co to za blog co to za miejsce

Spread the love

Jestem Ania. Jeszcze niedawno byłam w ciąży, niestety dziecko zmarło we mnie w 9 tygodniu. Po kilkudniowej wędrówce po forach internetowych postanowiłam założyć bloga, w którym opiszę wszystko, co wydarzyło się w moim życiu w związku z tym przeżyciem. Mam nadzieję, że dzięki wypisaniu się odnajdę trochę spokoju, a jeżeli kiedyś zaglądnie tu jakaś mama, albo tato, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, będą mogli zobaczyć, jak ktoś inny, zupełnie obcy, radził sobie z taką tragedią.

Chcę opisać tu przeżycia fizyczne, duchowe, psychiczne. Chcę opisać reakcje otoczenia. Mam zamiar opisywać moje dalsze starania, informować o decyzjach i opiniach lekarzy. Jeżeli interesuje Cię to i pomaga, zapraszam, jeżeli obraża lub zasmuca, lepiej opuścić to miejsce od razu.

Dla mnie koniec mojej ciąży jest początkiem czegoś nowego. Muszę tak o tym myśleć, ponieważ tak straszna rzecz nie mogła przydarzyć się bez większej przyczyny. To pomaga mi spać i funkcjonować.

15 comments on “co to za blog co to za miejsce
  1. Mija kolejny miesiąc odkąd odszedł nasz Synek. Byłam w 12 tc, 2 dni wcześniej na kontroli wszystko było dobrze, bardzo się cieszyłam (na usg dziecko machało rączkami i nóżkami, myślałam, że wyczuwa to że go widzę, teraz myślę, że się ze mną żegnało). Pojechaliśmy odwiedzić znajomych, nic szczególnego nie robiłam, nie przemęczałam się, po prostu siedziałam i rozmawialiśmy. Zaczął mnie pobolewać brzuch, ale nie jakoś mocno, lekko w górnej części, wszyscy mówili, że to normalne, że to macica się rozciąga no i przecież jestem w ciąży to co chciałabym nie czuć nic. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że nie zostałam w domu, że od razu jak tylko mnie zaczęło boleć nie pojechałam do szpitala (gdyby nie moja głupota może mój syn byłby teraz nadal w moim brzuchu). Późnym popołudniem ból się nasilił, a ja zobaczyłam brązową wydzielinę na bieliźnie, wpadłam w panikę i jak najszybciej kazałam mężowi jechać do szpitala. Tam oczywiście wysyłanie od lekarza do lekarza, czekanie. Zostałam przyjęta na oddział, dostała leki i tyle. W nocy brzuch bardzo mnie bolał, czułam pulsowanie, poszłam do położnej i mówię co się dzieje prosząc, aby wezwała lekarza. Zbywa mnie każąc iść spać (spać kiedy rozrywa cię od środka!). Po kilku godz. słyszę delikatne pęknięcie, idę do łazienki „woda”leje się ze mnie, dopiero wtedy przyszedł lekarz. Nic do mnie nie docierało, ja nawet nie myślałam, że właśnie tracę swoje dziecko, że to koniec. Naglę czuję, że coś ze mnie wychodzi…. czuję się jak w najgorszym koszmarze. Nie pozwolono mi zadzwonić do męża, bo jest noc to po co, dostałam chyba 3 kartki do wypełnienia (minute po tym jak straciłam dziecko, zalana łzami, w panice, szoku).
    Po zabiegu leżałam przez kilka godzin odchodząc od zmysłów, sama, bo nadal nie pozwolono mi zadzwonić do męża (dopiero około godz. 7 jesteśmy razem).
    Na obchodzie usłyszałam, że po co ryczę za 2 miesiące znowu będę w ciąży! Od innego lekarza przy wypisie usłyszałam, żebym się zastanowiła dlaczego poroniłam, bo sama wiem najlepiej co zrobiłam, że tak się stało! To zdołowało mnie na bardzo długi czas i dało do zrozumienia, że jestem winna.
    Nie da się opisać tego co się czuje po stracie dziecka, wstyd, że wszystkich zawiodłam, strach, lęk, załamanie, obwinianie się. Nie mogę sobie z tym nadal porodzić, mąż chciałby, żeby już nie rozpamiętywać, a ja nie mogę. Bardzo chcę mieć dziecko, staramy się, ale moment, kiedy robię test i widzę 1 kreskę powoduje, że cały dzień płacze.
    Znajomi i przyjaciele (po za małymi wyjątkami) udają, że zniknęliśmy, nie odzywają się, a kiedy już łaskawie się odezwą, zachowują się jakby nic się nie stało pytając co u nas- mam ochotę walnąć im taką gadkę, ale się powstrzymuje. Nawet nie wiedzą jak bardzo mnie zawiedli, po co mi przyjaciele, którzy nawet nie potrafili w obliczu naszej tragedii powiedzieć „przykro mi”.Widzę kobiety w ciąży i czuje złość, zazdroszczę im, myślę jaki miałabym teraz brzuch… Czasami czuję wściekłość na ludzi, którzy mają dzieci, dlaczego im się to nie przytrafiło, tylko mi, mam takie myśli, że wstydzę się o nich pisać.
    W dniu pogrzebu naszego Synka w rodzinie urodziło się dziecko, kolejne, niechciane, jego matka przeżywałam, że wpadła i niezbyt cieszyła się z jego narodzin! Nawet nie chciałam o tym słyszeć, dlaczego tak się dzieje, ludzie nie doceniają tego, że mają zdrowe dzieci, czy ona chciałaby być na moim miejscu?! Teraz wiara i nadzieja, że niebawem uda mi się zajść w ciąże i urodzić zdrowe dziecko daje mi radość, modlę się o to każdego dnia i bardzo pragnę za kilka miesięcy przytulić do serca moje dziecko.
    Dziękuję za tego bloga, bardzo potrzebowałam się wypisać, ściskam mocno wszystkie kobiety, które przeszły przez to samo.

