie jak bardzo psychicznie czuje się rozsypana. Niektórzy twierdzą, że to dobrze bo byłam za młoda… Od czasu straty dziecka ciągle płacze. Czuje się wina i pusta. Nie potrafię sobie poradzić ze stratą dziecka nie wiem co zrobić…

    • Może twój organizm był zbyt młody żeby maluszek mógł się w nim zdrowo rozwinąć. Wiem że dziś to bardzo boli ale bardziej by bolało gdybyś patrzyła na cierpienie swojego dziecka. Z tego płynie dla Ciebie jedna bardzo ważna i dobra wiadomość – nie jesteś bezpłodna i kiedy wkroczysz juz na dobre w dorosłe życie to będziesz mogła starać się o powiększenie rodziny ale o tym aniołku będziesz już zawsze pamiętać.

      • Mało kto jest w stanie zrozumieć jak można kochać i cierpieć kogoś kogo się nie widziało… A dla każdej kobiety to jest przecież jej dziecko nie zależnie czy duże, czy małe. Nie da się tak po prostu wrócić do normalnego życia i nie pamiętać o swojej stracie.

        • Nie da się! Czas jest naszym przyjacielem i leczy rany ale te aniołki zawsze pozostaną w naszych sercach. Te z nas które potem szczęśliwie urodziły zdrowe dziecko umieją docenić jaki to cud ale mimo że minęły lata to od czasu do czasu przemyka przez głowę ta myśl ze w tym domu powinnam słyszeć śmiech większej ilości dzieci. Co nie zmienia faktu ze jestem szczęśliwa mama i młodszy syn jest największym promykiem radości jaki może byc!

  12. 24 lipca zaczęło się 🙁 Hmmm… Tak naprawdę to zaczęło się 18 lipca gdy usłyszałam od lekarza że zarodek rozmazany, nie bije serduszko,poronienie zatrzymane… Czekamy. Cóż mogłam robić- płakałam,wyłam. Tysiące myśli,pytań, pretensji do całego świata. Pobyt w szpitalu -tragedia. Po powrocie do domu naokoło same brzuchy, kobiety z wózkiem. A ja taka pusta,samotna niezrozumiana. Ostatnio, ktoś mi powiedział że Bóg potrzebuje u siebie aniołów…. Cały czas boli,bardzo. Odbierając wyniki ze szpitala lekarka powiedziała, że wpisałem się w statystyki, dziękować naturze że dokonała selekcji, brać kwas foliowy i za dwa miesiące próbować znowu. Pewnie coś w tym jest…. Czułam że to dziewczynka – Hania. Dlaczego to piszę, desperacko szukam zrozumienia, może wtedy przestanę czuć tę samotność….

    • ja też myślę, że miałam dziewczynkę, chociaż już nigdy się tego nie dowiem. Ważne, że dla mnie to była dziewczynka. Poczytaj komentarze pod postami, na tym blogu dużo osób rozumie, dlaczego to piszesz, bo przeszło przez to samo. Zrozumienie jest bardzo ważne. Mam nadzieję, że wkrótce poczujesz się lepiej. Ja mam teraz synka, czysta miłość, jest zdrowy, cudownie się rozwija. Może faktycznie tamto dziecko miało być bardzo chore i by cierpiało. Od kiedy mam Dawida, nie wyobrażam sobie, jakbym przeżyła patrzenie na cierpienia mojego dziecka. Czasem los decyduje za nas i wbrew pozorom wybiera dla nas to, co najlepsze. Życzę dużo zdrowia i żebyś szybko poukładała sobie to wszystko w głowie

    • Pierwsza ciąża przebiegła bezproblemowo – mam zdrowego, ślicznego synka. Stwierdziliśmy,że przyszla pora na drugie dziecko…skakałam z radosci kiedy test pokazal 2 kreski, wizyta u ginekologa – ciaza potwierdzona – szczescia nie bylo końca do kolejnej wizyty – diagnoza brak tętna (9 tydzień)..lzy same lecialy kiedy widzialam jak lekarz zdenerwowany szuka serca dziecka…pobyt w szpitalu, zabieg i „po sprawie”…lekarz z uśmiechem mowi :”udalo sie, zabieg zakonczony pomyślnie”…placze codziennie, zastanawiając sie co sie niby udalo…bliscy mnie nie rozumieja – przecież jestem mloda, będzie następne. Nikt nie rozumie ze ja wlasnie chcialam tego maleństwa, ze ono juz bylo moje…mam nadzieje, ze kiedyś będę mogla o tym mówić bez lez, bez pojawiającego sie przed oczami zdjecia usg mojego malenstwa

      • Jak bym czytała o sobie, niestety. Ale moja historia ma szczęśliwe zakończenie. Mój drugi synek spóźnił się o rok. Zawsze będę świadoma straty którą poniosła ale w tym wypadku sprawdza się że czas leczy rany.

      • Doskończe Cię rozumiem. Moi bliscy też nie rozumieją mojego bólu- następnym razem się uda… Ja też bardzo chciałam tego właśnie dziecka, bo to nie był tylko zarodek,to była moja córcia. Ja też już jestem mamą. Czekałam na tę ciążę, łzy ciągle same płyną. Jestem z Tobą całym sercem i chociaż to teraz brzmi banalnie, to głęboko wierzę że za rok o tej porze będziemy miały wyczekane maleństwa. Jeśli chciałbyś pogadać możemy wymienić się np.emailem. Czasami warto pogadać z kimś kto rozumie.

        • Mój drugi synek skończył już 4 łatka i to on spóźnił się o rok. U Ani na blogu czuje się jak w grupie gdzie każdy ma swojego aniołka ale wiele z nas doczekało potem spełnienia w macierzyństwie.
          Mój starszy syn w dniu w którym miałam wstać tylko po to żeby umówić się na zabieg (martwa ciąża) przyszedł rano ze słowami „mamusiu kocham Cię najbardziej na swiecie” i to mi dało dużo siły.

          • Ja też mam cudownego synka, którego kocham nad życie. Wczoraj byłam u lekarza z wynikami hisopatologii. Jestem już po pierwszym okresie- o dziwo bardzo szybko wrócił. Teraz jeszcze dwa cykle pauzy i można próbować znowu. Na razie pragnienie dziecka miesza się ze strachem, że znowu miałoby stać się o to samo:(((. Najtrudniej właśnie oswoić to co jest w głowie, uspokoić myśli…hmmm nie myśleć. Lekarka w szpitalu zdroworozsądkowo powiedziała: nie myśleć, zapomnieć, nie zastanawiać się , jedna na 6 tak się kończy…ale jakoś mnie to nie pociesza:(

          • Nie da się nie myśleć! Cała ciąża to nieustanne zadawanie sobie pytania czy wszystko jest ok. Ale na szczęście często jest ok i zarówno ja jak i Ania jesteśmy tego przykładem. Trzymam kciuki!!!

