Dobre rady – „a ja w ciąży…” Kogo i czego słuchać?

Spread the love

Jesteś w ciąży. Każdorazowo takiej informacji towarzyszą silne emocje – radość bądź smutek, ekscytacja, strach, wściekłość, nadzieja, szczęście, miłość…wszystko zależy od kobiety, od sytuacji, od nastawienia. Ja przez pierwszą minutę od pojawienia się drugiej kreski na teście patrzyłam w lustro i się śmiałam, sama do siebie, nie wierzyłam. To było niepowtarzalne. W nocy nie mogłam spać, byłam tak szczęśliwa, że nie potrafiłam zmrużyć oka. Po przyjeździe do pracy odpaliłam google. Kalkulator ciąży, hmmm, sama wiem, jak to się liczy, ale się upewnię. No tak, początek 5 tygodnia jak nic. Wpisuję w wyszukiwarkę „5 tydzień ciąży”. Wyskakuje cała masa stron. Informacje, które uzyskuję, różnią się od siebie nieznacznie, ale ogół się zgadza. Wszystkie znaki na niebie, ziemi i w Internecie mówią, że do ginekologa na kontrolę mogę iść już za tydzień. W 6 tygodniu powinno już być tętno. No dobra, to się umawiam. Tydzień to długo… jak ja to wytrzymam? Patrzę na brzuch i zastanawiam się, co się teraz tam dzieje. Po powrocie do domu siadam do komputera, znowu google, na co uważać, co mogę, co nie mogę, co powinnam. Są i youtuberki, pooglądam, posłucham, co mówią.

Kurcze, niby koniec 5 tygodnia, a u mnie objawów brak. No dobra, nie ma okresu i bolą piersi, ale gdzie pozostałe objawy? Wpisuję więc znowu w okienko wyszukiwania : „5 tydzień ciąży, brak objawów”. Uff, dobra, nie tylko ja tak mam, niby logiczne, ale lepiej przeczytać, że kobiety rodzą zdrowe dzieci, mimo że nie zemdliło ich ani razu przez 9 miesięcy.

Po pierwszej wizycie u lekarza uspokajam się. Ginekolog powiedział, że jest dobrze, tego będę się trzymać. To na razie tylko pęcherzyk, ale jest, to jest ważne! Pewnego wieczoru jedziemy z D. do znajomych, mają już dwójkę dzieci. „Pokaż zdjęcie” – mówi koleżanka – „Który to tydzień?”. „Według okresu szósty” – odpowiadam z dumą. „Szósty? Hmmm, wiesz, w szóstym, to mojemu synkowi już było serce.” Strach, najpierw strach, a później złość. Jak ona mogła tak powiedzieć? Dlaczego miałoby być nie ok? Ginekolog nie widział w tym nic złego. Wracam do domu, znowu Internet. Hasło  „Tętno w 6 tygodniu”.  Większość kobiet pisze, że już było, ale zdarzają się, że pojawiło się później. Jak ja wytrzymam do kolejnej wizyty? A jak się nie rozwinie? A jak się zatrzymało? „Ciąża obumarła” – wtedy pierwszy raz przeczytałam to hasło. „Zarodek się nie rozwinął”, „Serce nie podjęło pracy”, „Nie było żadnych sygnałów”. Matko, po co ja to czytam? Dlaczego jak już się coś przeczytało, to nie da się o tym zapomnieć (no, może wyłączając podręczniki i materiały, których trzeba się nauczyć, wtedy z tym zapominaniem to zupełnie inna sprawa).