    • To straszne, przez co przeszła świata. Ja straciłam ciążę również w 12 tygodni, ale w szpitalu je spotkało mnie nic złego, mój D. był przy mnie cały czas. Nie możesz się obwibiać. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale silna ciąża by się utrzymała, chocbys nie wiem co robiła, a czasem dzieje się tak jak u nas, dziecko odchodzi, organizm poddaje się. Jest to niesprawiedliwe, budzi to w nas złość, frustracje i jeszcze gorsze emocje, ale tak się dzieje i nic na to nie poradzimy. Mi też przez jakiś czas było ciężko patrzeć na kobiety w ciąży, ale szybko sobie wytłumaczyłam, że ja też jeszcze w ciąży będę i nie wiem, przez co one przeszły, żeby cieszyć się teraz swoimi pięknymi, rosnącymi brzucha i i że nie można zazdrościć, bo to, że ktoś nie zajdzie w ciążę nie sprawi, że ja znajdę w nią szybciej. Nikomu nie życzę przeżycia straty dziecka, na to nikt nie zasłużył. Trzymaj się i nie poddawaj, bardzo mi przykro, że tak wiele kobiet przechodzi przez ten koszmar. Mam nadzieję, że szybko doczekasz się własnego, szczesliwego zakończenia tak jak ja

      • Dziękuję. Wiem, że czasami tak po prostu się dzieje, bo coś z dzieckiem jest nie tak, ale czasem ciąża jest zagrożona, a dziecko na szczęście rodzi się zdrowe i to powoduje mój mętlik w głowie, że może zrobiłam coś nie tak. Staram się nie obwiniać, bo wiem, że to nie prowadzi do niczego dobrego.
        Wiem, że inni ludzie nie są winni, że mają dzieci, ale to co czasami dzieje się w mojej głowie wiem tylko ja i nie jestem z tego zadowolona.
        Jeszcze raz dziękuje, ściskam Cię i życzę powodzenia.

        • Kochana nie obwinia się ani za to, co się stało, ani za to, jakie masz myśli w głowie. To zupełnie naturalna reakcja, myślę że wielu ę z nas musiało walczyć z myślami, ktorych nie chciałysmy mieć. Trzymam kciuki za Ciebie!

