Gdy ciało już nie jest w ciąży, a umysł jeszcze tak

Spread the love

Majówka. Święto Pracy jest w Polsce świętem grilla, kiełbasy i piwa. Ja z grillowania dzisiaj zrezygnowałam. D. pojechał ze znajomymi gdzieś na rowerze, w planie było ognisko. Ja umówiłam się z koleżankami na plotki. W restauracji zamawiam obiad, już nie muszę patrzeć na to, co mogę jeść, a czego nie. Nawet tatar jest w zasięgu ręki. Ostatecznie decyduję się na makaron z łososiem. Do obiadu zamawiamy karafkę białego wina. Przyjaciółka napełnia mój kieliszek, no to na zdrowie! Wino jest przyjemne, trochę cierpkie, ale w sumie dawno nie piłam alkoholu, może to dlatego. Czuję się jakoś nieswojo. Przychodzi druga koleżanka. Spóźniła się, bo musiała ogarnąć przed wyjściem swoją dwuletnią córeczkę. Jej kieliszek również napełniamy. Po godzinie prosimy o drugą karafkę. Zaczyna mnie boleć głowa. Zamawiam gorącą czekoladę. Tak, tego mi było trzeba. Wino to jednak nie był dobry pomysł. Ani nie pomogło, ani nie pocieszyło, obiad też lepiej dzięki niemu nie smakował. Właściwie to przez całe spotkanie zastanawiałam się, dlaczego je w ogóle zamówiłam. „Pij, możesz” – mówi jedna z dziewczyn. Wiem, że mogę. Problem polega na tym, że wcale móc nie chciałam.

Będąc w ciąży nie myślałam o piciu alkoholu. Ani przez chwilę nie poczułam, żeby nie picie było dla mnie jakimś wyrzeczeniem. Nie brałam łyków piwa od D., ani nie moczyłam ust w drinkach koleżanek. Nie miałam takiej potrzeby. Przez trzy miesiące trwania ciąży prowadziłam dość aktywne życie towarzyskie, tak ja zawsze. Przychodzili do nas znajomi, jeździliśmy na różne wypady, byłam na 2 imprezach w pubie. Znajomi mięli ze mnie ten pożytek, że zawsze miał ich kto odwieźć do domu. „Strasznie brakuje mi tego, że mogę sobie wieczorem wypić drinka i się rozluźnić” – powiedziała mi jedna z ciężarnych koleżanek. Czy to złe, jak ktoś o tym myśli? Chyba nie, dopóki nie wprowadza tych tęsknot w życie. Ja od początku podchodziłam do sprawy inaczej. Nasza ciąża nie była wpadką, była świadoma. Mam 28 lat. W życiu przeżyłam tyle szalonych imprez, że nie jestem ich w stanie nawet policzyć. Z D. mieszkamy razem od 2 lat. Zdążyliśmy się już sobą nacieszyć. Przeżyliśmy parę dni trolla, czasem spaliśmy do południa, a później nie wychodziliśmy cały dzień z łóżka. Byliśmy razem na cudownych, beztroskich wakacjach. Ciąża nie była dla mnie poświęceniem, jestem w pełni gotowa na dziecko, nie mam dalszej potrzeby wyszalenia się. Nie pijąc w ciąży nie czułam się poszkodowana, cieszyłam się tym. Fakt, że mogę teraz pić alkohol nie cieszy mnie, a wkurza. Każdy kieliszek wina przypomina mi, że coś poszło nie tak.

Po powrocie do domu dzwoni D. „Wychodzimy na drinka? Znajomi są na mieście”. Nie mam dzisiaj ochoty. Po wypitych 3 lampkach wina czuję się źle, głowa trochę boli, jestem jakoś dziwnie pobudzona. „Nie chcę, idź sam” – odpowiadam. Czy to minie? Zawsze byłam towarzyska, ludzi do życia potrzebuję jak powietrza, samotność nie jest dla mnie. Nie chcę być zapłakaną, nieszczęśliwą kobietą, która weekendy spędza izolując się od świata. Nie uważam, że alkohol jest złem. (No dobra, może czasem rano, po większych imprezach tak uważałam, ale ogólnie to od niego nie stronię). Dlaczego teraz pijąc czuję się, jakbym robiła coś złego? Z drugiej strony do picia nikt mnie nie zmusza, mogę zostać abstynentką i cieszyć się trzeźwością…tylko dlaczego z tym faktem też czuję się źle? Pijąc mam wyrzuty sumienia, że nie powinnam, a nie pijąc, że jeszcze nie udało mi się dojść do siebie, mimo że tak wszystkim naokoło próbuję udowodnić, że już jest dobrze. Błędne koło, nie dojdziesz, o co chodzi.