W weekend, tydzień przed kolejną wizytą u ginekologa, postanawiamy zrobić ognisko. W pobliżu są fajne górki, jest pierwszy słoneczny dzień po zimie, super pomysł. W sobotę wieczorem zaczyna mnie boleć gardło. „Zobaczę jak się będę czuła, jak nie przestanie, to zostanę w domu i pójdziecie sami” – mówię do D. Rano budzę się z takim samym bólem gardła, decyzja dla mnie jest oczywista, nie idę. Poprosiłam D., żeby przy okazji wyprawy zapytał jednej z koleżanek, która ma dziecko, jak radziła sobie z przeziębieniem w ciąży. Z tego co pamiętam, pierwszy trymestr przechodziła w najgorszych miesiącach – październik, listopad, grudzień – wtedy naprawdę łatwo o katar. D. wraca zadowolony, wypoczęty. Przynosi mi nawet w termosie kiełbasę z ogniska. „I co powiedziała o tym przeziębieniu?” – pytam. Odpowiedź jest fantastyczna  – „Nic nie robiła. Powiedziała, że ona w ciąży robiła wszystko, na co miała ochotę, na nic nie uważała, chodziła po górach, przeziębienie można leczyć domowymi sposobami, ale nie trzeba siedzieć w domu”. No, już sobie nawet wyobrażam minę, z jaką zostało to powiedziane. Pamiętam nawet jedną sytuację z tą samą osobą, która tak podobno luzacko do wszystkiego podchodziła. Pewnego razu u znajomych ta sama koleżanka, będąc w stanie błogosławionym, stwierdziła, że jest głodna. Z racji, że w towarzystwie nikt wcześniej nie był w ciąży, wszyscy poderwali się i zaczęły padać różne propozycje – a może owoc, a może ciastko, a może coś zamówimy. „Moja żona wczoraj wieczorem ugotowała rosół, może byś zjadła?” – pada propozycja gospodarza imprezy. Mąż ciężarnej przytaknął, świetny pomysł, rosołek będzie w sam raz. No i wtedy odezwał się ten właśnie szalony duch nieprzejmującej się niczym przyszłej mamy – „Kochanie, ja jestem w ciąży, teraz mogę jeść tylko świeże rzeczy”. Noooo, to by się zgadzało z tym, co usłyszał D. o nieprzejmowaniu się. Rosół, który miał niecałą dobę i stał w lodówce musiał być bardzo nieświeży…gratuluję odwagi. No nic, koleżanka została oficjalnie skreślona z listy moich ciążowych doradców. Wracam do Internetu i do porad mojej mamy – czosnek, miód, cytryna, woda morska do płukania nosa (swoją drogą świetny interes, wlewasz trochę wody z solą do butelki i sprzedajesz w aptece po 30 zł, szok! Ale na ciężarnych łatwo się zarabia. Czego się nie zrobi dla swojego maleństwa.)

Wizyta w 8 tygodniu mogłaby być zatytułowana „Czy jest tętno?”. Siadam na fotelu, D. stoi za mną, patrzymy, jest. Cudnie! Jakie małe serduszko, tak szybko bije. „Niesamowite” – mówi D. patrząc w ekran. Na szczęście przeziębienie nie zaszkodziło mojej kropce. Pokazuję wyniki, TSH 3,98, trzeba skonsultować z endokrynologiem, reszta jest ok. Przychodzę do domu, parę godzin euforii, kładę się, jadę do pracy, pokazuję zdjęcie mojego dziecka znajomym. Wracam do domu, emocje nadal są, ale znowu się zaczyna – muszę wejść w google i poczytać o tej tarczycy. Czytam, o matko! Jest bardzo źle. Z takim wynikiem w ogóle nie powinnam zajść w ciążę! Niedoczynność tarczycy w ciąży sprzyja poronieniom, dzieci często rodzą się niedorozwinięte, z niską masą urodzeniową…o Boże! Wizyta u endokrynologa uspokaja mnie. Wracam do domu, informuję D. o tym, czego się dowiedziałam. „Bo ci w końcu wyłączę ten Internet, przestań to wszystko czytać. Kobiety na forach się nakręcają”. Ja wiem, ja to wszystko wiem, tylko to nie jest tak łatwo nie czytać. Szukasz w Internecie otuchy, a najczęściej znajdujesz coś, co dobija cię jeszcze bardziej.

Mija kolejny tydzień od wizyty. Robię obiad. Przygotowuję polędwicę na ostro, wkładam ją do piekarnika z odrobiną pieczarek, suszonych grzybów i pietruszki.  Wieczorem rozmawiam z koleżanką. „Ale się najadłam” – mówię, opisując danie, które udało mi się stworzyć. „Co?! Zwariowałaś?! Ostre w ciąży?! Chcesz zaszkodzić dziecku?!” Ale jak zaszkodzić? Standardowo odpalam zaprzyjaźnione google, uspokajam się – ostre w ciąży nie szkodzi, jak masz ochotę, to jedz – to opinia lekarzy. Grzybów nie powinno się jeść jak nie jesteś pewna, czy nie są trujące, albo jak masz kłopoty żołądkowe, bo są ciężkostrawne, nie ma innych przeciwwskazań. Wchodzę na jakieś forum, tam informacje są inne – „Moja znajoma zjadła pizzę diavollo, z papryczką chilli, i zaraz po tym poroniła”. Dobra, bez przesady, zaczynam naprawdę rozumieć, że czytanie tych wszystkich wywodów nie służy niczemu dobremu.