          • Aj dziewczyny depresja mnie dopada. Jeszcze w szpitalu jestem z synem. Zryczałam się dzisiaj już
            z tego wszystkiego, z tej bezsilności, smutku. Jeszcze naokoło same ciężarówki i wózki. Nie mogę się jakoś dźwignąć po tym wszystkim. I tu znowu pojawia się magiczne hasło czas czas czas…:(

  13. Pierwszy miesiąc mojej żałoby już minął… I dobrze , znów się uśmiecham i jestem szczęśliwa . Ostatni komentarz tutaj wiele mi dał , w pewien sposób zakończyłam tamten okres , musiałam znaleźć to miejsce i zobaczyć , że ktoś mnie rozumie , że nie jestem w tym sama. Ostatnio przyśniło mi się , że miałam córkę , to pewnie moj nienarodzony dzidziuś mi się pokazał (tak sobie wmawiam). Chciałabym wiedzieć czy miała bym córkę czy syna i jakby wyglądał, ciężka sprawa , że już się nigdy nie dowiem.
    Mój mąż bardzo namawia mnie żebyśmy nie czekali 3 miesięcy z poczęciem dzidziusia , że on chce już teraz . Tez bardzo tego chce ale czy to zdrowe ? Czy będzie ok ? A jak znowu będzie źle to czy przez to, że nie zaczekalam ? Tak wyglądają myśli w mojej głowie. Chyba spróbuje , co mi tam , czy wszyscy zawsze czekają ? Watpię.
    Niestety czuje się naznaczona przez poronienie , już zawsze będę się tak czuć … Jakaś trędowata , inna , wytykana palcami.
    Mąż mi ciagle mowi „po coś nam to było” „wyciągnijmy z tego jakaś naukę ” , jedyna naukę jaka mogę z tego wyciągnąć (i to na sile) to fakt, że cieszę się z ludzkiego szczęścia , z kobiet w ciąży i z niemowląt w wózkach.
    Chciałabym mieć już swój mamy cud w brzuchu i moc znowu do niego mowić „dasz radę” i „nie zostawiaj mnie tym razem”.
    Czytałam komentarze i zauważyłam sformułowanie „my mamy aniołków ” i wtedy zrozumiałam , że byłam przez chwile mamą i w sumie nadal nią jestem tylko , że mamą aniołka. Aż łzy napłynęły mi do oczu gdy to przeczytałam. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego określenia nas – naznaczonych.
    Mamy aniołków… Tylko my się rozumiemy. Dziękuje , że jesteście ze mną oraz z nami.
    Tylko Wy rozumiecie mnie milimetr po milimetrze!
    Całuje Was , Wasze Aniołki, Wasze dzieci i nasze przyszłe Niuniusie też!

    • To, że czujesz się w jakiś sposób naznaczona jest normalne, ale uważam, że nigdy nie powinnaś się czuć wytykana palcami, inna. Tak się dzieje, ja dopiero po założeniu bloga zobaczyłam, ilu kobiet dotyczą poronienia. Żadna z nas nie jest gorsza, nigdy nie powinnaś tak o sobie myśleć.
      Wiesz, co do tych trzech miesięcy, myślę, że to nie jest sztywny termin i o ile nie ma przeciwskazań medycznych, to najważniejsze jest jedno – musisz czuć się gotowa. A gotowość w tym przypadku wcale nie dotyczy braku strachu i obaw, bo po takich przeżyciach chyba nie da się nie bać. Gotowość u mnie to był ten moment, kiedy zobaczyłam, że moje życie nie kręci się już wokół straty. Potrafiłam wychodzić do ludzi, cieszyć się, snuć plany. Przebyłam żałobę, byłam gotowa. Będę mocno trzymać kciuki za Was!!!

      • Poczułam , że jestem gotowa , gdy zaczęłam głośno o tym mowić. Ja po prostu MÓWIŁAM! Bo bardzo długo milczałam , tak w ogóle nie tylko w tym temacie .
        Gdy mówienie o poronieniu nie sprawiało mi już bólu , zaczęłam się uśmiechać , byłam radosna -taka jak kiedyś .
        Po długim czasie , ale w końcu zrozumiałam , że to był nieszczęśliwy wypadek z ciężką i długą lekcja pokory .
        W tej chwili czekam na dobre wiadomości z mojego brzuszka. Mam nadzieje , że ktoś tam jest, ktoś kogo bardzo pokocham !

          • Chciałam tylko napisać , że udało mi się i jestem w 23 tc 🙂
            Teraz tylko trzymać kciuki .
            Dziękuje za to miejsce. To ono mnie uleczyło. Leczysz ludzkie serca i dusze. Twoja historia , która nie powinna się wydarzyć , zbawia nasz specyficzny świat. Myśle , że uzdrowilas więcej głów niż Ci się wydaje !
            Dzięki , że jesteś 🙂

          • No to teraz kilkanaście tygodni trzymania kciuków i dołączysz do nas tzn mam które doczekały się na piękne zdrowe dziecko mimo wcześniejszych perypetii ☺

          • Ags ale się cieszę!!! Uwielbiam takie wieści! <3 MAły cud rośnie teraz w Twoim brzuchu 🙂
            Dziękuję za miłe słowa, cieszę się, jeżeli czytanie bloga komuś pomaga. Aż mi się płakać zachciało, jak przeczytałam, co napisałaś.
            A teraz trzymam kciuki za Twoje super samopoczucie w drugiej połowie ciąży. Niech dzidziuś rośnie zdrowo :*
            Ania

  14. Ja niestety nie potrafię o tym mówić, bo tak jak napisałaś te spojrzenia i słowa bolą najbardziej, Przecież „to” nie było jeszcze dzieckiem zdaniem niektórych. Przeczytałam i mocno się rozpłakałam

    • Nie mowi sie bo ludzie nie wiedza jak sie zachowac. Jedni bagatelizuja sprawe wlasnie mowiac ze to jeszcze nie bylo dziecko albo ze urodzisz nastepne a inni zaluja cie dobijajac tym samym. Tu jak w przypadku kazdej smierci nie ma dobrych slow ani takich ktore by sie chcialo uslyszec. Z czasem jak bol troche zmaleje rozejrzysz sie dookola i zobaczysz jak wiele z nas przezylo to co ty i z takimi aniolkowymi mamami czasem rozumiemy sie bez slow bo mimo ze my tez nie wiemy co powiedziec to przynajmniej nie rzucamy slow ktore najbardziej bola.

    • Jeżeli dla Ciebie to było dziecko, to fakt, że ktoś uważa inaczej, nie ma znaczenia. Jesteś mamą dziecka nienarodzonego – nie daj sobie wmówić, że nie.

    • Jesteśmy makami nie gdy urodzimy dziecko lecz gdy je kochamy narodzone czy nie. Mówienie o dziecku to to tak jak by się go wcale nie chciało… Nie można gorzej nazwać naszych małych aniołków nawet jeśli nie było ich z nami.

    • Osoby ktore towarzysza nam przy poronieniu, mysle tu o lekarzach i poloznych, wcale nie maja latwo. Odbieramy to jako oschlosc czy nie przejmowanie sie nasza tragedia a moze to ich sposob na to zeby nie zabierac naszego bolu do wlasnego zycia.
      A tak z innej strony obiecalam sobie ze moi synowie kiedys dowiedza sie ze maja dwojke rodzenstwa jako aniolki. Staram sie rozmawiac ze starszym 9letnim na trudne tematy np przy okazji wizyt na cmentarzu i ostatnio wlasnie zadal pytanie gdzie maja grobki takie dzieci ktore umarly w brzuchu mamy. Moje aniolki nie maja grobu i widze ze ten temat trzeba bedzie tez im jakos wytlumaczyc.