Dwa tygodnie temu spali u nas znajomi. Na śniadanie kolega przygotowywał swój specjał, kanapki z awokado, wędzonym łososiem i jakimś sosem. Pachniały wybornie. „Czy ja mogę jeść wędzonego łososia? – zapytałam D. „Nie wiem, raczej nie, sprawdź na necie” – odpowiedział. „Nie ważne, raczej nie mogę, nie będę ryzykować” – pomyślałam. Łososia na kanapkach zastąpiłam jajkiem na twardo. „Te kanapki są zajebiste” – zachwalał D. – „Szkoda, że nie możesz spróbować”. Charakterystyczny zapach ryby unosił się w okolicach stołu. „W sumie szkoda, ale wolę być w ciąży, niż je jeść” – odpowiedziałam. D. uśmiechnął się radośnie. To było dzień przed ową kontrolą, na której się dowiedziałam, że  tak naprawdę mogłam zjeść nawet kontener wędzonego łososia, dziecko nie żyło od dwóch tygodni, niczym nie mogłam już mu zaszkodzić.

Staram się do tego wszystkiego podchodzić z dużą dozą rozsądku. Nie chcę odmawiać sobie rzeczy, które lubiłam przed ciążą, a w trakcie jej trwania były dla mnie zakazane. Nie ma ku temu powodu. Chyba po prostu jest jeszcze za wcześnie, by w pełni się nimi cieszyć. Ciało wróciło już do stanu sprzed ciąży, piersi nie bolą, plamienia ustały, w ciągu najbliższych 20 dni spodziewam się okresu. To umysł potrzebuje jeszcze chwili, by zrozumieć, co się stało. Nic nie poradzę, u mnie w głowie nadal jest włączony tryb „mama” i nie sądzę by ktoś znał sposób, by go tak szybko wyłączyć. Prawda jest też taka, że chyba tak do końca wcale bym tego nie chciała.

10 comments on “Gdy ciało już nie jest w ciąży, a umysł jeszcze tak
    • Rozumiem, że to reklama kliniki, w której mogę się poddać detoksykacji? Bardzo przepraszam, ale to nie jest post o uciekaniu w alkohol, wręcz przeciwnie. Proszę więc nie reklamować kliniki w taki sposób. Pozdrawiam.

  1. Aniu, mimo iż przeżywasz żałobę po stracie dziecka, wciąż jesteś jego mamą! Nie wyznacza tego długość życia naszych dzieci, tylko samo ich pojawienie się… Mój synek żył 9 miesięcy, zmarł 11 dni po porodzie a jestem od 32 lat jego mamą nie mniej niż następnej czwórki… Był darem bolesnym, ale najbogatszym…

    Wszystkiego dobrego! Mimo wszystko… :*

    • Dziękuję. Urodzenie dziecka i jego śmierć to niewyobrażalny ból. Ja swojego dziecka nie trzymałam w rękach, było malutkie i było ze mną tylko przez 3 miesiące ciąży, jednak już to wystarczyło, żebym tak boleśnie odczuła jego stratę. Piątka dzieci to wspaniały dar, najpiękniejszy,. Pozdrawiam 🙂

  2. Aniu,
    Jakbym czytała o sobie. Maleństwo straciłam w 10 tygodniu, a o ciąży dowiedziałam się bardzo szybko. Tak samo jak u Ciebie nie picie alkoholu nie było dla mnie wielkim wyrzeczeniem. Teraz denerwuje mnie nawet jak ktoś proponuje mi alkohol, bo przecież nie mogą, a w zasadzie nie powinnam móc, a jednak mogę. Jednak największy problem miałam z kwasem foliowym jeszcze długie dni po wyjściu ze szpitala go brałam i dopiero po chwili mówiłam do siebie : ” halo przecież już nie musisz”, a i tak następnego dnia rano całkiem bezmyślnie, odruchowo po niego sięgałam w końcu codziennie od dwóch miesięcy go łykałam.