Urodziny u koleżanki. Po przeciwnej stronie stołu siedzi kobieta, która na wieść o mojej ciąży zaczyna opowiadać – ona w ciąży to to, ona w ciąży to tamto, to powinnaś, tego nie powinnaś…ok, dobra, posłucham, ale analizując to, co mówi, raczej się nie zastosuję. „Moje dziecko po urodzeniu, miało bardzo dziwny kolor” – mówi – „Wiesz, było takie żółte, ale też takie trochę dziwne, jak pergamin, takie beżowawe, ale to tylko dlatego, że ja w ciąży obsesyjnie jadłam mandarynki, całymi siatkami!” Cóż, no dobrze, skoro tak mówi. Wychodzę z koleżanką  na taras. „Wiesz, ona paliła całą ciążę, cały czas miała w domu taką ‚zapasową paczkę papierosów na wszelkie wypadek’, no i ciągle kupowała nową, jak tamta się kończyła”. – dowiaduję się. Aaaaa, no tak, to już wiemy, skąd ten pergaminowy kolor maleństwa. Dobrze, że nie powiedziała, że czarne wody płodowe miała, bo tydzień przed porodem podała rękę murzynowi…Masakra, co za ludzie. Wracam do stołu, wypływa temat palenia. „Jak się dowiedziałam o ciąży, to przez pierwszy tydzień miałam tak, że strasznie chciało mi się zapalić, mimo, że nie paliłam nałogowo. To chyba dlatego, że już wiedziałam, że nie mogę, taki zakazany owoc” – opowiadam. „To trzeba było palić!” – słyszę od matki pergaminowego dziecka. Jest to swoiste potwierdzenie tego, co przed chwilą usłyszałam na tarasie. „Pytałam lekarza, on powiedział, że jak organizm domaga się nikotyny, to gorsze dla dziecka jest, jak mu jej nie dostarczysz, bo przeżywa szok. Jak miałaś ochotę, to trzeba było palić, mogłaś tym niepaleniem bardziej zaszkodzić dziecku”………. No nie, na to już brakuje mi odpowiedzi. Niech mi ktoś proszę wytłumaczy, jak niby te wszystkie substancje smoliste i rakotwórcze miałyby mniej zaszkodzić mojemu dziecku, niż szok po braku nikotyny, która i tak nigdy nie była organizmowi dostarczana regularnie, tylko sporadycznie. Muszę stamtąd iść. Opcji zamiany miejsc nie ma, a bredzenia tej kobiety nie zniosę, szczególnie na trzeźwo.

Kolejna rozmowa z jedną z ciężarnych koleżanek. „Ale brakuje mi imprez, mówię ci, ciągnie mnie do alkoholu jak nigdy” – mówi. Hmm, ja tak nie mam, ale słyszałam od koleżanek, że w ciąży zabiłyby za piwo. Mnie od piwa odrzuca. „Wino w ciąży jest zdrowe, można je pić” – słyszę od tej samej koleżanki. „Wiesz, nie mam takiej potrzeby, różnie mówią. Jak mnie nie ciągnie, to po co mam pić?” – odpowiadam. „Ja to piję wino, ale rozcieńczone z wodą, 1/3 lampki to wino, pozostała część to woda” – słyszę. Wszystko w porządku, dopóki się nie dowiaduję, że takiego rozcieńczonego wina czasem idzie pół butelki w jeden wieczór… „Nie osądzaj Ania, nie osądzaj” – powtarzam sobie. Kolejna osoba wykreślona z listy ciążowych pomagaczek.