    • Zrobilas WSZYSTKO co mozna bylo zeby twoje dziecko urodzilo sie cale i zdrowe! Brzuch w ciazy czasem pobolewa a ja malo z powodu wzdec nie wyladowalam na patologii ciazy. Natomiast szpital potraktowal cie strasznie bo wtedy kiedy potrzebowalas wsparcia odmowiono ci obecnosci meza i jeszcze zdolowano bezpodstawnymi oskarzeniami. Z naszych doswiadczen wyglada na to ze najpierw glowa musi dojsc do siebie zanim zajdziesz w ciaze i dla glowy ta ciaza bedzie najtrudniejsza!

      • Dziękuję Wam. Czuję się o wiele lepiej po „wylaniu” z siebie tego wszystkiego. Pracuje nad tym, żeby moja głowa doszła do siebie, bo wiem, że to jest najważniejsze. Trzymam kciuki, za wszystkie starające się i ciężarne, oby nasze ciężkie przeżycia wkrótce zamieniły się w wielkie szczęście 🙂

  2. Aniu, chciałam Ci podziękować. Wśród forów pełnych wszystkiego, ale nie tego czego szukałam, znalazłam Twój blog. I poczucie, że choć zostałam sama, nie jestem sama.

    Za kilka dni wracam do pracy. I jestem tym przerażona. Twoje teksty sprawiają, że oswajam ten lęk. Ten i inne, cały ten kram z ‚już niebyciem’. Dziękuję.

    • Cześć, nie powiem, że cieszę się, że znalazłaś ten blog, bo powód, przez jaki musiałaś go szukać jest straszny. Bardzo mi przykro. Trzymam kciuki, żeby powrót do pracy nie był taki zły a ludzie zachowywali się normalnie. dużo zdrowia życzę, pozdrawiam i 3maj się

  3. Trafiłam tu przypadkiem. Ale bardzo mnie poruszyło, bo mam podobne doświadczenia. Po ślubie zaszłam w ciążę i mimo, że miałam normalnie okres czułam, że coś jest nie tak. Okazało się, że to ciąża pozamaciczna. Tygodniowy pobyt w szpitalu, potem do domu, potem do kontroli – jedna pani doktor mówiła, że to ciąża pozamaciczna, inni że nie.. Potem drugi pobyt w szpitalu, potwierdzenie pierwszej diagnozy, zabieg, dochodzenie do siebie i fizyczne i psychiczne.. Każdy przezywa inaczej, jednemu pomaga cisza, drugiemu rozmowy. Na szczęście zaraz po zabiegu trafiłam do bardzo dobrego lekarza Naprotechnologa i rozpoczęlismy z mężem leczenie. Okazało się, ze mam problemy z tarczycą, niektórymi hormonami i nietolerancję pokarmową na niektóre produkty, po kilkumiesięcznym leczeniu i diecie, po roku od zabiegu usunięcia ciąży pozamacicznej znów byłam w ciąży – tym razem zdrowej, urodziłam zdrowego chłopca, po 2 latach urodziłam drugiego, a teraz czekamy na trzecie maleństwo. Nie wolno się poddawać i trzeba też szukać fachowej opieki lekarskiej 🙂

  4. Przeszlam ta drogę trzy razy 🙁 zanim dostalam się do klubu 2/3. Nie będę pisać o bólu strachu czy cierpieniu bo z tym każda z nas musi sobie radzić sama w ten czy inny sposób ważne żeby działał. Nie wolno nic nie robić i zamykać się w tym bólu. Po pierwszej ciąży tak jak Ania chciałam szybko próbować i byłam w ciąży ponownie po pol roku ale niestety w 7 tygodniu serduszko maleństwa przestało bic ( pierwsza ciąża była pozamaciczna) wtedy dotarło do mnie ze cos jest nie tak ze to nie jest przypadek. Powodem byla immunologia. Po roku znów byłam w ciąży ale w 10 tygodniu znów uslyszalam ze nie ma tetna. Uslyszalam po poronieniu od lekarza prowadzacego ze psuje mu statystyki. To był dla mnie bardzo trudny czas stopniowo podnosiła się jednak nie chciałam juz być w ciąży żeby nie cierpieć. Po 3 latach strach nie minął dotarlo do mnie jednak ze będzie mi towarzyszył on juz zawsze. Zaczelam starania które trwały cały rok ale udało się teraz jestem szczęśliwa mamą 9 miesięcznego synka. Chce tylko powiedzieć ze nigdy nie należy się poddawać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.