    • Przykro mi, że też to przeżyłaś. Widzę, że nie tylko ja mam z problem z tym alkoholem. Co do kwasu foliowego, my mamy zamiar niedługo jeszcze raz spróbować, teraz zrobiłam sobie przerwę od wszystkich tabletek, ale do kwasu wrócę już pod koniec maja, przed (mam nadzieję) następną ciążą. Pozdrawiam,
      Ania

  3. Ja w ciąży jadłam wszystko, niczego sobie nie odmawiałam. Bo co bo grzyby ciężkostrawne ? owszem trzeba z umiarem a mnie wypadła wigilia w ciąży czyli kapucha i grzyby podstawa, jadłam. Wędzonego łososia też jadłam mama często dekorowała łososiem różne potrawy. Nie miałam ani nadciśnienia ani niedociśnienia ani cukrzycy ciążowej. Morfologia i mocz na 6 z + to dlaczego miałam tak uważać nie potrzebuje diety a umiaru w jedzeniu. Jadłam wszystko ale z umiarem. Co innego jak się dzidzia urodziła. W odstawkę poszły produkty a raczej warzywa wzdymające i wszelkie cytrusy. Resztę jem normalnie ale z umiarem. Zdarzy mi się zjeść solidnego schabowego czy karkówkę. Zawsze obserwuję dziecko, jeżeli coś by się działo będę wiedziała dlaczego. Zdarzyło mi się nawet szparagówkę jeść bo teściowie w zupie mieli na obiedzie. Nie wybrzydzałam, zjadłam i obserwowałam dziecko po karmieniach piersią, hello nic nie było… Jedynie co nie odważę się zjeść karmiąc to groch i kapucha, sama mam po tym największe gazy to tego unikam. Nie wymieniłam Jasia Fasoli bo tego nie lubię akurat xD 😛 Tylko przez mdłości na początku jadłam jeden posiłek dziennie i to o 17 bo nie byłam w stanie nic jeść w 2 i 3 miesiącu, ale posiłek był solidny i ciepły… Nie jadłam w ciąży owoców bo ich po prostu nie lubię, jem tylko wtedy kiedy naprawdę mam ochotę czyli rzadko. Zero witamin w tabletkach. Miałam tylko kwas foliowy i Nospę to wszystko…. tyle ogólnie więc następnym razem odstaw internet i kieruj się własnym instynktem… Jeśli twoje ciało toleruje i dobrze trawi produkty możesz je jeść. Ja grzyby jem od 5 roku życia chociaż dzieci powinny jeść je od 10 roku życia. Ja je uwielbiałam i mój żołądek je kocha…. i tyle w temacie POZDRAWIAM

    • Ja w ciąży też nie przesadzałam, jeżeli chodzi o jedzenie. Nie ciągnęło mnie specjalnie do niczego, ani od niczego nie odrzucało. Nie piłam alkoholu, ani kropli, no i nie jadłam surowego mięsa i ryb, wszelkie tatary, sushi i inne poszły w odstawkę, bo stwierdziłam, że nie będę ryzykować. Ja bardzo ufam swojemu ciału i podobnie jak Ty wychodzę z założenia, że jeżeli dobrze się po czymś czuję i mi nie szkodzi,to mogę to jeść 🙂 Tak naprawdę to po ciąży z jedzeniem mam większy problem, niż w czasie jej trwania. pozdrawiam,
      Ania

    • W jedzeniu zwłaszcza wędzonym czy surowym mogą być bakterie toksoplazmozy, mozesz też nabawić się listeriozy. To dlatego należy uważać. Grzyby to nie najlepszy pomysł ponieważ wchłaniają wszyskie toksyny z otoczenia. Naprawdę to co jesz może znacznie wpłynąć na rozwój dziecka.

      • Witam Panią. Tak jak pisałam, zgodnie z zaleceniami lekarza zrezygnowałam z wszelkiej surowizny. Nie było to wielkie wyrzeczenie, mimo umiłowania do sushi 😉 zdrowie dziecka było najważniejsze. Nie chciałam jednak popadać w psychozę, starałam się do jedzenia podchodzić racjonalnie. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie, Ania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.