Ostatnia rzecz, jaką pamiętam z rad ciążowych, to rozmowa ze znajomą, która ma dwuletnie dziecko. Po otrzymaniu ode mnie informacji, że niedługo idę na zwolnienie, stwierdziła „Nie rozumiem kobiet, które ciążę traktują jak chorobę i od razu chcą z ZUS-u wyłudzić pieniądze. Ja pracowałam do piątku, w  poniedziałek urodziłam, nikt mi nie zarzuci, że wykorzystywałam swój stan do tego, żeby się lenić”(no ,ZUS to strasznie biedna instytucja, oni tacy uczciwi, a ja wyłudzam). Zatkało mnie. Kobieto, chcesz pracować do końca ciąży? To pracuj! Kto ci broni? Ale nie krytykuj kobiet, które nie czują się na siłach, nie chcą, mają potrzebę przygotowania się do przyjęcia dziecka właśnie siedząc w domu! Idąc jej tokiem rozumowania powinnam do 9 miesiąca ciąży robić dziennie samochodem ponad 100 km tylko dlatego, żeby udowodnić innym, że nie jestem leniem. No przezabawne. Miałam koleżankę, która parę lat temu postąpiła w dokładnie taki sposób, do samego końca przychodziła do pracy z ogromnym brzuchem, ledwo wdrapując się na trzecie piętro budynku. Nikt nie mógł jej zarzucić, że się migała od pracy. Była z siebie bardzo dumna, chociaż było jej ciężko, zawsze była obowiązkowa i tym razem nie zawiodła. Przy okazji mojej ciąży stałyśmy w grupce i rozmawiałyśmy o moim nadchodzącym zwolnieniu. „A ty kochana chyba też wcześnie jakoś zrezygnowałaś z pracy, jak byłaś w ciąży, nie?” – padło pytanie do wyżej opisanej koleżanki. Jej mina mówiła sama za siebie. Nikt nawet nie zapamiętał jej poświęcenia, nikt na to nie zwrócił uwagi. Dla mnie sprawa jest prosta, jeżeli masz pracę, która nie przeszkadza ci w ciąży, czujesz się na siłach, nie ma żadnych przeciwwskazań, a ty masz ochotę i nie chcesz siedzieć w domu, to pracuj. Tylko proszę, nie oceniaj w drugą stronę kobiet z innym podejściem, ani nie rób niczego, żeby komuś coś udowodnić. To takie bez sensu, że aż nie wiem, co napisać.

„Powinnaś mieć już większe piersi na tym etapie”, „Sutki powinny być ciemniejsze i powinnaś mieć takie charakterystyczne żyłki”, „Zobaczysz, będziesz rzygać. Jak masz odpowiednie stężenie HCG, to musisz rzygać”. To właśnie takie stwierdzenia spędzały mi sen z powiek. Albo fora, na których kobiety piszą, że na pewno to, albo na pewno tamto. W ciąży nie ma nic na pewno. Kobiety rodzą mimo przebytych chorób, wysokiego TSH, jedzenia ostrych rzeczy, uprawiania sportów. Jedna do 4 miesiąca nie będzie wiedzieć o ciąży i urodzi zdrowe dziecko, druga od 4 tygodnia będzie na wszystko uważać i je straci, nie ma reguły. Ja nie krytykuję osób wypowiadających się na forach. Jeżeli im to pomaga, to jak najbardziej, niech piszą, ja piszę blog, sama dla siebie, i to naprawdę pomocne nawet, jak nikt tego nie czyta. Jednak proszę, nie nakręcajmy się. Nie można napisać, że jak przestają boleć piersi to na pewno ciąża obumarła, albo jak wynik taki czy siaki, to już koniec – niech to ocenia lekarz. Ja straciłam swojego dzidziusia, a nie zrobiłam nic, naprawdę nic, żeby mu zaszkodzić. Wiem, że gdy zajdę w następną ciążę, nie będę sobie psuła tego pięknego czasu wyszukiwaniem w sobie chorób i złych objawów. Dzielenie się na forum internetowym swoim szczęściem, rozmowa z innymi mamami, będącymi na tym samym etapie ciąży, to jest coś pięknego. Ale nakręcanie się? Straszenie? Po co? Na mnie to nie działa. Mam nadzieję, że po zobaczeniu drugiej kreski na teście ciążowym nie popadnę znowu w obsesję czytania w sieci o szkodliwości każdego pierdnięcia. Każda ciąża jest inna, tym razem pozwolę sobie przechodzić ją w spokoju. Czy uda mi się donosić następne dziecko? Tego nikt nie wie, mam nadzieję. Jednego jestem pewna – zasłyszane dobre rady koleżanek nie będą już na pierwszym planie. Tym razem pozwolę pierwsze skrzypce grać ludziom, którzy faktycznie będą cieszyć się z naszego szczęścia. Niestety, łatwiej jest nastraszyć, niż uspokoić i pocieszyć, i przed tym właśnie będę chronić moją następną kropeczkę.