  15. Mamy już jedno dziecko, ptawie 7 lat. „Najwyższy czas pomyśleć o drugim” „Kiedy następne?” – słyszysz od rodziny i znajomych.
    Zapada decyzja, choć może warunki nie takie, zarobki nie te.. Do boju!
    Jakiś czas nic.. Trudno zdarza się. Kolejny miesiąc.. puste testy..
    Rutynowa wizyta bo dawno nie byłam i…klops
    Na 2 dni przed planowaną kontrola boli cię brzuch – myślisz niestrawność. pojawia się plamienie – myślisz okres, w końcu termin się zgadza.. kurcze tylko czemu tak bardzo boli?!
    Wizyta.. Odpowiadasz jak gdyby nigdy nic data ostatniej miesiączki, cytologia, objawy.. zwykłe sprawy u ginekologa
    Usg.. „A czy to boli?” „Proszę się ubrać, zapraszam do apteki po test, zrobić i wrócić (myślisz super, udało się) Jeśli to ciąża będziemy się martwić potem!”
    Czar prysł! Robiąc test w duchu modlisz się, by jednak nic nie było.. Choć „nadzieja ostatnia umiera” (idziesz do koleżanki by w tak ważnym momencie nie być samemu, koleżanki która gratuluje Ci, choć jeszcze sama nie wie czego – przecież ośrodek zdrowia to takie surowe miejsce, a do domu za daleko)
    Wracasz do gabinetu z testem w ręku, lekarz niczego Ci nie gratuluje, wręcza tylko kartkę… świstek.. (skierowanie do szpitala) Żeby dodać ci otuchy używa medycznych terminów „ciąża pozamaciczna” „zagrożenie życia” „krwotok” a ty myślisz tylko o jednym
    .. to miała być rutynowa wizyta..
    Wracasz do domu z diagnozą – SZPITAL! w odrętwieniu pakujesz graty, dojeżdzasz, wywiad lekarski, „mądrości pani doktor, która chyba nigdy tego nie przeżyła”,badania, diagnoza: czekamy, potem być może zabieg
    Nikt Ci nic nie mówi, choć masz prawo, a wręcz obowiązek wiedzieć, opieka fatalna jak na miejsce w którym jesteś, stres ból i żal
    Zabieg niepotrzebny, gdyż organizm „czyści” się sam..
    Wypis.. powrót do domu
    a w głowie tylko jedna myśl „..JESZCZE NIE ZDĄŻYŁAŚ SIĘ PRZYWITAĆ A JUŻ MUSISZ SIĘ POŻEGNAĆ..”

    • Moze to zabrzmi dziwnie ale i tak mialas „szczescie”. Mnie pozamaciczna rozerwala jajowod i spowodowala krwotok na otrzewna. Skonczylo sie operacja wyciecia jajnika i jajowodu i skrajna anemia.
      Jak sie potem okazalo z jednego jajnika mozna tez urodzic zdrowe dziecko wiec jak dojdziesz do siebie fizycznie i psychicznie to moze jeszcze sprobujecie zapewnic rodzenstwo swojemu jedynakowi 😉

  16. poltota miesiaca temu przerwalam ciaze,byl to rodzaj letalnej ciazy,dzieciatko nie rozwinelo sie w calosci,byl to 24 tydzien. pochowalismy malenstwo, dziewczynke Marysie. chce miec drogie, a boje sie …jest mi ciezko…

    • Staralismy się o maleństwo 2.5 roku 🙁 iii udało się. Niesamowite uczucie zobaczyć po tylu miesiącach te dwie upragnione kreski…nieregularne miesiączki, nieregularne owulacje… Pcos 🙁 i udało się… Cud… Umówiłam się na wizytę do lekarza…po badaniu stwierdził 14 tygodniową ciążę a ja nic nie podejrzewalam 🙂 na usg nie usłyszałam jednak bicia serduszka… Przestało bić. Łzy szczęścia a zaraz rozpacz i zal:-( Skierowanie do szpitala, musiałam Poronic mojego maluszka…ból niesamowity potem zabieg łyżeczkowania a potem pustka której nic nie jest w stanie zastąpić 🙁 nie mogę się z tym pogodzić 🙁 nic nie boli bardziej niz smierc spełnionego marzenia!!

      • Bardzo mi przykro. Tak, nic nie boli bardziej, niestety wiem z doświadczenia. Ja nie czekałam na ciążę długo, ale tak samo szybko jak przyszła, tak szybko ją straciłam. Teraz mam nową nadzieję, i wierzę, że tym razem się uda. Przeżyłam już swoją żałobę i teraz skupiam się na dziecku, które się we mnie rozwija. Ale tamtego dziecka nie zapomnę nigdy. Bo to było moje szczęście i na zawsze zostanie w moim sercu. Trzymaj się, życzę dużo siły i wytrwałości. Pozdrawiam serdecznie, Ania

      • współczuje wszystkim wiem co czujecie po kilku-nastu miesiącach starań zaszłam w ciążę plamiłam praktycznie od samego początku ostatecznie Bhcg spadło z drugim razem podobnie trzeci raz puste jajo płodowe miałam zabieg lekarze uspakajają że będzie dobrze mamy próbować ale ja powoli tracę siły tak bardzo kiedyś chciałam a teraz łapie się na tym że czekam na miesiączkę bardziej niż na dwie kreski i samej jest mi wstyd jak w ogóle mogę tak myśleć

        • To nie jest powód do wstydu, boisz się to normalne. Ja czułam paraliżujący strach, a poroniłam raz, nie kilka razy. Jak nie czujesz się gotowa, to może jeszcze chwilę poczekaj? To samo przyjdzie. Życzę dużo siły, pozdrawiam. Annia

  17. Przeżyłam trzy poronienia.. w tym blogu odnalazłam wszystkie myśli.. . bolączki i trafne opinie o tym bolesnym wydarzeniu. Chodź temat jest bolesny należy o nim rozmawiać…. Dziękuję czytając to poczułam ze nie jestem sama.

    • Bardzo mi przykro, potrójnie wiesz, co czuję. Ja staram się to wszystko z siebie „wypisać”, wtedy jest mi łatwiej. Kiedy inne kobiety piszą, że czuły tak samo, wiem, że nie zwariowałam, to ważne, również dziękuję.

  18. „Żyjemy w czasach, gdy (…) liczba przebytych ciąż zgadza się z liczbą porodów (…) to jesteś szczęściarą”
    To się nie zgadza, bo nie sam poród przynosi szczęście. Szczęście daje dziecko…

    • Wiem, niestety masz rację 🙁 Czytam Twój blog, od początku, partiami. Wy macie na ten temat największe pojęcie, tyle przeszliście. Pozdrawiam i życzę miłego dnia, Ania

  19. Poroniłam 8 lat temu. Pierwsze 3 lata po zdarzeniu były ciężkie nie patrzyłam na kobiety w ciąży, byłam obojętne wobec małych dzieci. Dla mnie osoby w ciąży i dzieci nie istniały. Wiele od tamtego czasu się zmieniło partner odeszdł teraz jestem w nowym związku (nie jestem kobietą która miała tyle facetów, że wyliczać trzeba było ich dwóch). Chce teraz mieć dziecko ale boje się przeżyć to samo. U mnie było sporo krwi gdybym dotarła do szpitala godzinę później usłyszałam żebym nie żyła. Co jakiś czas widzę tą sytuację przed oczami ale chce mieć dziecko. Kobiety w ciąży oraz małe dzieci widze na ulicach i nie czuję jakiegoś zalu. W moim przypadku czas leczy rany. Teraz wiem,że jest nas wiele które straciły swoje maleństwo.