8 comments to “Dobre rady – „a ja w ciąży…” Kogo i czego słuchać?”
  1. bardzo dziękuję za artykuł. Zdążyłam się już przekonac na własnej skórze że najgorsze jest wkręcanie się. Dlatego jeśli to możliwe to staram się czytać tylko pozytywne artykuły, to bardzo pomaga. Zwłaszcza że doświadczenia z pierwszą ciążą mam bardzo podobne, niestety też zakończone niepowodzeniem. Teraz szczęśliwie jestem w 25 tc, ale najważniejsze to spokój i opanowanie. Wiem że łatwo się mówi, ale sama przeżyłam bardzo poprzednią stratę a otoczenie zamiast pomagać to wywierało coraz większą presję.

  2. Oj tak, cioteczek dobra rada jest od groma. Coprawda nie mówię nawet o samej ciąży,ale o staraniach. Każda ma super lekarza. Każda ocenia co lekarz mi zalecił i czy to ma sens czy nie. Ok,czasem też coś zasugeruje,ale wiem ze mogę nie mieć racji. Każdy organizm jest inny i trzeba patrzeć indywidualnie a nie przykładać szablon do wszystkich i próbować wjechnąć w niego daną osobę. Nie powiem,że wierzę że przestaniesz przeszukiwać Google w odpowiedzi na swoje pytania,ale wierzę że będziesz odsiewać głupoty od bardziej wartościowych treści.

    • Znam to 🙂 od jednej koleżanki dowiedziałam się, że przy poziomie TSH 3,98 nie ma takiej możliwości, żebym zaszła w ciążę 😀 cóż, lekarz i USG twierdzili co innego 😉 tak to jest, mam nadzieję, że ja sama nie zmienię się w ciocię dobra rada, bo dobre rady są super, jeżeli ktoś faktycznie radzi, a nie narzuca, tak jakby posiadł wszystkie mądrości świata i jakby istniała tylko ta jedna, jedyna jego racja 🙂

  3. Czesc!
    Mysle ze bede do Ciebie zagladac regularnie. Bardzo mocno Ci kibicuje zeby twoj blog zamienil sie w taki o szczesliwie zakonczonej i mam nadzieje ze moj happy end bedzie cie nastrajal pozytywnie (napisalam ci pare slow o sobie w komentarzu do wpisu „o mnie”). Co do objawow ciazy nie mialam zadnych w zadnej za to po ciazy obumarlej w kolejnej mialam krecka na punkcie ruchow itp tzn jak tylko mialam chwile wolnego to analizowalam czy aby wszystko jest w porzadku dlatego pracowalam jak dlugo sie dalo zeby nie miec za wiele czasu na myslenie.
    Co do dr Google to wyciagalam z niego tylko to co pozytywne a pozniej i tak konsultowalam to z moim lekarzem. W sumie to tylko raz mialam z nim na powazniej do czynienia jak w badaniu wyszla nam za duza przeziernosc karkowa ale po przedyskutowaniu wszystkich za i przeciw uznalam ze z racji tego ze nie ma innych nieprawidlowosci to najgorsze co moglabym uslyszec to ze ” dziecko bylo zdrowe ale niestety…” bo ryzyko poronienia jest 1%. Syn urodzil sie zdrowy a na kolejnym usg lekarz ktory okreslil plec dodal ze chlopcy maja czesciej podwyzszony ten parametr.

    • Cześć 🙂 czytałam tamten komentarz, dziękuję 🙂 w google nie mogę wchodzić, bo ja w ciąży nie umiałam z tego racjonalnie korzystać, naprawdę, urządziłam sobie istny koszmar. Starałam się do wszystkiego podchodzić racjonalnie, jednak nie zawsze mi się to udawało. Co do pracy, to ja bym chciała pracować jak najdłużej, ale dojeżdżam do pracy ponad 50 km w jedną stronę, średnio bezpieczną trasą, i wiem, ile stresu mnie to kosztowało w poprzedniej ciąży. Podejmę decyzję, jak już zobaczę na teście 2 kreski, a to jeszcze chwila, bo chcę poczekać jeszcze 2 cykle.
      Moja kuzynka miała identycznie na badaniach prenatalnych i również urodziła zdrowego chłopca 🙂 pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarze, Ania

  4. Nie słuchaj opowieści, żadnej koleżanki czy znajomej. To co masz się dowiedzieć dowiesz się z książeczek jeśli chodzi o pielęgnacje dzieci itp. a inni co najwyżej pomogą którzy mają jakieś doświadczenia. Resztę niech ci powie doświadczona położna środowiskowa (ja ją miałam akurat od 21 tygodnia bo tak akurat moja przyjmowała) albo ginekolog. Ja piszę bloga od dzisiaj o mojej ciąży doświadczeniach itd niedługo będą się pojawiać nowe posty a wujka google słuchaj z dużym dystansem. Internet to tylko namiastka i często może Cię wprowadzić w błąd….