    • Jest nas bardzo dużo, niestety 🙁 Każda z nas boi się przeżyć to jeszcze raz. Ja jednak staram się myśleć, że to był przypadek, jeden raz, że się już nie powtórzy. Muszę tak myśleć, inaczej nigdy nie byłabym gotowa, żeby spróbować jeszcze raz. Pozdrawiam serdecznie

  20. A ja nie raz spotykałam się z pytaniem : z której jestem ciąży, czy to ciąża powikłana etc. – pytania zadawane przy mojej wizycie u pediatry.

    • Jestem mamą czwórki dzieci. Byłabym piątki. Jedno straciłam. Dokładnie w dniu wizyty, w 11 tygodniu ciąży mój lekarz powiedział ” Aniu, przykro mi… brak tętna….” resztę pamiętam jak przez mgłę… jak to -brak tętna? co on piep…y? jaki brak tętna???? to był czwartek. W piątek miałam lecieć z mężem na weekend do Bukaresztu… Dostałam propozycję, aby poczekać, aż natura sama dokończy tego zniszczenia, albo jeszcze w tym samym dniu ponowić badanie i ” zakończyć” wszystko. Zakończyłam wieczorem. W sali zabiegowej szpitala. Nie chciałam poronić do kanału…. Szok. To było 4 lata temu. 18 miesięcy temu urodził się mój drugi syn, a czwarte dziecko. Dopiero po tym porodzie mój lekarz powiedział mi, że dobrze iż to natura podjęła za mnie decyzję o zakończeniu tamtej ciąży… Gdybym donosiła tamtą ciążę, miałabym bardzo chore dziecko… może nie przeżyłoby porodu, może zmarłoby tuż po, może cierpiałoby do końca swojego życia, a my z nim…. Dziękuję naturze, że podjęła decyzję za mnie, bo sama nie miałabym tej odwagi…. Współczuję Ci.

  21. Cytuje z ksiazeczki mlodszego syna str 7.
    Przebieg ciazy.
    Matka wiek…
    Grua krwi matki…
    Miano przeciwcial anty-D…
    Antygen HBs…
    Szkodliwosci zawodowe, srodowiskowe…
    Kolejna ciaza…
    Liczba poronien..

    Byc moze nie wszystkie ksiazeczki maja takie rubryczki ale mojego syna ma i to wypelnione. A kazda wizyta u specjalisty zaczyna sie od wywiadu okoloporodowego zaczynajac od tygodnia i sposobu przyjscia na swiat i czesto zahaczajac o caly zyciorys mamy.

      • Nie mam pojecia tym bardziej ze ksiazeczka trafia czasem w rozne rece wlacznie z tymi dzieciecymi. Ostatnio zanosilam starszemu synowi do szkolnej pielegniarki zeby przepisala szczepienia do karty na zielona szkole. Powiem szczerze ze mam na uwadze ze mlodszy ma taki wpis i na pewno w takiej sytuacji jak bedzie to ksiazeczki do lapek do szkoly nie dostanie.

  22. Co do wiedzy i niewiedzy… ja wiedziałam, że dzieci rodzą się zdrowe, chore, bardzo chore i te śmiertelnie chore (stracone też w jakiś sposób są przecież śmiertelnie chore), wiedziałam doskonale… z życia, nie z psychopatycznego zainteresowania. po prostu, ale gdy moja dziecina urodziła się chora i trzeba było o nią walczyć… wcześniej nabyta wiedza na niewiele się zdała. Utrata dziecka i żałoba po nim nie ma nic wspólnego z rozsądkiem a tym bardziej z umiarem. To jest miejsce Ani, jej chmura myśli, żalu (tak, ma do tego prawo), łez (nie oszukujmy się, że żadna nie spadła na klawiaturę), miejsce niby publiczne ale jednak intymne- bo jak zrozumiałam taki był zamysł. Link na Onecie trochę zamieszał… Do wszystkich hejterów mam pytanie. Czy kiedy idziesz do kogoś (w sumie przypadkiem, bez specjalnego zaproszenia), to obrzucasz gospodarza swoimi cudownymi mądrościami życiowymi (firanki się prasuje, koszule męża krochmali, seks tylko co drugi dzień), czy siedzisz, badasz teren i jeśli nic nie zaskoczy, to po prostu dziękujesz, wychodzisz i tyle po was zostaje? Nie podoba się treść? nie wracasz! Co was tu pcha? chora ciekawość? czy dziewczyna da radę? a może dzisiaj znowu wyje… o to by było… pożywka. Cała ta nasza gromadka może pomóc… każdy jeden aniołek przepłakany w poduchę… One pilnują swoich Mam… na swój sposób. No właśnie, to nie jest blog o ciecierzycy w warzywach i kurczaku z rożna…trochę szacunku! to może tak prościej…. NIE GWAŁĆMY tej przestrzeni nienawiścią, goryczą itd. Nie rozumiesz Anki? Masz prawo, Mickiewicza też nie wszyscy rozumieją, ale nie o to chodzi. To nie jest proza na półkę. Chodzi o ból, o niezrozumienie, o to, że jest to po prostu strata, którą trzeba przeboleć… bo przecież jesteśmy ludźmi. Kompletnie niewiarygodna historia! No bo jak? Tu nie ma co rozumieć, czy nie rozumieć, to nie matematyka. Tylko Ania wie, a raczej odkrywa co się z Nią działo i dzieje teraz… chociaż każda z nas może być w Klubie Poroniłam, to za pewne każda z nas ma swoją historię, czuła swoim sercem i ogarnia teraz swoim rozumem. Każda na swój- inny sposób…
    a hejterzy… są jak niegrzeczne małolaty, trzeba ignorować , nie będzie publiki, przestaną pisać.
    Aniu… Ty wiesz co…

    • Witam 🙂 Dziękuję Ci. Ja już chyba po tym, jak pod jednym z postów wywiązała się jakaś chora dyskusja, przestałam to brać do siebie. Zresztą pisałam w którejś z zakładek, że jeżeli kogoś drażni to, co piszę, to po prostu trzeba przestać odwiedzać to miejsce. Ale od początku też trzymam się tego, że jak ktoś ma ochotę coś napisać, to niech pisze. Wiedziałam na co się piszę, zakładając blog. Skasowałam jedynie 2 komentarze na całym blogu, bo były już tak obraźliwe, że naprawdę nie dało się tego czytać. Po tym postem jest jeszcze w porządku. A jak czytałam Twój komentarz, to powiem Ci szczerze, ubawiłam się. Fakt, o kurczaku i ciecierzycy jeszcze nie pisałam 😉 To bardzo miłe, co piszesz. Tak jak już kiedyś pisałam, na tym blogu we wpisach są jedynie moje opinie, nie mówię nikomu, że ma się z tym zgadzać. I tak się dziwię, że dostaję tyle miłych komentarzy co do tekstów, jakie tu zamieszczam. Jeżeli to pomaga jeszcze komuś oprócz mnie, to już naprawdę fantastycznie. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za ten głos obrony przed hejtem. Taki to już jest ten Internet 🙂 Ania

  23. Poronienia się zdarzają. To fakt. Nie do końca rozumiem ludzi, którzy w ogóle nic w związku z tym nie czują, ale nie umiem też zrozumieć ludzi, którzy przez lata jeszcze mają traumę. We wszystkim trzeba umiaru i trzeba pamiętać, że oprócz tych nienarodzonych, ma się jeszcze żywą rodzinę, która nas potrzebuje i cierpi widząc nas w tym stanie. Ty masz teraz czas żałoby i tak ma być, musisz przejść przez ciężkie chwile, bo to właśnie leczy rany. Co do innych ludzi.. każdy odpowiada za siebie w życiu, skoro wiesz, że w niczym się nie przyczyniłaś do utraty dziecka to nie powinnaś czuć sie gorsza ani winna, nie powinnaś też bać się o tym mówić, ale wyłącznie gdy ktoś zapyta. Prawda też leczy, a zawsze znajdą się hejterzy, którzy chcą zatruć Ci życie i sprawić ból. Bądź na tyle mądra by ich nie słuchać.