    Odp: do Akapitu 1 – wujek google to źródło informacji ale pamiętaj niekoniecznie właściwych, nie zawsze pomocnych, zawsze dowiaduj się z umiarem i wchodź na właściwe strony, ja polecam np. stron reklamowych typu: BebiKlub , Bebiprogram itd itd są to strony mlek modyfikowanych ale można napisać do położnej czy jest wiele artykułów. Fora unikaj jak ognia, moim zdaniem mało tam mądrych ludzi i każdy mówi co innego jedni na tak inni na nie….

    Odp: do Akapitu 2 – Objawy jedni je mają drudzy nie a inni jeszcze mają tylko częściowo. Ja miałam mdłości przez drugi i trzeci miesiąc i nic więcej, Jadłam co chciałam i piłam co chciałam. Nie paliłam i nie piłam alkoholu. Ani lampki wina ani piwa karmi, to mój wybór indywidualny.

    Odp: do Akapitu 3 – im więcej czytasz o chorobach bardziej się nakręcasz a to bomba stresu… tylko po co? stres wpływa źle na ciąże wiec olej te choroby i mysl pozytywnie zajmij się czymś innym. jakieś hobby ci dobrze zrobi… ja malowałam i remontowałam mieszkanie. czytałam o pielęgnacji dziecka itp a nie o wadach ciąży itp.

    Odp: do Akapitu 5 – jeśli jakiś wynik jest zły nie czytaj w necie bo dowiesz się ze masz raka ślepej kiszki… o tym co powinnaś wiedzieć powie ci lekarz albo położna… jak będzie trzeba pójdziesz na patologie ciąży w celach kontrolnych obserwacyjnych… wysyłają tam każda kobietę jeśli trzeba coś sprawdzić często rozsiać obawy,,,,

    Odp: do Akapitu 6 – ostre a czemu nie? karmiąc piersią nie powinnaś ale w ciąży czemu nie??? karmiąc piersią nie bo maleństwa dupa bd piekła przy kupce jak nam się czasami zdarza 😛

    Odp: do Akapitu 7 – niech se babka zrobi swoje następne i wpiernicza szpinak jak lubi 😛

    Odp: do Akapitu 8 – dziecko nigdy nie ogranicza… tylko trzeba się zorganizować… i umieć poprosić o pomoc wiadomo czasem trzeba odpocząć na swój sposób… trzeba sie wiele wyrzec ale nie do końca idź na imprezę wróć o 24 a nie o 4 rano grunt ze wyszłaś z domu… raz na miesiąc… itd…

    Odp: do Akapitu 9 – ja poszłam na l4 już od 4 tyg ciąży… Skoro mam takie prawo dlaczego mam tego nie wykorzystać? u mnie umowa się kończy bieżącego roku w październiku i raczej nie przedłużą to co mam się produkować? poza tym płace składki tak? to są moje pieniądze… mam do nich prawo….

    Odp: do Akapitu 10 – mam piersi wersja B kształtem jak cytrynki w ogóle nie urosły mimo to mam mleko. Wielkość i kształt nie mają znaczenia jesteśmy ssakami i rodząc dziecko zawsze będziemy mieli mleko nawet po cc pojawia się ono później ale jest. Ja jem wszystko prawie w czasie karmienia oprócz wzdymających i ostrych rzeczy i nie jem i nie pije cytrusów i to wszystko…

    POZDRAWIAM I ZAPRASZAM DO MNIE: pisze artykuły i porady od dzisiaj zaczęłam i będę kontynuować moje posty… jak masz pytania pisz w komentarzu postaram się napisać posta w odpowiedzi lub bezpośrednio wrócę tutaj ci odpowiedzieć,,,

    • dzięki, na pewno będę zaglądać 🙂 mam nadzieję, że niedługo mój blog będzie o kolejnej ciąży, tym razem szczęśliwej. Będziemy mogły powymieniać się doświadczeniami. Pozdrwiam,
      Ania

      • Oby na pewno 🙂 i nie przejmuj się zły los może spotkać każdego Kiedy będziesz gotowa na pewno przyjdzie czas na wszystko 🙂 Buziaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.