    • hej 🙂 może tego nie widać w tym, co napisałam, ale ja naprawdę siebie nie obwiniam. Takie myśli ma chyba każdy, ale o ile nie trwają dłużej niż parę minut, to myślę, że to naturalne. Moja żałoba, ta najgorsza, już też mija. Nie siedzę całymi dniami i się nie zadręczam. Wiem, że może to zabrzmieć strasznie, ale odkąd zaczęłam pisać ten blog, przeczytałam w komentarzach i wiadomościach tyle strasznych historii, że zaczynam myśleć o sobie, jak o szczęściarze. Czasami nawet bywam wdzięczna, że ta ciąża skończyła się wcześniej, jeżeli miałabym stracić to dziecko pod koniec ciąży, urodzić martwe, lub stracić zaraz po urodzeniu. Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre zachowania i rozmowy bolą. Dostałam też sporo wiadomości od dziewczyn, które mówią, że spotkały się z opinią, że kobiety to teraz takie słabe, coraz słabsze. A kiedyś to baba szła w pole, pracowała w ciąży do porodu, w polu urodziła i dalej do buraków wróciła, a teraz to przez całą ciążę te kobiety leżą a i tak dzieci tracą. Nie mówię, że wszystkim brakuje świadomości na temat poronień, ale dużej części ludzi niestety by się przydało lekkie uświadomienie. Pozdrawiam i dziękuję za opinię, Ania 🙂

    • Jesli umiera ktos bliski maz , rodzic szczegolnie jesli jest to smierc nagla „bez powodu” nikt nie uwaza ze oplakiwanie takiej straty jest za dlugie czy nienormalne. My stracilysmy istote najblizsza wlasne dziecko z dnia na dzien nie mogac nawet wczesniej go utulic i kazdemu sie wydaje ze powinnysmy „otrzepac kurz” i z usmiechem patrzec w przyszlosc bo jeszcze nie jedno dziecko mozemy urodzic. To tak jak by wdowie po pogrzebie zamiast kondolencji powiedziec „tego kwiatu jest pol swiatu”. My wracamy do normalnego zycia czasem nawet zadziwiajaco szybko ale kazda z nas bedzie miec do konca zycia takie chwile ze ze lza w oku wspomni swoje aniolki czy to przy okazji ich niedoszlych urodzin czy patrzac na inna mame tulaca swoje szczescie. Ale czy cos w tym zlego ze pamietamy o naszych aniolkach tak jak kazdy o swoich zmarlych bliskich

      • Nic złego, ale tak jak wcześniej pisałyśmy, też nie ma co liczyć, że wszyscy to zrozumieją. Tak to już jest.
        A tak z trochę innej czapy, co do wdów. mam koleżankę, która owdowiała jakieś 4 lata temu. Mówiłam jej, jak dziwne rzeczy ludzie mówią, gdy dowiadują się o poronieniu i ona właśnie powiedziała, że ona to zna, bo na pogrzebie jej męża, kiedy jej świat właśnie się załamał a ona stała tam ze swoją córką i przyjmowała kondolencje, niektórzy podchodzili do niej i mówili: „Nie martw się, młoda jeszcze jesteś, znajdziesz sobie kogoś”. Masakra. Jak można na takie coś w ogóle wpaść. Szok.

  24. ja się w 100% zgadzam, że wiedza na temat poronień jest w PL niewielka. Z jednej strony po co straszyć kobiety, że to takie częste, z drugiej strony dobrze by było, żeby zdawały sobie sprawę, że to nie tylko one i w zasadzie każdego bezpośrednio lub pośrednio to dotyka, więc nie są z tym same. Ja też dostałam super pytanie „Jak to zrobiłaś”, no hit. Te pytania i dziwne reakcje to na bank nie wymysł autorki, tylko one się zdarzają. Brak informacji na temat praw jakie mamy po poronieniu, czy też badań, jakie można wykonać, to też prawda i faktycznie mógłby ktoś coś z tym zrobić. Może i kiedyś kobiety poraniały i się o tym nie mówiło, i fakt że też nie wiedziały że są w ciąży, bo się tak ich nie badało, ale teraz się bada i ktoś, kto jest świadomy swojego ciała i wie, kiedy ma przyjść okres, wie o ciąży od początku. Nic dziwnego, że się potem wkurza na pytanie czy coś dźwigała, skoro o ciążę dbała od samego początku. Ja Cię rozumiem. Dla niewtajemniczonych polecam http://mapaszczescia.blog.pl/2015/06/04/do-pracy-rodacy-czyli-powrot-na-tory-po-poronieniu/

    Czytam tego bloga juz jakis czas i naprawdę masz zdrowe podejście do wszystkiego, więc jak ktoś pisze, że przesadzasz i powinnaś nabrać dystansu, to niech poczyta inne wpisy i ten dystans znajdzie. pozdrawiam i trzymam kciuki!

    • Dziękuję za opinię. Ten wpis może budzić różne emocje, już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie napisanie tego, ale zebrałam się dopiero wczoraj. Będę powtarzać z upiorem maniaka: Jak już ktoś zapyta „A jak tam brzuszek, rośnie już?” bo wie, że byłaś w ciąży a nie wie, że już nie jesteś, to nie powinien wygadywać jakiś dyrdymałów, jak się dowie, że brzuszka nie ma i nie będzie. Poronienia we wczesnej ciąży są naprawdę tak częste, że powiem szczerze, jakbym nie widziała brzucha, to bym po prostu nie pytała, jakbym z kimś nie była blisko. Ja spotkałam się z wieloma normalnymi reakcjami, takimi ludzkimi, przyjaznymi. Pisałam już o tym nie raz. Spotkałam się też z kosmicznymi i o nich tu napisałam. Pozdrawiam, Ania 🙂

  25. Moja koleżanka poroniła i też mówiła, że się czuła, jakby zawiodła męża, rodzinę, samą siebie. Tak dziala ludzka psychika i faktycznie, głupie pytania nie pomagają. Nawet jak na 100 osób zapyta 5, to wystarczy. A jak poronienie to jeszcze świeża sprawa to już w ogóle boli. Kiedyś takie reakcje wywoływała wieść o nowotworach, dzis rak też jest powszechny i ludzie już do tych wieści przywykli, mimo że nadal są straszne. Może faktycznie ludzie powinni czasem się zastanowić, co mówią i jak się zachowują. Lubię Cię czytać, dobrze piszesz o ważnych sprawach. Lena

  26. bardzo Ci współczuję. Ciąża, jeśli jest wyczekiwana wiąże się z nadzieją na spotkanie nowego życia.
    Rozumiem co czujesz i jak wielki żal masz teraz.
    Jedną z ważniejszych spraw jest nierozważanie dlaczego i z czyjej winy doszło do poronienia.
    Niestety od 40 do 60% ciąż jest ronionych.
    Czasami nie wiemy nawet że byłyśmy w ciąży.
    Jest to naturalny proces (niestety).
    W ten sposób zmniejsza się również ilość powitych niepełnosprawnych dzieci.
    Czy dałabyś radę temu gdyby Twoje dziecko urodziłoby się chore ?
    Bóg wie lepiej co jest dla Ciebie i Twojego nienarodzonego dziecka dobre.
    Wiem, że niewiele mogą pomóc słowa obcych ale w końcu jeśli podzieliłaś się z innymi swoim bólem to być może oczekiwałaś na jakieś słowa.
    Ściskam Cię serdecznie życząc Ci jak najlepiej w życiu.

    • Witam,
      Dziękuję. Na tym etapie już myślę o tym na spokojnie. Najgorsze było parę dni po zabiegu, kiedy ciężko chyba o racjonalne myślenie. Już wspominałam na blogu, że cieszę się, że to nie ja musiałam podejmować decyzji o urodzeniu chorego dziecka, bo naprawdę nie wiem, co bym zrobiła. Zależy na pewno, jak chore mogłoby być. Ja blog piszę już od ponad miesiąca, jest to dobry sposób, żeby wyrzucić z siebie to, co męczy. Dzięki temu nie trzymam tego w sobie i po odejściu od komputera jest mi po prostu lepiej. Nie wiem, czy akurat w tym wpisie jest dużo żalu, ciężko mi to ocenić, bo sama go pisałam. Wydaje mi się, że są na tym blogu takie wpisy, w których żal jest bardziej widoczny. Teraz jestem już pogodzona z poronieniem, jednak nie zmienia to faktu, że pewne rzeczy mnie po prostu drażnią. I o tym tu piszę. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Przy drugim synku mielismy podwyzszona przeziernosc karkowa i przez pare dni zylismy w takim zawieszeniu co zrobic jesli bedzie chory. Z jednej strony to wyczekiwane dziecko a drugiej swiadomosc ze moze sie zdarzyc ze tak my jak starszy syn nie bedziemy miec prawa do beztroskiego zycia itd. Na szczescie nie musialam podejmowac tej decyzji i synek jest okazem zdrowia i do dzis nie wiem jaka decyzje bysmy podjeli.

  27. Drogie panie, bardzo Wam współczuję, pomimo,że sama nigdy w ciąży nie byłam i nigdy o tym nie marzyłam, a nawet nie chciałam. Współczuję straty, ale -na Boga- zachowujecie się tak, jakby to był Wasz jedyny cel w życiu- być w ciąży i urodzić. Czy nie macie innych pragnień i marzeń? Czy tylko liczy się „rodzenie” i to nadaje sens waszemu istnieniu? Może się mylę, ale dzisiejsze kobiety zachowują się tak, jakby nikt nigdy nie był w ciąży, nigdy nie posiadał dziecka. Wszystko jest wyolbrzymione, nawet to Wasze przeżywanie i zalewanie się łzami. Weźcie się w garść, wyjdzie Wam to na dobre. Miliony ludzi doświadcza gorszych cierpień, wręcz nieporównywalnych. Życzę zdrowego rozsądku i dystansu.

    • Z całym szacunkiem, ale widać, że jest to komentarz osoby, która nigdy nie chciała być matką. Może wypowiem się, jak to jest u mnie. Chcę już mieć dziecko, jest to moje marzenie, to się po prostu czuje w środku. Oprócz tego jestem aktywna zawodowo, odnoszę sukcesy, mam super przyjaciół i życie towarzyskie. Czuję się też szczęśliwa w związku, w którym jestem. Dobrze nam tak razem. Mam szczęśliwe życie, ale przyszedł taki moment, że pewne rzeczy przestają cieszyć. Dziecko nie jest moim jedynym celem, który chcę osiągnąć za wszelką cenę, ale co w tym złego, że pragnę być matką? Będę przeżywać stratę ciąży i będę nadal marzyć, że urodzę zdrowe dziecko, nie sądzę, żeby było to wyolbrzymione. Radzę sobie z tym na swój sposób i z dnia na dzień coraz mniej o stracie myślę, bo czas wypełniają mi obowiązki, czynności życia codziennego no i również przyjemności. Jednak nigdy nie zapomnę tego przeżycia, to zawsze jest gdzieś z tyłu głowy. Proszę pozwolić kobietom przeżywać to po swojemu. Pozdrawiam, Ania

    • Jestesmy normalnymi kobietkami ktore laczy przykry „epizod”. Kazdy ma prawo oplakiwac utrate kogos bliskiego. Nie jestesmy nastawione i zaprogramowane tylko na temat dziecko ale jesli mamy ochote wymienic sie slowami pocieszenia to chyba jest normalne. I slusznie Ania napisala ze codzien na ulicy spotykasz wiele z nas i nawet nie wiesz ktora to jest bo zyjemy normalnie tylko od czasu do czasu patrzymy z wyczekiwaniem na dwie kreseczki i potem modlimy sie zeby z tych magiczych kreseczek wyroslo zdrowe dziecko. Nasi znajomi najczesciej nawet nie wiedza ze mamy za soba takie przezycia bo i po co. Tak wiec nie potepiaj nas ze zamiast plotkowac o najnowszych maseczkach czy kieckach opowiadamy sobie o swoich aniolkowych dzieciaczkach i tych na ktore czekamy i tych ktore przyszly zdrowo na swiat!

    • nie masz zielonego pojęcia o tym co piszesz…jedyny cel w życiu – posiadanie dziecka – no tak,co to za cel,pragnienie i marzenie…a przeżywanie straty to prywatna sprawa i nikomu nic do tego,naprawdę;a druga rzecz to nie bardzo rozumiem dlaczego ludzie tak łatwo teraz kogoś oceniają i krytykują? to tak jak ja bym Cię teraz zaczęła krytykować co z Ciebie za kobieta,że nie chcesz mieć dzieci,przecież to naturalna kolej rzeczy…nie chcesz?Twoja sprawa i nikomu nic do tego,więc uszanuj pragnienia innych kobiet…

    • Witam jak sama napisałaś nigdy nie byłaś w ciąży, więc nie wiesz jak to jest w niej być. Jak to jest oczekiwać na to dzieciątko, i nie wiesz jak to jest stracić dziecko. Dla matki jest to najgorsze z przeżyć i nie ma nic gorszego. Tylko trzeba być matką by to zrozumieć ,Ty nią nie jesteś i nigdy nie zrozumiesz. Szkoda 🙁

    • do Beata: sama weź się w garść po utracie bliskiej osoby. Przestań porównywać nas do innych ludzi. Każdy ma prawo przeżywać żałobę. I durne gadanie, że nie Ty pierwsza, innym to tez się zdarza – nie pomaga, a wręcz jest szkodliwe. Ukojenie przychodzi z czasem, ale taki człowiek jak ty nigdy tego nie pojmie swoim ograniczonym umysłem.

    • Wydaje mi się, że osoba która tego nie przeżyła nie powinna wypowiadać się w kategorii przesadzam/ nie przesadzam.

      Straciłyśmy DZIECI nie płody, embriony czy tkanki..
      Czy może być coś bardziej bolesnego? Jaka jest większa tragedia? Czy naturalne jest to, że rodzic żegna dziecko? Nie wydaje mi się.

      Poza tym zachęcam do zapoznania się z literaturą fachową, która mówi o traumie i zmianach w psychice po stracie dziecka we wczesnej ciąży.
      To nie kwestia tego, że kobieta powie sobie, będę cierpieć i cierpi. My odczuwamy ogromny ból. Fizyczny i psychiczny.
      Już w 6 tygodniu ciąży ( czasami szybciej) można zobaczyć bijące serduszko! To już jest człowiek tyle tylko, że bardzo malutki.

    • Jeśli nie byłaś, nie jesteś i nie masz zamiaru być mamą, to nic nie pisz, ponieważ nie masz pojęcia o czym piszesz… A Ty Aniu jesteś naprawdę silną i wspaniałą kobietą. Pozdrawiam i ściskam Cię mocno…

  28. Dziwnie to opisujesz. Poronienie się zdarza, to normalne. Nie wiem skąd reakcje jakie opisujesz. Chyba sama miałaś nieprzepracowane pojęcie tego tematu i myślałaś stereotypami. Każdy wie, że to się zdarza, co trzecia zapłodniona komórka tak kończy. To, że Tobie poronienie kojarzyło się tak dziecinnie, nie znaczy że innym też. To na[rawdę dzine jak ktoś kto z młodego pokolenia nagle doświadcza tej smutniejszej strony życia i potem pisze tak jakby poznał wielką prawdę, objawienie. Jaki wstyd, jakie zarzenowanie, masakra….

    • Witam. Opisałam to tak, jak to czuję. Domyślam się, że nie wszyscy się z tym zgodzą. Też nie wiem, skąd te reakcje, ale sama ich doświadczyłam, więc podejrzewam, że nie tylko ja. To nie jest tak, że miałam jakieś tematy nieprzepracowane w głowie. Oczywiście, że opis poronienia jest tu wyolbrzymiony, nie znaczy to jednak, że miałam o tym dziecinne pojęcie. Wcześniej roniły moje koleżanki. Niektóre dostawały krwotoku, niektóre miały poronienia chybione. Nie byłam wtedy w ciąży i nie do końca potrafiłam zrozumieć, co to znaczy martwić się o ciążę i o dziecko, jednak kiedy opowiadały mi, jakie bzdury wygadywali do nich ludzie, to byłam w szoku. A później sama doświadczyłam tego na własnej skórze. Uważam po prostu, że duża część ludzi nie potrafi na to we właściwy sposób zareagować.

      • nic nie jest wyolbrzymione,niestety…piszesz tak jak czujesz i tak jak to przeżyłaś i takie jest Twoje prawo…dla jednych poronienie to nic wielkiego,bo to przecież tylko komórka,zarodek ale dla innych koniec świata,bo dla nich to było dziecko…

  29. Ostatnio rozmawiałam z taką starszą panią i opowiadała mi, że kiedyś to było tak, że po pierwsze to u nich na wsi raczej nikt nie chwalił się ciążą, była to była, a potem jak już nie było, to też było takie jakby w jakiś sposób naturalne. Bo jakby nie spojrzeć to jest naturalne… Okrutne, ale to nie my decydujemy, to natura, los, wszechświat, życie, Bóg…każdy naszywa to inaczej, ale to nie my decydujemy, to jakaś siła wyższa. Nikt nie może nas oceniać, bo my, ludzie bardzo często nie mamy na to wpływu. Ale jest też druga strona medalu- kobiety, może nieliczne, ale jednak osoby przez które później jesteśmy właśnie postrzegane tak, że to nasza wina. Będąc w szpitalu, na korytarzu dosiadła się do mnie dziewczyna, widać było na pierwszy rzut oka, że jednak zaniedbana, pierwsze pytanie które zadała, to czy palę i czy wiem gdzie tu się pali. Nie wiedziałam, nie paliłam. Później cośtam zaczęła opowiadać, a na końcu stwierdziła, że idzie na fajkę, a potem może wróci na salę bo jest w ciąży i lekarze ciągle jej gadają że zagrożona, ale kto by się tym przejmował, że powinna leżeć, ale komu by się chciało i, że lekarze się nie znają. Ogólnie to miałam ochotę jej strzelić…
    Chciałam jeszcze tak na zakończenie, podziękować Ci, za tego bloga i za to co piszesz. Może niektórzy przeczytają to, a później się zastanowią, pomyślą- to wystarczy. Pozdrawiam.

    • Bo tak było, o ciązy nie wspominało się bo poronienia były częste i nikt ich nie demonizował, krzywo nie patrzył i się nie wstydził. To normalna sprawa, tyle że smutna. Ostanio przed gabinetem na badanie usg piersi siedziały dwie dziewczyny ok 24-25 letnie i histeryzowały jak 5 latki, bo one boja się badania. Ludzie uważają, że życie to jest jak film z sitkomu a choroby i poronienia to się nie zdarzają. Nie są przygotowani i potem piszą takie bzdury, że poronienia kobieta nie pownna się wstydzić. A kto gdzieś napisał, że powinna? To po prostu zderzenie z własnym myśleniem, które dotychczas przedstawiało poronienie jako coś patologicznego.

      • A ja sie właśnie zgadzam z tym, ze sie wstydzą. ja też sue zastanawiałam, jak na to zareagują ludzie, głównie w pracy. i oczywiście sie zastanawiałam, co zrobiłam źle. opis poronienia jest tu mocno przerysowany, ale to po prostu sarkazm. ja sie zgadzam z tym, co autor pisze. ja miałam wiedzę na temat poronin, ze to sie zdarza często, ale też uważam, ze kobiety są z tym zostawiane same. pozdrawiam

    • Kiedys tak bylo? Normalni ludzie obeanie tez czekaja z ogloszeniem ciazy. A nie, w pierwszych tygodniach oglaszaja urbi et orbi a pozniej zlosc, ze ludzie komentuja nie tak, jak trzeba. Co do zwrotu ” zyjemy w takich czasach, ze” – dawniej kobiety tez ronily ok. 30 % – tylko o tym sie nie mowilo. Madry ginekolog by to wiedzial i Ci po wiedzial…

      • Gorzej jak to nie ty jestes rozsiewajaca to radosna nowine tylko ktos komu powiedzialas w zaufaniu a w zasadzie musialas powiedziec zeby moc „migac sie” od ciezszych obowiazkow w pracy!

      • Wiesz, ja o swojej ciąży nie trąbiłam wszem i wobec a moje USG nie wylądowało w Internecie. Wiedziała bliska rodzina i znajomi, też nie wszyscy. Jednak przy dłuższej nieobecności w pracy się rozniosło i teraz muszę odpowiadać na niektóre pytania, chociaż uważam, że się pytać nie powinno. A jak już się zapyta, to też można normalnie na odpowiedź zareagować. Mi wystarczyły 3 dni w pracy, żeby się przekonać, jak dziwne są reakcje ludzi. Pozdrawiam, Ania

  30. Poronilam 3 razy, 2 razy urodziłam w 5 miesiącu ciąży,a jeden raz nic nie swiadoma chodzilam przez tydzien w 3 miesiacu.Mam synka który już biega i lobuzuje ale myśl o mojej trojce maluchow jest ze mna zawsze. Równo rok temu straciłam jednego aniołka. Gdy widze kobiety w ciazy jest mi zle. Mam ochote sie rozryczec i krzyczec a co ze mna. Poronienie to to samo co utrata dziecka juz żyjącego poza naszym lonem. Tak samo boli, bo kocha się od samego poczatku.
    Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości.

  31. Tez mam takie odczucie, zr gdzieś tam sie trochę zamiata to pod dywan. Mam znajomą, którą zostawił facet, bo poroniła 2 razy i stwierdził, ze coś jest z nią nie tak. Poronienie to nie jest przyjemny temat, jednak faktycznie w polsce ludzie jeszcze nie potrafią na to jeszcze normalnie reagować. Nie muszą nas pocieszać, tylko mogliby się w miarę normalnie zachowywać. Mam podobne odczucia, naprawdę. Nie jest to powód do dumy, ale do wstydu też nie – dobrze napisane. Jak już ktoś pyta, to trzeba o tym mówić jako o czymś normalnym, co dzieje sie cały czas. Pzdr.

    • Jak synek potknal sie i rozcial glowe o lawe to wyrzucalismy sobie wszyscy ze mozna bylo inaczej lawe postawic, dopilnowac zeby nie biegal itd choc tak naprawde nikt winny nie byl. A jak umiera dziecko ktore mamy pod wylaczna opieka pod sercem dziala ten sam mechanizm, kazda z nas sie zastanawia czy aby czyms nie zawinila czy moze mogla wczesniej zareagowac a moze zbagatelizowala jakies sygnaly. Dla wiekszosci z nas odpowiedz na wszystkie te pytania brzmi NIE ale zadawane przez najmniej uprawnione do tego osoby powoduje ze jeszcze raz sie nad tym zaatanawiamy. Moze dlatego wolimy sie ukrywac zeby nam nie wytykano ze nie potrafilysmy zadbac o wlasne dzieci.

  32. Ja uważam,że masz bardzo złych znajomych kurde przecież to nie jest temat tabu ani nikt nie musi spuszczać głowy. Zdarza sie każdemu fakt niesprawiedliwe jest to,że kobiety które nie kochają swoich dzieci rodzą!! Radze zmienić przyjaciół po co Ci tacy którzy Cie nie przytulą nie posiedzą z Toba w ciszy?? Ja mam szczęscie mieć właśnie takich ludzi życzę Ci powrotu do zdrowia z tego co piszesz masz w sobie duzo żalu to minie wiem,bo sama to przeżyłam. Widocznie nie czas był twój jeszcze zostaniesz mamą! NIE PODDAWAJ SIE!! Ja znam kobiet która poroniła 7 razy i nie poddała sie teraz ma juz dwoje dzieci wystarczy chęc posiadania i wiara!

    • Hej, moje bliskie otoczenie akurat zachowywało się tak, jak powinno. Pisałam już o tym w poprzednich wpisach. Jednak nie każdy, z którym rozmawiasz, jest Twoim znajomym. Czasem są to np. ludzie w pracy, którzy zadają właśnie takie dziwne pytania. Proszę Cię, nie pisz mi tylko, że to nie był jeszcze mój czas na dziecko. Wiem, że nic się nie dzieje bez przyczyny, ale…no nie jest to argument na to, żeby się nie smucić. Ja się nie poddaję, wręcz przeciwnie. W poście spisałam różne doświadczenia, ktorych doznałam po poronieniu, z resztą nie tylko ja. Pozdrawiam i dziękuję za opinię 🙂 Ania

    • Serio? jakbys stanęła przede mną i mi powiedziała, ze widocznie nie mój czas jeszcze byl to moglaby mi bezwarunkowo ręka wylądować na tym twoim pustym łebku, bez urazy, ale to taka sama bzdura jak, ze jestem jeszcze młoda. mam też wrażenie, ze nie do końca czytasz ze zrozumieniem 🙂 ja znajomych też mam esuper ale już np. ludzie, którzy dowiadywali sie o poronieniu przez przypadek, zachowywali sie całkiem źle. Ciężki temat i jak już wypływa w rozmowie, to trzeba umieć o tym mowic

  33. Poroniłam…Jestem wdzięczna za to, że nie muszę zbyt często wypowiadać tego słowa. Bardzo rzadko to mówię. Bo po co… To stek kłamstw. Jednak kłamstwa które są w stanie zaspokoić ciekawość wielu ludzi. No i wiadomo, że jak już padnie to słowo, to mało kto zacznie zaraz wypytywać, a dlaczego, a po co, a jak to… itd. Ludzie zazwyczaj wtedy robią wielkie oczy i nie wiedzą co powiedzieć. I to chyba nawet lepiej. Czasami lepiej nie mówić nic, bo po co gadać bez sensu? Serio chcemy słyszeć, o tym, że mamy się nie martwić, bo będziemy miały jeszcze dzieci…? Chyba niektórzy myślą, że jak to powiedzą, to nagle my poczujemy niesamowitą ulgę i w naszym życiu zapanuje harmonia i szczęście. No, a druga strona medalu jest taka, że ludzie nie chcą słuchać o tym, że „poroniłam”, bo to jest straszne i bolesne, bardzo często zbyt bolesne dla nich?! – Serio, spotkałam się z kimś kto mi powiedział, że nie mam wspominać o moim dziecku, bo to zbyt dla niego trudne i bolesne…I, że najlepiej byłoby gdybym zapomniała, bo już po wszystkim i jak zapomnę to tak jakby nic się nie stało. Ogólnie to bym zerwała z tą osobą kontakt gdyby nie była moją teściową… A, to, że moje dziecko nie żyje to moja wina, to też jej opinia która lubi się dzielić, szczególnie ze mną, myślę, że też z resztą rodziny.
    A co do pogrzebu dziecka, to jestem tym pozytywnym przykładem, bo przyszła do mnie po wszystkim pani doktor i powiedziała, że powinnam podjąć decyzję, czy chcę pochować Maleństwo i tak dalej. Dali mi dzień na podjęcie decyzji. Pozdrawiam.

    • Ależ oczywiście, masz rację, ja też nie chodzę po ludziach i z uśmiechem na ustach nie oświadczam im, że poroniłam. Mówienie o tym jest bolesne, więc tego unikamy. Jednak są sytuacje, kiedy musimy odpowiadać na przeróżne pytania, a ludzie zachowują się, jakby poronienie było co najmniej jakąś dziwną przypadłością z kosmosu. Niektórzy zachowują się normalnie, niektórzy w nerwach zaczynają się mieszać, zadawać ciężkie pytania. Chciałabym, żeby w końcu zrozumiano, jak jest to częste, że najczęściej kobiety nie mają na to wpływu. Moim zdaniem nie jest dobrze, że ludzie nie wiedzą, co powiedzieć. Naturalnie pojawiające się współczucie jest dobre, jednak właśnie nerwowe reakcje, zadawanie pytań, lub odejście od ciebie jak najszybciej, jakbyś czymś zarażała, to jakiś horror. Pozdrawiam i trzymaj się.

      • A wiecie jaka jest (przynajmniej dla mnie) ironia losu zwiazana z tym ze liczba dzieci nie zgadza sie z liczba ciaz? Moj mlodszy syn ma w ksiazeczce zdrowia wpis ze jest dzieckiem drugim pochodzacym z ciazy czwartej. Nie wiem po co to komu chyba tylko po to ze jak kiedys bedzie np chcial porownac z bratem swoja wage czy wzrost z odpowiednim wieku to zeby sie dowiedzieli ze maja za rodzenstwo dwa aniolki. Tak samo przy wizycie w okresie niemowlecym u ortopedy czy kardiologa procz pytania o punty Apgar do wywiadu pada standardowo pytanie o ilosc dzieci i ciaz.

        • Przepraszam, ale jakieś dziwne to dla mnie. Nikt nigdy mnie nie pytał przy wizycie u lekarza z dzieckiem o ilość dzieci, a tym bardziej o to, ile ciąż mam za sobą. W książeczce dziecka też niczego takiego nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.